Tomasz Kot

– To jest pierwszy wywiad, jakiego udzielasz w IV RP. Jak się czujesz w nowej rzeczywistości?
– Wiecie, nigdy nie wszedłem w konflikt z prawem… i sprawiedliwością (śmiech). Na wybory nie chodzę i teraz też nie głosowałem. IV Rzeczpospolita to nie jest mój wybór, ale go akceptuję. Nie mam z tym problemów i nie przywiązuję do tego większej wagi.
– A jak sobie radzisz z wojskiem… Kocie?
– Cały czas mnie ścigają! Pamiętam, że ile razy przynosiłem do WKU papier, że jestem studentem i musiałem się wylegitymować, to zawsze z dyżurki słyszałem: „Student? Tak. Nazwisko Kot? Taak”. Kwitowali to dwuznacznymi uśmiechami. Straszyli mnie nawet doprowadzeniem siłą przez policję. Ale leci mi 29. rok, więc mam nadzieję, że sobie dadzą spokój. Wszyscy mnie znają, a ja się ukrywam (śmiech). Kiedyś jakiś brukowiec opisał tę sytuację, zrobili nawet fotomontaż – ja w mundurze. Napisali, że w związku z nieuregulowanym stosunkiem do służby wojskowej nie mogę wziąć kredytu mieszkaniowego. Wyobraźcie sobie, że przedstawiciel jednego z banków przyszedł do mojej mamy i powiedział, że nie ma problemu, oni chętnie panu Kotowi dadzą kredyt (śmiech).

Czytaj dalej

Bogusław Linda

– Płakał pan na Jasnych błękitnych oknach?
– Bez przesady. Gdybym popłakał się na swoim filmie, byłbym chyba debilem. Ale często płaczę w kinie. Zdarza się, że szlocham.
– Pytamy, bo pół godziny temu wyszliśmy z kina i musimy przyznać, że z najwyższym trudem powstrzymywaliśmy łzy.
– Traktuję to jako komplement. Ale nie trzeba było się powstrzymywać. Po co? Mi naprawdę zdarza się szlochać i uważam, że to żaden powód do wstydu.
– A co pana szczególnie wzrusza?
– Zawsze to samo. Umiejętnie pokazane ludzkie cierpienie.

Czytaj dalej

Krystyna Janda

– W jakim ubraniu wyszła pani dziś na śniadanie?
– W szlafroku.
– Czyli humor dopisuje?
– Ach, rzeczywiście mój mąż powiedział kiedyś, że wystarczy zobaczyć, jak ubieram się na śniadanie i od razu wiadomo, w jakim jestem nastroju. Ale dziś mam niedobry dzień. Źle panowie trafiliście.
– Nie pozostaje nam nic innego, jak mimo wszystko próbować panią rozbawić.
– A wiecie, że ja czytam PLAYBOYA? Często leży u mojego fryzjera. Raz też widziałam w klinice dentystycznej. Przeglądam sobie wywiady. Nawet mnie ciekawi, jakie panowie możecie mieć do mnie pytania…

Czytaj dalej

Piotr Adamczyk

– Przeczytałem wasz wywiad z Janem Nowickim i obawiam się, że nie dam rady sprzedać tylu smaczków, co on.
– Spokojnie. Pomaltretujemy cię 10 godzin, to wyśpiewasz wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
– To co? Zamawiamy coś do jedzenia i pogadamy…
– Myśleliśmy, że pościsz w Wielki Piątek.
– Jest trzecia, a ja jeszcze dziś nic nie jadłem. Chyba wystarczy tego poszczenia…
– Kelnerka: Co panom podać?
– Adamczyk: Poproszę herbatę „sekret mnichów” (śmiech).

Czytaj dalej