Magda Mołek

PLAYBOY nr 9, 2010 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke, Marcin Meller

fot. Krzysztof Opaliński


Kim będziecie? Moniką Olejnik?

Jeśli nam użyczysz tego wspaniałego obuwia na 10-centymetrowym obcasie, to niewykluczone…

Nie wiem, czy chciałabym zobaczyć, jak wciskacie swoje wąskie stópki w moje buty. Zastanowię się nad tym. Na razie powiedzcie mi, w jakiej roli występuje tu Marcin. Rozumiem, że przyszedłeś dodać mi otuchy.

Meller: Sam nie wiem, czy jestem tu twórcą czy tworzywem. Ustalmy, że będę się po prostu uśmiechał. Pytania zadają Bartosiak i Klinke.

Przeczytaliśmy, że do 14 czujesz się seksowna. W związku z tym zostało nam niewiele czasu. Raptem godzina.

Kiedy ja tak powiedziałam? Nie pamiętam, żebym kiedyś była aż tak odważna (śmiech). Ciekawe, jaka jestem po 14.

Chętnie się tego dowiemy.

Po 14 jestem jeszcze bardziej seksowna… Wyobraźcie sobie teraz, co się ze mną dzieje po 21.

Meller: Ja akurat wiem. Kładziesz się spać z kurami.

Chodzi ci może o nocne testowanie whisky w Sopocie?

Meller: Wypiłaś pół szklaneczki, zjadłaś plasterek melona zawinięty w płatek szynki parmeńskiej i grzecznie poszłaś spać.

Ależ ja jestem posłuszna, obowiązkowa i profesjonalna (śmiech). Po prostu musiałam wcześnie wstać do pracy…

Meller: Ale przecież wstawaliśmy razem… (ogólny wybuch śmiechu) To znaczy nie w tym sensie. Zaczynaliśmy pracę o tej samej porze.

Pamiętam, że przychodziłeś dużo później.

Uratujemy Marcina i zmienimy temat. Czy twoim zdaniem Penelope Cruz jest koścista?

Nie jest. Siedziałam z nią, jak tutaj z wami i mogę powiedzieć, że jest wspaniale mięciutka.

Czy w takim razie ty jesteś koścista?

Wiem do czego zmierzacie. Podpieracie się tabloidową plotką, że podobno nie mogę rozebrać się dla PLAYBOYA, bo jestem za bardzo koścista.

Po prostu pytamy u źródła.

Zapewniam was, że Penelope ani trochę nie jest koścista. Raczej filigranowa i taka kompaktowa. Od razu chciałoby się z nią…

Meller: Magda, przepraszam, że przerywam. Umówiliśmy się, żeby omówić twoją sesję, a nie sesję Penelopy.

Zabawne, bo słyszałam twoją autoryzowaną wypowiedź, że największym rozczarowaniem będzie dla ciebie chwila, kiedy Magda Mołek wreszcie powie „tak”.

Meller: To nieprawda. Szczyt demagogii. Od 7 lat gonię króliczka i uważam, że króliczek mógłby to wreszcie uszanować.

Czy to, że od siedmiu lat nam odmawiasz, oznacza, że wciąż jeszcze wystarczająco nie „sczerstwiałaś”?

Uwielbiam Kazimierza Kutza za to, że mi tak powiedział. Trzymam się tego jak busoli. Ale wy dokonujecie tutaj poważnego nadużycia. Bo panu Kazimierzowi nie chodziło o sesję w PLAYBOYU, ale o to, że żeby zadawać celne pytania, trzeba najpierw się nażyć i odpowiednio sczerstwieć.

Jesteśmy akurat pewni, że komu jak komu, ale panu Kazimierzowi spodobałaby się nasza parafraza.

Czy należałoby sczerstwieć do PLAYBOYA? Nie rodziłoby to problemów natury estetycznej?

W twoim przypadku? Raczysz żartować.

A czy nie sądzicie, że kiedy ukaże się wreszcie potwierdzona informacja, że będę w PLAYBOYU, to padnie jakiś mit? Nie szkoda wam tego? Przecież cudowne jest to budowanie napięcia… Prawie jak u Hitchcocka.

Czy ty przypadkiem nie jesteś za dobrze wychowana?

Nie wiem. Jestem wychowana normalnie. Poza tym myślę, że rozbieranie się w PLAYBOYU nie jest kwestią wychowania.

Ciekawe, co na twoją sesję powiedziałaby mama.

Może do niej zadzwonię?

Koniecznie! Pozdrów ją od nas serdecznie.

(Magda dzwoni – przyp. aut.)

Jaki werdykt?

Nie mogę powiedzieć.

Jak możesz robić nam coś takiego?!

Sprawy rodzinne są sprawami rodzinnymi. To jest właśnie kwestia dobrego wychowania.

Ale to nie była sprawa rodzinna, tylko ogólnopolska.

Nie przesadzajcie. A może to jest po prostu być albo nie być dla Marcina? Jeśli tak, mógłbyś zwyczajnie powiedzieć. Spróbujemy coś z tym zrobić (śmiech).

Czyli jednak się zgodzisz? Wystarczy, że kolega znajdzie się w trudnej sytuacji. To bardzo wspaniałomyślne.

A kto powiedział, że się zgodzę? Nie warto rozbierać kobiet tajemniczych… Marcin jest świetnym dziennikarzem, doskonale sobie poradzi na rynku (śmiech).

Nie masz serca. Teraz to już potwierdzone.

Oczywiście. Jestem zimna jak głaz. Sama to zresztą wymyśliłam. To był test na bystrość naszych tabloidowych mediów.

Sama sobie przypięłaś łatkę Królowej Śniegu.

W efekcie od sześciu lat jestem „królową” (śmiech). Ale ostatnio – według tabloidów – zmieniłam wizerunek. Nie zauważyliście?

„Poluzowałaś krawacik”. Jesteś nową, bardziej wyluzowaną Magdą. Jaki będzie kolejny wizerunek?

Obserwujcie.

Meller: Ja cię obserwuję od ładnych paru lat i zastanawiam się, czy nie wysiądziesz w końcu na wrzody żołądka. Bo tak w sobie wszystko kisisz, że kiedyś to pęknie…

Przebranżowiłeś się i zostałeś psychologiem? Psychoanaliza na kanapce? Ja cię też obserwuję od paru lat. I powiem ci, że kiedyś byłeś bardziej wyluzowany. A od kiedy zmieniły się pewne sprawy prywatne w twoim życiu, to zacząłeś się kontrolować. Jedziemy na tym samym wózku.

Meller: Ale ja nie mam włączonej totalnej autokontroli.

A ja według ciebie mam? Ciekawe. To powiedz, jak powinna się zachowywać kobieta, która się nie kontroluje totalnie.

Podpowiemy. Cytat z Magdy Mołek: „Penelope ma wszystko, o czym ja mogę pomarzyć. Ognisty temperament, bezkompromisowość, szaleństwo. Pięknie klnie, krzyczy, płacze. Nawet nie potrafię nazwać tego, co ona ma w sobie. To gen, którego mi brakuje”.

Ona jest Hiszpanką, ja nie. To wszystko wyjaśnia. Nie wiem, czego oczekujecie. Moja prywatność jest moją tajemnicą. W moim zawodzie trudno nie przekroczyć granicy. A ja staram się jej nie przekraczać od 15 lat. Nie mam natury ekshibicjonistki. Chcę mieć coś dla siebie.

W takim razie wejdziemy z butami tylko w twoje dzieciństwo. Tęsknisz za Legnicą?

Często tam bywam. Ale nie mam już starych znajomych. Rozjechaliśmy się po świecie. Jestem związana z Legnicą, bo tam mam rodzinę. Ale też przyznaję się bez bicia, że nie widziałam Małej Moskwy. Płyta DVD wciąż czeka na swój dzień.

Załapałaś się na przystojnych oficerów Armii Czerwonej?

Już nie. Pamiętam defilady czołgów i radzieckie helikoptery, które latały nad naszymi głowami. Nie lubię tych wspomnień. Nie uganiam się za mundurami, jeśli chcecie o to spytać. Mundur wzbudza moją niechęć. Dlatego nie umawiałam się z harcerzami (śmiech).

A z pieśniarzami? Śpiewałaś w chórze…

Dziewczęcym. Nazywał się „Rezonans”. Zapisała mnie i kilka koleżanek pani od muzyki, Maria Sycz. Byłam tam raczej od dykcji niż od czystego śpiewania (śmiech). Super doświadczenie. Jeździłyśmy na różne konkursy i wygrywałyśmy wszystko na szczeblu wojewódzkim. A nawet zdobywałyśmy pierwsze miejsca na Dolnym Śląsku. Niestety od kiedy ja dołączyłam, nie wygrywałyśmy już na arenie ogólnopolskiej. Biorę to na klatę.

Potrafisz coś jeszcze zaśpiewać?

Nie. Mam jedną fantastyczną cechę: udziela mi się cud niepamięci.

Ale chyba pamiętasz, jakie plakaty wisiały nad twoim łóżkiem?

Modern Talking. W dni parzyste podobał mi się blondyn, a w nieparzyste – brunet (śmiech). Ale prawdziwą idolką była dla mnie Kim Wilde. Uwielbiałam ją. Jakiś czas temu zobaczyłam Kim na lotnisku. Wygląda, jakby zatrzymała się na latach 80-tych. Nie ma w sobie już tej dzikości. A pamiętacie może Sabrinę w basenie?

Czy pamiętamy?! To żart?

No tak. Jak mogłam w ogóle pytać. Jej… hmm… „otwartość” naprawdę robiła wrażenie na nastolatkach i to nie tylko płci męskiej. A pierwszą moją kasetą było Kombi. Ich plakat też sobie powiesiłam. Największe kulturalne wydarzenie w moim dzieciństwie to jednak MTV. Z koleżanką oglądałyśmy je całymi dniami. I oczywiście kochałyśmy się w Rayu Cokesie. Dziś już nie ma prezenterów z taką charyzmą.

Oglądając „Krzyżówkę szczęścia” (teleturniej w telewizji regionalnej, pierwszy program prowadzony przez Magdę – przyp. red.), da się wyczuć tę fascynację.

Jesteście podli. Cudownie się tam ubierałam, prawda? I miałam zajmujące fryzury. Niesamowite, że kobieta dopiero z wiekiem robi się naturalna i ładna, a kiedy jest młoda, wygląda fatalnie. Nie wiem jak wy, ale ja zauważam, że 15 lat później wyglądam dużo lepiej…

No ba! I mamy nadzieję, że operacjom plastycznym nadal mówisz „nie”.

Na twarzy jest wypisane całe życie. Uważam, że moje jest tak fascynujące, że nie muszę się go wstydzić.

I zaczynasz czerstwieć.

Bylebym tylko nie spleśniała.

Wracając do „Krzyżówki szczęścia”. To nie była twoja pierwsza praca. Zaczynałaś…

Myjąc butelki i zanosiłam je do skupu. Tata mnie zawoził. Ale pierwsze poważne pieniądze zarobiłam jako asystentka sprzedawcy. Też dzięki tacie. Na rynku w Legnicy sprzedawaliśmy z bagażnika samochodu szklanki żaroodporne. Ja byłam kasjerką i do dziś pamiętam ten wór pieniędzy. Pamiętam też moje pierwsze perfumy za dwa i pół miliona… Eternity Calvina Kleina. Pół roku chodziłam do Empiku, żeby je wąchać. Jak odebrałam zaliczkę z „Krzyżówki szczęścia”, to wiedziałam, co za nią kupię. Swoją drogą ciekawe, czy dożyję jeszcze takich czasów, kiedy kupię sobie perfumy za dwie i pół bańki (śmiech).

Wychodzi na to, że nie licząc szklanek i butelek, pieniądze zarabiałaś tylko w mediach.

Tak. Jestem absolutnie rozpuszczona.

A miałaś studiować prawo w Niemczech.

Na Viadrinie (Europejski Uniwersytet we Frankfurcie nad Odrą – przyp. red.). Zarywałam swoje bezcenne, pozbawione szaleństw noce, żeby się uczyć historii. Ale przykładnej prymusce, o dziwo, wcale tak dobrze nie poszło.

Meller: A szkoda. Wyobrażacie sobie bycie oskarżonym przez taką prokurator?

Ja, ja… Ich habe groβe lust.

Wypraszam sobie. Panie prokurator nie mówią takich rzeczy (śmiech).

Zależy w jakich filmach. Pamiętasz, kiedy obejrzałaś pierwszy film dla dorosłych?

Miałam może ze 13 lat i dubbing na pewno był niemiecki. Byłam bardzo zdziwiona, bo wcześniej widziałam jedynie Seksmisję, a rodzice zabraniali mi oglądać nawet serial „Tulipan”. Pierwsze wideo na naszym osiedlu mieli sąsiedzi, rodzice mojej koleżanki, którzy bardzo długo pracowali. Korzystałyśmy więc z uroków nowych mediów.

Czy to przeżycie zmieniło twoje postrzeganie rzeczywistości?

Zupełnie nie. Pierwszy raz pocałowałam chłopaka – a może on mnie? – ach, ten cud niepamięci jakieś dwa, może trzy lata później.

Tak, tak, młodzi czytelnicy. W zamierzchłych latach całowało się dopiero w liceum, a do „tych rzeczy” przechodziło na studiach. Ty akurat trochę studiowałaś…

Najpierw ekonomię i zarządzanie w szkole prywatnej w Zielonej Górze, następnie prawo na Uniwersytecie Wrocławskim. W końcu postanowiłam poważnie wziąć się za swoją edukację i zdałem egzaminy wstępne na nauki polityczne. Z Wrocławia przeniosłam się do Warszawy i całe pięć lat przestudiowałam na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Pracę magisterską pisałam z prawa europejskiego.

Znów prawo. Powiedz nam szczerze, czy nie chciałabyś zagrać tytułowej roli w serialu Sędzia Anna Maria Wesołowska?

Lepsza byłabym w roli prokurator…

Nie uważasz, że to świetny pomysł na sesję?

Pani Anna Maria się zgodziła? Ciekawe. Gratuluję umiejętności perswazji. Chłopcy, tak na poważnie – czy wam się nigdy nie znudzi ten temat?

Nigdy.

Biedacy… Marcin, a gdyby twoja żona otrzymała taką propozycję, to co byś zrobił?

Meller: Jest dorosłą osobą. Robi, co uważa za dobre. Proszę jednak nie zmieniaj sprytnie tematu.

Nie rozumiem, o co tyle hałasu. Może zamiast rozbierać kobiety, lepiej z nimi porozmawiać.

Meller: Nie lubisz patrzeć na piękne akty? Nie lubisz patrzeć na kobiety?

Uwielbiam kobiety. Na ulicy oglądam się wyłącznie za pięknymi kobietami. Niekoniecznie jednak interesują mnie ich akty.

To dość dziwna konstatacja w ustach najseksowniejszej polskiej dziennikarki.

Mój Boże! Kto tak powiedział?

PENTOR. My tego nie wymyśliliśmy. Tak cię postrzega opinia publiczna.

Dla mnie seks to umysł. Dlatego tak seksowna jest… Jadwiga Staniszkis. W jej czerwonej szmince jest niesamowity „power”. Podobnie jak w tym, że pani profesor zawsze ma rację. Nawet jak zmienia zdanie. Uwielbiam energię, która z niej bije – to typ energii, który podoba mi się w kobietach. Pani Jadwiga jest seksowna w wyrażaniu swoich prawd. Najbardziej lubię ją w duecie z Moniką Olejnik.

Czyli powoli przechodzimy do dziennikarek?

Przelećmy się po telewizjach…

Bardzo ładna figura retoryczna.

Z wieloma koleżankami utrzymuję dobre relacje, nie chciałabym, żeby któraś się obraziła. Mogę tylko stwierdzić, że nawet w TVP są ładne dziewczyny…

Kiedyś nie było?

Były, ale odeszły to TVN-u (śmiech).

Ty naprawdę perfekcyjnie się kontrolujesz.

Wolę nic nie powiedzieć niż powiedzieć byle co, a są takie pytania, na które odpowiedzi mogą być tylko złe.

Mamy nadzieję, że w takich celujemy. A co z seksownymi dziennikarzami?

Żałuję, że nie ma w polskiej telewizji faceta, który miałby w sobie choć trochę południowoeuropejskiej fantazji, którą widać w telewizjach włoskich czy hiszpańskich. Garnitury świetnie tam leżą; jest luz, ale bez przesady, a oni wszyscy są bardzo plastyczni. Kolega Meller występuje właśnie w uciętych bojówkach. Jak tu kogoś takiego porównywać? (śmiech).

Rozumiemy, że gdybyś prowadziła pismo „Playgirl” nie zaproponowałabyś sesji żadnemu z nas?

Ja w ogóle nie operuję takimi kategoriami. Po co mam rozbierać publicznie facetów, skoro można to zrobić prywatnie?

Co myślisz o słowach Kuby Wojewódzkiego: „Jakby przyszła do mnie Magda Mołek razem z Jolantą Kwaśniewską i zaproponowały trójkąt, to pewnie szybko wymeldowałbym się i to nawet przez balkon, a mieszkam wysoko”?

Mowa-trawa. Kokieteria. Ale jak się ma ferrari, bmw i 200-metrrowy apartament na utrzymaniu, to trzeba z czegoś żyć. W tym przypadku ze słów.

Inni atakują cię jeszcze ostrzej. Na przykład Piotr Tymochowicz kiedyś stwierdził: „Gospodynie domowe na jej widok trafia szlag. Wykształciuchy, słuchając jej, dostają kolki intelektualnej. Nie rozumieją jej również słuchacze Radia Maryja, bo mówi niezrozumiałym dla nich slangiem. Grupa dorastających chłopców to za mało, żeby zbudować trwały wizerunek. Wyż demograficzny już minął”.

Bycie produktem dla młodych chłopców to dla mnie komplement. Jeśli wyrosną na mądrych facetów, znających wartość kobiety, to tym lepiej. A niemieszczenie się w żadnych ramach to wyjątkowa umiejętność. Kolejny komplement. Przepraszam, a co robi teraz pan Tymochowicz?

Nieustannie pracuje nad mieszczeniem się w ramach. Tylko nikogo to już chyba nie interesuje. Ty za to interesujesz wszystkich. O dziwo, głównie w negatywnym kontekście. Dlaczego bulwarówki tak cię nienawidzą?

Zarabiają pieniądze. Mołek na pierwszej stronie „sprzedawała” im większe nakłady.

Ale dlaczego jako czarny charakter?

To już ich trzeba pytać. Według mnie słodycz i sympatia sprzedają się znacznie gorzej. Bycie złą, zimną, wyrachowaną zawsze będzie interesujące.

Bardziej nie lubią cię kobiety czy faceci?

Kobiety nie darują mi niczego. Myślę, że w facetach jest w ogóle mniejsza potrzeba przywalania. Zazdroszczę wam, że swoje problemy rozwiązujecie przy wódce w trzy minuty. Nam przy winie zajmuje to często lata.

W internecie też cię nie oszczędzają – „matołek, przymułek, mułek”. Skąd taki festiwal nienawiści wśród zwykłych ludzi? Z czego to wynika?

Zastanawiałam się nad tym niejednokrotnie. Myślałam w pewnym momencie, że cały świat jest przeciwko mnie. Ale mi przeszło. Kiedyś kolega powiedział mi, że wszystko, co piszą się zgadza. Poza zdjęciem i nazwiskiem… Czyli nie pisali o mnie (śmiech). Mam wysokie poczucie własnej wartości, więc prymitywne znęcanie się nad wszystkim, co jest ze mną związane, przestało mnie boleć. Nie obchodzi mnie to. Mogę się z tego tylko śmiać i nie zauważać problemu. Jeżeli ktoś ocenia moją inteligencję w oparciu o prowadzenie programów porannych, to życzę mu powodzenia. Niektórym poza tym idealnie pasuję do roli zimnej, pustej i cynicznej. W końcu jestem niebrzydką blondynką z dużymi ustami. A do tego, do jasnej cholery, udało mi się! To już największy grzech.

Może po prostu masz za mało skaz? Kiedy pies pachnący szamponem pojawia się w dzikim stadzie, zwykle jest zagryzany. Może jesteś za mało ludzka, za mało plebejska, za idealna?

Jestem jaka jestem. Nie zdarzyło mi się spotkać oko w oko kogokolwiek, kto dałby mi odczuć, że mnie nie lubi. Moje programy są chętnie oglądane. I są na pewno tacy, którzy oglądają, bo czekają aż się potknę i przewrócę.

To by było bardzo ludzkie, fakt. Prawie tak, jak twoje stwierdzenie, że dwa i pół miliona mężczyzn w Polsce „cierpi” na erekcję.

Po tym programie byłam „gwiazdą” wszystkich portali internetowych. Wreszcie byłam prawdziwa. Mój znajomy stwierdził wówczas krótko: „Oj, Mołek, Mołek, całe życie marzycielka”…

Prawdziwa byłaś też, gdy odtrąciłaś przed kamerami na żywo objęcia Kevina Aistona.

Poniosło mnie i nawet przez chwilę było mi głupio. Ale nie potrafię grać milusińskiej, gdy włącza się czerwone światełko. Zazdroszczę tej sztuki niektórym koleżankom. Po mnie od razu widać, czy jestem zmęczona, wściekła, czy w dobrej formie. Nie spodobało mi się zachowanie Kevina i dałam mu to do zrozumienia. Zrobiłabym to też poza studiem. Ale pogadaliśmy sobie, wyjaśniliśmy temat i jest po sprawie. Po tym zajściu chłopaki z TVN-u zakładali się, kto po raz drugi spróbuje na żywo objąć Magdę Mołek.

Meller: Miałem na to kiedyś ochotę. Ale się w ostatniej chwili wycofałem, pomny tego wydarzenia.

Głupi byłeś, że nie spróbowałeś.

I w ten sposób doszliśmy do paradoksu – niby nie jesteś prawdziwym człowiekiem, ale jednak jesteś. Nawet za bardzo. Nie panujesz nad swoimi emocjami!

Może powinnam coś z tym zrobić? Kiedyś pani Grażyna Szapołowska zapytała mnie: „Dziecko, dlaczego ty nie zagrałaś jeszcze w żadnym filmie?”.

Często przeklinasz?

Bardzo często, choć podobno to do mnie nie pasuje. Klnę szczególnie wtedy, gdy robię coś wbrew sobie i walczę ze swoimi ograniczeniami. Na przykład wspinam się albo jeżdżę na nartach.

W trakcie sesji klęłabyś zatem szpetnie.

Nie będzie żadnej sesji, tak więc obejdzie się bez przekleństw.

Masz jeszcze problemy z paparazzi?

Raczej nie. Ostatnio tylko zawiozłam pewnego pana na komisariat w Piasecznie. Przestraszyłam się, bo cały czas za mną jechał. Później miał pretensję, że ja nie wiem, kim on jest. Podpowiedziałam, że powinien mieć rejestracje typu „Papar” albo coś w tym stylu. Wtedy nie byłoby nieporozumień.

„Kręcisz” już beczki? Bo myśleliśmy o pewnej sesji: ty tylko w pilotce…

Niestety, znowu muszę was rozczarować. Kurs pilotażu ruszony, ale nie mam czasu, żeby go dokończyć. A propos, kończymy już? Bo widzę, że macie zaznaczonych sporo ptaszków na karteczkach , że tak powiem eufemistycznie.

Skończymy, jak nam powiesz, czy w naszych banalnych pytaniach była jakaś siła.

To było tornado, chłopaki. Dlaczego nie pracujecie w telewizji, tylko dla Mellera? Brakuje nam takich koksów…

Pięknie kłamiesz.

Cała przyjemność po mojej stronie. Ale mnie żeście przemielili.

Bez przesady, to był tylko delikatny przedsesyjny petting.

Niepoprawni optymiści. Jestem córką mojej mamy i zgadzam się z nią w tej kwestii. Czeka was kolejne siedem lat bezskutecznego namawiania…

Na skróty:

Polsat jest jedyną stacją, która nigdy nie była mną zainteresowana.

Im gorzej się prowadzę, tym lepiej wyglądam (śmiech).

Nigdy z nikim nie założyłam się o pieniądze. To bardzo męskie. Wolę zakładać się o wino, wódkę, o coś bardziej kobiecego.

Kolekcjonuję fotki Marilyn Monroe. Całą jedną ścianę mam w jej zdjęciach. Inicjały MM zobowiązują.

Samochód bez automatycznej skrzyni biegów to nie samochód.

Zawsze próbowałam rozkminić, dlaczego policjanci nigdy mnie nie pouczają, tylko od razu walą mandatem między oczy. Mam już trochę za dużo punktów…

Żona szefa PLAYBOYA to niezła siekiera.

Ekologia jak najbardziej. Jabłko z robakiem, czereśnia z glistką… To lubię!

Nastały takie czasy w piłce nożnej, że nie ma na kim oka zawiesić. Pozostaje skupienie na włosach Puyola…

Skomentuj

*

Spam Protection by WP-SpamFree