Krzysztof Oliwa

– Czy to boli, jak się trafi pięścią w kask zamiast w gębę?
– O yeah, na pewno. Zobaczcie (pokazuje mały palec)…
– Nie możesz go wyprostować?
– Nie mogę. Miałem bójkę przeciwko Darren Langdon. Ja mu już raz wpieprzyłem w Calgary. Powiedzieli, że rozciąłem mu czoło z kija i zawiesili mnie na 2 czy 3 mecze. Ale to było normalnie – z pięści. Potem graliśmy w Montrealu i straciłem 20 tysięcy dolarów przez niego…
– Czekaj, czekaj…dokładnie straciłeś 18.292 dolary.
– (Śmiech) Zrobiliście dobry research. Anyway, ja się z nim znowu napierdalałem – przepraszam za język – no i wtedy to się stało. Mogłem albo iść na operację, albo dalej grać w play offie. Wolałem grać.

Czytaj dalej

Krzysztof Hołowczyc

– Lekarze pozwolili ci to zdejmować?
– Nawet kazali. Mięśnie nie mogą się zastać i zwiotczeć, a właśnie te wokół kręgosłupa muszę znacznie wzmocnić.
– Twój pilot też tak ucierpiał?
– Jean-Marc (Fortin – przyp. red.) wyszedł w zasadzie bez szwanku. Żartował, że ma lepsze punkty podparcia, bo on jest trochę grubasek (śmiech). Ale podczas kolejnego startu w rajdzie na Korsyce pojawił się u niego ostry ból pleców. Okazało się, że po naszym niefortunnym skoku w Egipcie (podczas Rajdu Faraonów – przyp. red.) też ma problemy z dyskiem.
– Wszyscy mówią, że przesadziłeś z prędkością na wydmach.
– Na tym rajdzie rozwaliło się 14 motocyklistów. Egipt to morderczy rajd. Ma nieprzewidywalne wydmy. Zupełnie inne niż w np. w Mauretanii. Tam możesz znaleźć pewną prawidłowość. A jak się wpakowałem? Po prostu, była cała seria długich i gładkich wydm, to zasuwałem. Rozpędziłem się – szło nam całkiem nieźle… i nagle „wyrósł” przed nami rów szerokości tej kawiarni, jakieś cztery-pięć metrów.

Czytaj dalej

Robert Kubica

– Wiesz, jak się nazywa pierwszy Polak, który prowadził bolid Formuły1?
– Nie wiem. Jak?
– To było w 1979 roku. Za kółkiem samochodu, nieistniejącego już dziś teamu Waltera Wolfa, usiadł Andrzej Jaroszewicz, syn Piotra Jaroszewicza. Jeździł na torze w Poznaniu.
– W Poznaniu? Eee… Dla mnie to nie jest żadne prowadzenie bolidu. To nie są testy. Tak to nawet wy jeszcze dzisiaj możecie prowadzić bolid Formuły1. Pojedziemy na jakiś tor, zrobią wam szybkie przeszkolenie, dadzą bolid sprzed 8 lat i w drogę…
– Wchodzimy w to! Załatwiasz?
– To tylko kwestia czasu i pieniędzy.

Czytaj dalej

Kinga Baranowska

– Mam nadzieję, że nie zapytacie mnie, dlaczego chodzę po górach (śmiech).
– Nie zadamy ci również pytania: „jak to się wszystko zaczęło?”. Chcieliśmy rozpocząć klasycznie… Czy rozmiar ma znaczenie?
– Przez cały czas będziecie mi zadawać podchwytliwe pytania, żeby dowiedzieć się, jakie mam skojarzenia?
– Coś w tym stylu.
– Zacznę od postury. Nie spotkałam wielkich wspinaczy. Postawny Jurek Kukuczka to wyjątek potwierdzający regułę. Pakerzy z siłowni w górach nie mają raczej szans. Byliby niewydolni i wolni.
– Pudzian dałby radę?
– On akurat jest mocny psychicznie, więc kto wie. Psychika w wysokich górach jest decydująca. Często nawet niepozorni ludzie mogą wspiąć się wyżej niż ci mega wysportowani.

Czytaj dalej

Jacek Gmoch

– Powiem wam szczerze, że żona nie była zadowolona z naszego spotkania. Przekonałem ją jednak, że już dawno skończyłem z robieniem sobie zdjęć na nagusa.
– Ale może chociaż synowa będzie zadowolona. Słyszeliśmy, że jest Greczynką.
– Tak się wszystko poukładało. W Grecji znalazłem swoje miejsce, bezpieczeństwo, pracę, uznanie… i synową. Mój najstarszy wnuk, Jacek, jest ochrzczony jako Yakinthos. Dzięki temu ma imieniny dwa razy w roku. Grecka strona rodziny jest ortodoksyjna, więc w ogóle wszystko mamy dwa razy – Wielkanoc, Boże Narodzenie…

(W tym momencie podchodzi do nas jeden z licznych znajomych Trenera i wylewnie się z nim wita. Taka sytuacja będzie powtarzała się nagminnie. Aby zaoszczędzić nieco miejsca, skróconą listę spotkanych przy okazji tego wywiadu Greczynek i Greków podamy na końcu).

Czytaj dalej

Przemysław Saleta

– Jak to jest – być największym playboyem Rzeczpospolitej?
– Nie wiem, bo taka opinia o mnie wydaje się kompletnie nietrafiona.
– Jak to nietrafiona? Twoje żony – druga i przyszła – były naszymi Playmate, a była dziewczyna została nawet Playmate Roku. Żaden facet w Polsce nie ma takiego CV!
– Rzeczywiście tylko moja pierwsza żona się wyłamała i nie była u was na rozkładówce. Popsuła statystykę. Przepraszam za nią (śmiech). Sprawa jest dość prosta. Widocznie mamy z PLAYBOYEM podobne gusta. Sam jednak playboyem się nie czuję. To, że podobają mi się ładne dziewczyny, nie jest chyba moją winą.
– A dlaczego nie zmieniłeś jeszcze imienia? Wszystkie twoje żony to Ewy. Mógłbyś zostać Adamem.
– Słuchajcie, nie piszę sobie scenariuszy na życie. Tak po prostu wyszło. Być może jest coś w imieniu Ewa, co mnie wyjątkowo przyciąga, ale nie mogę wam powiedzieć co, bo sam tego nie wiem.

Czytaj dalej

Jacek Wszoła

– Jak to jest: być bohaterem komiksu?
– Tak samo jak jednym z haseł w każdej encyklopedii. W czasach mojej młodości zbierało się Kapitana Żbika, teraz można zbierać Olimpijczyków. Uważam, że pomysł „Gazety Wyborczej” jest znakomity.
– Ma pan jakieś zastrzeżenia do swojej rysunkowej postaci?
– Nie. Zależało mi tylko, żeby w miarę wiernie oddać stadion lekkoatletyczny. Męczyłem rysowników, ale ze słabym skutkiem. Generalnie jednak, jeżeli ten komiks zachęci choćby pięciu chłopaków do przyjścia na stadion, to już będzie sukces.
– Pański przykład pokazuje, że na rozpoczęcie kariery nie jest za późno nawet w wieku kilkunastu lat. Dzisiaj mistrzowie olimpijscy muszą zaczynać znacznie wcześniej.
– Dlaczego? Pamiętajcie, że ja przed skokami trenowałem inne dyscypliny lekkoatletyczne, pływałem i byłem gimnastykiem.

Czytaj dalej

Karol Jabłoński

– Jaki dzisiaj wiatr?
– Północno-zachodni. Bardzo silny i zimny. Idealny na bojery.
– Zdarza ci się nie obserwować pogody, kiedy nie żeglujesz?
– Nie ma takiej możliwości. Dla mnie to jak oddychanie. Nie słucham prognoz, bo sam je układam i rzadko się mylę. O wiele rzadziej niż telewizyjni prezenterzy (śmiech). Patrzę na niebo, na chmury i wiem, jakie będą następne dwa, trzy dni.
– Stawiasz też długoterminowe prognozy?
– Słyszałem wielokrotnie, że w tym roku miało nie być zimy. Tylko się uśmiechałem i powtarzałem wszystkim, że na moje wyczucie, będzie ona wyjątkowo długa. I raczej miałem rację.

Czytaj dalej

Andrzej Bachleda

– Przepraszam, że się spóźniłem, ale nie mogłem zasnąć. Musiałem wziąć pastylkę nasenną i… zaspałem.
– Nie ma sprawy. Powiedz nam tylko, dlaczego nie możesz spać.
– Chyba mam w głowie za dużo kobiet (śmiech).
– Wszystkie w negliżu? A może w negliżu i na nartach?
– Myślicie, że śnią mi się narciarki?
– Tego nie wiemy. Ale wierzymy, że bywają bardzo atrakcyjne narciarki. Pytanie tylko, co z ich nogami?
– Na szczęście są w butach (śmiech). Ale tak na poważnie, to dzisiaj, gdy wszystkie zawodniczki jeżdżą na krótszych nartach, z ich ładnymi nogami jest dużo lepiej.

Czytaj dalej