Robert Makłowicz

PLAYBOY nr 04, 2004 rok TEKST: Łukasz Klinke, Piotr Szygalski fot. Tomek Bergmann — (Spotkanie z panem Robertem to czysta przyjemność. Rozmawia się z nim doskonale, żeby nie powiedzieć smacznie. Paradoksalnie nic nie zjedliśmy. On palił i popijał kawę, my słuchaliśmy i raczyliśmy się grzanym piwem. Ot, taka typowa krakowska pogawędka) Różne rzeczy czytaliśmy o …

Czytaj dalej

Rafał Bryndal

– Co masz w sobie z Playboya?
– Uwielbiam towarzystwo kobiet. Za to nie lubię imprez męskich w stylu – chodźmy razem na piwo. Nie mam wtedy funu. Siedzę i się nudzę. Jak jest chociaż jedna kobieta w towarzystwie, to faceci od razu się sprężają, chcą zabłysnąć, coś się dzieje. Z facetami można tylko iść na mecz.
– W tej knajpie zawsze spotykamy cię w towarzystwie samych facetów.
– Ale głównie rozmawiamy o kobietach! (śmiech). A jakie tu są kelnerki!
– I nie tylko. Brukowce dorwały cię, jak obłapiałeś tutaj koleżankę Cielecką.
– Dobrze powiedzieliście – koleżankę. Wszyscy kumple mi zazdrościli. Dobrze mi zrobiła ta publikacja. „Cielecka w łapach Brzydala” – jak to wspaniale, perwersyjnie brzmi (śmiech).

Czytaj dalej

Michał Ogórek

– Ile razy miał pan propozycję zagrania w reklamie ogórków?
– Raz, ale nie skorzystałem, bo była mało atrakcyjna (śmiech).
– Słabo pana wycenili?
– Zgłosił się pewien producent spod Łodzi, ale oferta była raczej mglista. Nie doszliśmy do omawiania warunków finansowych. Za to wtedy pomyślałem sobie, że warto by opatentować moje nazwisko i pobierać procent od każdego sprzedawanego w Polsce słoika konserwowych albo korniszonów. To mógłby być naprawdę złoty interes (śmiech).
– Czy sezon ogórkowy to dla pana czas wyjątkowej koniunktury?
– O, tak. Uwielbiam sezon ogórkowy, siłą rzeczy jestem wtedy bardzo popularny. Kiedyś w radiowej Trójce szukaliśmy polskich Ogórków i okazało się, że jest bardzo dużo ludzi o tym nazwisku. Kilkanaście tysięcy. Słuchacze twierdzili, że dzięki audycji lepiej się poczuli, bo do tej pory, delikatnie mówiąc, nie byli dumni ze swojego nazwiska. Więc mam też zasługi w lansowaniu Ogórków (śmiech).

Czytaj dalej

Marcin Wrona

– Jak się czuje Wrona w kraju kaczek?
– (Śmiech). Nie jest dobrze, gdy ta sama opcja ma i rząd, i parlament, i prezydenta. Jednak bez względu na to, co się dzieje w Polsce, staram się w niej czuć dobrze. Poza tym jedynymi politykami pojawiającymi się w naszym programie byli bracia Kaczyńscy i Zbigniew Ziobro. Tak więc powinienem czuć się idealnie. Jak u siebie (śmiech).
– Jak fruwają kaczki, wszyscy dziś widzą, a jak lata Wrona? Kiedy ostatnio dosiadałeś motolotni?
– Wieki temu. Będzie z sześć lat… Prowadziłem wtedy Pod napięciem, ale byłem jeszcze kawalerem. Po ślubie żona powiedziała: Dość. Wystarczają jej ryzykowne sytuacje, które przeżywam w pracy. I ja ją rozumiem. Przejeżdżam za kółkiem tydzień w tydzień tysiąc kilometrów, zajmuję się sprawami, które mogą rozdrażnić Złego… Wystarczy. Ale latanie wspominam z rozrzewnieniem. Nigdy nie zapomnę tych bajkowych wrażeń. Dzisiaj mam spokojne loty w domu.

Czytaj dalej

Grzegorz Miecugow i Tomasz Sianecki

– Jak się robi poważne wywiady?
Sianecki: Oglądam telewizję śniadaniową w TVN, więc wiem (śmiech).
Miecugow: Ja nie oglądam, więc nie wiem.
– Nasz szef z telewizji śniadaniowej kazał nam z redaktorami porozmawiać o współczesnej Polsce na poważnie. Musimy być lojalni wobec szefa… Czy program redaktorów mogliby poprowadzić bracia Kaczyńscy?
Sianecki: Wtedy nikt by nie wiedział, kto akurat prowadzi program. My do siebie podobni nie jesteśmy. Ja mam inne okulary, jestem niższy i gustuję w mniej kolorowych butach.
Miecugow: Panowie Kaczyńscy mają przed sobą o wiele poważniejsze zadania. Muszą zdemontować układ i zbudować zręby. Gdyby oni mieli zastąpić nas, to my musielibyśmy zastąpić ich, a do budowania zrębów się nie nadajemy. Poza tym jako rządzący nie bylibyśmy tak śmieszni.

Czytaj dalej

Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski

PLAYBOY nr 12, 2004 rok TEKST: Łukasz Klinke, Marcin Meller, Piotr Szygalski fot. Tomek Bergmann — (To był zimny, jesienny wieczór. Panowie byli po pracy. Zmęczeni, ale wyluzowani. Siedzieliśmy w ich redakcyjnym pokoiku dwie godziny. Panowie palili jak smoki, więc szybko zrobiła się atmosfera mocno polityczna. Jak wyszliśmy, w siedzibie TVN-u w zasadzie już nikogo …

Czytaj dalej

Marcin Prokop

– Jaki wolisz początek? Na ostro, czy kulturalnie?
– Będziemy się bić? (śmiech) Może być na ostro. Podważcie moje dobre samopoczucie.
– Dlaczego w programie „Motoszoł” usadzili cię w takim fotelu, że wyglądałeś jak ciota?
– Dorota Wellman twierdzi, że wyglądam tam, jakbym siedział na kiblu, więc mamy już dwie interpretacje. Fotel odziedziczyłem po Martynie Wojciechowskiej – może dlatego wyglądam w nim jak ciota, bo był „krojony“ pod kobietę. Scenografia częściowo pochodziła z jej programu „Automaniak” i bez dwóch zdań była najgorszą częścią „Motoszoł”. Zresztą w ogóle przedmioty używane w programie wzięły się z wielu byłych programów TVN-u. To taki recykling a la Frankenstein. Fotel ograniczał moje ruchy i był cholernie niewygodny.
– Niewygodnie to mają przede wszystkim operatorzy, którzy cię filmują.
– Niedawno dowiedziałem się, że dobór operatorów w moich programach często nie jest uzależniony od ich stażu, tylko od wzrostu. Ci najwyżsi mają zresztą zwykle najmniejsze doświadczenie. Mniejsi filmują mnie tak, że wyglądam monumentalnie jak Piotr Kraśko w „Wiadomościach“, czyli jestem Statuą Wolności z wyeksponowanymi dziurkami w nosie i policzkami chomika.

Czytaj dalej

Anita Werner

– Dosłownie przed chwilą widzieliśmy cię w telewizorze. Teraz siedzisz przed nami i wyglądasz zupełnie tak samo…
– A czego się spodziewaliście? Że kiedy kończę program, to czochram włosy i wkładam podarte dżinsy?
– A do tego jeszcze nabitą ćwiekami ramoneskę.
– Gdybym miała więcej czasu, przebrałabym się w dżinsy. Z reguły po programie idę do garderoby i zrzucam służbowe ubranie.
– Mieliśmy powoli zmierzać w tym kierunku, ale skoro sama nalegasz, zapytamy od razu wprost…
– Jeżeli zamierzacie mnie zapytać o sesję do PLAYBOYA, to lepiej ugryźcie się w język – jak na razie robicie dobre pierwsze wrażenie (śmiech).

Czytaj dalej

Szymon Majewski

– Mamy nadzieję, że życzenia na 40. urodziny składamy ci jako pierwsi…
– O Jezu, bardzo mi miło. Dziękuję. Wiecie, że coraz mocniej to do mnie dociera? Facet od mniej więcej 37. roku życia zaczyna żyć w cieniu czterdziestki. Kiedyś jakiś koleś – stylista, w związku z tym gej…
– Czyli w normie.
– No niby tak. Ale są wyjątki. „Blaszka”, który daje mi ciuchy do programu („Szymon Majewski Show” – przyp. aut.) gejem nie jest. A tamten podszedł do mnie i zwrócił mi uwagę, że za często mówię w telewizji o wieku. Że ciągle robię odniesienia do swojej starości. Powiedział: „Nie musisz podkreślać, że nie jesteś już młodzieńczy”. Może rzeczywiście coś w tym jest. Dlatego, korzystając z przerwy w kręceniu programu, zrobiłem sobie akcję pod hasłem „zdrowie”.
– Jakie wieści?
– Byłem dzisiaj na pielgrzymce zdrowotnej, od okulisty po wszelkich innych możliwych lekarzy. Po wszystkim zadzwoniłem do żony i powiedziałem, że wyszedłem dziś z domu jako młody chłopak, a wracam jako stary mężczyzna, staruszek. Czego się dowiedziałem? Na przykład, że mam za małe oko. Nie rozwinęło się wystarczająco. Dzięki temu widzę dalej niż inni, ale mogę mieć problemy z czytaniem. Od okulisty trafiłem do ortopedy, który stwierdził, że mam o 9 milimetrów za krótką nogę (śmiech). Oprócz tego jestem zgięty w prawo, a jeden mięsień na plecach nienaturalnie się wydłuża. Wychodzi na to, że mam za małe oko, za małą nogę i za małą jedną rękę. Do cholery, co jeszcze?

Czytaj dalej

Piotr Pytlakowski

– Co pana łączy z Aleksandrem Kwaśniewskim?
– (Śmiech)
– Ponoć pan też nie ma magisterium.
– A, to o to chodzi. Rzeczywiście mam dyplom ukończenia wyższej uczelni, ale nie mam magisterium. To wymagałoby dodatkowej fatygi, a nie bardzo mi się chciało. Jestem politologiem. Skończyłem zaoczne zawodowe studium nauk politycznych dla dziennikarzy przy Instytucie Dziennikarstwa UW.
– W roku 1982 nie mógł pan jednak podjąć pracy jako dziennikarz. Co pan robił?
– W tym czasie byłem kaowcem na Chomiczówce. Głównie zajmowałem się żoliborską ligą szóstek piłkarskich. Najciekawsze rzeczy jednak robiłem przed studiami w latach 70.

Czytaj dalej