Tomasz Majewski

– Jak nas oceniasz? Ile byśmy pchnęli?
– Pewnie z 7 m. Normalny, w miarę sprawny człowiek, powinien tyle pchnąć. Ciężko ocenić, który z was jest silniejszy, ale postawiłbym na wyższego. Kłaniają się prawa fizyki: większa dźwignia, wyższy punkt początkowy.
– A gdybyśmy tak pchnęli 10 m?
– Bardzo bym się zdziwił. Żeby zrobić taki wynik, trzeba mieć już jakieś pojęcie o tej dyscyplinie. Zresztą nie radziłbym wam porywać się na bicie rekordów w pchnięciu kulą. Poważną krzywdę można sobie zrobić. W waszym przypadku potrzebna by była co najmniej godzina rozgrzewki. Tylko wtedy po pchnięciu nadal bylibyście w niepogorszonym stanie zdrowia. Kula waży 7,26 kg. W grę wchodzą wielkie przeciążenia. Zamiast pchać kulę, lepiej pograć w bule (śmiech).
– Pudzian byłby dużo lepszy od nas?

Czytaj dalej

Robert Lewandowski

– Jak wyglądało twoje pierwsze boisko?
– To właściwie było podwórko przed moim domem w Lesznie. Drzewa były słupkami. Poprzeczek brak. Jak piłka poleciała nad ogrodzeniem, to wiadomo, że gola nie było. Jak uderzyła w siatkę, to bramka. Graliśmy tam z sąsiadem całymi dniami aż do zmroku.
– I nie chciałeś być, jak mama, siatkarzem?
– Miałem predyspozycje, ale nie miałem wzrostu. Przy 185 centymetrach mogłem co najwyżej grać na pozycji libero. Dobrze radziłem sobie też w kosza i piłkę ręczną. Dzięki ojcu trenowałem również judo. Tata był kiedyś zawodnikiem, a potem pierwszym trenerem Pawła Nastuli. Doskonale wiedział, jak dużo zdrowia i poświęceń ten sport kosztuje i nie namawiał mnie do bycia dżudoką. Za dużo gwałtownego zrzucania wagi przed zawodami, za dużo stresów. A ja tak naprawdę od samego początku kochałem tylko piłkę.

Czytaj dalej

Zbigniew Boniek

– Można na panu polegać jak na Zawiszy?
– Jak na rycerzu, czy jak na moim rodzimym klubie sportowym? W pierwszym przypadku – na pewno tak. Jest mało ludzi, którzy się na mnie zawiedli. A jeśli chodzi o Zawiszę Bydgoszcz, to jak to w sporcie – raz się zwycięża, raz przegrywa. Najważniejsze jednak, w jakim stylu się grało.
– Pana styl od początku był wyjątkowy. Słyszeliśmy, że futbol wygrywał nawet z kościołem.
– To fakt, zawsze uciekało się z niedzielnej mszy na stadion. Czekało się tylko, żeby usłyszeć ewangelię, w razie gdyby ojciec chciał przepytać, a potem od razu ucieczka. Stadion był prawie za płotem. W minutę można było dobiec. Wtedy kochałem nie tylko piłkę. Interesował mnie każdy sport. Jak w czasie katechizmu słyszałem warczenie motorów, to mówiłem księdzu, że muszę do toalety i ile sił w nogach leciałem na stadion, żeby zobaczyć, co się dzieje na żużlu. Po pięciu minutach, cały zgrzany, byłem z powrotem.

Czytaj dalej

Wojciech Szczęsny

– Wiesz, o ile postarzał się twój ojciec w czasie waszego pierwszego meczu z Milanem?
– Pewnie ze 20 lat.
– Dokładnie 48 – bardzo precyzyjnie nam to wyliczył. Ile lat przybędzie mu po jutrzejszym rewanżu?
– Mam nadzieję, że odmłodnieje. Przyda mu się (śmiech).

Czytaj dalej

Tomasz Frankowski

– Pamiętasz swojego pierwszego PLAYBOYA?
– To musiało być we Francji. Mieszkałem tam od 1993 roku. PLAYBOYA bardziej oglądałem niż czytałem. Oczywiście tylko dlatego, że moja znajomość francuskiego była wtedy jeszcze niedostateczna… Niestety nie powiem wam, kto był na okładce. To było tak dawno temu, że równie dobrze mogła to być Catherine Deneuve albo Brigitte Bardot (śmiech).
– Francja dla 18-latka, wychowanego w PRL-u, musiała być szokująca.
– Bardzo. Ale pierwszego szoku doznałem już na lotnisku we Frankfurcie. Wcześniej, gdy podróżowałem z reprezentacją Polski do lat 16 i 18, zawsze szedłem w grupie, za przewodnikiem. Tym razem byłem zupełnie sam. Stres, chaos, niepewność, bo to przecież największe lotnisko w Europie. Francję zacząłem poznawać od McDonalda, który był dla mnie wówczas restauracją, a nie fast foodem. Koledzy z nowego klubu w Strasburgu uświadomili mi jednak, że to jedzenie nie jest dla piłkarza.

Czytaj dalej

Mamed Chalidow

PLAYBOY nr 12, 2011 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Bartek Wardziak — Pamiętasz swojego pierwszego PLAYBOYA? Będę z wami szczery. Nigdy go nawet nie przeglądałem. Wychodzi na to, że moim pierwszym PLAYBOYEM będzie ten z tym wywiadem. Ale ostrzegam: na sesję mnie nie namówicie! Jestem za bardzo owłosiony… Może w takim razie mógłbyś …

Czytaj dalej

Tomasz Gollob

PLAYBOY nr 12, 2010 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke — Dzisiaj jesteś „Chudym”. W dzieciństwie byłeś „Baryłą”. Dlaczego? Cha, cha, cha. Skąd wy o tym wiecie? To prawda. Byłem bardzo ciemnym grubaskiem. Ciężko w to uwierzyć, ale na głowie rosły mi kiedyś gęste, czarne włosy. A tak w ogóle to miałem być dziewczynką. Nie …

Czytaj dalej

Maciej i Wojciech Szczęśni

– „Jest potwornie złośliwą mendą, ale dowcipną, więc wszystko uchodzi mu płazem”. Kto to powiedział i o kim?
Wojciech: (z lekkim przerażeniem w oczach): Ja? O tacie?
Maciej: Skoro przyszło ci to w ogóle do głowy, to świadczy o tym, jak szybko urosły ci rogi. To ja powiedziałem. O tobie.
Wojciech: Kiedy?
Maciej: Sześć lat temu w wywiadzie dla PLAYBOYA. „Menda” była żartobliwie, a złośliwa, bo po prostu bystra. Złośliwość jest emanacją inteligencji. Był to więc komplement pod twoim adresem.
– Czy coś zmieniło się przez ostatnie sześć lat?

Czytaj dalej

Jan Tomaszewski

PLAYBOY nr 12, 2003 rok TEKST: Łukasz Klinke, Piotr Szygalski fot. Rafał Latoszek — Dlaczego piłkarze nie są zbyt wyrafinowanymi mówcami? Bo muszą szybko gadać. Podłapują sporo boiskowej gwary. Winni są też dziennikarze. Przecież wszystko zależy od ich pytań. „Co pan czuł, jak pan strzelił bramkę?” No, kurwa, co czułem? Zamknąłem oczy, pierdolnąłem! I wpadła. …

Czytaj dalej

Dariusz Michalczewski

PLAYBOY nr 05, 2004 rok TEKST: Łukasz Klinke, Piotr Szygalski fot. Tomek Bergmann — Jak zareagowała rodzina, gdy uciekłeś za zachodnią granicą? Nie obchodziło mnie to za bardzo. Mama się martwiła, ale miałem dwadzieścia lat, cztery lata byłem już samodzielnym człowiekiem, sam zarabiałem pieniądze. Poza tym byłem bardzo grzecznym chłopcem (śmiech). Czy aby na pewno? …

Czytaj dalej