Press enter to see results or esc to cancel.

Sylwester Latkowski

PLAYBOY nr 12, 2005

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

fot. Robert Laska

(To nie żart. Podczas tej rozmowy czuliśmy się, jakby ściany miały uszy. Nasz bohater od dłuższego czasu skutecznie wytwarza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba przyznać, że niechybnie dodaje mu ona medialnego blasku. Tym bardziej, że Sylwester prawdopodobnie rzeczywiście wie więcej niż inni. W końcu tropi przeróżne spiski nie od wczoraj. No i, nie u każdego w domu ABW aresztuje znanych polityków…)

Na początku chcemy się przedstawić. Jesteśmy złym i dobrym policjantem.

Nie lubię policjantów. Zawsze odmawiam zeznań. Źle zaczynacie.

Trudno. Naczelny kazał nam przeprowadzić z tobą ostrą rozmowę…

Każdy na to liczy, a potem boi się opublikować. Ze względu na kolegów kolegów. Wiecie, jak to jest.

Nie wiemy.

To w jakim kraju żyjecie? A może patrzycie na rzeczywistość przez cycki gołych babek, które u siebie pokazujecie?

Zgadłeś. Przyznajemy się też, że jesteśmy dziennikarzami warszawskimi, a ty takich nie znosisz.

Ja tak powiedziałem!?

Tak. Dodałeś jeszcze, że nie lubisz warszawskich układów towarzyskich i klubokawiarnianych.

Bo warszawiacy, którzy – notabene – zwykle nie są z Warszawy, uwielbiają rozstrzygać o tym, co myśli reszta Polski, która myśli dokładnie inaczej niż im się zdaje. Ja nie przystaję do tego świata, bo rzadko chodzę na bankiety. Nie mam czasu. Wolę sobie pooglądać filmy. Albo posłuchać koncertu. Chciałem wam puścić Sinatrę, ale jak boicie się, że nie będzie potem nic słychać na dyktafonach, to…

Sinatra może być. Baliśmy się, że wyskoczysz z jakimś hip-hopem.

O, to jesteście nieprzygotowani.

A ty się nie znasz na żartach. Dlaczego twój dom jest tak sterylnie czysty?

Dziwicie się, że jak wracam po pracy w brudach i smrodach dworca, to chcę mieć jakiś azyl. Jak schodzisz w dół, to chcesz się oczyszczać. Zawsze dbam, żeby moja ekipa filmowa miała dobry hotel. Żeby odpoczęła. Bo inaczej się nie da funkcjonować.

Ale u ciebie jest jak w szpitalu!

Za dużo sterylnej bieli? Bo muszę się oczyszczać z różnych brudów naszej rzeczywistości. Do dziś pamiętam jak po „Rugbistach” szef działu kultury „Rzeczpospolitej” powiedział tak – wiem to od dziennikarza – „Latkowski nie miał prawa zrobić filmu o kryminalistach i kibolach”. W filmie trenerem młodych zawodników jest były więzień. I jest to postać pozytywna. Widocznie kryminalista dla szefa kultury zawsze będzie nikim. To ja chciałbym powiedzieć szefowi działu kultury, że najlepszymi resocjalizatorami są byli przestępcy, którzy się nawrócili. W Stanach to wiedzą. A Jacek Lutomski nie wie. W jakiej rzeczywistości on żyje? W takiej samej, jak jego podwładny Jacek Cieślak, hipokryta na maksa. Facet, który siedzi po uszy w popieraniu naszego bagienka szołbiznesowego a stroi się w piórka niezależnego krytyka. Jego gust było widać najlepiej, gdy głosował za Iwanem i delfinem, by te dziwadło reprezentowało Polskę na Eurowizji. Dział kultury Rzepy próbował manipulować „Blokersami”. Zamierzali wyciąć nawet psychologa, który powiedział, że Latkowski ma rację. Nie spodobała im się z nim rozmowa, więc chcieli poszukać takiego, który myślał jak należy. Blokersi także dla nich były nie do zaakceptowania. Jakies hiphopwe obszczymury podniesione do pomnika, tego się inteligencikom z warszawki nie mieściło w głowie. A potem wbrew opiniotwórczych ludzi od kultury hiphop wszedł na salony. Puścicie to?

Jasne, że puścimy. To wywiad z tobą, nie z nami.

Świetnie. Niech Gauden, który wyrzuca dziennikarzy, zrobi lepiej porządek w dziale kultury. By pojawiła się tam świeża krew w spojrzeniu na świat kultury. By nie patrzono koteryjnie na twórców.

Zastanawiasz się czasem, jaki odsetek dziennikarzy ma o tobie pozytywne zdanie?

W mediach mam zazwyczaj przyjaciół. Powiem wam, że teraz tylko dzięki mediom radzę sobie w pracy i tylko dzięki mediom jestem zawodowo wolny. Dlatego się zmieniłem. Pozbyłem się syndromu oblężonej twierdzy. Byłem facetem poboksowanym przez życie i to normalne, że się izolowałem od dziennikarzy. Przeszło mi. Oczywiście są tacy dziennikarze, którzy niezależnie od tego, co zrobię, będą mi dowalali. Nie wiem dlaczego. Tak jest zawsze w „Rzeczpospolitej”. Oni stosują wobec mnie czarny PR albo udają, że nie istnieję. Na szczęście to nie redakcje decydują, czy mam robić taki a nie inny film.

Umówiłbyś się na kawę z Justyną Steczkowską?

To fajna dziewczyna, ale gdyby nie była dziewczyną szamana, nie miałaby tylu problemów. To, co zrobiła, jest aberracją. Bez oglądania mojego filmu („Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku” – przyp. aut.) złożyła pozew w sądzie o zablokowanie rozpowszechniania. Tylko dlatego, że pijany Leszczyński przekazał jej swoje pijane wizje. Robert powinien mnie przeprosić i przynieść mi dużego trzylitrowego Walkera, a Justynie pieluchy dla jej dzieciaka. Przed premierą pokazywałem film tym, którzy w nim występowali, między innymi Robertowi. Pił, a może nawet wcześniej wypalił blanta, bo był bardzo pobudzony. Być może to ja mu za dużo polewałem (śmiech). Po obejrzeniu filmu Leszczyński przekazał Justynie wersję z procentami. Jest to przykład, że po pijaku nie tylko nie można jeździć samochodem, ale także recenzować filmów. Steczkowska w pierwotnej wersji filmu wypadła doskonale. Świetnie i mądrze mówiła. Wykorzystała całą aferę, żeby pobyć w mediach, ale myślę, że się przeliczyła. Nic do niej nie mam. Ona chyba ma, bo jak mnie widzi, to robi oczy jak aktorzy w filmach science fiction (śmiech).

Peja chyba też ma coś do ciebie, bo mówi: „Latkowski robi mi koło dupy”.

Nie rozmawiam z nim od lat. Do tej pory milczałem, ale może czas czsami odezwać się w tej sprawie. Odszczeknać. Jesteście pierwsi. Peja zrobił kilka rzeczy karygodnych. To nie ja uderzyłem kolesia butelką. Nie miał sprawy w sądzie tylko dzięki mnie. Pogadałem z rodzicami pobitego chłopaka i zagwarantowałem że Peja dwa tysiące złotych jako zadośćuczynienie. Oczywiście nie dał. Peja mógł pójść za to siedzieć, bo miał zawiasy. Rysiek panicznie boi się pierdla. A w piosenkach taki wiraszka… Przeżył parę dołków, nie wiem, co mu tam robili, ale bał się jak cholera. Kolejną wpadkę zaliczył w Łodzi. Damski bokser bijący dziewczynkę po twarzy. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Teraz będzie mówił na mnie jeszcze gorsze rzeczy. Wiecie, dlaczego? Bo na jego koncerty przychodzi po 40 osób. Gdyby nie ja i Arkadiusz Deliś, jego wydawca, którego nazywa złodziejem, nie wydałby płyty „Na legalu”. Nigdy już lepszej nie nagra. Nikt nie chciał go wydawać, bo Peja nie szanuje ludzi i nie ma honoru. Ja to zrozumiałem dopiero później. Nie wiem, czy w Warszawie Peja musi koniecznie nocować w Sheratonie i dzwonić naćpany do wydawcy po kurwy. Ale robi to. Za dużo ćpa. Posłuchajcie jego ostatniej płyty. Jest w nim tyle jadu, nienawiści do wszystkiego i wszystkich. Tam jest: kurwa, kurwa, kurwa i nienawidzę wszystkiego. Peja niszczy własny sukces. Teraz obraża ludzi, którzy go wspierali, wyzywa dziennikarzy i nie przyjeżdża na wywiady. W swojej świadomości chcę zachować innego Peję, czyli talenciaka do rymów i zdolnego chłopaka. Rysiek ma potencjał, ale gubią go narkotyki.

W „Lampie” powiedział, że ci da kopa w dupę.

On jest taki gangsta, jak sobie poćpa i popije. Za co on chce mnie pobić? Za to, że zrobiłem film, dzięki któremu może udzielać wywiadu „Lampie”? Mimo to, chciałbym, żeby mu się udało. Nie chcę by skończył tak jak pytam go o to w ostatniej scenie „Blokersów” – z winkiem na ławce.

Czy ktoś jeszcze mówi do ciebie „Siwek”?

Dawno temu mówiła tak do mnie siostra. Nikt więcej. Napisałem o tym w „Pamiętam, jak…”. Do mnie wszyscy mówią – Sylwester. Nawet nie Sylwek. Tylko moja żona mówi do mnie inaczej niż wszyscy. Ale wam nie powiem, jak.

Za co wyrzucili cię z zakrystii przez okno?

Nie pamiętam. Naprawdę. Chyba dlatego, że byłem najmłodszym ministrantem i najbardziej rwałem się do dzwonienia. Zawsze jest jakaś fala. Ja padłem ofiarą fali ministrantów.

Ale nie było wysoko?

Wyrzucili mnie z sutereny. Więc właściwie wywindowali na powierzchnię (śmiech).

A pamiętasz słonia topiącego się w Kanale Elbląskim?

Tak. Mieszkałem nad kanałem, a po drugiej stronie była polanka, na której stawał cyrk. Było tam strome zejście do wody, zarośnięte trzcinami. Kąpaliśmy się od naszej strony, więc dno schodziło łagodnie. Idiota opiekun mógł przejść z tym słoniem na naszą stronę. Ale nie przeszedł. Później słoń nie mógł się wdrapać na wysoki brzeg, zaczął się denerwować i w końcu topić. Była akcja ratunkowa (śmiech).

W Warszawie byłeś na Elbląskiej?

Bez przesady. Nie jestem sentymentalny. Powiem wam, że bardzo się cieszę, że się wydostałem z Elbląga. Bardzo. Że odniosłem tak zwany sukces życiowy. Tam jest tragicznie i cieszę się, że mnie tam nie ma. Że nie muszę wydawać gazetki elbląskiej, ani jej czytać. Że nie muszę korzystać z autobusów elbląskich. Szczurowi Latkowskiemu udało się uciec z tonącego miasta Elbląg (śmiech). Tam największym autorytetem jest teraz pani, która wystąpiła przeciwko „Biedronce”. Elbląg wydał z siebie Latkowskiego i tę panią (śmiech).

Pierwszy raz zobaczyłeś tatę na przystanku autobusowym, jak miałeś 12 lat.

To jest kawał skurwysyna i nie chcę do tego wracać. Jak to przeczyta, bo może na stare lata musi się masturbować, to niech ma świadomość, że syn powiedział o nim „skurwysyn”. Kropka.

Jesteś konstruktorem, nauczycielem, politykiem, biznesmenem, więźniem, filmowcem… Po kolei. Co skonstruowałeś?

Pracowałem w Wojskowych Zakładach Lotniczych, bo uciekłem tam przed wojskiem. Byłem jak wrzód na dupie, bratałem się z załogą, a to było źle widziane. Czy coś skonstruowałem? No tak, jakieś tam proste uchwyty na miarę fachowca od obróbki skrawaniem. Były tam fatalne warunki, wszystko na odwal się, zero standardów. Mówię wam, że w życiu nie wsiadłbym do polskiego czołgu. Po każdych ćwiczeniach na poligonie kilku chłopaków wracało w trumnach. Serio. To wszyscy w Elblągu wiedzieli.

Byłeś lepszym nauczycielem polskiego czy fizyki?

Polskiego. Na fizyce uczyłem dzieci o Katyniu (śmiech). Jedną godzinę w miesiącu można było spożytkować na tak zwaną integrację z klasą. No to integrowałem.

A ty w ogóle masz wykształcenie pedagogiczne?

Jasne, skończyłem studium pedagogiczne. Ale wtedy wystarczyło mieć maturę, żeby uczyć. Wsiadałeś w autobus, jechałeś za miasto, wchodziłeś do pierwszej lepszej podstawówki i mówiłeś, że chcesz uczyć, a następnego dnia byłeś nauczycielem. Ja pojechałem pod Elbląg do Milejewa. A jak już zostałem belfrem, to zapisałem się na studium. Do dziś jak mnie pytają o wykształcenie to mówię, że pedagogiczne, a nie technik mechanik obróbki skrawaniem (śmiech).

Jakim byłeś nauczycielem? Wymagającym?

Od razu przeszedłem z uczniami na „ty”, a potem jak któryś podpadł, to mu odbierałem ten przywilej: „nie możesz więcej mówić mi na ty”. Podzieliłem też dzieciaki na grupy. Tych, co chcą się uczyć i tych, co nie chcą. Ci ostatni mieli zapewnione przejście do następnej klasy, pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać.

Jak wszedłeś w transformację ustrojową? Co robiłeś w 89 roku?

Zakładałem pierwszy Komitet Obywatelski w dawnym województwie elbląskim. Z gazetkami latałem, angażowałem się. A dzisiaj ci panowie, z którymi wtedy współpracowałem, udają, że są politykami.

Później prowadziłeś nawet kampanię wyborczą. Której partii?

Prawicowej. Tyle wam powiem. Do dzisiaj się boję ortodoksów. Wszelkiej maści.

Byłeś japiszonem?

Tak. Nie ma co ściemniać. Byłem.

Inwestowanie w żel do włosów było dobrym interesem?

Znakomitym! Wykasowałem na pół roku wszystkich polskich producentów. Importowałem tony żelu (śmiech). A raczej zachodnie opakowania, w które pakowałem polski żel. Zmieniłem tylko nazwę z „Żel Oceanic” na „Gel Oceanic” i poprosiłem by dali więcej zapachu bo ich jakoś nieładnie pachniał.

A co robiłeś na Wschodzie?

Trafiłem na Białoruś do kombinatu „Azoty”, jak najbardziej legalnego. Moi frendzi z tamtych lat to dzisiaj szanowani obywatele Białorusi. Robiłem z nimi interesy. A potem już nic nie robiłem, tylko siedziałem.

Ale nie chcesz tam dalej siedzieć, bo bez picia wódki podobno nie można tam sobie poradzić. Nie lubisz wódki?

Cieszę się, że stać mnie na whisky.

Ale na Wschodzie chyba popijałeś co innego.

Piłem ruską wódkę i zagryzałem suchym chlebem.

A potem dałeś się złapać. Mówiłeś, że kryminał ci się należał.

Jeżeli robisz złe rzeczy, musisz ponieść karę. Stawiłem się do prokuratury, bo przez rok czasu nie chcieli mi wyznaczyć miejsca i zagwarantować, ze nie popełnię samobójstwa, albo nie potknę się nieszczęśliwie w łaźni.

Co złego robiłeś?

Byłem prezesem jednej z pierwszych firm brokerskich. Z ludźmi, którzy są przy władzy, brałem udział w próbie korumpowania tego kraju, czyli robieniu interesów na koszt państwa. W końcu się wkurzyłem, bo nie mam ich natury i nie mogłem robić tego dalej. Uniemożliwiłem im skok na kasę. Upomniałem się o zainwestowane pieniądze. Zbuntowałem się. Więcej nie powiem, chce się trzymać z dala od polityki. A w sprawiedliwość nie wierzę.

Siedziałeś za wymuszenie rozbójnicze.

Dziś nie miałbym nawet tego zarzutu.

Ale o co chodziło?

Niby nastraszyłem ludzi upominając się o pieniądze. A może to nie były moje pieniądze? A może chodziło o ludzi, wcale nie Bogu ducha winnych? A może to wszystko było inaczej? A może mam dowody, że próbowano zrobić ze mnie świadka inkognito? Nieważne. Wtedy zdecydowałem, że pewne wartości dla mnie nie istnieją i za to należała mi się kara. Czy słusznie mnie osądzili, to jest inna sprawa. Nie narzekam.

Wpadłeś, bo…

Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział. Z więzienia wyszedłem gorszy niż byłem. Ale jestem też mocniejszym przeciwnikiem, nie działają na mnie zastraszenia, naciski, jestem na nie odporny.

Jaki jest twój stosunek do kary śmierci?

Negatywny. Nigdy nie wiesz, nigdy nie masz pewności. Trwała izolacja to najwyższa dopuszczalna kara. Siedziałem z ludźmi skazanymi za morderstwa. Wiem przynajmniej o jednym, który tego nie zrobił. Siedział za niewinność. A gdyby dostał karę śmierci?

Czym zajmujesz się dzisiaj?

Obecnie nic nie kręcę. Jako reżyser filmów dokumentalnych zamilkłem. Spotykacie się z wypalonym facetem. Jestem śmiertelnie zmęczony. Piszę bloga, wracam do korzeni, do słowa pisanego. Dobry napisany reportaż jest trudniejszy niż zrobienie filmu dokumentalnego.

Lubisz filmy Latkowskiego?

Każdy bym poprawił.

Dlaczego tak często widać w nich kamery, mikrofony i cienie? Brak profesjonalnego przygotowania?

Takie niedoróbki widać nawet w nagrodzonych filmach typu „Super Size Me”. Mnie nie interesuje szkoła Karabasza. Wtedy najpierw nagrywało się dźwięk, a potem obraz i dzięki temu miało się wysmakowane, piękne ujęcia. Drugiej kamery się nie widziało, bo ona zwyczajnie nie istniała. Polska szkoła dokumentu wynikała z biedy, bo nikogo nie było stać na taśmę. Za moimi filmami stoją znane nazwiska, więc nie olewam spraw formalnych. To nie fikcja fabularna, tylko dokument i nie chcę grać. Jeżeli kręcę scenę, która mówi o czymś ważnym, to nie wyrzucam jej, bo widać tam drugą kamerę, chrzanię, że w kadr wszedł mikrofon. Niech z obrazu wykasowuje go sobie Wajda, który jest dokumentalnym reżyserem zza biurka. Nie będę podlizywał się kilku recenzentom, którzy czekają na wysmakowane obrazy.

Dlaczego tak często w dokumentach pokazujesz swoje plecy?

Bo operator jest z tyłu. Po co ma być przed? Bardzo często nagrywam sceny dla dźwięku, a nie dla obrazu. To wizja Latkowskiego, a nie jakiegoś Igreka.

Pamiętasz swoje słowa: „wstydź się pan, panie Wajda”?

Pamiętam i dziś mogę je powtórzyć.

Chciałeś, żeby Wajda oddał ci 13 złotych za bilet, który byłeś zmuszony kupić swojemu dziecku na jego film. Oddał?

A skąd! Nie oddał (śmiech). Przecież taki baron filmowego establishmentu nie pochyli się na tyle nisko, żeby usłyszeć, co mówią ludzie. Pójdziecie do niego na wywiad i opublikujecie to, co powie? Ktokolwiek zrobił z nim szczery wywiad? Wolne żarty. Przyjęta jest jedna zasada – pozycja klęcząca przed mistrzem. Przecież on nawet uczy zawodowych fotografów, jak mu robić zdjęcia. Ale powiem wam, że z jednego jestem zadowolony. Na szczęście jeszcze nie ja, ale pokolenie młodsze ode mnie będzie już dorastać i rozwijać się bez Wajdy. Wreszcie kiedyś Wajda przestanie przykładać rękę do „naprawiania” polskiego kina i będzie tym, kim powinien być – reżyserem kilku znakomitych filmów, tylko tyle i aż tyle. Wreszcie kiedyś skończy się ta cała farsa z jego szkołą. Poszli tam ludzie po studiach, żeby się niby uczyć robienia filmów. A układ jest taki: przyjdziesz tu, to może pomożemy ci dostać pieniądze na film. Nie przyjdziesz, to nie licz, że ci się uda. Przecież Wajda w tej swojej szkole uczy montażu na sprzęcie, którego nikt w Polsce nie używa. Ja nie mogę zatrudnić ludzi od niego, bo nie znają Avida! Wreszcie to trzeba głośno powiedzieć: pan Wajda krzywdzi młodych montażystów! A jest jeszcze taki drugi znany reżyser, który powinien się zająć lodówkami…

A propos tego drugiego, to też mamy tu cytat z ciebie…

Wiecie, że w tym kraju są święte krowy? Pewnie, że wiecie. Kiedyś myślałem, że wystarczy raz obnażyć ich hipokryzję, żeby z nimi wygrać. Ale zmądrzałem. Ich trzeba podchodzić powoli. Przecież mógłbym teraz wam powiedzieć wszystko, co wiem i wszystko, co myślę. Mogłem w studiu na żywo w programie o pedofilach powiedzieć, o jakiego znanego reżysera chodzi, prawda? Ale wiem, że to nic nie da. Co bym zyskał? Na razie mam nadzieję, że uda mi się zrobić film „Pedofile 2”. Nie zaprzestałem dokumentacji, ciągle zbieram materiały. Odkryłem kolejne ciekawe tropy. Pan znany reżyser ma mieszkanie w Paryżu, do tego mieszkania przyjechała kiedyś znana aktorka ze swoimi córkami. Niestety nie chce publicznie powiedzieć, co ją tam spotkało. I pan znany reżyser niech teraz nie udaje autorytetu moralnego i niech nie myśli, że mu się upiekło. Jednemu z decydentów telewizyjnych zaproponowałem, żeby swoje dziecko dawał na kolanka znanego reżysera, którego zaczął znowu promować. Obraził się i nie rozmawiamy ze sobą. Wymiękłem, kiedy zobaczyłem reklamówkę stacji kulturalnej z twarzą tego reżysera, której ostatnio długo nie widziano. Odkąd zaczęło się śledztwo w sprawie Dworca, przestał się pokazywać… Dlaczego? Przecież podobno nic się nie stało. Szkoda, że protokół, w którym padło nazwisko znanego reżysera, gdzieś wyparował.

Chyba bardzo chciałbyś stanąć na czele krucjaty przeciw filmowym elitom.

A wiecie co robi elita? Właśnie nic nie robi. Wszyscy wiedzą, że pan znany reżyser jest draniem, a nie mogą się zdobyć na to, żeby go wypchnąć poza nawias, żeby go wyautować. Owszem, nie pisze już felietonów do znanego tygodnika, ale na przykład promuje kanał TVP Kultura. I ja się teraz zastanawiam, jaka w tym kraju jest kultura. Jaką ona ma twarz? Twarz miłośnika bardzo młodych chłopców? Niech odsiedzi swoje, niech odpokutuje i wtedy jako nawrócony może być autorytetem.

Nazwiska nie wymieniasz, bo…

Nie udawajcie naiwnych. Przecież wiecie, że prawnicy PLAYBOYA nigdy by tego nie przepuścili. Polska to nie jest Anglia. My nie jesteśmy BBC. Dziennikarstwo śledcze jest u nas w powijakach. Nikt nie dostanie kasy na rok, żeby rozpracowywać jedną sprawę. Dziennikarze czekają na kwity od funkcjonariuszy. Nie ma też odpowiedniego prawa, które skutecznie chroniłoby dziennikarza. Ale mam nadzieję, że to wszystko się z czasem zmieni. Bo jedyna nadzieja w dziennikarzach, naprawdę. Przy pracy nad „Pedofilami” doświadczyłem czegoś niesamowitego. Okazało się, że w ważnych sprawach media potrafią działać ponad podziałami. Doświadczyłem prawdziwej zawodowej solidarności. Pomogli mi dziennikarze z Polsatu i TVN-u, do tego stopnia, że w ich stacjach materiał o „Pedofilach” pojawił się wcześniej niż w TVP.

Słyszeliśmy, że masz kilka ciekawych pytań do premiera Belki?

Zapytałbym go, czy zetknął się kiedyś z pedofilem. Powiedziałby, że nie. Wtedy zapytałbym się go, czy zna Arkadiusza K., który jest żonaty, mieszka w Warce i dostał trzy miesiące na Rakowieckiej. Na całym świecie to byłby news. Ochroniarz premiera – pedofilem! U nas sprawie ukręcono łeb. K. swoje kontakty pedofilskie z czternastolatkiem nawiązywał przez rządowe komputery. Czy Belka o tym wiedział? Musiał, bo śledztwo policji doszło do szefa BOR-u, w którym pracowali siostra i szwagier K. W tzw. sprawie dworca chłopcy opowiadali o rządowych beemkach, które pod nie podjeżdżały. Ale nikt nie poszedł tym tropem. Być może był to tylko Arkadiusz K. Ale byłoby to zbyt piękne by było prawdziwe. Policjant ze stołecznego CBŚ wspominał mi o panu z lanci…

Często mawiasz, że żyjesz z muzyki, a nie z filmu. Czym konkretnie się zajmujesz?

Większość pieniędzy zarobiłem angażując się w różne produkcje muzyczne. A wcześniej jako doradca public relations i marketingu. Miałem szczęście, że zawsze obstawiałem dobre rzeczy, nie stojąc jednocześnie za żadną komercyjną płytą.

Za jakimi sukcesami stoisz?

Nie mogę powiedzieć. Sformułowanie „producent artystyczny” istnieje tylko na niektórych płytach. Nie chcę, żeby młody artysta musiał zmagać się z moimi wrogami typu Cieślak lub Sankowski, który potrafi napisać o moim wykonawcy pean, ale tylko wtedy, kiedy nie wie, że stoję za tą konkretną płytą. Chłopcy kierują się prywatnym stosunkiem do Latkowskiego a nie tym, jaka dobra jest płyta. Nie ma sensu o tym mówić, chwalić się. Robię swoje.

I nie jeździsz na wakacje, bo cię podobno na nie nie stać…

Bez przesady. Byłem ostatnio w Wiedniu z żoną. Ale prawda, wcześniej nie jeździłem na wakacje.

W ogóle lubisz odgrywać biedaka. Często powtarzasz, że na coś cię nie stać. Że nie masz za co płacić rachunków.

Biedaka? Nie obrażajmy ludzi, których jest większość w tym kraju, żyjący na granicy ubóstwa. Ja nim nie jestem. Mam jednak notoryczne problemy z płynnością finansową. Może powinienem pójść śladem Wiesława Walendziaka, który mówi, że teraz odzyskał płynność i powinienem np. pójść znowu w public relations i marketing? W Polsce twórca, nawet ten z tzw. dorobkiem, zawsze ma problemy by na czas zapłacić rachunek telefoniczny i często jego telefon działa tylko w jedną stronę.

Sylwester, nie oszukujmy się. Mieszkasz w ładnym, odpicowanym mieszkaniu. Masz świetny widok…

Mam świetny widok na kawał Polski. Na całym świecie na Wyścigach biegałyby konie. A u nas co jakiś czas jest tylko giełda motocyklowa. Poza tym, co to jest te sześćdziesiąt kilka metrów na moje 38 lat? Gdzie mają się tu chować dzieci? Przecież to jest tylko jeden pokój!

Zły rozkład?

Zawsze tak można powiedzieć. Ale nie jesteśmy Japończykami albo Wietnamczykami, żeby mieszkać na takiej powierzchni w tyle osób. Powiedzcie to facetowi w Szwecji. Wyśmieje was. Zresztą, myślicie, że to jest za gotówkę? Nie chcielibyście spłacać moich kredytów.

Wolałbyś mieszkać w Szwecji?

W Szwecji mi się nie podoba. No sex, no alcohol, no drugs. Nie wiem, skąd wziął się stereotyp szwedzkiego porno. To nudne, jałowe państwo. Ma fajne krajobrazy, ale nic poza tym. Nie można nawet wsiąść z piwem do taksówki, bo taksówkarz woła policję i jest po sprawie. Znam to z autopsji.

Na wszystko narzekasz. Na filmowców, polityków, na Elbląg, na całą Polskę…

Nieprawda. Choć przyznam, że dzisiaj chciałbym, by było mnie stać, żeby wyjechać z tego kraju.

I znowu cię nie stać! Dokąd?

Prawda (Śmiech). Na przykład do Portugalii albo Hiszpanii.

Dlaczego chciałbyś wyjechać?

Bo natura Polaka jest negatywna. Polacy są zarozumiali. To hipokryci, którzy zazdroszczą sukcesów. Tylko w państwie Papieża czołowy katolicki reżyser filmowy jest naczelnym miłośnikiem nagich tyłków aktorów porno w kraju. Nie ma pokolenia JPII. Wymyśliły to media. Jedni patrzyli na drugich i ścigali się w świętości. Ohyda. W Polsce nie było prawdziwej metamorfozy, niestety nic się naprawdę nie zmieniło. Najbliższe lata pokażą, że nie ma pokolenia JPII. Ale mam wrażenie, że w końcu i u nas będzie dobrze. Stare pryki jeszcze próbują nas trzymać za mordę, ale na szczęście już niedługo poumierają. Komuna się wykończy, ortodoksyjna prawica przestanie być ortodoksyjna i będziemy miłym, konserwatywnym krajem.

Wszystko w rękach młodych?

Młode pokolenie Polaków nie ma woli walki, ale nie musi jej mieć, bo są takie czasy, w których nie trzeba być rewolucjonistami. Młodzież uważa, że jest ponad wszystko, co się dzieje w Polsce. I może tak trzeba. Szkoda tylko, że to pokolenie leniwe i nie mające żadnych autorytetów. Hiphopowcy na przykład postawili by pomnik z napisem HWDP. Nic więcej.

Powiedziałeś kiedyś, że doba jest za krótka na kobiety.

Myliłem się. Często jestem teraz z żoną. Nie myślałem, że można tyle czasu spędzać z kobietą. Przyznaję, że długo nie lubiłem kobiet, nie ufałem im. Wierzyłem tylko w męską przyjaźń. A teraz kontakty z kumplami zanikły. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i po paru miesiącach znajomości wzięliśmy ślub.

Kobiety się za tobą uganiają?

Kiedy? Ja nigdzie nie chodzę. Olewam bankiety. W ogóle mało chodzę po mieście. Czasem wsiadam do samochodu, jadę do supermarketu i pcham ten głupi wózek. Robię zakupy i wracam. Na spacery w ogóle nie chodzę.

Dlaczego?

A gdzie mam iść? Gdzie w Warszawie chcesz się przespacerować? Co, mam iść wzdłuż tego muru pod oknem? Albo po Marszałkowskiej? Patrzeć na tych pięknych ludzi? Na te piękne budynki? Gdzie tutaj chodzić?

Nad Wisłę masz blisko rowerem.

Nie mogę jeździć rowerem.

Prostata?

Nie, nie. Serce. Nie mogę się wysilać.

Czego słuchasz w samochodzie?

Sinatry, U2… Ale nie pytajcie mnie tylko, czy szybko jeżdżę. Owszem, mam skłonności. Czasami przejeżdżam na czerwonym świetle (śmiech). Często dawałem w łapę, innym razem puszczają mnie, bo jestem Latkowski. Ale ostatnio po łapówie byłem tak zdegustowany, że postanowiłem sobie, że kończę z korupcją drogówki. I jak na razie dotrzymuję słowa. Płacę mandaty.

Czy w twojej Hondzie szyba jest otwarta, a ręka wystawiona przez okienko?

Mam klimatyzację (śmiech). Ale chyba większość czytelników Playboya ma takie auta, więc nie róbcie z tego sensacji!

Zapomniałeś o czytelniczkach, których jest całkiem dużo…

Tak? Nie wiem, ja poznałem Playboya w kryminale, bo służył wszystkim do masturbacji. Potem kupowałem was ze względu na wywiady. Ale w kryminale irytowały mnie te laski powywieszane na pryczach. Obrzydzało mnie to i w kółko były awantury.

Robiłeś awantury?

Nie, no przesadziłem. Tam się nie robi awantur. To upokarzające, że wszystko trzeba akceptować. Niezależnie, jak wysoko stoisz.

Czasy się zmieniły. Kiedyś czytałeś nas w kryminale, dzisiaj w domu z żoną.

Z żoną czytamy inne rzeczy. Nie lubię was. Cały czas mam uraz. Jestem jednak konserwatywny. Dużo rzeczy mnie wkurza. Nachalność seksualna jest niesmaczna. Dzisiaj mamy kulturę masturbantów, którzy nie mogą dojść do wytrysku. Oczywiście nie piję do Playboya. Ostatnio byłem świadkiem jak kobiety spokojnie słuchały skesistowskich kawałów opowiadanych przez mężczyzn. Kiedy zareagowałem, wiecie kto zaprotestował i wziął w obronę – kobieta. Więc potem kolejny żart był dosadniejszy o męskim członku i głupiej kobiecie. Poza tym zastanawiają mnie kobiety, które akceptują taką kulturę seksualną.

Czyli lubisz feministki?

Nie znoszę ich! One są po prostu głupie. Weźcie ich „Zadrę”. Radio Maryja jest przy niej najbardziej tolerancyjnym radiem w Polsce. Są to kobiety, które mają problemy ze swoimi facetami, a w zasadzie kobietami, bo główne feministki w Polsce to lesbijki. Nie mają śmiałości się do tego przyznać! I nie wiem, czy walczą o prawa kobiet, czy lesbijek. Zresztą dzisiaj dla lansu warto być feministką albo gejem. Chociaż gejem być trudniej, bo jest się mniej tolerowanym.

Co byś zrobił, gdyby grupa szalikowców zaatakowała cię w autobusie? a) wytłumaczyłbyś im, że to nie ich wina, że chcą cię bić, b) zlałbyś ich, c) patriotycznie dostałbyś łomot w imię zasad?

Nic z tego, bo nie jeżdżę autobusami (śmiech).

A jak ci się zepsuje samochód?

Wtedy taksówka albo ktoś mnie zawozi i przywozi.

Dlaczego nie autobus? Żeby nie spotkać szalikowców?

Bez przesady. Cieszę się, że stać mnie na to, żeby nie jeździć autobusami. Wychowałem się w domu z toaletą na korytarzu, bez ciepłej wody, z piecem kaflowym… I ten facet nie musi poruszać się autobusami. Chciałbym, żeby moje dzieci też nie jeździły polskimi autobusami. Na Zachodzie jest inaczej. Tam nigdy nie czułem się jak śledź.

Nie byłeś w paryskim albo londyńskim metrze?

Nie, ale korzystałem z komunikacji miejskiej w Niemczech i Austrii.

No to nie masz bogatych doświadczeń. A jak Sylwester spędza sylwestry?

Zawsze oglądam „Casablankę”. To przyzwyczajenie złamałem tylko raz. Dla żony.

Późno już. Kończymy?

O, już po 1. Ciekaw jestem, ile puścicie w tym wywiadzie.

Dorota, nie przejmuj się kolorem, podkreśleniami, etc

To całe formatowanie i tak wypadnie po wlaniu tekstu do posta, uzywając funkci „czysty tekst”

SYLWESTER LATKOWSKI

PLAYBOY NR , GRUDZIEŃ 2005

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

(To nie żart. Podczas tej rozmowy czuliśmy się, jakby ściany miały uszy. Nasz bohater od dłuższego czasu skutecznie wytwarza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba przyznać, że niechybnie dodaje mu ona medialnego blasku. Tym bardziej, że Sylwester prawdopodobnie rzeczywiście wie więcej niż inni. W końcu tropi przeróżne spiski nie od wczoraj. No i, nie u każdego w domu ABW aresztuje znanych polityków…)

Na początku chcemy się przedstawić. Jesteśmy złym i dobrym policjantem.

LATKOWSKI Nie lubię policjantów. Zawsze odmawiam zeznań. Źle zaczynacie.

Trudno. Naczelny kazał nam przeprowadzić z tobą ostrą rozmowę…

LATKOWSKI Każdy na to liczy, a potem boi się opublikować. Ze względu na kolegów

kolegów. Wiecie, jak to jest.

Nie wiemy.

LATKOWSKI To w jakim kraju żyjecie? A może patrzycie na rzeczywistość przez cycki gołych babek, które u siebie pokazujecie?

Zgadłeś. Przyznajemy się też, że jesteśmy dziennikarzami warszawskimi, a ty takich nie znosisz.

Ja tak powiedziałem!?

Tak. Dodałeś jeszcze, że nie lubisz warszawskich układów towarzyskich i klubokawiarnianych.

Bo warszawiacy, którzy – notabene – zwykle nie są z Warszawy, uwielbiają rozstrzygać o tym, co myśli reszta Polski, która myśli dokładnie inaczej niż im się zdaje. Ja nie przystaję do tego świata, bo rzadko chodzę na bankiety. Nie mam czasu. Wolę sobie pooglądać filmy. Albo posłuchać koncertu. Chciałem wam puścić Sinatrę, ale jak boicie się, że nie będzie potem nic słychać na dyktafonach, to…

Sinatra może być. Baliśmy się, że wyskoczysz z jakimś hip-hopem.

O, to jesteście nieprzygotowani.

A ty się nie znasz na żartach. Dlaczego twój dom jest tak sterylnie czysty?

Dziwicie się, że jak wracam po pracy w brudach i smrodach dworca, to chcę mieć jakiś azyl. Jak schodzisz w dół, to chcesz się oczyszczać. Zawsze dbam, żeby moja ekipa filmowa miała dobry hotel. Żeby odpoczęła. Bo inaczej się nie da funkcjonować.

Ale u ciebie jest jak w szpitalu!

Za dużo sterylnej bieli? Bo muszę się oczyszczać z różnych brudów naszej rzeczywistości. Do dziś pamiętam jak po „Rugbistach” szef działu kultury „Rzeczpospolitej” powiedział tak – wiem to od dziennikarza – „Latkowski nie miał prawa zrobić filmu o kryminalistach i kibolach”. W filmie trenerem młodych zawodników jest były więzień. I jest to postać pozytywna. Widocznie kryminalista dla szefa kultury zawsze będzie nikim. To ja chciałbym powiedzieć szefowi działu kultury, że najlepszymi resocjalizatorami są byli przestępcy, którzy się nawrócili. W Stanach to wiedzą. A Jacek Lutomski nie wie. W jakiej rzeczywistości on żyje? W takiej samej, jak jego podwładny Jacek Cieślak, hipokryta na maksa. Facet, który siedzi po uszy w popieraniu naszego bagienka szołbiznesowego a stroi się w piórka niezależnego krytyka. Jego gust było widać najlepiej, gdy głosował za Iwanem i delfinem, by te dziwadło reprezentowało Polskę na Eurowizji. Dział kultury Rzepy próbował manipulować „Blokersami”. Zamierzali wyciąć nawet psychologa, który powiedział, że Latkowski ma rację. Nie spodobała im się z nim rozmowa, więc chcieli poszukać takiego, który myślał jak należy. Blokersi także dla nich były nie do zaakceptowania. Jakies hiphopwe obszczymury podniesione do pomnika, tego się inteligencikom z warszawki nie mieściło w głowie. A potem wbrew opiniotwórczych ludzi od kultury hiphop wszedł na salony. Puścicie to?

Jasne, że puścimy. To wywiad z tobą, nie z nami.

Świetnie. Niech Gauden, który wyrzuca dziennikarzy, zrobi lepiej porządek w dziale kultury. By pojawiła się tam świeża krew w spojrzeniu na świat kultury. By nie patrzono koteryjnie na twórców.

Zastanawiasz się czasem, jaki odsetek dziennikarzy ma o tobie pozytywne zdanie?

W mediach mam zazwyczaj przyjaciół. Powiem wam, że teraz tylko dzięki mediom radzę sobie w pracy i tylko dzięki mediom jestem zawodowo wolny. Dlatego się zmieniłem. Pozbyłem się syndromu oblężonej twierdzy. Byłem facetem poboksowanym przez życie i to normalne, że się izolowałem od dziennikarzy. Przeszło mi. Oczywiście są tacy dziennikarze, którzy niezależnie od tego, co zrobię, będą mi dowalali. Nie wiem dlaczego. Tak jest zawsze w „Rzeczpospolitej”. Oni stosują wobec mnie czarny PR albo udają, że nie istnieję. Na szczęście to nie redakcje decydują, czy mam robić taki a nie inny film.

Umówiłbyś się na kawę z Justyną Steczkowską?

To fajna dziewczyna, ale gdyby nie była dziewczyną szamana, nie miałaby tylu problemów. To, co zrobiła, jest aberracją. Bez oglądania mojego filmu („Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku” – przyp. aut.) złożyła pozew w sądzie o zablokowanie rozpowszechniania. Tylko dlatego, że pijany Leszczyński przekazał jej swoje pijane wizje. Robert powinien mnie przeprosić i przynieść mi dużego trzylitrowego Walkera, a Justynie pieluchy dla jej dzieciaka. Przed premierą pokazywałem film tym, którzy w nim występowali, między innymi Robertowi. Pił, a może nawet wcześniej wypalił blanta, bo był bardzo pobudzony. Być może to ja mu za dużo polewałem (śmiech). Po obejrzeniu filmu Leszczyński przekazał Justynie wersję z procentami. Jest to przykład, że po pijaku nie tylko nie można jeździć samochodem, ale także recenzować filmów. Steczkowska w pierwotnej wersji filmu wypadła doskonale. Świetnie i mądrze mówiła. Wykorzystała całą aferę, żeby pobyć w mediach, ale myślę, że się przeliczyła. Nic do niej nie mam. Ona chyba ma, bo jak mnie widzi, to robi oczy jak aktorzy w filmach science fiction (śmiech).

Peja chyba też ma coś do ciebie, bo mówi: „Latkowski robi mi koło dupy”.

Nie rozmawiam z nim od lat. Do tej pory milczałem, ale może czas czsami odezwać się w tej sprawie. Odszczeknać. Jesteście pierwsi. Peja zrobił kilka rzeczy karygodnych. To nie ja uderzyłem kolesia butelką. Nie miał sprawy w sądzie tylko dzięki mnie. Pogadałem z rodzicami pobitego chłopaka i zagwarantowałem że Peja dwa tysiące zlotych jako zadośćuczynienie. Oczywiście nie dał. Peja mógł pójść za to siedzieć, bo miał zawiasy. Rysiek panicznie boi się pierdla. A w piosenkach taki wiraszka… Przeżył parę dołków, nie wiem, co mu tam robili, ale bał się jak cholera. Kolejną wpadkę zaliczył w Łodzi. Damski bokser bijący dziewczynkę po twarzy. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Teraz będzie mówił na mnie jeszcze gorsze rzeczy. Wiecie, dlaczego? Bo na jego koncerty przychodzi po 40 osób. Gdyby nie ja i Arkadiusz Deliś, jego wydawca, którego nazywa złodziejem, nie wydałby płyty „Na legalu”. Nigdy już lepszej nie nagra. Nikt nie chciał go wydawać, bo Peja nie szanuje ludzi i nie ma honoru. Ja to zrozumiałem dopiero później. Nie wiem, czy w Warszawie Peja musi koniecznie nocować w Sheratonie i dzwonić naćpany do wydawcy po kurwy. Ale robi to. Za dużo ćpa. Posłuchajcie jego ostatniej płyty. Jest w nim tyle jadu, nienawiści do wszystkiego i wszystkich. Tam jest: kurwa, kurwa, kurwa i nienawidzę wszystkiego. Peja niszczy własny sukces. Teraz obraża ludzi, którzy go wspierali, wyzywa dziennikarzy i nie przyjeżdża na wywiady. W swojej świadomości chcę zachować innego Peję, czyli talenciaka do rymów i zdolnego chłopaka. Rysiek ma potencjał, ale gubią go narkotyki.

W „Lampie” powiedział, że ci da kopa w dupę.

On jest taki gangsta, jak sobie poćpa i popije. Za co on chce mnie pobić? Za to, że zrobiłem film, dzięki któremu może udzielać wywiadu „Lampie”? Mimo to, chciałbym, żeby mu się udało. Nie chcę by skończył tak jak pytam go o to w ostatniej scenie „Blokersów” – z winkiem na ławce.

Czy ktoś jeszcze mówi do ciebie „Siwek”?

Dawno temu mówiła tak do mnie siostra. Nikt więcej. Napisałem o tym w „Pamiętam, jak…”. Do mnie wszyscy mówią – Sylwester. Nawet nie Sylwek. Tylko moja żona mówi do mnie inaczej niż wszyscy. Ale wam nie powiem, jak.

Za co wyrzucili cię z zakrystii przez okno?

Nie pamiętam. Naprawdę. Chyba dlatego, że byłem najmłodszym ministrantem i najbardziej rwałem się do dzwonienia. Zawsze jest jakaś fala. Ja padłem ofiarą fali ministrantów.

Ale nie było wysoko?

Wyrzucili mnie z sutereny. Więc właściwie wywindowali na powierzchnię (śmiech).

A pamiętasz słonia topiącego się w Kanale Elbląskim?

Tak. Mieszkałem nad kanałem, a po drugiej stronie była polanka, na której stawał cyrk. Było tam strome zejście do wody, zarośnięte trzcinami. Kąpaliśmy się od naszej strony, więc dno schodziło łagodnie. Idiota opiekun mógł przejść z tym słoniem na naszą stronę. Ale nie przeszedł. Później słoń nie mógł się wdrapać na wysoki brzeg, zaczął się denerwować i w końcu topić. Była akcja ratunkowa (śmiech).

W Warszawie byłeś na Elbląskiej?

Bez przesady. Nie jestem sentymentalny. Powiem wam, że bardzo się cieszę, że się wydostałem z Elbląga. Bardzo. Że odniosłem tak zwany sukces życiowy. Tam jest tragicznie i cieszę się, że mnie tam nie ma. Że nie muszę wydawać gazetki elbląskiej, ani jej czytać. Że nie muszę korzystać z autobusów elbląskich. Szczurowi Latkowskiemu udało się uciec z tonącego miasta Elbląg (śmiech). Tam największym autorytetem jest teraz pani, która wystąpiła przeciwko „Biedronce”. Elbląg wydał z siebie Latkowskiego i tę panią (śmiech).

Pierwszy raz zobaczyłeś tatę na przystanku autobusowym, jak miałeś 12 lat.

To jest kawał skurwysyna i nie chcę do tego wracać. Jak to przeczyta, bo może na stare lata musi się masturbować, to niech ma świadomość, że syn powiedział o nim „skurwysyn”. Kropka.

Jesteś konstruktorem, nauczycielem, politykiem, biznesmenem, więźniem, filmowcem… Po kolei. Co skonstruowałeś?

Pracowałem w Wojskowych Zakładach Lotniczych, bo uciekłem tam przed wojskiem. Byłem jak wrzód na dupie, bratałem się z załogą, a to było źle widziane. Czy coś skonstruowałem? No tak, jakieś tam proste uchwyty na miarę fachowca od obróbki skrawaniem. Były tam fatalne warunki, wszystko na odwal się, zero standardów. Mówię wam, że w życiu nie wsiadłbym do polskiego czołgu. Po każdych ćwiczeniach na poligonie kilku chłopaków wracało w trumnach. Serio. To wszyscy w Elblągu wiedzieli.

Byłeś lepszym nauczycielem polskiego czy fizyki?

Polskiego. Na fizyce uczyłem dzieci o Katyniu (śmiech). Jedną godzinę w miesiącu można było spożytkować na tak zwaną integrację z klasą. No to integrowałem.

A ty w ogóle masz wykształcenie pedagogiczne?

Jasne, skończyłem studium pedagogiczne. Ale wtedy wystarczyło mieć maturę, żeby uczyć. Wsiadałeś w autobus, jechałeś za miasto, wchodziłeś do pierwszej lepszej podstawówki i mówiłeś, że chcesz uczyć, a następnego dnia byłeś nauczycielem. Ja pojechałem pod Elbląg do Milejewa. A jak już zostałem belfrem, to zapisałem się na studium. Do dziś jak mnie pytają o wykształcenie to mówię, że pedagogiczne, a nie technik mechanik obróbki skrawaniem (śmiech).

Jakim byłeś nauczycielem? Wymagającym?

Od razu przeszedłem z uczniami na „ty”, a potem jak któryś podpadł, to mu odbierałem ten przywilej: „nie możesz więcej mówić mi na ty”. Podzieliłem też dzieciaki na grupy. Tych, co chcą się uczyć i tych, co nie chcą. Ci ostatni mieli zapewnione przejście do następnej klasy, pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać.

Jak wszedłeś w transformację ustrojową? Co robiłeś w 89 roku?

Zakładałem pierwszy Komitet Obywatelski w dawnym województwie elbląskim. Z gazetkami latałem, angażowałem się. A dzisiaj ci panowie, z którymi wtedy współpracowałem, udają, że są politykami.

Później prowadziłeś nawet kampanię wyborczą. Której partii?

Prawicowej. Tyle wam powiem. Do dzisiaj się boję ortodoksów. Wszelkiej maści.

Byłeś japiszonem?

Tak. Nie ma co ściemniać. Byłem.

Inwestowanie w żel do włosów było dobrym interesem?

Znakomitym! Wykasowałem na pół roku wszystkich polskich producentów. Importowałem tony żelu (śmiech). A raczej zachodnie opakowania, w które pakowałem polski żel. Zmieniłem tylko nazwę z „Żel Oceanic” na „Gel Oceanic” i poprosiłem by dali więcej zapachu bo ich jakoś nieładnie pachniał.

A co robiłeś na Wschodzie?

Trafiłem na Białoruś do kombinatu „Azoty”, jak najbardziej legalnego. Moi frendzi z tamtych lat to dzisiaj szanowani obywatele Białorusi. Robiłem z nimi interesy. A potem już nic nie robiłem, tylko siedziałem.

Ale nie chcesz tam dalej siedzieć, bo bez picia wódki podobno nie można tam sobie poradzić. Nie lubisz wódki?

Cieszę się, że stać mnie na whisky.

Ale na Wschodzie chyba popijałeś co innego.

Piłem ruską wódkę i zagryzałem suchym chlebem.

A potem dałeś się złapać. Mówiłeś, że kryminał ci się należał.

Jeżeli robisz złe rzeczy, musisz ponieść karę. Stawiłem się do prokuratury, bo przez rok czasu nie chcieli mi wyznaczyć miejsca i zagwarantować, ze nie popełnię samobójstwa, albo nie potknę się nieszczęśliwie w łaźni.

Co złego robiłeś?

Byłem prezesem jednej z pierwszych firm brokerskich. Z ludźmi, którzy są przy władzy, brałem udział w próbie korumpowania tego kraju, czyli robieniu interesów na koszt państwa. W końcu się wkurzyłem, bo nie mam ich natury i nie mogłem robić tego dalej. Uniemożliwiłem im skok na kasę. Upomniałem się o zainwestowane pieniądze. Zbuntowałem się. Więcej nie powiem, chce się trzymać z dala od polityki. A w sprawiedliwość nie wierzę.

Siedziałeś za wymuszenie rozbójnicze.

Dziś nie miałbym nawet tego zarzutu.

Ale o co chodziło?

Niby nastraszyłem ludzi upominając się o pieniądze. A może to nie były moje pieniądze? A może chodziło o ludzi, wcale nie Bogu ducha winnych? A może to wszystko było inaczej? A może mam dowody, że próbowano zrobić ze mnie świadka inkognito? Nieważne. Wtedy zdecydowałem, że pewne wartości dla mnie nie istnieją i za to należała mi się kara. Czy słusznie mnie osądzili, to jest inna sprawa. Nie narzekam.

Wpadłeś, bo…

Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział. Z więzienia wyszedłem gorszy niż byłem. Ale jestem też mocniejszym przeciwnikiem, nie działają na mnie zastraszenia, naciski, jestem na nie odporny.

Jaki jest twój stosunek do kary śmierci?

Negatywny. Nigdy nie wiesz, nigdy nie masz pewności. Trwała izolacja to najwyższa dopuszczalna kara. Siedziałem z ludźmi skazanymi za morderstwa. Wiem przynajmniej o jednym, który tego nie zrobił. Siedział za niewinność. A gdyby dostał karę śmierci?

Czym zajmujesz się dzisiaj?

Obecnie nic nie kręcę. Jako reżyser filmów dokumentalnych zamilkłem. Spotykacie się z wypalonym facetem. Jestem śmiertelnie zmęczony. Piszę bloga, wracam do korzeni, do słowa pisanego. Dobry napisany reportaż jest trudniejszy niż zrobienie filmu dokumentalnego.

Lubisz filmy Latkowskiego?

Każdy bym poprawił.

Dlaczego tak często widać w nich kamery, mikrofony i cienie? Brak profesjonalnego przygotowania?

Takie niedoróbki widać nawet w nagrodzonych filmach typu „Super Size Me”. Mnie nie interesuje szkoła Karabasza. Wtedy najpierw nagrywało się dźwięk, a potem obraz i dzięki temu miało się wysmakowane, piękne ujęcia. Drugiej kamery się nie widziało, bo ona zwyczajnie nie istniała. Polska szkoła dokumentu wynikała z biedy, bo nikogo nie było stać na taśmę. Za moimi filmami stoją znane nazwiska, więc nie olewam spraw formalnych. To nie fikcja fabularna, tylko dokument i nie chcę grać. Jeżeli kręcę scenę, która mówi o czymś ważnym, to nie wyrzucam jej, bo widać tam drugą kamerę, chrzanię, że w kadr wszedł mikrofon. Niech z obrazu wykasowuje go sobie Wajda, który jest dokumentalnym reżyserem zza biurka. Nie będę podlizywał się kilku recenzentom, którzy czekają na wysmakowane obrazy.

Dlaczego tak często w dokumentach pokazujesz swoje plecy?

Bo operator jest z tyłu. Po co ma być przed? Bardzo często nagrywam sceny dla dźwięku, a nie dla obrazu. To wizja Latkowskiego, a nie jakiegoś Igreka.

Pamiętasz swoje słowa: „wstydź się pan, panie Wajda”?

Pamiętam i dziś mogę je powtórzyć.

Chciałeś, żeby Wajda oddał ci 13 złotych za bilet, który byłeś zmuszony kupić swojemu dziecku na jego film. Oddał?

A skąd! Nie oddał (śmiech). Przecież taki baron filmowego establishmentu nie pochyli się na tyle nisko, żeby usłyszeć, co mówią ludzie. Pójdziecie do niego na wywiad i opublikujecie to, co powie? Ktokolwiek zrobił z nim szczery wywiad? Wolne żarty. Przyjęta jest jedna zasada – pozycja klęcząca przed mistrzem. Przecież on nawet uczy zawodowych fotografów, jak mu robić zdjęcia. Ale powiem wam, że z jednego jestem zadowolony. Na szczęście jeszcze nie ja, ale pokolenie młodsze ode mnie będzie już dorastać i rozwijać się bez Wajdy. Wreszcie kiedyś Wajda przestanie przykładać rękę do „naprawiania” polskiego kina i będzie tym, kim powinien być – reżyserem kilku znakomitych filmów, tylko tyle i aż tyle. Wreszcie kiedyś skończy się ta cała farsa z jego szkołą. Poszli tam ludzie po studiach, żeby się niby uczyć robienia filmów. A układ jest taki: przyjdziesz tu, to może pomożemy ci dostać pieniądze na film. Nie przyjdziesz, to nie licz, że ci się uda. Przecież Wajda w tej swojej szkole uczy montażu na sprzęcie, którego nikt w Polsce nie używa. Ja nie mogę zatrudnić ludzi od niego, bo nie znają Avida! Wreszcie to trzeba głośno powiedzieć: pan Wajda krzywdzi młodych montażystów! A jest jeszcze taki drugi znany reżyser, który powinien się zająć lodówkami…

A propos tego drugiego, to też mamy tu cytat z ciebie…

Wiecie, że w tym kraju są święte krowy? Pewnie, że wiecie. Kiedyś myślałem, że wystarczy raz obnażyć ich hipokryzję, żeby z nimi wygrać. Ale zmądrzałem. Ich trzeba podchodzić powoli. Przecież mógłbym teraz wam powiedzieć wszystko, co wiem i wszystko, co myślę. Mogłem w studiu na żywo w programie o pedofilach powiedzieć, o jakiego znanego reżysera chodzi, prawda? Ale wiem, że to nic nie da. Co bym zyskał? Na razie mam nadzieję, że uda mi się zrobić film „Pedofile 2”. Nie zaprzestałem dokumentacji, ciągle zbieram materiały. Odkryłem kolejne ciekawe tropy. Pan znany reżyser ma mieszkanie w Paryżu, do tego mieszkania przyjechała kiedyś znana aktorka ze swoimi córkami. Niestety nie chce publicznie powiedzieć, co ją tam spotkało. I pan znany reżyser niech teraz nie udaje autorytetu moralnego i niech nie myśli, że mu się upiekło. Jednemu z decydentów telewizyjnych zaproponowałem, żeby swoje dziecko dawał na kolanka znanego reżysera, którego zaczął znowu promować. Obraził się i nie rozmawiamy ze sobą. Wymiękłem, kiedy zobaczyłem reklamówkę stacji kulturalnej z twarzą tego reżysera, której ostatnio długo nie widziano. Odkąd zaczęło się śledztwo w sprawie Dworca, przestał się pokazywać… Dlaczego? Przecież podobno nic się nie stało. Szkoda, że protokół, w którym padło nazwisko znanego reżysera, gdzieś wyparował.

Chyba bardzo chciałbyś stanąć na czele krucjaty przeciw filmowym elitom.

A wiecie co robi elita? Właśnie nic nie robi. Wszyscy wiedzą, że pan znany reżyser jest draniem, a nie mogą się zdobyć na to, żeby go wypchnąć poza nawias, żeby go wyautować. Owszem, nie pisze już felietonów do znanego tygodnika, ale na przykład promuje kanał TVP Kultura. I ja się teraz zastanawiam, jaka w tym kraju jest kultura. Jaką ona ma twarz? Twarz miłośnika bardzo młodych chłopców? Niech odsiedzi swoje, niech odpokutuje i wtedy jako nawrócony może być autorytetem.

Nazwiska nie wymieniasz, bo…

Nie udawajcie naiwnych. Przecież wiecie, że prawnicy PLAYBOYA nigdy by tego nie przepuścili. Polska to nie jest Anglia. My nie jesteśmy BBC. Dziennikarstwo śledcze jest u nas w powijakach. Nikt nie dostanie kasy na rok, żeby rozpracowywać jedną sprawę. Dziennikarze czekają na kwity od funkcjonariuszy. Nie ma też odpowiedniego prawa, które skutecznie chroniłoby dziennikarza. Ale mam nadzieję, że to wszystko się z czasem zmieni. Bo jedyna nadzieja w dziennikarzach, naprawdę. Przy pracy nad „Pedofilami” doświadczyłem czegoś niesamowitego. Okazało się, że w ważnych sprawach media potrafią działać ponad podziałami. Doświadczyłem prawdziwej zawodowej solidarności. Pomogli mi dziennikarze z Polsatu i TVN-u, do tego stopnia, że w ich stacjach materiał o „Pedofilach” pojawił się wcześniej niż w TVP.

Słyszeliśmy, że masz kilka ciekawych pytań do premiera Belki?

Zapytałbym go, czy zetknął się kiedyś z pedofilem. Powiedziałby, że nie. Wtedy zapytałbym się go, czy zna Arkadiusza K., który jest żonaty, mieszka w Warce i dostał trzy miesiące na Rakowieckiej. Na całym świecie to byłby news. Ochroniarz premiera – pedofilem! U nas sprawie ukręcono łeb. K. swoje kontakty pedofilskie z czternastolatkiem nawiązywał przez rządowe komputery. Czy Belka o tym wiedział? Musiał, bo śledztwo policji doszło do szefa BOR-u, w którym pracowali siostra i szwagier K. W tzw. sprawie dworca chłopcy opowiadali o rządowych bemkach, które pod nie podjeżdżały. Ale nikt nie poszedł tym tropem. Być może był to tylko Arkadiusz K. Ale byłoby to zbyt piękne by było prawdziwe. Policjant ze stołecznego CBŚ wspominał mi o panu z lanci…

Często mawiasz, że żyjesz z muzyki, a nie z filmu. Czym konkretnie się zajmujesz?

Większość pieniędzy zarobiłem angażując się w różne produkcje muzyczne. A wcześniej jako doradca public relations i marketingu. Miałem szczęście, że zawsze obstawiałem dobre rzeczy, nie stojąc jednocześnie za żadną komercyjną płytą.

Za jakimi sukcesami stoisz?

Nie mogę powiedzieć. Sformułowanie „producent artystyczny” istnieje tylko na niektórych płytach. Nie chcę, żeby młody artysta musiał zmagać się z moimi wrogami typu Cieślak lub Sankowski, który potrafi napisać o moim wykonawcy pean, ale tylko wtedy, kiedy nie wie, że stoję za tą konkretną płytą. Chłopcy kierują się prywatnym stosunkiem do Latkowskiego a nie tym, jaka dobra jest płyta. Nie ma sensu o tym mówić, chwalić się. Robię swoje.

I nie jeździsz na wakacje, bo cię podobno na nie nie stać…

Bez przesady. Byłem ostatnio w Wiedniu z żoną. Ale prawda, wcześniej nie jeździłem na wakacje.

W ogóle lubisz odgrywać biedaka. Często powtarzasz, że na coś cię nie stać. Że nie masz za co płacić rachunków.

Biedaka? Nie obrażajmy ludzi, których jest większość w tym kraju, żyjący na granicy ubóstwa. Ja nim nie jestem. Mam jednak notoryczne problemy z płynnością finansową. Może powinienem pójść śladem Wiesława Walendziaka, który mówi, że teraz odzyskał płynność i powinienem np. pójść znowu w public relations i marketing? W Polsce twórca, nawet ten z tzw. dorobkiem, zawsze ma problemy by na czas zapłacić rachunek telefoniczny i często jego telefon działa tylko w jedną stronę.

Sylwester, nie oszukujmy się. Mieszkasz w ładnym, odpicowanym mieszkaniu. Masz świetny widok…

Mam świetny widok na kawał Polski. Na całym świecie na Wyścigach biegałyby konie. A u nas co jakiś czas jest tylko giełda motocyklowa. Poza tym, co to jest te sześćdziesiąt kilka metrów na moje 38 lat? Gdzie mają się tu chować dzieci? Przecież to jest tylko jeden pokój!

Zły rozkład?

Zawsze tak można powiedzieć. Ale nie jesteśmy Japończykami albo Wietnamczykami, żeby mieszkać na takiej powierzchni w tyle osób. Powiedzcie to facetowi w Szwecji. Wyśmieje was. Zresztą, myślicie, że to jest za gotówkę? Nie chcielibyście spłacać moich kredytów.

Wolałbyś mieszkać w Szwecji?

W Szwecji mi się nie podoba. No sex, no alcohol, no drugs. Nie wiem, skąd wziął się stereotyp szwedzkiego porno. To nudne, jałowe państwo. Ma fajne krajobrazy, ale nic poza tym. Nie można nawet wsiąść z piwem do taksówki, bo taksówkarz woła policję i jest po sprawie. Znam to z autopsji.

Na wszystko narzekasz. Na filmowców, polityków, na Elbląg, na całą Polskę…

Nieprawda. Choć przyznam, że dzisiaj chciałbym, by było mnie stać, żeby wyjechać z tego kraju.

I znowu cię nie stać! Dokąd?

Prawda (Śmiech). Na przykład do Portugalii albo Hiszpanii.

Dlaczego chciałbyś wyjechać?

Bo natura Polaka jest negatywna. Polacy są zarozumiali. To hipokryci, którzy zazdroszczą sukcesów. Tylko w państwie Papieża czołowy katolicki reżyser filmowy jest naczelnym miłośnikiem nagich tyłków aktorów porno w kraju. Nie ma pokolenia JPII. Wymyśliły to media. Jedni patrzyli na drugich i ścigali się w świętości. Ohyda. W Polsce nie było prawdziwej metamorfozy, niestety nic się naprawdę nie zmieniło. Najbliższe lata pokażą, że nie ma pokolenia JPII. Ale mam wrażenie, że w końcu i u nas będzie dobrze. Stare pryki jeszcze próbują nas trzymać za mordę, ale na szczęście już niedługo poumierają. Komuna się wykończy, ortodoksyjna prawica przestanie być ortodoksyjna i będziemy miłym, konserwatywnym krajem.

Wszystko w rękach młodych?

Młode pokolenie Polaków nie ma woli walki, ale nie musi jej mieć, bo są takie czasy, w których nie trzeba być rewolucjonistami. Młodzież uważa, że jest ponad wszystko, co się dzieje w Polsce. I może tak trzeba. Szkoda tylko, że to pokolenie leniwe i nie mające żadnych autorytetów. Hiphopowcy na przykład postawili by pomnik z napisem HWDP. Nic więcej.

Powiedziałeś kiedyś, że doba jest za krótka na kobiety.

Myliłem się. Często jestem teraz z żoną. Nie myślałem, że można tyle czasu spędzać z kobietą. Przyznaję, że długo nie lubiłem kobiet, nie ufałem im. Wierzyłem tylko w męską przyjaźń. A teraz kontakty z kumplami zanikły. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i po paru miesiącach znajomości wzięliśmy ślub.

Kobiety się za tobą uganiają?

Kiedy? Ja nigdzie nie chodzę. Olewam bankiety. W ogóle mało chodzę po mieście. Czasem wsiadam do samochodu, jadę do supermarketu i pcham ten głupi wózek. Robię zakupy i wracam. Na spacery w ogóle nie chodzę.

Dlaczego?

A gdzie mam iść? Gdzie w Warszawie chcesz się przespacerować? Co, mam iść wzdłuż tego muru pod oknem? Albo po Marszałkowskiej? Patrzeć na tych pięknych ludzi? Na te piękne budynki? Gdzie tutaj chodzić?

Nad Wisłę masz blisko rowerem.

Nie mogę jeździć rowerem.

Prostata?

Nie, nie. Serce. Nie mogę się wysilać.

Czego słuchasz w samochodzie?

Sinatry, U2… Ale nie pytajcie mnie tylko, czy szybko jeżdżę. Owszem, mam skłonności. Czasami przejeżdżam na czerwonym świetle (śmiech). Często dawałem w łapę, innym razem puszczają mnie, bo jestem Latkowski. Ale ostatnio po łapówie byłem tak zdegustowany, że postanowiłem sobie, że kończę z korupcją drogówki. I jak na razie dotrzymuję słowa. Płacę mandaty.

Czy w twojej Hondzie szyba jest otwarta, a ręka wystawiona przez okienko?

Mam klimatyzację (śmiech). Ale chyba większość czytelników Playboya ma takie auta, więc nie róbcie z tego sensacji!

Zapomniałeś o czytelniczkach, których jest całkiem dużo…

Tak? Nie wiem, ja poznałem Playboya w kryminale, bo służył wszystkim do masturbacji. Potem kupowałem was ze względu na wywiady. Ale w kryminale irytowały mnie te laski powywieszane na pryczach. Obrzydzało mnie to i w kółko były awantury.

Robiłeś awantury?

Nie, no przesadziłem. Tam się nie robi awantur. To upokarzające, że wszystko trzeba akceptować. Niezależnie, jak wysoko stoisz.

Czasy się zmieniły. Kiedyś czytałeś nas w kryminale, dzisiaj w domu z żoną.

Z żoną czytamy inne rzeczy. Nie lubię was. Cały czas mam uraz. Jestem jednak konserwatywny. Dużo rzeczy mnie wkurza. Nachalność seksualna jest niesmaczna. Dzisiaj mamy kulturę masturbantów, którzy nie mogą dojść do wytrysku. Oczywiście nie piję do Playboya. Ostatnio byłem świadkiem jak kobiety spokojnie słuchały skesistowskich kawałów opowiadanych przez mężczyzn. Kiedy zareagowałem, wiecie kto zaprotestował i wziął w obronę – kobieta. Więc potem kolejny żart był dosadniejszy o męskim członku i głupiej kobiecie. Poza tym zastanawiają mnie kobiety, które akceptują taką kulturę seksualną.

Czyli lubisz feministki?

Nie znoszę ich! One są po prostu głupie. Weźcie ich „Zadrę”. Radio Maryja jest przy niej najbardziej tolerancyjnym radiem w Polsce. Są to kobiety, które mają problemy ze swoimi facetami, a w zasadzie kobietami, bo główne feministki w Polsce to lesbijki. Nie mają śmiałości się do tego przyznać! I nie wiem, czy walczą o prawa kobiet, czy lesbijek. Zresztą dzisiaj dla lansu warto być feministką albo gejem. Chociaż gejem być trudniej, bo jest się mniej tolerowanym.

Co byś zrobil, gdyby grupa szalikowców zaatakowała cię w autobusie? a) wytłumaczyłbyś im, że to nie ich wina, że chcą cię bić, b) zlałbyś ich, c) patriotycznie dostałbyś łomot w imię zasad?

Nic z tego, bo nie jeżdżę autobusami (śmiech).

A jak ci się zepsuje samochód?

Wtedy taksówka albo ktoś mnie zawozi i przywozi.

Dlaczego nie autobus? Żeby nie spotkać szalikowców?

Bez przesady. Cieszę się, że stać mnie na to, żeby nie jeździć autobusami. Wychowałem się w domu z toaletą na korytarzu, bez ciepłej wody, z piecem kaflowym… I ten facet nie musi poruszać się autobusami. Chciałbym, żeby moje dzieci też nie jeździły polskimi autobusami. Na Zachodzie jest inaczej. Tam nigdy nie czułem się jak śledź.

Nie byłeś w paryskim albo londyńskim metrze?

Nie, ale korzystałem z komunikacji miejskiej w Niemczech i Austrii.

No to nie masz bogatych doświadczeń. A jak Sylwester spędza sylwestry?

Zawsze oglądam „Casablankę”. To przyzwyczajenie złamałem tylko raz. Dla żony.

Późno już. Kończymy?

O, już po 1. Ciekaw jestem, ile puścicie w tym wywiadzie.