Muniek Staszczyk

PLAYBOY nr 4, 2007 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

fot. Paweł Fabjański

Kto jak kto, ale ty chyba popierasz ministra edukacji?

Niespecjalnie za nim przepadam. W ogóle to nie chce mi się mówić o polityce, bo odkąd siły prawicowe doszły do władzy, to najpierw miałem doła, potem byłem wkurwiony, a teraz to już kładę na to przysłowiową lachę.

Pytamy, bo byłeś kiedyś za wprowadzeniem mundurków w szkołach, więc powinien ci się pan premier podobać.

To było na zasadzie sentymentu i trochę może perwersyjnych skłonności do mundurków (śmiech). Piosenka opowiada o mojej szkole, o ogólniaku w Częstochowie. Pamiętam z młodości, że przed szkołą czuło się jednak jakiś tam respekt i to było dobre. Szkoła musi mieć autorytet, co nie znaczy, że opowiadam się za rządami twardej ręki. Autorytetu nie trzeba budować na sile. Mój syn chodzi do liceum społecznego, w którym nauczyciele są kumplami i panuje liberalizm totalny. Tylko, że w gimnazjum to się nie sprawdzało, bo dzieciaki potrafiły wchodzić nauczycielom na głowę. I kiedy Giertych stara się z tym walczyć, to czasem nawet powie coś mądrego. Ale jak poprzeć takiego faceta? Obciach po prostu. Proszę was jednak, żeby ten wywiad nie skręcał w stronę polityki. Nie mam wystarczających kompetencji.

Muniek, daj nam szansę. Jeszcze przed wywiadem powiedziałeś, że nie chcesz rozmawiać o kobietach i dragach. Teraz wykluczyłeś politykę.

Nie chcę gadać o polityce, bo po prostu doznałem głębokiego rozczarowania. Jako głosujący przegrałem te wybory, zresztą chyba jak każde. Ale takie są prawidła demokracji. Nie obrażam się na społeczeństwo. Moim zdaniem trzeba PiS-owców przeczekać, jak grypę. Zobaczyć, co będzie dalej. Naprawdę nie macie innych pytań? Tylko polityka, dragi i seks?

Przejrzałeś nas na wskroś. Dołóż jeszcze do tego zestawu sport i będziesz miał nasz przepis na udany wywiad. A od polityki i tak nie uciekniemy, zobaczysz.

(Śmiech). Dobra, dawajcie lepiej ten sport.

Wróciła ci cierpliwość do gry polskiej reprezentacji piłkarskiej? Bo ostatnio zastrzegałeś się, że masz dość kibicowania.

Moje deklaracje są jak obietnice ćpuna. Mało znaczą. Byłem z synem na nieszczęsnym meczu z Ekwadorem i powiem wam, że wyszliśmy przed czasem z podkulonymi ogonami. Najgorsze, że mieszkałem u kolegi Niemca z Hamburga, który przy śniadaniu stroił sobie z nas żarty. Dzień wcześniej byłem w lepszym nastroju i pytałem go, co oznacza nazwisko Schweinsteiger, bo kojarzył mi się dziwnie (śmiech). Powiedziałem mu też, że Niemcy dostaną wpierdol od Kostaryki. A później niestety na własnej skórze poczułem, co to znaczy słodka niemiecka zemsta. Po traumie Mistrzostw Świata powiedziałem sobie, że koniec oglądania reprezentacji. Ale kiedy podczas trasy koncertowej w Stanach zadzwonił syn i krzyknął: „Tato, wygrywamy 2:0 z Portugalią”, to na minutę straciłem oddech. Oglądałem później nagranie tamtego meczu i ze zdumienia przecierałem oczy. Bardzo chcę jechać na rewanż do Lizbony. Już w czasie poprzednich Mistrzostw mówiłem, że zagraniczny trener to jest to. Zachowawczość Janasa i koteria Engela dobijały mnie na maksa. Ta cała żenująca banda działaczy PZPN-u…

A czy uważasz, że granie z Habakukiem na Balu Dziennikarzy nie było żenujące?

Dlaczego? Mikołaj Lizut powiedział mi, że to bal charytatywny. Jeżeli coś przekłamał, to będzie kara (śmiech).

Nie oszukał cię. Cel jest zbożny.

Już słyszę trzecią opinię, że tym występem narobiłem sobie obciachu. Powiedziano mi, że wszyscy dziennikarze zakopują na balu topory wojenne i jest git.

Śpiewałeś między innymi dla Olejniczaka, Piekarskiej, Borowskiego, Kalisza i Gronkiewicz-Waltz.

No właśnie! Stoję sobie po sałatkę i nagle widzę facjatę Kalisza! Po co, kurwa, na takim balu są politycy?! Słyszałem, że podobno miał być Jarek Kaczyński i wtedy powiedziałem, że nie gram. Ale miał rękę złamaną i nie przyszedł. Myślałem, że będziemy grali dla dziennikarzy, serio. Grosza nie wzięliśmy, bo cel nam się podoba. Nie wiedziałem, że to impreza z politykami na parkiecie. Na przyszłość muszę mieć wrażliwsze czujki.

Fraternizacja dziennikarzy i polityków. Dla nas to krzywa akcja. I chyba nie tylko dla nas.

Takie współczesne Wesele Wyspiańskiego. Nie wiem, dlaczego dobry kolega wpuścił mnie w coś takiego. Może stępił mu się wzrok, bo na co dzień zajmuje się polityką. Nie wiem. Możecie napisać, że na tym balu więcej nie zagram.

Napiszemy. Ale wiesz, że to jest deklaracja polityczna, a w związku z tym mamy do ciebie polityczne pytanie?

(Śmiech). Trudno.

To już twój trzeci wywiad w PLAYBOYU. Z obliczeń wychodzi nam, że jesteś najbardziej popularnym człowiekiem w Polsce…

Niemożliwe! A Boguś Linda mnie nie pobił?

Linda był u nas dwa razy.

(Wybuch śmiechu). Jestem popularniejszy od Bogusia?

Przegrywasz chyba tylko z Pamelą Anderson.

To żaden wstyd przegrać z taką konkurencją.

Może nadszedł czas, by przekuć tak wielką popularność? Jak byś mógł wybrać, to którego z braci chciałbyś zastąpić?

Nie, błagam! Ludzie mnie często pytają: „Słuchaj Muniek, ty masz dobre podejście do ludzi, ludzie cię słuchają, może byś pokandydował?”. Ale przecież dobrze wiecie, że do tej roboty trzeba mieć odpowiednią mentalność. Władza musi cię kręcić na maksa. A mnie rządzenie innymi nie interesuje. Przyznaję jednak, że mam problem, bo nieustannie przejmuję się losami tego kraju. Nie mam tego wszystkiego gdzieś, bo tak wypada zachowywać się w środowisku rockandrollowym. Wydaje mi się to tanie i pretensjonalne. Ja tak nie mogę, nawet gdybym chciał. Bo widzę wielką szansę. Olbrzymią. Nie dość, że mamy w końcu wolność, to jeszcze szerokim strumieniem kaska płynie na rozwój. I jak pomyślę, że moglibyśmy tego nie wykorzystać, że możemy spierdolić tę szansę, to mnie krew zalewa. Najpierw ci wszyscy Lepperzy i Giertychowie, teraz z taką lubością legitymizowani przez Kaczorów, wydzierali się na cały głos: „Nie dla Unii”, a teraz to oni dzielą te fundusze. Cóż to za bolesna paranoja! Co dzień rano czytamy z żoną gazety i powiem wam, że przez ostatni rok, dzień w dzień mam wkurw na władzę, zupełnie jak kiedyś za komuny.

Na opozycję też masz wkurw?

I to jeszcze jaki! Platforma strasznie mnie zawiodła. Są miękką opozycją. Podnoszą grzecznie paluszki i mówią: „Przepraszamy, panie Kaczyński, ale się z panem nie zgadzamy”. A coś konstruktywnego zaproponowali? Na szczęście nie zakochałem się nigdy w żadnej partii.

Ale też nigdy nie odmawiałeś odpowiedzi na pytanie, na kogo głosujesz?

Bo nie wstydzę się swoich wyborów. Opowiem wam o pewnym zdarzeniu. Jadę sobie pociągiem i dzwoni do mnie babka z „Życia Warszawy”, pytając o to, na kogo będę głosował w wyborach samorządowych. Mówię więc, że na Gronkiewicz-Waltz, bo niespecjalnie przepadam za PiS-em. Obok stoi przy oknie facet i słucha, nie znam go. Odkładam słuchawkę a ten: „Tak, tak!? Dobrze wiedzieć, dobrze wiedzieć. Nigdy w życiu nie kupię pana żadnej płyty!”. Uspokajam: „Pan głosuje na tych, ja na tych. Normalna sprawa. O kupienie płyty wcale pana nie proszę”. I co słyszę w odpowiedzi? „Tak? Od razu widać, że człowiek Gazety Wyborczej, człowiek TVN-u!”. Niewyobrażalne, jak ten kraj się ostatnio podzielił. Przeraża mnie to. Na szczęście to nie są podziały etniczno-religijne jak w Jugosławii, bo mielibyśmy już wojnę domową. Byłem na kilku prywatkach, gdzie doszło do takich rozmów, że poszło prawie na noże.

Prawie robi wielką różnicę.

Na szczęście. Wiecie, było trochę w szyje, zeszło na politykę i od razu zaczęli na mnie najeżdżać. Ludzie z dobrych warszawskich rodzin z tradycjami. Wydaje się, że racjonalnie myślący. A tymczasem to niereformowalni zwolennicy braci. Wymieniam po kolei ich wpadki, ewidentne potknięcia, takie że przecież wstyd. I co słyszę? Tamtego faceta z pociągu. „O widać, Gazeta Wyborcza, wszystko jasne”. Albo: „Eee… artysta, nie wie co mówi, niedouczony jest, oni zawsze tak mają”. Nie ma dyskusji o faktach, o argumentach – od razu są lekceważące spojrzenia i machnięcie ręką. Myślę, że to już nie chodzi o podział na tak zwaną komunę i nie-komunę. Być może idziemy w kierunku podziałów ideologicznych w stylu, że nie należy czytać Gombrowicza, tylko Sienkiewicza. I broń Boże – Elfriede Jelinek, za to koniecznie Żeromskiego. Być może Kaczyńscy zaczynają budować elektorat na ludziach, którzy podskórnie kochają monarchię, a słowem kluczem na określenie stosunków społecznych jest dla nich słowo „porządek”.

I „układ”. Nie zapominaj o „układzie”.

To zdumiewające, że jeszcze nikt tego „układu” nie ośmieszył, nie sądzicie?

Ale kto ma lepsze od ciebie papiery na ośmieszanie władzy?

Ja? Przecież ja jestem w „układzie”. Nie pamiętacie? „Artysta, człowiek Gazety Wyborczej i TVN-u”. A wy myślicie, że my tak sobie tu po prostu siedzimy i pijemy gorącą czekoladę? Nie. Tworzymy „układ”.

No tak. Święta racja. Artysta, Żyd i pedał z długimi włosami…

Galeria potworów (śmiech).

No dobra, przestajemy mówić o polityce…

Właśnie! Bo znowu wyjdzie, że w każdym wywiadzie nic, tylko jebię polityków. To może być nudne. I do niczego nie prowadzi. Zarzucą mi, że jestem głupim śpiewakiem, który nic swoim gadaniem nie osiągnie, a tylko doprowadzi do kolejnych podziałów. Ale z drugiej strony nie mogę nie mówić o swoim rozgoryczeniu. Na koniec powiem wam tylko, o co mam do PiS-owców największe pretensje. O ten ich aintelektualizm. O to ohydne, obrzydliwe hasło Dorna – „wykształciuchy”. O brak szacunku dla autorytetów. O wstrętne zachowania chociażby wobec profesora Bartoszewskiego.

Zawsze możesz wyjechać i trzymać się od nich z daleka.

Znam całą Europę i nie byłem jeszcze w kraju, w którym chciałbym mieszkać. Może ewentualnie w Hiszpanii na emeryturze. Poza tym Polska jest dla mnie pożywką. To kraj, który kocham, i którego jednocześnie czasami nienawidzę. Cały dorobek T.Love opiera się na obserwacjach polskich miast i ulic. No wiecie, takie love and hate.

Czujesz się współczesnym bardem?

Bo ja wiem?

Gintrowski powiedział kiedyś, że bardami współczesnej Polski są Muniek i Kazik.

Tak powiedział? (Muniek w tym momencie prawie spłonął). To zależy, o jakiego barda chodzi. Dla niektórych bardem jest Kaczmarski, dla innych świntuch Gainsbourg. Niektórym z bardem kojarzy się tylko Wysocki, innym Morrison. T.Love swoją autorską twórczością wywiera jakiś wpływ na ludzi, nie da się ukryć. Nasz zespół jest już na scenie prawie trzy dekady. Często irytuje mnie, że jestem „aż taki medialny”. Przychodzi ciągle telewizja i: „Panie Muńku, pan coś powie na dany temat”. Coraz częściej zapraszają mnie do programów quasi-politycznych.

Czyli zgadzasz się z Manuelą Gretkowską, że Polska jest „zmuńkowana”? Według niej jesteś orłem narodu.

Ja nie chcę być żadnym orłem!

Jej zdaniem mimo, że oprócz pedagogiki nie masz nic ważnego do powiedzenia, pojawiasz się wszędzie i zabierasz zdanie na każdy temat. A do tego, nie jest to twoja wina.

Wydaje mi się, że w naszym kraju brakuje ludzi, z którymi można zwyczajnie pogadać. I taką niszę zapełnia być może taki kolo jak ja. Nie jestem chyba idiotą grającym rocka, nie interesuje mnie tylko walenie dup i chlanie wódy. Średnio wykształcony, podobno niegłupi, niemądry, czytający, ale nieoczytany – przeciętnie inteligentny facet, który mówi prosto z mostu. To niestety wynika z braku prawdziwych elit i autorytetów.

Muniek, dzisiaj to ty jesteś autorytetem. W trakcie tej rozmowy już dwie osoby podeszły i biły pokłony.

Nie przesadzajcie! Brali tylko autografy. Poza tym nigdy nie robiłem z siebie świętego. Spróbowałem przecież wszystkiego, czego można spróbować w rockandrollu.

Może właśnie dlatego.

Do piedestałowego autorytetu mi daleko. Po prostu ludzie z jakiegoś powodu mi wierzą.

Już ci mówiliśmy, że powinieneś zostać prezydentem albo premierem.

Nie dobijajcie mnie. Zaraz z tego wywiadu wyjdzie jakaś polityczna agitka.

Ale nie agitujesz przecież na niczyją rzecz. Sam się politycznie nie promujesz. Walisz równo od lewa do prawa.

Agitka na nikogo. To mi się nawet podoba (śmiech).

Czy to nie absurd, że spotykamy się w Hotelu Europejskim? Z tobą – nonkonformistą?

Już dwadzieścia lat temu tu chodziłem. Na piwo. Za pieniądze Mirka Pęczaka. Wtedy, w latach 80. browar był tylko w odpowiednich miejscach. I on je znał (śmiech).

Na nowej płycie Habakuka śpiewasz piosenki Kaczmarskiego. Między innymi Karmaniolę

Wiedziałem, że będziecie pytali o Karmaniolę. Nie byłem przekonany do tego utworu. Chciałem zaśpiewać tylko „Krajobraz po uczcie”, bo to moja ulubiona piosenka Kaczmarskiego. Karmaniolę zaproponował mi Paweł Potoryczyn. Od razu go spytałem, czy chce ten kawałek ze względu na zwrotkę:

Wszystko się według ich potoczy woli

Choć niejedno jeszcze może się wydarzyć

Póki co tańczmy w rytmie karmanioli

Nim Mały Kapral obwoła się Cesarzem!

Bo z góry wiadomo, że będzie ona odbierana bardzo współcześnie. Paweł powiedział, że Karmaniola pasuje do całej płyty jako tekst o mechanizmie rewolucji, o tym, że dawni rewolucjoniści najczęściej są zamordystami. I ja się z nim zgadzam. A z drugiej strony, to co, że wszystkim Mały Kapral będzie się kojarzył jednoznacznie? Niech się kojarzy.

Lubiłeś Kaczmarskiego w młodości?

Respekt miałem zawsze. I miałem też szczęście go poznać. Nie byliśmy żadnymi kumplami, ale fajna gadka, w porządku koleś. Jego córka – Patrycja powiedziała, że jakby ojciec żył, to by tak mu się to reggae podobało, żeby z nami ostro pobiesiadował. Co nie zmienia faktu, że hardcore’owi fani Kaczmarskiego chcą nas ukrzyżować, bo według nich – świętości się nie rusza.

Przejmujesz się?

Żartujecie? Jak tylko chłopaki z Habakuka zaprosili mnie do projektu, powiedziałem, że wchodzę w to od razu. Dla mnie jednak Karczmarski to przede wszystkim świetny, wybitny tekściarz. A do tego był dobrym muzykiem, bo na tym jednym pudełku niesamowicie wymiatał. Po prostu dziedzictwo kultury narodowej. Jest wielki, nawet gdyby jego twórczość odrzeć z politycznego kontekstu. Oczywiście na studiach śmiałem się z epigonów Kaczmarskiego. W akademiku wszyscy go słuchali i była masa kolesi z gitarkami, którzy podrabiali jego styl. Wszystkie pokoje w akademiku na Kickiego tym rozbrzmiewały. Laliśmy z tego stylu, z tak zwanego „nylonu”. My, którzy też studiowaliśmy na uniwerku warszawskim, w opozycji do tej „kultury nylonowej” graliśmy rockandrolla. Nam główny nurt kultury studenckiej wtedy nie pasował.

A jaki jest dziś główny nurt kultury studenckiej?

Nie wiem. Jeżeli chodzi o kulturę, to żyjemy w skundlonych czasach. Oczywiście nie mam pretensji, że wszyscy nie czytają Miłosza albo Szekspira w oryginale, ale mam już dosyć czasów, w których gwiazdą jest Crazy Frog.

Pamiętasz hasło „Częstochowa pali się z nudów”?

Zerżnąłem je z płyty The Clash London’s burning. Zamanifestowaliśmy tak swoją postawę w drodze na lekcję religii w ósmej klasie podstawówki. Było nas dwóch: ja i kolega Słoń, świętej pamięci pierwszy perkusista T.Love – współzałożyciel kapeli. Mieliśmy nieudolnie zrobione fryzury na cukier, obleśne kurteczki – nie wyglądaliśmy cool and trendy (śmiech). I do tych kurteczek przyczepiliśmy kartki z napisem „Częstochowa pali się z nudów”. Wszyscy patrzyli na nas jak na dziwolągi. Potem powstał nawet utwór o palącej się Częstochowie. Oczywiście do szuflady. I chwała Bogu, bo pisałem wtedy masę pretensjonalnych i prowincjonalnych głupot.

Coś się w twoim rodzinnym mieście zmieniło?

Zmieniło się i to dużo, mimo że obecna ekipa rządząca uważa, że przez osiemnaście lat nie zmieniło się nic. Bywam tam, ale mieszkać na stałe bym nie mógł. Chyba jest trochę za spokojnie. W Warszawę wbiłem się mentalnie. Dłużej już mieszkam w stolicy niż w Częstochowie. Ale nie uważam się za warszawianina.

Warszawa też pali się nudów?

Jak się przyjeżdża z Paryża, Londynu czy Nowego Jorku, to się myśli: „Ja pierdolę, gdzie ci ludzie się pochowali?!”. Nawet w Krakowie i Wrocławiu jest więcej ruchu na ulicach. Gwałt, który odbył się na tym mieście, jest wciąż widoczny. Ale kocham to miejsce i uważam, że na całym świecie nie ma takiego drugiego.

A Polska pali się z nudów?

Pali się. Ale nie z nudów.

Może Partia Kobiet ugasi ten pożar?

Niech dziewczyny biorą sprawy w swoje ręce. Nie mam nic do feministek. Nie lubię tylko wszelkiego rodzaju zaciekłości. A one w tym akurat czasem są dobre. Obyczajowość idzie dziś w taką stronę, że niezależnie co powiesz, zaraz możesz zebrać opierdol od gejów, feministek i Murzynów. Takiej mega poprawności politycznej nie cierpię. A Partia Kobiet? Spoko, fajna idea.

Ciekawe czy popierają wprowadzenie mundurków szkolnych.

Nie mam pojęcia.

A czy ty w imię obrony tradycyjnych wartości zgodzisz się wystąpić na zdjęciu do tego wywiadu w mundurku?

OK. Ale musi być dopasowany i dobrze na mnie leżeć (śmiech).

Na skróty:

O ćwierćwieczu:

Jeżdżę po Polsce od 25 lat i znam każdą pipidówę.

O podróżach:

Jak się z Paryża przyjeżdża do Londynu, to Londyn wygląda niestety jak gówno.

O antypatiach:

Nie przepadam za Francuzami i nie wiem, kurwa, dlaczego.

O Ameryce:

W Nowym Jorku wiadomo, każdy taksówkarz śle „fucki” na Busha. Kiedy w Arizonie basista naszego zespołu się zagalopował i powiedział w barze, że Polska i Stany są podobne, bo „prezydenci nie są zbyt błyskotliwi”, to Jankesi od razu przestali być „friendly”.

O głupieniu:

Jeśli partia prawicowa posługuje się socjalistyczną retoryką o trzech milionach mieszkań, to ja w tym momencie głupieję, bo Gierek mi się przypomina.

O wyciąganiu:

Z wywiadu ze mną „Dziennik” wyciągnął to, że jestem święty nawrócony Muniuś, bo powiedziałem im, że wierzę w Boga.

O kompetencjach:

Marcinkiewicz mógłby być nawet prymasem.

O następcy Perkoza:

Jesteśmy w trakcie przesłuchań czternastu chłopaków i jednej dziewczyny. Od maja gramy koncerty, więc czasu mamy mało. Szukamy dobrego muzyka, który pasowałby do nas mentalnie.

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree

*