<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wywiady &#187; Borowski Paweł</title>
	<atom:link href="http://wywiadowcy.pl/osoba/borowski-pawel/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wywiadowcy.pl</link>
	<description>tu jest opis bloga</description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Jan 2012 20:49:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Paweł Borowski</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/pawel-borowski/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/pawel-borowski/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Jul 2010 10:38:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[ARTYŚCI]]></category>
		<category><![CDATA[Borowski Paweł]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=2581</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 6, 2010 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke ilustr. Paweł Borowski &#8211; W twoim filmie Zero nie ma imion. Są tylko postacie w stylu „Barczysty biznesmen” i „Niechlujny tłuścioch”. A jak byś nas określił? Może „Weteran z Seatlle” i „Silny w spokoju”? Tacy ludzie pracują dziś w PLAYBOYU. Pamiętasz moment, w którym PLAYBOYA [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/07/Pawel-Borowski.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2589" title="Pawel-Borowski" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/07/Pawel-Borowski.jpg" alt="" width="350" height="227" /></a>PLAYBOY nr 6, 2010 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</strong></p>
<p>ilustr. Paweł Borowski<strong><br />
</strong></p>
<p><strong>&#8211;<br />
</strong></p>
<p><strong>W twoim filmie <em>Zero</em> nie ma imion. Są tylko postacie w stylu „Barczysty biznesmen” i „Niechlujny tłuścioch”. A jak byś nas określił?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Może „Weteran z Seatlle” i „Silny w spokoju”?</p>
<p><strong>Tacy ludzie pracują dziś w PLAYBOYU. Pamiętasz moment, w którym PLAYBOYA zobaczyłeś po raz pierwszy?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie zrobił na mnie kolosalnego wrażenia. Głębiej zapadły mi w pamięć mocniejsze, zachodnie świerszczyki, które przypadkowo znalazłem u kolegi. Na gwiazdkę dostawałem czasami batoniki z Peweksu, ale  PLAYBOYÓW Mikołaj jakoś mi nie przynosił.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czyli edukowałeś się głównie poza domem.</strong></p>
<p>Na to wygląda. A propos &#8211; tata mojej znajomej zapomniał kiedyś kupić program telewizyjny na weekend, więc wysłał ją do kiosku. A ona, będąc wtedy 13-letnim dziewczęciem, kupiła tatusiowi „Twój weekend”. A tam był zupełnie inny program&#8230; Pamiętam, że wiele odkryć estetyczno-erotycznych czyniło się w ubikacjach w szkole podstawowej. Starsi koledzy zawsze byli wyposażeni w różnego rodzaju periodyki.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Miałeś wtedy video?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie miałem. Chodziło się do kumpli. Filmy „normalne” oglądałem z kolei w osiedlowym domu kultury. Mieli tam magnetowid, w którym kasety ładowało się od góry. Niesamowita technologia. Do tego, film szedł jednocześnie na dwóch telewizorach. Jakość kopii była skandaliczna, ale nie przeszkadzało to w gruntownym zapoznaniu się z <em>Rambo 2</em> i <em>Terminatorem</em>.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Bywałeś Terminatorem?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Byłem trochę łobuzem. Często się biłem, a rodzice byli wzywani do szkoły. Byłem najmniejszy w klasie, a do tego w okularach. Musiałem jakoś udowadniać, że nie ma to kompletnie żadnego znaczenia.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czego wtedy słuchałeś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Pod koniec podstawówki zacząłem słuchać punkrocka. Kiedyś na lekcji muzyki musieliśmy zaprezentować i opowiedzieć, czego słuchamy. Przerwałem falę Shakina Stevensa nagraniami koncertowymi The Exploited, które zgrałem na kasetę z winyla wujka. Nauczycielka była w szoku. Później było GBH, Dead Kennedys, Sex Pistols, Joy Division i Republika.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A potem zacząłeś malować akty. Czy modelki na Akademii Sztuk Pięknych przypominały Playmates?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Prawda jest okrutna, większość tych pań miała swoje lata. Podobnie zresztą jak i pozujący panowie. Niezmiernie rzadko zdarzały się młode dziewczyny. Do dziś zastanawiam się zresztą, co nimi powodowało. Bo finansowo wychodziło się na tej robocie raczej mizernie.</p>
<p><strong>Może chciały zapoznać się bliżej z młodymi, obiecującymi artystami.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Być może. Nie skorzystałem. Podstawowym warunkiem, który musieli spełniać modele, było to, czy potrafią wytrzymać w jednej pozycji parę godzin. Traf chciał, że najlepsi byli najstarsi. I dobrze, bo bardziej inspirujące bywały dla mnie wówczas panie, po których widać było ząb czasu. Zresztą w czasie studiów zajmowałem się nie tylko malarstwem. Jako dodatkową specjalizację wybrałem  „film animowany”.</p>
<p><strong>Dlaczego nie zdawałeś po prostu na reżyserię?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wtedy te studia były tylko podyplomowe. Na pewno był to dla mnie pewnego rodzaju zawód, ale dzisiaj myślę, że zgadzam się z Tadeuszem Kantorem, który twierdził, że studia artystyczne nie mają sensu. Można się na nich nauczyć technik i rzemiosła, ale wrażliwości nikt nikogo nauczyć nie może. Owszem to dobry czas na rozejrzenie się, zastanawianie i co najważniejsze, popróbowanie wszystkiego. Ale na tym koniec.</p>
<p><strong>Na warszawską ASP dostałeś się za pierwszym razem?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Udało się i całe szczęście &#8211; wojsko upominało się o mnie już w liceum. Potem na szczęście przestali brać studentów szkół artystycznych, bo ponoć destabilizowali armię (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Talent masz w genach?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Jeżeli pytacie o to, czy moi rodzice są po Akademii, to tak – są. Ale myślę, że to nie tylko kwestia talentu. Dla mnie po prostu życie wśród rysunków i obrazów od dziecka było czymś zwyczajnym i normalnym. Już w podstawówce rysowałem komiksy. I chyba dzięki rodzicom od razu byłem świadomy tego, że to też jest sposób na życie. Dla mnie tamte komiksowe historyjki były jak filmy. Pewnie dlatego w liceum zapisałem się do Amatorskiego Klubu Filmowego.</p>
<p><strong>Dlaczego w historyjkach, które wymyślaliście wtedy z kolegami, zawsze uśmiercaliście głównych bohaterów?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wynika to z tradycji szekspirowskiej <em>(śmiech</em>). Śmierć bohatera jest czymś bardzo dramatycznym. Poza tym wydawało się nam, że opowiadanie o kwestiach ostatecznych jest doniosłe i ważne. I tego się trzymaliśmy.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy tytułując swój pełnometrażowy debiut nie bałeś się recenzji zaczynających się od słów: „Ten film to prawdziwe zero”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Myślę, że był w tym element przekory, choć tytuł wziął się z zupełnie innych powodów. Jedną z najfajniejszych rzeczy w kinie jest możliwość prowokowania. Mogę obiecać, że będę się starał rozwijać tę cechę.</p>
<p><strong>A kto po seansie zadał ci pytanie: „Chciał pan wkurwić widzów?”</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie bardzo pamiętam. To było pytanie z sali. Zresztą bardzo często spotykam się z publicznością zadającą ciekawe pytania. W Rotterdamie na przykład pewien pan zapytał, czy w polskiej służbie zdrowia na porządku dziennym jest, że karetka jadąca do wypadku podwozi kolegów kierowcy do domu (śmiech). Dostałem też pytanie, ile zrobiliśmy dubli sceny z tabletkami, które rozsypują się na początku i końcu filmu. Dało mi to do myślenia i pokazało, jak uważnie ludzie oglądają filmy. Szczególnie w trakcie festiwali. Swoją drogą to ciekawe czy są to ci sami widzowie, którzy tłumnie idą na film o tańczących z wilkami smerfach na planecie Pandora.</p>
<p><strong>Jakie masz wymierne korzyści po pokazach <em>Zera</em> na festiwalach?</strong></p>
<p>Na przykład takie, że po festiwalu w Rotterdamie holenderski dystrybutor kupił prawa do kinowej dystrybucji.</p>
<p><strong>Czyli bilans <em>Zera</em> jest zdecydowanie niezerowy?</strong></p>
<p>Powiedzmy sobie szczerze, mój dorobek filmowy przed <em>Zerem</em> był niewielki. Dwa filmy krótkometrażowe, w tym jeden animowany, a drugi o dmuchanej lalce z sex-shopu.  Pełnometrażowy debiut był dużym sprawdzianem i ryzykiem. Nie tylko dla mnie, ale i dla producenta. Wiedziałem, że film nie będzie podobał się wszystkim i dziś cieszę się, że wzbudził skrajne reakcje. Dla jednych jest świetny, dla innych nudny. Wywołał emocje, czyli jest dobrze. Ale prawdziwy sprawdzian czeka mnie dopiero teraz. Mówi się, i nie bez racji, że to drugi film pokazuje prawdziwe umiejętności reżysera.</p>
<p><strong>Czy twoje filmy nie są rodzajem autoterapii? Krytykujesz w nich świat, który sam tworzyłeś.</strong></p>
<p>Nie sądzę. Oczywiście nie da się uciec od moich korporacyjnych doświadczeń. Ale z drugiej strony warto pamiętać, że nigdy nie zaprzestałem swojej prywatnej działalności artystycznej. Poza tym w filmie staram się w ogóle nie oceniać. Przyglądam się zdarzeniom. I tyle.</p>
<p><strong>Zarabiałeś kiedykolwiek w sposób nieartystyczny?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Na przełomie liceum i studiów należałem do ekipy remontowej. Remontowaliśmy sklepy. Na przykład „papiernik” przy Smolnej. A jak zakwalifikować kilka lat pracy w agencjach reklamowych? Czy to jest zajęcie artystyczne?</p>
<p><strong>Bycie dyrektorem kreatywnym było chyba zajęciem o niebo bardziej artystycznym niż malowanie wnętrz sklepowych.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Chyba nie zawsze (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Łatwo było odejść z agencji reklamowej?</strong></p>
<p>Niełatwo, bo taka decyzja była, rzecz jasna, obarczona rozmaitymi niebezpieczeństwami, głównie finansowymi.</p>
<p><strong>Kiedy w ogóle zacząłeś zarabiać?</strong></p>
<p>Przez całe studia utrzymywałem się z robienia ilustracji do gazetek dla dzieci. W pewnym momencie robiłem je do wszystkich tego typu gazetek w Polsce &#8211;  do „Świerszczyka”, „Ciuchci”, „Misia” i paru innych. W międzyczasie zaproponowałem swoje rysunki „Gazecie Wyborczej”. Spodobały się i zacząłem pracować dla „Co jest grane”. Potem przypadkiem, gdy byłem na ostatnim roku studiów, pojawiła się propozycja pracy w reklamie. Zaczynałem na pół etatu. A wszyscy chyba wiedzą, jak takie pół etatu w agencji wygląda. Zasuwasz i tak na cały.</p>
<p><strong>Po ilu latach zostałeś panem dyrektorem?</strong></p>
<p>Po pięciu, może sześciu. Skłamałbym, gdybym powiedział, że praca w reklamie nie sprawiała mi frajdy. W pewnym momencie dochodzi się jednak do takiego miejsca, kiedy zadajesz sobie fundamentalne pytania. Dlatego odszedłem. Ale mam przyjaciół, którzy wciąż kochają tę pracę i znakomicie się w niej realizują. Każdy ma swoją drogę i nie należy tego wartościować.</p>
<p><strong>Kiedy oglądasz filmy, które rysujesz w „Co jest grane”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Większość oglądam dopiero po rysunkach.</p>
<p><strong>Pamiętasz swoje najgorsze kryzysy twórcze?</strong></p>
<p>To zadziwiające, ale w im gorszej formie psychicznej jestem, tym śmieszniejsze rysunki mi wychodzą. Nie wiem z czego to wynika. Czy wyostrza mi się wtedy wisielczy humor, czy zwiększa się skłonność do groteski – nie mam pojęcia. Wiem jednak, że najlepszą recenzentką moich rysunków jest żona. Widzi je zawsze pierwsza i kiedy mówi, że są straszne albo okropne, to wiem, że jest bardzo dobrze (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Jaki rysunek zrobiłbyś do <em>Zera</em>? Kiedyś mówiłeś, że narysowałbyś nic albo innymi słowy nic byś nie narysował&#8230;</strong></p>
<p>Tak, ale ten pomysł już wykorzystałem. Na rysunku nie było nic, za to w podpisie był tytuł filmu: <em>Mężczyzna idealny</em>.</p>
<p><strong>Co wymyśliłbyś dla <em>Kobiety idealnej</em>?</strong></p>
<p>Narysowałbym żonę.</p>
<p><strong>Podoba się nam taka odpowiedź. </strong><strong>A kogo z obsady „Zera” rozebrałbyś u nas?</strong></p>
<p>Nie mam pojęcia.</p>
<p><strong>A gdybyś miał zlecenie, żeby narysować kogoś na rozkładówce? </strong></p>
<p>Może Lady Gagę? Narysowałbym kupę rozrzuconych gadżetów. Ciała nie byłoby widać.</p>
<p><strong>A propos. Co myślisz o Dniach Cipki?</strong></p>
<p>To jakaś inicjatywa feministyczna? Czytałem o tym. Myślę, że super. Warto zastanowić się nad językiem, którym nazywamy części intymne. Cipka dla mnie nie jest wulgarna, ani nieprzyjemna. Cipka jest&#8230; sympatyczna.</p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Na skróty:</strong></p>
<p>O NAS:</p>
<p>PLAYBOY jest pismem chłopskim. W końcu sięgają po niego chłopaki.</p>
<p>O SOBIE:</p>
<p>W życiu nie wpisałem żadnego komentarza w internecie. Być może dlatego, że jestem bardzo analogowy. Piszę maile, gdy naprawdę muszę. Nie cierpię też wysyłać smsów.</p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/pawel-borowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

