Porankowicze RMF-u

PLAYBOY nr 2, 2007 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

fot. Paweł Fabjański


Lubicie markowe garnitury?

MARCIN ZIOBRO: Nie bardzo wiemy, co to jest.

TOMASZ OLBRATOWSKI: Ja wiem! Bo moja żona robi w branży. Markowe garnitury to tylko nazwa. Kiedyś oglądaliśmy garnitur Bossa, żona dotknęła, palcami pomacała i mówi: „Materiał z Bielska. Szyty w Bielsku”. Garnitury polskich firm są trzy razy lepsze i trzy razy tańsze.

PRZEMYSŁAW SKOWRON: Nie mam żadnego podejścia do garniturów. Ja i garnitury to jeszcze nienapisany rozdział.

WITOLD LAZAR: A ja i owszem, lubię. Rzadko chodzę, ale jak czasem zakładam, to w pracy od razu pytają: „Co się stało?”

Nie bez kozery pytamy o garnitury. Nie wiemy, czy przeżyjecie to pytanie, ale jesteście w końcu dorośli… Jedna z waszych koleżanek powiedziała nam: „Nasi porankowicze nie są niestety zbyt fotogeniczni, więc może w sesji fotograficznej pomogą im markowe garnitury”.

(Ogólny wybuch śmiechu)

LAZAR: Głosy mamy telewizyjne, a urodę radiową. Może to oklepane, ale prawdziwe.

OLBRATOWSKI: A ja uważam, że jestem fotogeniczny! Koleżanka nie miała racji. (Wskazując Witolda Lazara) Widocznie o nim myślała, nie o mnie!

Powiedziała nam również, że nie możemy się z wami spotkać bezpośrednio po poranku, bo odsypiacie…

SKOWRON: Nieprawda. Po poranku przez kilka godzin pracujemy jeszcze nad radiową rzeczywistością, przygotowując się na następny dzień.

Czy któryś z was rano dochodzi do siebie szybciej niż pozostali?

OLBRATOWSKI: Raczej dojeżdża (śmiech).

ZIOBRO: Starsi uczestnicy dojeżdżają wolniej.

SKOWRON: Nie ma reguły. Wszystko jest pochodną dnia poprzedniego.

LAZAR: O wieczorze nie wspominając.

SKOWRON: Ja potrafię się zresetować. Lecą dwie piosenki, zasypiam, potem budzę się i jadę dalej.

ZIOBRO: Podziwiam tę umiejętność, ale nie podzielam, bo ja jestem cały czas bardzo przejęty.

LAZAR: Tak zwane paniczne parcie na mikrofon.

ZIOBRO: Przed mikrofonem jestem dopiero od paru lat, w związku z tym odczuwam potworną tremę.

LAZAR: Ale jest już coraz lepiej…

SKOWRON: Jeszcze dziesięć, dwadzieścia lat i będziesz się z tego śmiał.

(Rechot ogólny)

Parcie na mikrofon mamy omówione. A co z parciem redaktorów na szkło? Red. Skowron pracuje w telewizji regionalnej, red. Lazar pracował w Teleexpresie i Wiadomościach, red. Olbratowski bratał się z Gulczasem… Ale celebami nie jesteście.

OLBRATOWSKI: Szkoda. Jestem zakompleksiony i bardzo bym chciał być celebem.

LAZAR: Nie podobam się sobie w telewizji. Kamera mnie nie lubi, więc parcia nie mam.

OLBRATOWSKI: Mnie też, ale ja ją kocham. Dla mnie w telewizji liczą się tylko: satyra, przemoc, sport i kobiety. Lubię pokazać mordeczkę w TV, bo parę groszy zawsze wpadnie. Ale serio, to tak na stałe bym nie chciał.

ZIOBRO: Nie lubię horrorów, więc siebie w telewizji nie widzę.

Czy w środku tygodnia redaktorzy czasami imprezują?

LAZAR: Uwaga, dyrekcja też czyta PLAYBOYA…

OLBRATOWSKI: Napiszcie, że na pytanie, jak się pracuje na kacu, porankowicze odmówili udzielenia odpowiedzi. My po prostu nie wiemy, co to jest kac.

ZIOBRO: Nie pamiętamy, co to jest.

Skoro już wiemy, że budzicie się rześcy, to powiedzcie jeszcze, jakie kobiety was budzą.

OLBRATOWSKI: Mnie budzi nasza pani telefonistka…

ZIOBRO: Albo ja.

LAZAR: Zaraz, chwileczkę. Marcin nie jest kobietą!

OLBRATOWSKI: Ale ma bardzo piękny głos!

SKOWRON: Mnie budzi Szwedka o słodkim imieniu Nokia.

Uuuu… Od razu widać, że redaktor Skowron w ogóle nie imprezuje w środku tygodnia. Z roztargnienia myli Szwedki z Finkami.

LAZAR: Ostre dziewczyny. Te finki…

OLBRATOWSKI: A moim ideałem kobiety jest kobieta jako taka.

SKOWRON: Mocno powiedziane, jak na faceta po czterdziestce.

(Ogólny wybuch śmiechu)

ZIOBRO: Tomkowi pewnie chodziło o to, że jego ideałem jest Japonka – „ja ko ta ka”.

LAZAR: Japonki podobno są teraz bardzo modne. Kupiłem ostatnio parę nad morzem.

Skoro już jesteśmy przy modnych Japonkach, powiedzcie, jakie są wasze typy na naszą rozkładówkę.

OLBRATOWSKI: Powiem, ale tego nie nagrywajcie. Nie lubię tych waszych dziewczyn. One są takie strasznie bezosobowe. Tony makijażu, komputerowo obrobione… Nie ma szans, żeby te dziewczyny poznać na ulicy.

SKOWRON: Ale zobaczcie jak pan Bóg pobłogosławił nam Słowiankami. Przecież, jak się pojeździ po świecie, szczególnie do tych Anglosasów…

LAZAR: No, tam rzeczywiście nie jest najlepiej. Ale już na przykład Włoszki i Hiszpanki do 16. roku życia są OK (śmiech).

Czekamy na jakieś konkretne typy.

OLBRATOWSKI: Irena Santor?

ZIOBRO: A widzieliście zdjęcia Sophii Loren w kalendarzu Pirelli? Ja widziałem niestety tylko jedno. Niestety, bo zdjęcie doskonałe.

LAZAR: Podobno Sharon Stone jest w nieustająco świetnej formie.

OLBRATOWSKI: Wiecie, kogo bym chciał na rozkładówce? W podstawówce miałem superkolegę Lelka.

Jego byś chciał zobaczyć?!

OLBRATOWSKI: Nie (śmiech). Lelek, mój kumpel gitowiec, miał od groma tatuaży, a między innymi gołą babę na udzie. No i obowiązkowo pagony. Wiem, że dużo tatuaży ma też Chylińska. Dlatego ją chciałbym zobaczyć na rozkładówce i przekonać się, czy też ma gołą babę na udzie. Bo pagonów nie ma na pewno. Mogę się założyć o wszystko.

ZIOBRO: A ja miałbym inny typ. Swojej żonie, która jest drobną blondynką, zawsze mówię, że lubię duże brunetki. Tylko że teraz żadna konkretna mi do głowy nie przychodzi.

SKOWRON: Możesz poszukać w internecie. Wystarczy wpisać „duża brunetka”, a zobaczysz co wyskoczy (śmiech).

LAZAR: Mówiąc poważnie, nam się podobają naturalne dziewczyny. Myślę, że nasze słuchaczki podobałyby się nam bardziej niż wasze playmate.

OLBRATOWSKI: To jest świetny pomysł. Zawsze to my budzimy. Fajnie, gdyby to dziewczyny, które słuchają poranka, obudziły kiedyś nas.

SKOWRON: Obudziły w nas… żądze.

ZIOBRO: Sympatię, powiedzmy.

(Ogólny wybuch śmiechu)

LAZAR: Ciepłe uczucia przede wszystkim.

SKOWRON: Słuchajcie, zróbmy tak, że my na antenie ogłosimy konkurs na Playmate RMF, a wy opublikujecie zdjęcia.

Ale warunek jest taki, że casting przeprowadzimy wspólnie.

SKOWRON: Umowa stoi.

OLBRATOWSKI: Czyli sito robimy razem. A dziewczyny, które wygrają, będą budzić nas.

OK. Możemy się tak umówić… Przyznajcie się, podrywacie „na głosy”?

OLBRATOWSKI: Ja osobiście nie mam na co.

ZIOBRO: Zdarza mi się uwodzić głosem urzędniczki w rozmaitych instytucjach. Staram się mówić ciepło, delikatnie i to zwykle odnosi pożądany skutek. Sprawy zostają załatwione pozytywnie.

OLBRATOWSKI: W takich momentach trzeba pamiętać, żeby końcówki wyraźnie wymawiać.

SKOWRON: A ja nie podrywam. Żona nie pozwala.

LAZAR: W dyplomacji mógłbyś pracować.

OLBRATOWSKI: Żony lubią czytać PLAYBOYA.

Podobno red. Skowron i Lazar bardziej wnikliwie taksują panie… Tak ludzie mówią.

OLBRATOWSKI: Bo my z Marcinem się nie zdradzamy.

Nawzajem? (Śmiech)

ZIOBRO: My po prostu wiemy, że praca przy poranku jest jak klasztor. Rygor, systematyczność…

OLBRATOWSKI: To prawdziwy poranek mnichów.

SKOWRON: Dżentelmeni nie rozmawiają o kobietach. Oni je mają.

Oficjalnie dziękujecie kilku osobom, które miały wpływ na wasz program. Między innymi: Paris Hilton, Kasi Cichopek i generałowi Jaruzelskiemu. Co oni dla was zrobili?

LAZAR: Po prostu są. I za to im dziękujemy (śmiech).

OLBRATOWSKI: Jest jakaś wspólnota atmosfery pomiędzy tymi trzema osobami. Wspólnota absurdu.

A Kasię Cichopek chcielibyście zobaczyć na rozkładówce?

OLBRATOWSKI: A pewnie.

ZIOBRO: Ja też bym chciał. Dostała papiery na to, że jest najpiękniejsza, więc się nadaje.

SKOWRON: A ja bym wolał zobaczyć generała…

LAZAR: To byłby jeden z ostrzejszych numerów. Chyba wasz ostatni.

Sesja generała Jaruzelskiego rzeczywiście mogłaby być przełomowa. Na swój sposób generał też ma swoje bimbały…

OLBRATOWSKI: Na oczach!

SKOWRON: I w odróżnieniu od Chylińskiej ma prawdziwe pagony!

OLBRATOWSKI: Po lewej stronie rozkładówki lewe ciemne szkło, po prawej stronie rozkładówki prawe ciemne szkło. A pośrodku: nos generała. Przepraszam, moc generała.

Czy śmichy-chichy z polityków to forma autoterapii? Chodzicie na wybory?

(Wspólnie) Chodzimy!

OLBRATOWSKI: A nawet oddajemy głosy.

SKOWRON: Kto nie chodzi, nie ma prawa narzekać, a ja ponarzekać lubię.

OLBRATOWSKI: Ale to nie jest terapia. My po prostu lubimy śmiać się z różnych rzeczy. A słuchaczy to bawi, bo polityka bezpośrednio ich dotyczy.

Czyli Kaczyńscy dają wam żyć.

OLBRATOWSKI: Jesteśmy obiektywni. Jak rządziła lewica, zarzucano nam prawicowe oszołomstwo. Dzisiaj mówi się o nas, że jesteśmy agentami lewicy.

SKOWRON: Ważne, żeby polityków trochę zabolał nasz śmiech.

A czy oni was w ogóle słuchają?

SKOWRON: Miałem telefon z kancelarii Oleksego.

OLBRATOWSKI: Powiedzieliśmy, że premier ma tak okrągłe myśli, że nawet koło mu zazdrości.

SKOWRON: Zastanawialiśmy się, co miał na myśli mówiąc, że „wyszli z łona matki swojej jako uzdrowiciele”. Chodziło o powstanie SDPL z łona SLD.

ZIOBRO: Do tego strawestowaliśmy tytuł Bonda – „Oleksy są wieczne”. Poczuł się urażony. Ale kto dzisiaj pamięta, kim był Oleksy…

Często zdarzają się interwencje polityczne?

SKOWRON: Częściej zdarzają się donosy do KRRiTv.

OLBRATOWSKI: Niektórym ludziom się nudzi, bo nie pracują, ponieważ mają żółte papiery.

LAZAR: Staramy się delikatnie obrażać.

SKOWRON: I liczymy na proces.

OLBRATOWSKI: Mamy dobre, kryminalne mordy.

LAZAR: To byłoby to. „Proces czterech”.

OLBRATOWSKI: Ale tak na serio, to my lubimy całą ludzkość jako taką, więc nie chcielibyśmy się z nikim i o nic procesować. Jak się śmiejemy z kogoś, to z wielką sympatią. Może poza Kwaśniewskim i Millerem. (Sympatyczny wybuch śmiechu)

OLBRATOWSKI: Generalnie dzisiaj jest nam ciężej.

SKOWRON: Za lewicy wiadomo było, że oni są niemoralni. A dzisiaj?

OLBRATOWSKI: Z Kaczyńskich można się śmiać tylko na płaszczyźnie ideologicznej. Nawet benzyną nie handlują.

SKOWRON: Nawet by na to nie wpadli! Poza tym dobrze się maskują. Przepraszam, to żart.

Ciężej na pewno jest wujkowi ministra sprawiedliwości…

ZIOBRO: Z tego co wiem…

OLBRATOWSKI: Na pewno jesteście spowinowaceni (śmiech).

ZIOBRO: Może w dziesiątym pokoleniu. (Śmiech, oburzenie i wzburzenie) Nasze pokrewieństwo jest dalece wątpliwe.

OLBRATOWSKI: Żartowanie z polityków to zajęcie bardzo wdzięczne i proste.

LAZAR: Łatwo żartuje się z ludzi śmiertelnie poważnych. A do tego na świeczniku.

SKOWRON: Myślę, że więcej ludzi wie, kim jest Zyta Gilowska niż Britney Spears.

A Frytka nie jest popularniejsza od pani minister?

SKOWRON: Nie wiem.

Tomek zna ją osobiście.

SKOWRON: A my znamy osobiście panią Gilowską, bo nam zabiera sześćdziesiąt procent dochodów.

LAZAR: Ona codziennie siedzi u mnie w kieszeni. Czasami aż muszę jej łeb chować (śmiech).

Macie problem, żeby podczas „Wstawaj, szkoda dnia” się nie zagadywać?

LAZAR: Niejednokrotnie zdarza się nam, że mówimy coś chórem. Gdy przed wejściem na antenę nie umawiamy się, jak ma wyglądać nasza gadka, dzieją się bardzo zabawne sytuacje. Na przykład jeden z nas zaczyna dominować, dużo mówi i drugi nie ma już nic do dodania.

SKOWRON: Często zapowiadamy Fakty we czterech naraz! Poza tym nie każdy dobrze słyszy określoną frazę muzyczną i nie wchodzi w odpowiednim miejscu.

OLBRATOWSKI: Ale o jakich frazach muzycznych ty gadasz?! Dziwny problem. Włączam mikrofon i jadę. Nie słyszę żadnych fraz. (Ogólny śmiech) Różnie się mówi o myciu uszu, ale to jednak potrzebna czynność.

(Dalszy ciąg ogólnego śmiechu)

Nie przeszkadza wam muzyka, którą gracie?

SKOWRON: Przecież to jest najlepsza muzyka, jaką można grać o tej porze…

Ale czy wy tego słuchacie w przerwach między wejściami na antenę?

OLBRATOWSKI: W przerwach się skupiamy i poważnie przygotowujemy do kolejnego wejścia.

LAZAR: Ale są numery, przy których całe studio tańczy.

SKOWRON: I dlatego mamy od dyrekcji oficjalny zakaz śpiewania na antenie.

No właśnie. Słyszeliśmy Przemku, że nagrałeś jako wokalista jakąś hitową piosenkę…

SKOWRON: Piosenka była o miłości.

Jak wszystkie piosenki.

SKOWRON: Nawet tytułu już nie pamiętam. W każdym razie do melodii Hit The Road Jack dopisałem słowa, zaśpiewałem z kolegą, a raczej wyrecytowałem w rapowej konwencji i nieoczekiwanie zrobił się z tego radiowy hit.

Lubimy o to pytać, więc i tym razem nie zrobimy wyjątku. Jakie „egzotyczne” zajęcia były w młodości udziałem redaktorów?

OLBRATOWSKI: Ja powiem, ja powiem… Marcin to pracował w ambasadzie Iranu, przybijał pieczątki. I on tam przeżył nieudaną próbę przejścia na islam… (Marcin Ziobro wybucha śmiechem) Poważnie. Ale się uratował, bo kiedy oni klękali na dywanach, on w swoim kantorku odmawiał Anioł Pański.

SKOWRON: Jak już zaprowadzimy w Iranie demokrację, to Marcin zostanie dyrektorem programowym Radia Wolny Teheran.

Tomek?

OLBRATOWSKI: Byłem w wojsku dwa miesiące. W czołgach, w Giżycku. Symulowałem i dlatego wyszedłem po dwóch miesiącach. Byłem „chory” na nerwicę żołądkową. Trzęsły mi się ręka i noga po prawej stronie. Wyszedłem dzień przed przysięgą. Jednostka fajnie mnie pożegnała – pożarem w koszarach. Siedziałem na parapecie w kiblu, na izbie chorych, paliłem „kluboszczaka” i patrzyłem na pożar. (Wybuch śmiechu) Wojskowi strażacy popili i siedzieli w anclu. Nie miał kto gasić. A cywilnej straży nie chcieli wpuścić na teren jednostki. Zajął się dach nad magazynem amunicji. Fajnie było.

SKOWRON: Ja pracowałem w Stanach przy wyburzeniach i suchych tynkach. Byłem też pracownikiem House Cleaning Service w Kalifornii. Odkurzałem i czyściłem łazienki. Po powrocie niepotrzebnie przyznałem się żonie, że takie rzeczy robię profesjonalnie (śmiech).

LAZAR: Ja jako student „robiłem” przy wykopaliskach archeologicznych. Wykopałem parę skorup koło Łomży. Ciekawe doświadczenie, bo za pieniądze.

OLBRATOWSKI: Pewnie wykopał parę starszych pań (śmiech).

LAZAR: A przed studiami miałem praktyki w FSO. Koloryt ludzki niesamowity. Robili duże fiaty, polonezy…

OLBRATOWSKI: Robili polonezy (pokazuje jakby pił z gwinta).

LAZAR: Do tego zmierzałem, ale zepsułeś mi pointę. Pracowałem na oddziale części drobnych, na którym montowałem elementy do skrzyni biegów. Czasami nawet na osiem godzin roboty miałem siedem i pół przestoju (śmiech). Do dziś współczuję użytkownikom polonezów.

OLBRATOWSKI: W liceum posłali nas na praktyki do firmy, która produkowała wino. I to wszystko na ten temat. To była moja najporządniejsza robota. (Wszyscy wybuchają śmiechem. Dzwoni telefon Tomka.) No cześć. Słuchaj, nie mogę teraz gadać, bo udzielam wywiadu PLAYBOYOWI. (Śmiech całej reszty) No to cześć. Żona dzwoniła…

Czas na Marcina. Skąd wzięła się twoja pasja – unikanie Warszawy?

ZIOBRO: Pewnie z tego, że mieszkałem tam przez półtora roku, pracując w Ambasadzie Islamskiej Republiki Iranu. Jestem skończonym polonistą, ale coś mi odbiło i zacząłem studiować iranistykę.

Z sukcesem?

ZIOBRO: Została mi ledwo zaczęta praca magisterska o szahidzie, czyli męczenniku w tradycji szyickiej.

OLBRATOWSKI: Nie mogli doczytać się, gdzie jest koniec, a gdzie początek, bo Marcin pisał po naszemu – z lewa na prawo.

SKOWRON: W razie czego mamy człowieka do RMF Muezin (śmiech).

ZIOBRO: Urodziło się dziecko i trzeba było podjąć jakąś poważną pracę zarobkową. Ciągle jednak poważnie myślę o wyprawie do Iranu, najlepiej drogą lądową.

SKOWRON: Nawet zastanawialiśmy się, czy jakiś gość stamtąd może się nazywać „Josuf Walizbani”.

ZIOBRO: To możliwe. Facet musi pochodzić z miejscowości Walizban.

Ale dlaczego tak źle żyło ci się w stolicy?

ZIOBRO: Byłem zakochany w mojej żonie i męczyła mnie rozłąka. Stąd ten bolesny cień, który położył się na Warszawie.

OLBRATOWSKI: Dzisiaj Warszawa jest pusta bez ciebie.

ZIOBRO: Samej ambasady też nie wspominam najlepiej, oczywiście czasy były dużo sympatyczniejsze, przed atakiem na WTC i tak dalej, ale aura była niezdrowa.

SKOWRON: Każdy urzędnik latał na obiad z kałachem w łapie. (Śmiech)

ZIOBRO: Przemek puszcza takie perskie oko.

LAZAR: Trzeba uczciwie przyznać, że ostatnio byliśmy we czterech w Warszawie i Marcin stwierdził, że Warszawa jest piękna.

ZIOBRO: Przyznaję bez bicia.

SKOWRON: Postanowiliśmy „czesać” – czyli przygotować się do następnego programu w przedziale w pociągu. Wzięliśmy laptopa i… do przedziału weszła dziewczyna.

ZIOBRO: Śliczna.

OLBRATOWSKI: Ładna taka.

SKOWRON: Niesamowicie nas zdopingowała do pracy. Podświadomie zaczęliśmy się popisywać.

LAZAR: Były popisy na pointy.

SKOWRON: „Czesaliśmy” aż miło. Możecie napisać, że prosimy dziewczyny, żeby wpadały do nas, jak pracujemy.

OLBRATOWSKI: O! To jest to! Zdrowy, koksujący doping.

Zrobiliście na współpasażerce jakiekolwiek wrażenie?

ZIOBRO: Wydaje mi się, że tak.

To jak się nazywa ta piękność?

ZIOBRO: Hmm…

OLBRATOWSKI: Hmm…

LAZAR: A ja mam wizytówkę. Proszę, od razu widać, że redaktor Lazar jest ze stolycy.

(Wybuch śmiechu)

LAZAR: Zaznaczam, że mam tę wizytówkę tylko dlatego, że siedziałem najbliżej.

Wydaje nam się, że teoretycznie dwóch z was „nadaje się” do radia, a dwóch nie. Co wy na to?

OLBRATOWSKI: Seplenię, mam wadę wymowy, więc ja nie bardzo.

LAZAR: Umówmy się, to jego cecha wyjątkowa, dobro narodowe.

OLBRATOWSKI: Fakt. Stanisław Tyczyński (były prezes RMF FM – przyp. aut.) pewnego razu zakazał mi chodzenia do logopedy. Powiedział, że to jak mówię, idealnie pasuje do tych głupot, które wypowiadam.

ZIOBRO: Witek i Przemek mają warsztat radiowy. Oni potrafią powiedzieć coś z czapy, mogą zaimprowizować, my dopiero się uczymy. W zespole jest więc dwóch bardziej radiowców i dwóch bardziej tekściarzy.

Skoro popisywaliście się pointami przed piękną pasażerką, prosimy o mały popis także dla PLAYBOYA.

LAZAR: Zawsze chcemy, żeby posuwał nas Paweł Mleczko (realizator programu – przyp. aut.). Jest najlepszy.

OLBRATOWSKI: Jestem feministą, bo lubię kobiety.

SKOWRON: Obiecujemy, że feministki też będą mogły wziąć udział w konkursie na Playmate RMF.

ZIOBRO: Amen.

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree

*