Dawid Podsiadło

– Pamiętasz swój pierwszy występ publiczny?
– Pamiętam nawet pierwszy występ zagraniczny! Miałem 12 lat. W Tunezji na wakacjach, podczas konkursu zorganizowanego przez animatorów, stojąc przy basenie, śpiewałem Długość dźwięku samotności Myslovitz. Mam nawet nagranie. Pokazać?
– A nie strach?
– Trochę, ale słowo to słowo.

Czytaj dalej

Beata Kozidrak

– Możemy przejść na „ty”?
– Bardzo nam miło!
– Będziemy się czuli bardziej komfortowo, dzięki czemu czytelnicy tylko na tym skorzystają. Jakie macie pierwsze pytanie?
– Najbardziej oczywiste z oczywistych. Ile razy odmawiałaś PLAYBOYOWI?
– Dwa.
– Ku rozpaczy wszystkich fanów.
– Uważam, że to, co moje, jest intymne i należy tylko do mnie. Ewentualnie do mojego mężczyzny.

Czytaj dalej

Zbigniew Wodecki i Mitch & Mitch

– Czy Zbyszek dostał już oficjalną „Mitchową” ksywkę?
– Zbigniew Wodecki: A toście mnie zagięli! Myślałem, że ten projekt sam w sobie jest tak zaskakujący, że już nic mnie nie zdziwi. Ale żeby jeszcze wymyślać ksywy? Czasem chłopaki mówią na mnie „Łodeki”…
– Mitch: Przecież sam to wymyśliłeś! Na pierwszym koncercie.
– Mitch: W „Trójce”. Kiedy zostałeś niby przypadkiem wywołany na scenę do „czelendżu na kibordzie”.

Czytaj dalej

Wojciech Karolak

– Miło mi, że jestem według was interesujący. Myślę jednak, że dla ludzi jestem tak naprawdę nikim. W wywiadach ważne jest nie to, co ktoś mówi, ale kto to mówi. Powinien to być ktoś znany, rozpoznawalny. Ktoś, kim ludzie się interesują. Z całym szacunkiem dla panów, ale nie spełniam żadnego z tych wymagań. Mam zatem jedno pytanie: po kiego…?
– Idziemy pod prąd.
– Nie da się ukryć (śmiech). Tylko obiecajcie, że zastopujecie mnie, jak będę za długo pieprzył.

Czytaj dalej

Edyta Bartosiewicz

PRZEKRÓJ nr 39, 2013 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke — Rozmawiamy do ostatniego „Przekroju”? Po nas choćby potop. Bardzo to przykre, ale jednocześnie nie­słychanie przystające do mojej sytuacji. Pasujemy do siebie jak ulał, bo przecho­dzę teraz coś w rodzaju śmierci. Cze­kam na swój pogrzeb i, miejmy nadzie­ję, zmartwychwstanie. Wydaję nową płytę, ale z materiałem, …

Czytaj dalej

Andrzej Smolik

– Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze?
– Mogę wam opowiedzieć, jak ich nie zarobiłem. Ojciec pracował w mary­narce handlowej i kiedyś byłem z nim na placówce w Ameryce Południowej. Któregoś razu przesadził z gulaszem. Wkroił do niego ekstremalnie dużo chili, które pomylił ze słodką papryką. W ramach żartu powiedział: „Jak zjesz wszystko, dostaniesz 100 papierów”. W 1983 r. 100 dolarów robiło większe wrażenie niż dzisiaj lamborghini 50 Centa. Podjąłem wyzwanie. Ale oj­ciec wiedział, co robi. Nie dałem rady. Wymiękłem.
– A kiedy nie wymiękłeś i pierwszy raz naprawdę zarobiłeś?
– Wszyscy to przerabiali. Akcja typu wujek, ciocia. „Jak będziesz grzeczny, dostaniesz dwie dychy na kino”. Oczy­wiście opłacało się być niegrzecznym, żeby potem móc przez chwilę być grzecznym dla pieniędzy.

Czytaj dalej

Anja Orthodox

– Jak zarobiłaś pierwsze pieniądze?
– Jako chłopak stajenny na Służewcu. Potem byłam już dżokejką. Oczywiście nie startowałam w wyścigach, tylko na treningach. Przez 10 lat objeżdżałam poranne galopy. Z końmi pracowałam też w stajni pod Brukselą. Dzięki temu w 1986 r. widziałam na żywo Killing Joke i Siouxsie and the Banshees! Nie­stety, gdy zaczęło się granie, nie mogłam pogodzić koni z rock’n’rollowym sty­lem życia. Nie dało się.
– A dało się być jeszcze statystką w Teatrze Wielkim?
– Dało się. Mała kasa, za to wielka zabawa. Pracowałam tam cztery lata. Przebiera­łam się w suknie, nosiłam peruki, byłam malowana w garderobie… Z kumpelka­mi miałyśmy megaradochę. W Car­men wydałam nawet jakiś koguci sko­wyt… To była moja największa „rola”.

Czytaj dalej

Cezary „CeZik” Nowak

– Czy Bóg Internetu kupuje gazety?
– Ostatnio kupiłem… „Przekrój”. Zasko­czeni?
– „Przekrojem” nie. Raczej tym, że nie zare­agowałeś na „Boga”.
– Bo nie dajecie mi dokończyć. Za chwi­lę miałem zaprzeczyć, żeby wyjść na skromnego. A gazety kupuję regu­larnie. Nie jestem przywiązany do kon­kretnych tytułów, sugeruję się raczej tematami z okładek. W ogóle lubię kontakt z papierem. Z przyzwyczaje­nia. Przecież jak byłem mały, to nie było Internetu. Dopiero w liceum pojawi­ły się pierwsze modemy. Hasło „ppp” pamiętam do dziś. Wszyscy mieli takie samo (śmiech).
– Jakie to uczucie: być Bogiem?
– Nie wiem. Uspokójcie się. Jeszcze nikt nie pojechał mnie z tak grubej rury.

Czytaj dalej

Alicja Węgorzewska-Whiskerd

– Jak zarobiła pani pierwsze pieniądze?
– Jako dziecko prezentowałam ciuchy na pokazach mody dziecięcej. Moja mama była szefową reklamy w Spół­dzielni Spożywców Społem i wysyłała mnie na takie imprezy. Występowa­ły tam tylko dzieciaki pracowników. To były czasy, w których nie organizo­wało się castingów, a agencje modelek były abstrakcją.
– Pieniądze, które pani dostawała, też były abstrakcją?
– Oczywiście. Śmieszne, symboliczne kwoty typu 50 złotych. Wszystko od­dawałam mamie. Już wtedy nie byłam rozrzutna.

Czytaj dalej

Artur Gadowski

– Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze?
– W zakładzie jubilerskim, w ramach praktyk szkolnych. Całe tysiąc zło­tych, czyli jeden „kopernik” (śmiech). Niestety, nie pamiętam, co tak napraw­dę zrobiłem. Na pewno jednak było to coś poważniejszego, niż przewi­dywał program szkolny. Inaczej nie dostałbym tak zawrotnej, nadprogra­mowej premii.
– Czyli pracowałeś na czarnym rynku.
– (Śmiech) Trochę na lewo, ale za to bar­dzo uczciwie. „Kopernik” poszedł chy­ba na struny do gitary.
– Jak wspominasz pracę jubilera?
– Nie mogę wspominać czegoś, co się nie wydarzyło. Nie pracowałem w za­wodzie.

Czytaj dalej