Piotr Pytlakowski

– Zawdzięczam wam moją książkę…
– Bardzo nam miło. Ale chyba przesadzasz.
– Nie miałbym nigdy śmiałości, żeby wystąpić z ideą pisania powieści z elementami autobiograficznymi. Ale Marta Stremecka z wydawnictwa Czerwone i Czarne rzuciła taki pomysł po lekturze naszej rozmowy w PLAYBOYU sprzed 12 lat.

Czytaj dalej

Marcin Prokop

– Jestem gotowy. Czuję to, bo zaczyna mi się kurczyć grasica albo jakiś inny organ. Objaw stresu przedegzaminacyjnego. Boże, nie dam rady. Będę nie śmieszny. Nie będę miał anegdot…
– Bo wszystkie już nam opowiedziałeś sześć lat temu.
– Właśnie. I teraz się czuję jak zlękniony bohater kreskówki, którego goni potwór. Nie bierzcie tego oczywiście do siebie. Pamiętacie, był taki koleś w Scoobie Doo, chyba Rogers, który zawsze się wszystkiego bał?

Czytaj dalej

Bear Grylls

– Czy jest ktoś, kto nie mówi do ciebie Bear, tylko używa prawdziwego imienia?
– Tylko jedna osoba na świecie. Stryjeczna babcia. Szczególnie kiedy wyraża swoje rozczarowanie moją postawą. A to akurat bardzo częste w jej przypadku. Ogląda mój program w telewizji, kiwa głową i mówi z dezapropatą: „Co sobie myślałeś, robiąc tę głupotę, Edwardzie…”.

Czytaj dalej

Wojciech Mann

– Jak w pana sytuacji zachowałby się teraz Żelazny Karzeł Wasyl (Jedna z kultowych postaci audycji Nie tylko dla orłów – przyp.red.)?
– Spytałby zapewne, czy macie dla niego jakąś żelazną partnerkę. On wciąż poszukuje ludzkich przeżyć, a nie mechanicznych. W końcu jednak i tak by zginął, jak w każdej opowieści.
– Jak wyzionąłby stalowego ducha w obliczu PLAYBOYA?
– Zatarłyby mu się tryby w pewnej części ciała.

Czytaj dalej

Mateusz Borek

– Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze?
– Jako konferansjer prowadziłem przegląd teatrów dziecięcych w Żabnie. Miałem 11 lat. Potem mieszałem w garażu farby dla „Śnieżki”. A jeszcze później, już w liceum, pisałem za kasę wypracowania i matury dla innych uczniów. W sumie w swoim życiu napisałem z 60 matur!
– Pamiętasz stawkę?
– Jedna robota równała się wartości jednej butelki wódki. Przez tydzień potrafiłem napisać 7-10 wypracowań, więc kręciłem się obok średniej krajowej (śmiech).
– W międzyczasie zarabiałeś też jako… zawodowy muzyk.
– W wieku 16 lat grałem na skrzypcach w kapeli ludowej Zespołu Pieśni i Tańca „Iglopolanie”.

Czytaj dalej

Adam Wajrak

– Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze?
– Pomagałem w remoncie tacie mojej koleżanki. Wynosiłem jakieś dechy. Całą masę. Za wypłatę kupiłem sobie goldeny. Palił je Jacek Kuroń, który był wtedy moim sąsiadem. Nie mogłem wybrać innych.
– Ile miałeś lat?
– Kilkanaście. Chodziłem jeszcze do liceum. Nie pamiętam, do której klasy, chyba trzeciej lub czwartej. Ale za to dobrze pamiętam smak goldenów (śmiech). Kupiłem chyba dwie paczki. Byłem bardzo dumny. Część wypaliłem z kolegami, a resztę z Jackiem, który mnie zawsze częstował. To był pierwszy raz, kiedy mogłem się zrewanżować.
– Czyli rozpalił cię Jacek Kuroń…
– Rozpaliłem się sam. W Norwegii.

Czytaj dalej

Rafał Bryndal

PRZEKRÓJ nr 7, 2013 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke — Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze? U wujka piekarza. Był tak zwanym prywaciarzem, bo prowadził cukier­nię w Gdańsku-Brzeźnie przy ówcze­snej ulicy Karola Marksa. Tuż obok była plaża. Chodziłem w fartuszku między leżakami i sprzedawałem drożdżówki wujka. Czasami ktoś coś ode mnie kupił, ale kolesie, którzy biegali …

Czytaj dalej

Wojciech Mann

PRZEKRÓJ nr 1, 2013 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke — Jak zarobił pan pierwsze pieniądze? Ojciec był grafikiem i pewnego razu zaprojektował dla Orbisu tabliczki z napisem „Recommended by Orbis”. Takie oznaczenia miały wisieć na ścianach najlepszych polskich hoteli. Byłem jeszcze dzieckiem, ale od razu wykryłem, że w słowie „recommended” były dwa błędy. Zwróciłem …

Czytaj dalej

Włodzimierz Szaranowicz

– Słyszeliśmy, że w młodości wyklejał pan pokój plakatami Giny Lollobrigidy.
– Do dziś uważam, że jest uosobieniem doskonałości. Kobieca, powabna, piękna w każdym calu. Po latach, już jako mąż i ojciec, zostałem z kolei wielkim fanem Cindy Crawford. Któregoś razu byłem w Los Angeles z rodziną. Wypatrzyłem naprawdę rewelacyjny plakat Cindy. Chciałem go kupić. Moja żona oczywiście oniemiała z wrażenia. Pamiętam jej pytanie: „O ile lat w rozwoju zamierzasz się cofnąć?”. Nie kupiłem (śmiech).
– Kogo dzisiaj mógłby pan nam zasugerować na rozkładówkę PLAYBOYA?
– Piękne są nasze siatkarki. Uwielbiam sprinterki. Zawsze wielkie wrażenie robiła na mnie Marie-Jo Perec, francuska sprinterka z Gwadelupy. Ona zresztą miała gdzieś rozbieraną sesję. Fenomenalne czarno-białe zdjęcia. Z kolei dzisiaj startują przepiękne Jamajki. Nie są tak zmaskulinizowane jak pozostałe sprinterki. Kojarzycie panowie Shelly-Ann Fraser, Kerron Stewart i Sherone Simpson? Są z innej planety. Cudowne.

Czytaj dalej

Kamil Durczok

– Jeszcze przed chwilą prowadziłeś „Fakty”, a teraz siedzisz przed nami. Szczerze mówiąc, Anita Werner wyglądała o niebo lepiej w podobnej sytuacji.
– Po pierwsze Anita zawsze wygląda lepiej. Po drugie – jak to piękna kobieta – jest wyraźnie ładniejsza ode mnie. Po trzecie – na mojej twarzy maluje się przebieg. Więc wszystko się zgadza.
– Nam też się zgadza. Tym bardziej, że to ty w przeszłości publicznie wytypowałeś ją na playmate PLAYBOYA. Jej mama wtedy się obraziła. Jak przepraszałeś?
– Korespondencyjnie, bo na osobisty kontakt zabrakło mi śmiałości. Poprosiłem Anitę o przekazanie moich skomplikowanych, ale szczerych wyjaśnień.
– My podpisujemy się pod twoim wyborem.
– Ja również nie zmienię zdania w tej materii.

Czytaj dalej