Press enter to see results or esc to cancel.

Sebastian Karpiel Bułecka

PLAYBOY nr 5, 2006 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

fot. Tomek Bergmann


Jak trzymają się zaprojektowane przez ciebie dachy?

Nie wiem, bo nic, co zaprojektowałem, nie zostało wybudowane. Oprócz wioski windsurfingowej, która jest sezonowa i działa tylko latem. Na zimę jest składana.

A jak wyglądałby dach twojego AquaParku?

To praca dyplomowa. Budynek miał stanąć na Butorowym Wierchu, więc brałem pod uwagę duże ilości śniegu i silny wiatr. Konstrukcja dachu jest oparta na drewnie klejonym, które przenosi duże obciążenia. Dach był w formie trzech liści powywijanych do góry. Śnieg spływałby z nich idealnie. Bez obaw.

Zobaczymy kiedyś ten twój projekt w realu?

Istnieje taka możliwość, ale musiałby się znaleźć ktoś z dużymi pieniędzmi. To wielki budynek z basenami, kręgielnią, restauracją i sklepami. Trochę bym zarobił. Mniej więcej dziesięć procent od wartości inwestycji. Na razie projekt czeka sobie spokojnie w komputerze.

Podobają ci się dzisiejsze Krupówki?

To jeden wielki bajzel. Brakuje na nich tylko słonia i żyrafy. Jest góral z owieczką, jest biały miś, ostatnio widziałem diabła, grają Indianie… Jak wychodzę na Krupówki, jestem zażenowany. Zastanawiam się, gdzie podziała się nasza tradycja i kultura.

No właśnie, jak podoba ci się decyzja abp Dziwisza?

Świetna sprawa. Bo to, co działo się ostatnio, było przegięciem. Ksiądz czasami płacił góralom bańkę za zdrowaśkę. Ludzie przychodzili do kościoła nie po to, żeby się modlić, tylko żeby zobaczyć grającego górala albo Matkę Boską z Dzieciątkiem ubranych po góralsku. To było folklorystyczne przedstawienie, maszynka do zarabiania pieniędzy, a nie msza. To samo z językiem. Nigdy nie odprawiano mszy w gwarze. A dzisiaj to niby norma. Przekład Biblii na „nasz” jest śmieszny i niepotrzebny. Dzięki temu wychodzą niezłe bzdury: Im bardziej bedziecie pić, tym bardziej wos będzie suszyło. Sorry, ale dla mnie to nie przypowieść z Ewangelii, ale przypowieść o grzaniu i kacu. Arcybiskup chce ukrócić tę paranoję i bardzo dobrze.

Skoro poruszyłeś temat kaca… Wydaje się nam, że w górach jest lżejszy.

Wszędzie kace są takie same. Nie wiem, skąd wzięła się plotka, że w górach nie ma kaca. Miewałem w Zakopanem straszne kace, podobnie jak i w Warszawie. Nie dzielmy picia pod kątem geograficznym (śmiech).

Byłeś kiedyś białym niedźwiedziem?

Nigdy nie byłem i mam nadzieję, że sytuacja mnie do tego nie zmusi. Jeżeli już to w stroju góralskim chciałbym grać na dudach i opowiadać ludziom gawędy jak Sabała. Najpierw jednak musiałbym wygryźć Indian z Krupówek (śmiech).

Za co wyrzucili się z liceum?

Za granie. Nie tyle mnie wyrzucili, co ja sam doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Byłem spalony i musiałem zmienić szkołę. Dużo grałem, piłem wódkę, mało się uczyłem. Przychodziłem do domu o 6 rano, a na 8 trzeba było iść do szkoły. Drzemałem w ławce, lekcje mnie nie interesowały. Byłem buntownikiem.

Z nami rozmawiasz „po naszemu”, a w górach „po swojemu”. Nie masz rozdwojenia jaźni?

W górach gadam po góralsku, bo łatwiej mi nawiązać kontakt z miejscowymi. Babcia i dziadek w ogóle nie używali języka literackiego, ale mama rozmawiała ze mną „po polsku”. Rozdwojenia nie mam, bo nigdy nie miałem. Jak idę kupować sweter pod Gubałówkę albo oscypka, to oczywiste, że do tej baby co sprzedaje, będę mówił po góralsku. To jest normalne. Ona będzie wiedziała, że jestem stąd. I cenę mi powie stąd. A jak idę kupować szampon, to mówię po polsku. Cena jest i tak ta sama.

Lubisz jak cepry udają gwarę góralską?

Nienawidzę. Nikt, kto tam nie wyrósł, nie będzie mówił poprawnie gwarą. A silenie się na to jest głupie. Zawsze z żenadą oglądałem Janosika. Janosik był taki wspaniały, że mówił językiem literackim. Ale te jego zbóje, to tak gadali gwarą, że nic, tylko się załamać. Seplenią i seplenią.

A jest film, w którym gwara jest prawdziwa?

Ród Gąsieniców. Grali górale i podstawiali też głosy. Pieczka sobie dobrze radził. Majchrzak trochę gorzej, ale widać było, że się starał, że przygotowywał, dużo pracował nad swoim głosem. Gwarę trzeba wyssać z mlekiem matki.

Dlaczego zagrałeś w Ławeczce?

Wiecie, ja cały czas walczę ze stereotypem pijanego górala. A tamto zrobiłem, fakt. Dawno temu. Potrzeba mi było pieniędzy. Dostałem propozycję, pojechałem i zagrałem. Ale dumny z siebie nie jestem. Wtedy nad tym się nie zastanawiałem. Dziś bym tego nie powtórzył. Młody jeszcze byłem…

A jak byłeś jeszcze młodszy pewnie chciałeś zostać hokeistą?

Chciałem być skoczkiem i biatlonistą. W klubie na skoczni K-20 skoczyłem 17 metrów (śmiech). To mój rekord do dziś. Bałem się skoków i zrezygnowałem. Potem, kontynuując tradycję rodzinną, postawiłem na biatlon (wujek Sebastiana – Józef Gąsienica-Sobczak był wicemistrzem świata – przyp. aut.). I byłoby dobrze, gdyby wystarczyło tylko strzelać, ale niestety trzeba też biegać. Strasznie długo i daleko (śmiech). Końskie zdrowie i wielkie samozaparcie – tego mi brakowało. Wolę granie od biegania. Aha, przez chwilę byłem też ski alpinistą. Raz zająłem nawet siódme miejsce w zawodach.

Kiedy ostatnio chodziłeś po górach?

Trzy dni temu wjechałem na Kasprowy i sobie pochodziłem (śmiech). Rzadko chodzę, ewentualnie po dolinach, ale wyżej raczej nie bardzo. Mój dziadek miał 82 lata jak zmarł i przez całe życie nie był na Giewoncie. Patrzył na niego przez okno i mówił: „Po co mam iść, skoro wszystko widzę”.

Co złego jest w jedzeniu salcesonu?

W jedzeniu nic, ale wielkim nietaktem jest robienie zdjęć człowiekowi, który je salceson. Nie rozumiem zaglądania do talerzy, szklanek i gardeł. Po konferencji chciałem szybko coś przegryźć, popić oranżadą i mieć spokój. A tu fotograf i cyk! Potem powstała z tego jakaś żenująca historyjka w brukowcu. Uważam, że każda osoba publiczna ma prawo do prywatności i jak chce może chodzić nawet bez majtek. I niekoniecznie trzeba to fotografować.

Przestań narzekać. I tak masz szczęście. Polscy paparazzi to płotki w porównaniu do tych zachodnich.

Współczuję tym ludziom. Naprawdę. Przecież można krzywdę komuś zrobić takimi zdjęciami. Straszne. Ja znam większość polskich paparazzich. Spotykam się z tymi ludźmi na przyjęciach. To ciągle te same twarze. Może przekazalibyście na łamach Playboya moją prośbę do nich – zostawcie mnie w spokoju!

Słyszeliśmy, że nie najlepiej wspominasz współpracę z Bregoviciem.

Mam mieszane uczucia. Ciekawe przeżycie, ale też szereg przykrych sytuacji. Brzozowicz napisał w Machinie, że przyjechali górale prosto od owiec na sesję i tak pili, że mało Goranowi perfum nie wypili. Jak go kiedyś spotkam, to uduszę własnymi rękami. Lepiej więc, żebym go nie spotykał. To było totalne skurwysyństwo. Co to za koleś jest ten Brzozowicz? Kto mu dał prawo pisać takie głupoty? Zachował się naprawdę podle. My przyjechali z sercem na dłoni… Eeech… na pieniądzach też nas oszukali. Za nagranie sześciu czy siedmiu piosenek zaproponowali po 400 złotych. Powiedzieliśmy, że mało, to dali po tysiąc. Myśmy się cieszyli, a oni przecież zdarli z nas, jak mogli. Zrobili nas w konia. Myśmy wtedy nie wiedzieli, że tak jest w tym świecie. Wszyscy byli tacy mili, sympatyczni.

Znasz jakieś góralki-feministki?

Nie znam. Chyba nie ma takich. Raz byłem w programie telewizyjnym razem z panią Szczuką i ona podobno jest feministką, ale ja w żaden sposób tego nie odczułem. Sympatyczna, na poziomie, inteligentna. Jak ja ją pocałowałem w rękę, to ona mnie też. To jedyne moje doświadczenie z feministkami. Jak wszystkie feministki są takie jak Szczuka, to super. Równa, fajna baba.

Czy Kayah ma mocne krzyże?

Wiem, do czego pijecie. Kiedyś powiedziałem w TVN, że baba musi mieć szerokie krzyże, żeby mogła chłopa z knajpy wynieść. Śmieję się, ale na Podhalu trochę tak jest. Szerokie biodra to ideał. Kobieta jest ładna nie jak jest szczupła i zgrabna. A czy Kayah ma mocne krzyże? To nie jest do mnie pytanie. Z żadnej knajpy mnie nie wynosiła. Nikt mnie nigdy znikąd nie wynosił. Zawsze wychodzę o własnych siłach.

To jesteś z tą Kayah czy nie?

A kogo obchodzi, z kim ja jestem? Nie dzielę się publicznie swoją intymnością. To nie towar, który sprzedaje się na bazarach. Taka informacja nie daje szczęścia i w niczym nikomu nie pomaga.

Na skróty:

Gdybym całe dnie machał siekierą, miałbym palce jak jastrząb i w konsekwencji problemy z graniem.

W Krakowie wiem, gdzie jest centrum. W Warszawie nie bardzo.

Nie gustuję w kobietach z wąsami.

Nie oglądam dziewczyn w Playboyu, wolę przeczytać kilka tekstów.

Nie cierpię, kiedy dziennikarze porównują Zakopower do Golców i Brathanków.