Press enter to see results or esc to cancel.

Robert Kubica

PLAYBOY nr 2, 2006 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke


Wiesz, jak się nazywa pierwszy Polak, który prowadził bolid Formuły1?

Nie wiem. Jak?

To było w 1979 roku. Za kółkiem samochodu, nieistniejącego już dziś teamu Waltera Wolfa, usiadł Andrzej Jaroszewicz, syn Piotra Jaroszewicza. Jeździł na torze w Poznaniu.

W Poznaniu? Eee… Dla mnie to nie jest żadne prowadzenie bolidu. To nie są testy. Tak to nawet wy jeszcze dzisiaj możecie prowadzić bolid Formuły1. Pojedziemy na jakiś tor, zrobią wam szybkie przeszkolenie, dadzą bolid sprzed 8 lat i w drogę…

Wchodzimy w to! Załatwiasz?

To tylko kwestia czasu i pieniędzy.

Ile to kosztuje?

Nie wiem. Pewnie nie dużo. Są firmy, które dysponują starymi bolidami, na przykład Prosta. Umawiasz się, lecisz i wsiadasz za kierownicę. Każdy może sobie tak pojeździć. Dwa, trzy okrążenia. Nie ma problemu.

A wracając jeszcze do Jaroszewiczów, wiesz o kim mowa?

Nie mam pojęcia.

Powiedz nam, dlaczego tak trudno się dostać do Formuły1? I dlaczego trzeba na to tyle kasy?

Wcale nie potrzeba kasy. Podstawowa sprawa to ryzyko, które gotowe są podjąć poszczególne teamy przy zatrudnianiu nowych kierowców. Boją się młodych, bo debiutanci zwykle nie radzą sobie za dobrze. Trzeba się rozjeździć, rok, czasem dwa, trzy.

Ale przecież mówi się o wielkich pieniądzach, które muszą stać za zawodnikami…

Rzeczywiście tak jest. Ale dotyczy to tylko słabych zespołów takich jak Minardi i Jordan. Żeby do nich wejść potrzeba sporego budżetu, bo dzięki sponsorom konkretnego kierowcy mogą oni więcej wydać na usprawnienie swoich bolidów. A lepsze teamy zarabiają na wygrywaniu, a nie na kierowcy. Ich nie obchodzi, z jakimi pieniędzmi przychodzisz. Problem w tym, że co sezon zatrudnia się zaledwie kilku nowych kierowców, można ich liczyć na palcach jednej ręki.

A w co ty celujesz?

W nic. Chodzę po ziemi. Wezmę, co będzie. Czasy nie są łatwe. Wygrałem teraz wyścigi, które w Europie pod względem hierarchii są na trzecim miejscu: Formuła1, GP2 i my. Zobaczymy co będzie dalej. Na pewno nie mam pieniędzy, żeby się dostać do słabego teamu w Formule1. Zresztą bym nie chciał. Wolę, żeby mnie zatrudniali dlatego, że jestem dobry, a nie dlatego, że mam dobrych sponsorów. Umiejętności przede wszystkim. Na razie Formuła1 jest tylko moim marzeniem.

Z czego się utrzymujesz? Bo wielokrotnie powtarzałeś, że nie z jeżdżenia.

Ja nie mam dużych wymagań. Ważne, żebym miał gdzie spać i co zjeść. Reszta mnie nie interesuje. Zespół martwi się tylko o mieszkanie dla mnie.

No dobra. Ale masz jakieś zachcianki…

Nie mam zachcianek. Nie chodzę do kina, bo zasypiam. Nie chodzę do klubów, bo nie lubię. Nie jem w drogich restauracjach. Nie szastam pieniędzmi. Nie wiem, jak będzie w przyszłości. Ludzie się zmieniają. Ale ja zawsze byłem ostrożny.

Zastanawiałeś się, dlaczego Polacy niechętnie oglądają Formułę1?

A kto przed pięciu laty oglądał skoki narciarskie? Ja oglądałem, ale nie osiem milionów. Zaczął skakać Małysz, to zrobił się szał. Okazało się nawet, że jest cała masa specjalistów od komentowania skoków. Z wyścigami może być tak samo. Wiecie, jak teraz skoczyła oglądalność Formuły1 w Hiszpanii? A we Włoszech systematycznie spada. Po prostu Ferrari przestało wygrywać. Wygrywa Alonso.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłeś podczas wyścigu biało-czerwone flagi na trybunach?

Czasem przyjeżdżali znajomi i machali, ale normalnych kibiców to pierwszy raz zobaczyłem dopiero dwa lata temu.

A co kibice dają ci w trakcie wyścigu?

Szczerze? Nic, zupełnie nic. Ja ich nie widzę. Są za daleko. Zero dopingu podczas akcji. Ale miło jest po wyścigu. Wszyscy klaszczą, gratulują.

Co właściwie widać z takiego bolidu?

Niewiele. To tak jakbyście się opuścili mniej więcej do tego poziomu (wchodzi pod stół) i mieli oczy trochę powyżej powierzchni tego blatu. Spróbujcie. Naprawdę mało co widać. Jak się jedzie tuż za kimś, to często nie można nawet zobaczyć tylnego skrzydła jego bolidu, które i tak jest najwyższą częścią auta. Widzi się, powiedzmy, trzydzieści metrów do przodu. Jestem dość wysoki jak na kierowcę, właściwie na limicie, ale lubię siedzieć bardzo nisko.

A jakie są te limity?

Bolidy buduje się indywidualnie pod kierowców. Więksi często mają małe szanse, żeby w ogóle wsiąść do pojazdów mniejszych kolegów. 190 cm to jest absolutnie górna granica. Ja mam 183 i to już jest bardzo dużo. Na pewno nie powinienem już rosnąć. Jeśli chodzi o wagę, to im jest się lżejszym, tym lepiej. Bolid z kierowcą i tak ma określoną wagę, ale te kilogramy, których nie masz na sobie, musisz rozłożyć jako balast. I w ten sposób balansujesz auto. Możesz z podsterownego zrobić nadsterowne. Rok temu w Macao urwał mi się dwunastokilogramowy balast i nagle nie wiedziałem, o co chodzi. Zjechałem do boksu, rozkręciliśmy samochód i okazało się, że obciążnik był przysunięty o pół metra. To wystarczyło, żeby całkowicie zmienić samochód.

Jak się siedzi w bolidzie?

(Pokazuje, kładąc się na ławce) Bardziej się leży niż siedzi. Ale tak naprawdę jest dość wygodnie, bo fotel robi się, odlewając formę pleców kierowcy. Przeciążenia są tak duże, że nie możesz ryzykować startu w fotelu, w którym tańczysz. Ja jestem długi i mam kolana oparte o górę kokpitu, tam się one zakleszczają i zostaje tyle miejsca, żeby swobodnie poruszać tylko stopami.

A któryś z nas miałby szansę w ogóle wejść do twojego bolidu? Łukasz jest niższy, ale tak sobie dopakował klatę na siłowni, że pewnie nie miałby szans…

Chyba by jednak wszedł. Ty też byś się zmieścił, ale siedziałbyś jak żyrafa (śmiech). Chyba nie mógłbyś pojechać. Kask wystawałby ci poza rollbar, tę kopułkę z tyłu za kierowcą. W razie dachowania, urwałoby ci głowę.

Jak prowadzisz zwykły samochód, to też opuszczasz się jak najniżej?

Nie, dajcie spokój. Nie jeżdżę na zimne łokcie. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy na drodze, trzeba mieć jak najlepszą widoczność i możliwość wykonywania swobodnych ruchów. Jeżdżę dosyć blisko kierownicy i w pozycji prawie że pionowej.

Łukasz: Być może to pytanie cię rozśmieszy, ale powiedz mi, bo nie mam pojęcia, na czym polega różnica między bolidem nadsterownym i podsterownym? Wytłumacz jak laikowi.

Bolid podsterowny jest taki, że jak bierzesz zakręt, to lecisz przodem na krawężnik. Nadsterowny, odwrotnie, wchodzisz w zakręt i tył ci ucieka na bok. Ja wolę auta podsterowne, są dużo bardziej przewidywalne. Szczególnie w cywilnym samochodzie. Dla mnie optimum to auto czterobutne, znaczy z napędem na wszystkie koła, ale z przewagą przedniej

Hamujesz lewą czy prawą nogą?

Lewą. Słynna „lewa noga rajdowa” czyli hamowanie w zakrętach nam nie grozi. U nas hamuje się przed zakrętami. W Formule hamuje się prawą, ale w World Series trzeba hamować lewą, bo mamy taki murek między pedałami i nie można nad nim przełożyć nogi. Taki regulamin. W autach osobowych hamuję normalnie – prawą nogą.

Co to znaczy, że samochód jest tak ustawiony, że zaczyna jechać optymalnie po 3, 4 okrążeniach?

Znaczy to tyle, że opony muszą dojść do optymalnej temperatury, którą reguluje się ciśnieniem w oponach oraz kątem nachylenia kół. Inne ciśnienie ustawia się na czasówkę, gdzie trzeba szybko pojechać jedno okrążenie, a inne na czterdziestopięciominutowy wyścig.

Ile osób odpowiada za przygotowanie bolidu?

Zwykle widzi się dwóch gości i paru mechaników. Ale prawda jest zupełnie inna. Na przykład w zespole Renault nad wszystkim czuwa ponad pięćset osób.

Jak ktoś coś zepsuje to…

Kicha. Ale wiadomo, że ludzie nie są maszynami i mają prawo do pomyłek. I mechanicy, i kierowcy. Na szczęście nikt nigdy u nas regularnie nie nawalał.

Wiesz już wszystko o kierownicy w Formule1? Czy nadal wkuwasz jej instrukcję?

Jestem w trakcie opanowywania. To technologia z wyższej półki. Z kierownicy można regulować dyferencjał. Można ustalać trakcję na konkretnych zakrętach. I jeszcze parę innych rzeczy.

Kiedy doczekamy się pięknych kobiet zasilających szeregi zespołów Formuły1?

Nie wiem, ale uważam, że mają szanse. Tylko za mały procent babek bierze się za ten sport. Według mnie to problem ilości, a nie jakości. Była próba stworzenia w Anglii Formuły tylko kobiecej. Próbowała córka włoskiego premiera Giovanna Amatti. Są dziewczyny w niższych klasach, ale cały czas nie możemy się doczekać tej jednej, jedynej…

Wydaje się, że uwarunkowania fizyczne kobiet są wymarzone do uprawiania takiego sportu.

To zależy. Agata Wróbel nie dałaby rady (śmiech).

Trenujesz na siłowni, biegasz… Po co?

U nas nie ma tak jak w Formule1 wspomagania kierownicy. Trzeba mieć trochę poweru, żeby tym wszystkim kręcić (śmiech). Wyścigi Formuły1 trwają półtorej godziny, tak więc bez dobrej kondycji ani rusz. Wysoka temperatura też robi swoje. Niby nic nie robisz, siedzisz w miejscu, ale jednak się męczysz. Tętno jest wyższe, do tego nerwy, a i naciskanie pedałów wymaga dobrze wyćwiczonych nóg.

Ćwiczycie refleks? Gracie „w łapki”?

Nie (śmiech). Czasami ćwiczymy refleks na specjalnych akademiach. Wchodzimy do ciemnego pomieszczenia, w którym jest ściana, po której latają światełka. Musimy je łapać. Taka gra. Pomaga chociażby w momencie startu na zawodach. A to 80 procent sukcesu. Na torach ulicznych, jeżeli się dobrze wystartuje, jest się pierwszym i nigdzie się nie walnie, raczej nie ma szans, żeby nie dojechać na pierwszym miejscu. Ulica nie ma przyczepności, jest brudna i na ogół wyprzedzanie kończy się przywaleniem w barierę. Jeśli chodzi o bolidy, to większość przyczepności osiągają przez aerodynamikę. Inaczej niż w autach zwykłych, zamkniętych, gdzie przyczepność jest głównie mechaniczna – opony, zawieszenie. W bolidzie na torze trzyma cię docisk powietrza. Jak jedziesz za kimś, to on ci zabiera powietrze i tracisz przyczepność. Na prostej jesteś szybszy, bo masz mniejszy opór, ale za to na zakrętach skrzydła nie działają ci, jak powinny. I jest kiła. Dlatego im lepsze bolidy, tym mniej wyprzedzeń podczas wyścigu. Normalne samochody na luzie się wyprzedzają, bo te spoilerki które mają, to może raptem pięć procent ich całkowitej przyczepności. Praktycznie nie mają większego znaczenia.

W związku z tym główna walka idzie o pole position, tak?

U nas tak. W Formule1, w której wyścigi są dłuższe, ważna jest jeszcze taktyka. Ale i tak na wygraną mają szansę tylko ci, którzy wystartują z pierwszych dwóch rzędów. Oczywiście jeśli nie zacznie padać albo nie zdarzą się jakieś wypadki na torze.

A propos, ty wypadek miałeś tylko „po cywilnemu”. Było poważnie?

Bo ja wiem? W skutkach był poważny, bo uciekł mi cały sezon. Poza tym mam osiemnaście szwów na ręce i tak je sobie będę nosił. Włoscy lekarze zrobili świetną robotę i gdyby nie blizna, nie pamiętałbym o tym zdarzeniu. Jednak jako kierowca „po cywilnemu” jeszcze nigdy nie miałem wypadku. Odpukać. Wtedy byłem pasażerem. Kraksy zdarzały mi się tylko na torze.

Jeździsz „renówkami”, ale tak naprawdę co myślisz o francuskich samochodach? Bo w Polsce mają zła opinię. Słaba blacha, silniki się sypią…

(Śmiech). Mam małe doświadczenie, jeśli chodzi o cywilne auta. Jeździłem głównie francuzami i jestem z nich zadowolony. Jeździłem też autem niemieckim i to nie żadnym rupieciem. Popsuł mi się cztery razy w ciągu trzech miesięcy. Serio. Cztery razy ściągałem go na lawecie.

To prawda, że na Zachodzie niektórzy wymawiają twoje nazwisko: „Kubika”?

95 procent. Już się przyzwyczaiłem. Na początku starałem się to prostować, ale dałem za wygraną. Przynajmniej teraz wszyscy mówią jednakowo – „Kubika”. Dbam tylko o to, żeby pisali poprawnie. Bo widziałem już swoje nazwisko pisane przez „Q” albo odwrotnie przez „C” na początku i „k” pod koniec, we wszystkich możliwych konfiguracjach. W tym sezonie nawet mój zespół zrobił mi kombinezon z napisem „Kubika” (śmiech).

Co robisz w wolnym czasie? Sex, drugs and rock’n’roll?

Nie lubię imprezować. Zwykle siedzę w domu, gram w gry rajdowe, ewentualnie idę na bowling. Dobrze, że moja dziewczyna też nie lubi imprezować. Nie mógłbym być z kimś, kto bardzo często chodzi na dyskoteki. Byłem parę razy jako wolny strzelec i wiem, jak się to kończy. Podpieranie ścian – to nie dla mnie.

Czyli gdyby paparazzi chcieli cię złapać na mieście narąbanego, mieliby problem?

Wielki. Po pierwsze jeszcze nigdy nie byłem narąbany. Po drugie po 23 jestem poza domem góra dwa, trzy razy w roku.

Masz jeszcze miniaturkę Nissana, twojej pierwszej „fury”?

Niestety nie (śmiech). Nie mam niczego, co jest związane z moim przedziałem wiekowym 4-8 lat. Zero dokumentów, zdjęć, dyplomów, nic. Nikt nie przywiązywał do tego wagi, bo nikt nie wiedział, jak się to skończy. Bardzo żałuję. Moja „fura” była czerwonym Nissanem Patrolem z napędzanym tylko jednym kołem. Dlatego inaczej się skręcało w lewo, a inaczej w prawo. Dwukonny, czterosuwowy silnik – dla pięciolatka konkret fura (śmiech). Laski wyrywałem, jak cię mogę (śmiech). Pamiętam, że jeździłem w kasku narciarskim… Niestety auto zostało sprzedane za pół darmo mojej rodzinie znad morza. Straciłem kontakt z rodziną i z samochodzikiem. Może czytają Playboya, to sobie o mnie przypomną i powiedzą, co się dzieje z Nissanem. Muszę znaleźć ten samochód! Jak się uprę, to znajdę!

Nie żałujesz wcześnie zakończonej edukacji?

Wychodzę z założenia, że szkołę można skończyć w wieku 30 lat, ale na karierę kierowcy rajdowego jest wtedy za późno. Jestem skazany na światek wyścigowy. Nawet jak przestanę zawodowo jeździć, to i tak będę kręcić śrubki. A do tego nie trzeba studiów.

Lubisz kręcić śrubki?

Oczywiście. Jak miałem 15 lat wygrałem eliminacje do ME z zawodnikiem trzynastoletnim. W tym duecie to ja byłem od śrubek. Uwielbiam to! Mówię wam, jakie są nerwy, bo jazda nie zależy od ciebie. Wtedy dopiero zrozumiałem, dlaczego tak bardzo denerwują się moi rodzice.

Przyjąłbyś propozycję zagrania w reklamie prezerwatyw? I tu guma, i tu…

Że niby o bezpieczeństwo trzeba dbać? I w życiu, i na drodze?

Właśnie wymyśliłeś doskonałe hasło (śmiech). Copywriterzy siedzą nad czymś takim całe życie i dostają pryszczy na tyłku!

Jak bym usiadł, to bym nie wymyślił.

Na jakie najgłupsze pytanie w wywiadzie musiałeś kiedyś odpowiedzieć?

Czym się różnią rajdy od wyścigów. Musiałem też kiedyś opisać, co kierowca czuje, jak jedzie.

Czego się życzy kierowcom przed wyścigiem? Złapania gumy?

Nie ma czegoś takiego. Może połamania kół?

Na skróty:

KUBICA O:

URODZIE:

Włosi mówią, że Polki są najładniejsze. Trzeba się słuchać.

POLSCE:

Za granicą nie musisz się martwić, że biegając o 21 dostaniesz w czambuł.

SOBIE:

Ja przystojny? To chyba żart.

AUTACH:

Samochody osobowe i bolidy łączą cztery koła i kierownica. Reszta je różni.