<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wywiady &#187; FILMOWCY</title>
	<atom:link href="http://wywiadowcy.pl/kategoria/filmowcy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wywiadowcy.pl</link>
	<description>tu jest opis bloga</description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Jan 2012 20:49:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Jerzy Gruza</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/jerzy-gruza/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/jerzy-gruza/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 11:59:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Gruza Jerzy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=3287</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 12, 2011 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Andrzej Georgiew &#8211; Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby ze mną rozmawiać? Nie macie już prawdziwych celebrytów na celowniku? Nie poczuwa się pan? Widzę, że rozśmieszanie bierzecie na siebie. To dobrze, bo ja mogę dzisiaj być mało dowcipny. Kryzys formy? Boli mnie brzuch. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><strong><strong><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/?attachment_id=3298"><img class="alignleft size-full wp-image-3298" title="Jerzy-Gruza" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2012/01/Jerzy-Gruza.jpg" alt="" width="350" height="227" /></a>PLAYBOY nr 12, 2011 rok</strong></strong></strong></strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Arkadiusz Bartosiak, </strong><strong>Łukasz Klinke</strong></p>
<p>fot. Andrzej Georgiew</p>
<p>&#8211;</p>
<p>Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby ze mną rozmawiać? Nie macie już prawdziwych celebrytów na celowniku?</p>
<p><strong>Nie poczuwa się pan?</strong></p>
<p>Widzę, że rozśmieszanie bierzecie na siebie. To dobrze, bo ja mogę dzisiaj być mało dowcipny.</p>
<p><strong>Kryzys formy?</strong></p>
<p>Boli mnie brzuch. Mam tak za każdym razem, kiedy zapraszają mnie na darmową kolację. Jak się dowiedziałem, że PLAYBOY stawia, to nie jadłem cały dzień w obawie, że wieczorem nie dam rady pochłonąć wszystkiego. Dlatego mam skurcze. Coś okropnego.</p>
<p><strong>To na początek proponujemy kieliszek Fernet Branca. A zaraz potem poprawimy tatarem.</strong></p>
<p>Świetny wybór. Mam doskonałą anegdotę a propos tatara. Otóż lata temu z Jackiem Bromskim zrobiliśmy film <em>Alicja</em> (<em>w 1980 roku – przyp. red.), </em>na którym producent stracił fortunę. Pod koniec zdjęć był już niewypłacalny. Dlatego w Londynie nocował nas w luksusowym hotelu The Churchill, tuż obok Marble Arch. Dlaczego? Bo tylko tam nie zażądali od niego przedpłaty lub karty kredytowej. Facet zamówił pokoje przez teleks. Siedzieliśmy z Jackiem w luksusie, sami, otoczeni szejkami, bez grosza przy duszy. Jeść jednak musieliśmy. W menu hotelowym nie było cen. Zaczęliśmy więc szukać czegoś małego, w domyśle &#8211; taniego. Kiedy zobaczyłem słowo „tartare”, od razu przypomniał mi się tatar ze SPATiFu: trochę mielonego mięsa, na to jajeczko, troszeczkę cebulki, sól i pieprz. To nie mogło być drogie. Zamówiliśmy. Czekamy. Nagle otwierają się drzwi i wjeżdża czterech kelnerów ze swoim szefem oraz ogromnym stołem. A na nim pół wołu. Na naszych oczach zaczęli to kroić, siekać, mieszać i przyprawiać. Przez pół godziny! My całkowicie załamani. Kurwa jego mać, co to były za porcje! Do tego kosztowały fortunę.</p>
<p><strong>Skoro sam pan wspomniał o musicalu <em>Alicja,</em> to chętnie już teraz podpytamy o ten film.</strong></p>
<p>Myślałem, że wszyscy już o tym zapomnieli. Motorem projektu był Jacek. To on wynalazł jakiegoś Belga, który wyłożył na potrzeby tej produkcji cały swój majątek. Sprzedał nawet rodzinny pałac. Na koniec jeszcze rozwiódł się z żoną i stracił kontakt z dziećmi. Facet dosłownie poszedł z torbami. Dziś jest chyba jakimś urzędnikiem. Nie mam pojęcia, dlaczego zainwestował w film kręcony w komunistycznej Polsce z zachodnimi aktorami. W każdym razie to zderzenie wschodu z zachodem było niebywałe. Nie wyobrażacie sobie, jakie towarzyszyły nam nerwy. Na przykład kręcimy scenę za sto tysięcy dolarów w pałacyku w Jabłonnie. Na planie gwiazdy: Susannah York, Jean-Pierre Cassel, Sophie Barjac. Tymczasem podchodzi do mnie ktoś z obsługi technicznej i mówi szeptem, że nie możemy kręcić, bo skończyła się ropa do agregatu prądotwórczego. Jest sobota wieczór, wszystko pozamykane. A paliwo to przecież w PRL-u towar deficytowy. Aktorzy w kostiumach czekają, my zagadujemy ich, jak tylko umiemy. Wreszcie ktoś zdobył pięć litrów ropy, ale nie wiem skąd, pewnie ściągnął wężykiem z jakiegoś baku, po prostu wyczarował. Scena za sto tysięcy zielonych uratowana.</p>
<p><strong>Podobno Szczecin udawał w <em>Alicji</em> Paryż.</strong></p>
<p>Tak, ale zrobiło się cholernie zimno, a my potrzebowaliśmy słońca. Producent wyszedł z siebie i całą ekipę wysłał do Marsylii. A tam spadł&#8230; śnieg. Od trzydziestu lat nie widziano tam śniegu! Cyrk po prostu. I tak było w kółko. Na każdym kroku przeżywaliśmy horror.</p>
<p><strong>Dziś brzmi to zabawnie.</strong></p>
<p>Najweselej mieli zachodni aktorzy, którzy w Polsce bawili się znakomicie. W naszej ekipie był Andrzej Wasilewicz, który na planie poznał się z Susanną York i wkładając sobie chusteczki do ust udawał świetnie Marlona Brando, z którym ona była wtedy związana. Andrzej ponadto zamawiał dla niej całe skrzynki szampana. Na zachodniej ekipie robiło to kolosalne wrażenie. Przecież nikt z nich nie miał pojęcia, że to Russkoje Szampanskoje po 6 zł od butelki. Smakowało wszystkim jak oryginalny francuski szampan. Andrzej był nie tylko aktorem, ale też judoką, facetem silnym jak tur. Któregoś razu wziął Susannę do tańca, w pewnym momencie przewrócił ją do góry nogami i tańczył dalej. Pokazały się jej gacie, a dupa oczarowała wszystkich. Susannah piszczała z radości.</p>
<p><strong>Wiedzieliśmy, że można na pana liczyć, jeśli chodzi o playboyowe historie.</strong></p>
<p>A wiecie, że napisałem dla PLAYBOYA pewną historię?</p>
<p><strong>Opowiadanie <em>Bażant.</em> Pański debiut literacki. Mieliśmy nawet zapytać, czy czuł się pan kiedyś bażantem.</strong></p>
<p>Tak, ale było to bardzo dawno temu. W czasach, kiedy się jeszcze stroiłem. Byłem klasycznym bikiniarzem: kapelusz, szaliczki, kolorowe płaszcze, buty. Wyglądałem jak rasowy bażant. Z tego opowiadania powstał nawet film. Nie mój, tylko mojego asystenta &#8211; Andrzeja Chrzanowskiego, który zrobił bardzo dobrą studencką etiudę. Przekaz treści nie zmienił się do dziś &#8211; obrona mężczyzn stłamszonych przez zbyt nachalne, mieszczańskie kobiety, które najpierw facetów łapią w swoje sidła, a potem porzucają ich na pastwę losu (<em>śmiech</em>). Opowiadanie dołączyłem do książki <em>Najpiękniejsza. Opowiadania z nieoczekiwanym zakończeniem</em>, w której pozbierałem moje krótkie nowele do kupy. Każda z tych historyjek nadaje się do PLAYBOYA, „New Yorkera” i innych zacnych periodyków. To teksty z gruntu niepolskie, ponieważ ich szczegóły i znaczenia są tak uniwersalne, że mogą być czytane na całym świecie. Zresztą mój znajomy stwierdził: „Myślałem, że to jakiś Amerykanin napisał”. W Polsce pisze się wiele fantastycznych rzeczy, ale większość z nich jest skażona specyficznym lokalnym szczegółem, nie wszędzie zrozumiałym. A u mnie można poczytać na przykład o kobiecie, która startując w konkursach piękności, doprowadziła się do upadku. Show bizness na całym świecie jest taki sam.</p>
<p><strong>Miał pan kogoś konkretnego na myśli?</strong></p>
<p>Spotykałem takie wariatki. Latały z jednego konkursu na drugi, nie zajmując w nich żadnych dobrych miejsc. Miały obsesję, że krzywdzą je jurorzy, którzy żyją w zmowie przeciwko nim. Zresztą nieważne&#8230; Jeżeli nie wydrukujecie chociaż jednego mojego opowiadania, nasz wywiad będzie nieważny.</p>
<p><strong>Zrobimy co w naszej mocy. Proszę nam tylko powiedzieć, czy pana książki są komentowane przy stoliku w Czytelniku (<em>miejsce, w którym spotykają się m.in. Jerzy Gruza, Kazimierz Kutz, Henryk Bereza, Janusz Głowacki – przyp. red.)?</em></strong></p>
<p>Tam wszyscy mają swoich idoli i czytają tylko ich książki. Moich raczej nie czytają i nie analizują. Tylko Głowa czasem mnie klepnie i powie, że coś tam śmiesznego wyprodukowałem. Cała reszta zajmuje się sztuką wyższą.</p>
<p><strong>Między innymi Henryk Bereza, którego opisał pan w sposób co najmniej ryzykowny, żeby nie powiedzieć okrutny.</strong></p>
<p>Bo go bardzo lubię. Nie dowcipkuję nigdy na temat ludzi, których nie lubię. Nie chciałem wyrządzić mu krzywdy. Henio się jednak obraził, lekceważy mnie i daje do zrozumienia, że jestem beznadziejny. A mnie z kolei bardzo to wkurza. Muszę w ogóle zaprzestać chodzenia do Czytelnika. Strata czasu. Po co bezustannie międlić o czymś, co było 40 lat temu. Kiedyś chciało się kogoś wysłuchać, a dziś chce się, żeby to mnie słuchano. Tak więc wypisuję się.</p>
<p><strong>Kto pana dziś chce słuchać?</strong></p>
<p>Jeszcze kobiety. Kończę z każdą w momencie, gdy jej wszystko opowiem. Podobnie będzie z wami.</p>
<p><strong>A czy my aby nie jesteśmy dla pana za młodzi? Bo młodzi pana irytują.</strong></p>
<p>Wy tylko gracie młodych&#8230; Ostatnio drażni mnie wszystko. Wy też. Ale powiedzmy sobie szczerze, młody to jestem ja. Przynajmniej w sensie samopoczucia i reakcji. Tylko fizycznie jestem stary, bo mam już swoje lata. Wyglądacie mi na wyluzowanych i otwartych. To lubię, bo jakbyście byli spięci i napuszeni, to od razu bym zrejterował.</p>
<p><strong>Cieszymy się, że jeszcze nas pan nie znienawidził.</strong></p>
<p>Nienawidzę głownie seriali, w których bohater stoi przy zlewozmywaku i przez 10 minut prawi kazania o świecie współczesnym. Dziś po latach nie lubię też przymiotników. „Zgrabna”? Co to znaczy „sexy” albo „mądry”? „Wysoki”, „niski”, „bogaty”, „stary”, „biedny”&#8230; Te słowa nic nie znaczą, spływają po mnie jak po kaczce. Dawniej miały znaczenie, dziś nie mają żadnego. Mam teraz w ogóle okres nielubienia wszelkich przymiotników, obrazków i obrazowania świata jako takiego.</p>
<p><strong>My jednak musimy spróbować choć trochę zobrazować pana. Dla naszych czytelników. Proszę powiedzieć, czy jest, bądź był pan playboyem?</strong></p>
<p>„Dziękuję za bardzo ciekawe pytanie” – tak mawiał profesor Kotarbiński do najgłupszego ucznia.</p>
<p><strong>Cała przyjemność po naszej stronie.</strong></p>
<p>Kiedyś myślałem, że jestem playboyem. Do czasu, kiedy w skomputeryzowanym archiwum telewizji publicznej kliknąłem nazwisko „Gruza”. Wówczas z drukarki wyszło wszystko, co dla nich zrobiłem &#8211; ogromna sterta. Dało mi to do myślenia. Przecież playboy nie może tyle pracować! Owszem, mam specyficzny typ luzu, lubię się bawić, inaczej niż inni patrzę na rzeczywistość, kocham się śmiać i ironizować, ale do cholery, za dużo rzeczy zrobiłem, jak na playboya. To się musiało dziać kosztem czegoś. Playboy to nie ja.</p>
<p><strong>Dla wielu Polaków jednak jest pan jego definicją.</strong></p>
<p>Ten stereotyp, bardzo zresztą jednostronny, jest winą kilku dziennikarzy, dla których pierdolenie jest najważniejsze. Uważam, że istnieje wiele dziedzin o wiele bardziej interesujących. Dzięki takim opiniom jest mi niezmiernie ciężko się przebranżowić. Bo jak tu zamienić sex shop na antykwariat?</p>
<p><strong>A może nie trzeba z tym walczyć?</strong></p>
<p>Nie walczę, tylko cały czas się dziwię. Playboy nie może być zakochany. A ja byłem zakochany wielokrotnie, często bardzo przez to cierpiałem. Bywałem nawet zazdrosny jak skurwysyn. Niedługo wydam tomik zatytułowany „Trzy”.</p>
<p><strong>Kobiety?</strong></p>
<p>Tak. W moim życiu najważniejsze. Występowały prawie równolegle. Niektórzy biorą mnie za playboya, bo zawsze interesowałem się płcią przeciwną. Owszem, często oglądałem się za kobietami. Zresztą zwykle po moim spojrzeniu, potykały się. Przeżyłem to wielokrotnie, ale nie chcę wyjść na starego samochwałę. Dla równowagi mogę stwierdzić, że z biegiem czasu przestały się potykać. A szkoda, bo dziś kobiety są wspaniałe. Zazdroszczę wam tego. Jesteście szczęśliwym pokoleniem, w czepku urodzonym. Za komuny, jak Nowym Światem szły dwie ładne dziewczyny, to ciągnęła się za nimi wataha walczących o ich względy absztyfikantów. Dziś jest na odwrót. Nie mam słów opisujących współczesne kobiety. Są piękne, perwersyjne, cudownie ubrane. Na przykład taki zestaw: goła noga, botek za kostkę, krótka spódniczka&#8230; Od razu widać, co tam się pod spodem dzieje. Kiedyś było to nie do pomyślenia. O coś takiego walczyliśmy w Solidarności! Dla was!</p>
<p><strong>Bardzo za to dziękujemy. Ale za komuny w kwestii kobiecej nie było aż tak źle.</strong></p>
<p>Tak źle to nie, było nawet bardzo źle. Dziś macie lokale, restauracje, wszystko. Jak w tych siermiężnych czasach wyjeżdżałem za granicę, to byłem zdziwiony, że nie ma tam aż takiego napięcia erotycznego jak w komunistycznej Polsce. U nas były starania, podejścia i często bardzo nieprzystojne chwyty. Jeden literat na przykład stosował wobec pań tzw. koktajl zgłuszka &#8211; wermut, parę innych alkoholi oraz odrobina denaturatu. Jak dziewczyna to wypiła, od razu padała i była do&#8230; dyspozycji.</p>
<p><strong>Dziś takie koktajle zastąpiono specjalnymi pigułkami.</strong></p>
<p>Boję się, że coś takiego mi wrzuciliście, bo chyba za dużo gadam. Poza tym przestał mnie boleć żołądek.</p>
<p><strong>To dobry moment, żeby podpytać pana o współczesne kandydatki na rozkładówki.</strong></p>
<p>Nie lubię kłamstwa w reżyserii, aktorstwie i mowie. Z miejsca je wyczuwam i mierzi mnie to. Podobnie jest z waszymi zdjęciami. Wyczuwam w nich fałsz, nieprawdę, sztuczność. Poza tym nie interesują mnie znane kobiety. Znajdźcie jakąś szczerą, nieznaną i dobrze zbudowaną dziewczynę-sierotkę.</p>
<p><strong>Poszukamy, zobaczymy. Tymczasem proszę się przyznać, czy brano pana za homoseksualistę?</strong></p>
<p>Pewnie tak, bo istnieje teoria, że każdy facet, który dba o siebie, ma czyste paznokcie i myśli o tym, jak wygląda, jest gejem. Uważam zresztą, że to wspaniała teoria, bo homoseksualiści są nakierowani głównie na siebie. Gdybym mógł tak bardzo nakierować się na siebie, byłbym szczęśliwym homoseksualistą. W sumie odpowiadałaby mi taka separacja od świata. Wtedy zmarszczka byłaby ważniejsza od prezydenta, a muskulatura od wyborów. Dlatego uważam, że idealnym miejscem na sen jest alkowa. Po pierwsze jest erogeniczna, a po drugie nie widać, co się w niej dzieje. Lubię takie jamy, potrzebuję ich. A poza tym dobrze mi się w nich śpi.</p>
<p><strong>Zawsze twierdził pan, że ma problem z zasypianiem.</strong></p>
<p>Cierpię na bezsenność. Dzisiaj w nocy, żeby zasnąć, czytałem zagadki matematyczne, pamiętniki Gomułki oraz wspomnienia Iwaszkiewicza, jak przyjechał pierwszy raz do Warszawy. Niezły rozrzut, co?</p>
<p><strong>Jesteśmy pod wrażeniem. Ale pewnie nie wszyscy będą. Jak pan znosi krytykę?</strong></p>
<p>Są dwa rodzaje wykluczenia: krytyka negatywna albo przemilczenie. Ja na ogół jestem przemilczany.</p>
<p><strong>A jak pan w takim razie znosi krytykę konstruktywną?</strong></p>
<p>Jak mnie chwalą, to bardzo dobrze.</p>
<p><strong>My niestety musimy pana skrytykować: w swoich książkach nie odróżnia pan cyfr od liczb.</strong></p>
<p>Pewnie dlatego, że studiuję matematykę na wyższym poziomie niż panowie. Ale przyznaję, Wittgensteinem nie jestem.</p>
<p><strong>A jest pan z kimś mylony?</strong></p>
<p>Często mówią do mnie „panie Andrzeju”. Nie wiem, co na to Wajda, ale nigdy nie prostuję tej pomyłki.</p>
<p><strong>Bo w przeciwieństwie do wspomnianego Wittgensteina nie interesuje pana poszukiwanie prawdy?</strong></p>
<p>Prawda to najgorsza rzecz, jaka może być. Zabija siłę opowiadania. Jak mawiał Nietzsche &#8211; Grecy byli silni, bo ślizgali się po powierzchni zdarzeń. Prawda to cecha młodości. Was może jeszcze ona interesuje. Ale zapewniam, że życie komplikuje wszelkie prawdy. Zdradzę wam też mały sekret – prawda z wiekiem staje się coraz bardziej labilna.</p>
<p><strong>Kiedyś był pan mocniej przywiązany do faktów?</strong></p>
<p>Ja nie, ale moje otoczenie tak. Koledzy w szkole uważali, że jestem kłamcą, konfabulantem. Miałem nawet z tego powodu kompleksy. Ale i tak nie przeszkadzało mi to w ciągłym sklejaniu różnych opowiastek do kupy. Od małego tworzyłem skecze.</p>
<p><strong>W Łodzi chodził pan do liceum z Jerzym Kosińskim, także konfabulantem.</strong></p>
<p>Ale nie do tej samej klasy. To było liceum z tradycjami, z warszawskimi nauczycielami, którzy uciekli ze stolicy po powstaniu.</p>
<p><strong>Podobnie jak pan. Do Łodzi pana rodzina dojechała przez Katowice.</strong></p>
<p>Tak było, ale nie lubię wspominek. Nie namówicie mnie na to. Trzeba być tu i teraz.</p>
<p><strong>Wielka szkoda, bo historie z dzieciństwa to zdecydowanie najlepsze fragmenty pańskich książek. Z chęcią przeczytalibyśmy powieść splecioną z pańskich wspomnień.</strong></p>
<p>Mówicie i macie. Na waszą prośbę napiszę prozę o dzieciństwie. Koniec pisarstwa plotkarskiego. Za miałkie to i tyle. Mam jeszcze w planie wydanie książki <em>Głową o stolik</em>. Będzie to ostatnia pozycja zajmująca się opowiadaniem o kimś innym. Najwyższa pora zająć się sobą.</p>
<p><strong>A propos głowy. Czego lub kogo najbardziej zazdrości pan Januszowi Głowackiemu?</strong></p>
<p>Wciąż mu powtarzam, że najchętniej poznałbym go przez wdowę. Cały czas pytam się go, co mu dolega, ale nie chce puścić farby. Gra mi na nerwach twierdząc, że jest całkowicie zdrowy.</p>
<p><strong>Kiedy zobaczymy nowy film Gruzy?</strong></p>
<p>Piszę, bo nie mam szans na filmowanie. Robić coś muszę, choć stawianie znaczków jest bardzo męczące. Ale nie mam ochoty zabiegać o jakąś dupną akceptację, czy modlić się o pieniądze na film.</p>
<p><strong>Ma pan gotowy scenariusz nowej wersji <em>Przeprowadzki</em> &#8211; naszym zdaniem pańskiego najlepszego filmu.</strong></p>
<p>Napisałem go wspólnie z Wojtkiem Pszoniakiem, który grał wtedy główną rolę. To rzecz niebywała, bo jest szansa, żeby ten sam aktor zagrał tę samą postać po 40 latach! Teraz pokazalibyśmy tamtego inżynierka w momencie, gdy dorobił się milionów i ma rezydencję w Konstancinie. Pewnego dnia zamawia firmę przeprowadzkową i wychodzi ze swojej willi z małą walizką. Nowa żona, sąsiedzi oraz rodzina tłumaczą, błagają i grożą. Wszystko na nic. Facet się wyprowadza.</p>
<p><strong>Brzmi obiecująco.</strong></p>
<p>I co z tego? Nikt się tym nie zainteresował. A mi się nie chce chodzić po korytarzach, błagać, prosić. Raz, że mi nie wypada. Dwa, że to pierdolę.</p>
<p><strong>Mocne słowa.</strong></p>
<p>Bo takie są fakty. Szlag może człowieka trafić. Temat jest współczesny i cholernie ciekawy. Pomieszkuję czasem w domu ZAiKS-u w Konstancinie i jeżdżę po okolicy rowerem. Oglądam sobie te rezydencje. I wiecie, jaką mam refleksję? Że z tych ciemnych okien bije straszny smutek. Gdzieś tam jedno światełko się pali, pewnie siedzi w kuchni jakieś znudzone sobą małżeństwo, nikomu niepotrzebne. W całej reszcie pałacu straszy. I o tym byłby ten film. O pustce luksusowego istnienia. Mój bohater tego nie wytrzymuje. Tak jak kiedyś, nie wytrzymał życia w Nowej Hucie.</p>
<p><strong>Polska nie może wytrzymać bez kolejnej części <em>Czterdziestolatka</em>. Nakręci pan wreszcie trzecią część?</strong></p>
<p>W telewizji nie, bo jeden z dyrektorów od filmu i seriali, oznajmił, że nie wyłoży pieniędzy na serial, w którym grają aktorzy stojący nad grobem. W związku z tym robię z tego powieść radiową w Polskim Radiu. Każdy odcinek będzie trwał siedem minut. Nagrywamy to z piątką aktorów. Wszyscy bohaterowie będą studentami Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Kłosowski, czyli Maliniak, będzie studiował iberystykę i stał pod Sejmem z tablicą „jestem inwigilowany”. Zagrają także Kopiczyński, Seniuk, Zosia Czerwińska i Wiliński, jako jej mąż. Wreszcie dokończę ten projekt – moje ukochane dziecko. Mam nadzieję, że będzie wesoło. Zresztą ostatnio śmiałem się właśnie na <em>Czterdziestolatku</em>. Dziś śmieję się niezmiernie rzadko. Gdyby nie Allen nie śmiałbym się w ogóle.</p>
<p><strong>Czy Grażyna Lisiewska &#8211; serialowa Mariolka, wciąż jest pańską żoną?</strong></p>
<p>Tak, ale nie mieszkamy razem. Mam z nią syna &#8211; dwumetrowego chłopa.</p>
<p><strong>Dlaczego pani Grażyna nie zagrała w innych filmach?</strong></p>
<p>Bo nie jest aktorką. Trafiła tylko na swoją rolę i na tym koniec. Tak bywa&#8230; Co tam do mnie jeszcze macie?</p>
<p><strong>Bardzo nas interesuje, jak rodzice reagowali na pana pierwsze reżyserskie sukcesy.</strong></p>
<p>A wy znowu swoje. Już mówiłem, że nie lubię wspominek. Rodzice w ogóle nie reagowali. Nie doceniali tego. Zresztą reżyserem zostałem trochę przez przypadek. Któregoś razu spotkałem na ulicy kolegę &#8211; operatora Jurka Wójcika. Zapytał: „Co robisz?”. A ja, że właściwie to nic. Na co on: „To zdawaj do szkoły filmowej”. Pytam: „Po co? Będę nosił akumulatory?”. Cały ten filmowy światek znałem od drugiej strony. Dzięki tacie.</p>
<p><strong>Nosił akumulatory?</strong></p>
<p>Nie. Był optykiem. Pracował w Wytwórni Filmów Fabularnych. Zajmował się obiektywami i przerabiał stare niemieckie kamery na bardziej współczesne.</p>
<p><strong>Mimo wszystko, postanowił pan zdawać?</strong></p>
<p>Wójcik mi wtedy odpowiedział: „Trochę ponosisz, a potem za ciebie będą nosić”. W przeddzień egzaminu poszedłem do kina na <em>Bitwę o szyny</em> w reżyserii René Clémenta. Na egzaminie opowiadałem tylko o tym filmie. Dostałem się za pierwszym razem.</p>
<p><strong>Rodzice się nie ucieszyli?</strong></p>
<p>Wręcz przeciwnie. Mieli bardzo negatywne nastawienie do środowiska filmowego. Bo kto to jest &#8211; reżyser? Nikt. Oboje mieli inne hierarchie. Zresztą ja też nie chciałem być filmowcem, tylko rzeźbiarzem.</p>
<p><strong>A to niespodzianka.</strong></p>
<p>Miałem narzeczoną, która pracowała w filmie jako dekoratorka w dziale sztukaterii. W tamtych czasach przemysł filmowy zatrudniał masę plastyków i stolarzy. Nie kręcono w oryginalnych wnętrzach, więc zatrudniano tak zwanych charakteryzatorów wnętrz. Ona była w takim właśnie dziale dupereli i załatwiła mi angaż na rzeźbiarza. Musiałem tylko jej szefowi – facetowi bez brody – pokazać jakąś swoją pracę.</p>
<p><strong>Jak to &#8211; bez brody?</strong></p>
<p>Bez, bo mu ją urwało w powstaniu warszawskim. Żeby zamaskować ten defekt, facet nosił długi zarost. Zresztą można go zobaczyć w filmie <em>Ssaki</em> Romka Polańskiego i Andrzeja Kondratiuka&#8230; Tak więc wyrzeźbiłem w glinie głowę chłopca. Gość umówił się ze mną w Dyrekcji Filmu Polskiego. Opatuliłem glinianą głowę mokrymi szmatami i stoję pod drzwiami. Mija godzina, nic. Biegnę do łazienki i moczę szmaty, żeby glina nie popękała. Mija druga godzina. Znowu moczę. I tak w kółko. Po dłuższym czasie otwierają się drzwi. Facet wychodzi. Ja do niego: „Proszę pana, mam tę głowę chłopca”. Na co on: „Odpierdol się. Właśnie mnie wyrzucili z roboty. Chuja ci załatwię”. Zostałem sam na korytarzu z głową chłopca pod pachą. W ten sposób skończyła się moja kariera rzeźbiarza.</p>
<p><strong>A próbował pan kiedyś kariery sportowej?</strong></p>
<p>Oczywiście. Zapisałem się nawet do klubu pływackiego „Filmowiec”, dzięki czemu dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak film polski. Pływałem głównie motylkiem. Wspominam to jako straszną męczarnię. Okropny sport. Prawdziwa gehenna. Tyle godzin w wodzie&#8230;</p>
<p><strong>Niespełniony rzeźbiarz i pływak od razu stał się filmowcem?</strong></p>
<p>Nie. Znowu pomogła mi tamta dziewczyna. Jej matka pracowała w Centrali Tekstylnej Importu Surowców Włókienniczych. UB aresztowało tam wielu specjalistów, dzięki czemu mieli masę wakatów. Dziewczyna zaprowadziła mnie do matki, a ta od razu zrobiła ze mnie referenta w dziale wełny. Byłem kompletnie zielony, a pracowałem tylko z jednym facetem &#8211; kierownikiem. On łeb jak sklep, fachowiec od włókiennictwa, a do tego piekielnie zdolny lingwista. Ja może i tępy, ale za to bystry. Zacząłem wtedy czytać najlepsze na świecie pismo o wełnie, australijskie „Wool Digest”. Wdrażałem się. Wełna była wtedy surowcem strategicznym i szła przez Polskę do Związku Radzieckiego. Byliśmy wtedy największym importerem wełny na świecie.</p>
<p><strong>Również i tę piękną karierę pan zaprzepaścił.</strong></p>
<p>Nie ma się co śmiać. Kiedy już zdałem do filmówki, moja ówczesna szefowa wzięła mnie na rozmowę. „Chcecie być reżyserem, kolego? Dobrze, ale pamiętajcie, że w sztuce trzeba być albo pierwszym, albo nikim. A jak zostaniecie u nas, to wystarczy jedno słowo. Niech pan powie nazwę kraju, a ja pana zrobię tam attache handlowym. Poślemy was na kurs, skończycie i polecicie”.</p>
<p><strong>Mógł pan być królem wełny.</strong></p>
<p>Może byłbym dziś mniej zgorzkniały? Kto wie? Reżyseria jednak była dla mnie jedynym sensownym wyborem. Telewizja z kolei okazała się wybawieniem. Dzięki niej miałem bardzo szerokie możliwości. Nie mogę narzekać, chociaż lubię.</p>
<p><strong>Ciężko tego nie zauważyć.</strong></p>
<p>Taką mam naturę. Pozwólcie, że na koniec naszej rozmowy zacytuję Gore&#8217;a Vidala – „Za każdym razem, kiedy dowiaduję się o sukcesie kolegi, to tak jakby coś we mnie umarło”.</p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Na skróty:</strong></p>
<p>Refleksyjnie:</p>
<p>Nie lubię, jak ktoś ustępuje mi miejsca w tramwaju. Wiadomo, o czym to świadczy. Tragedia, ale widocznie dla niektórych wyglądam jak ktoś, kto bezustannie walczy z braćmi Kliczkami.</p>
<p>Jestem znudzony wszystkim, co mnie otacza. Te same miejsca, ci sami ludzie, te same kolory. Mam tego dosyć.</p>
<p>Ostatnio pracuję nad mięśniem przywodzicielem. Zawsze myli mi się on z odwodzicielem. A przy okazji zastanawiam się, gdzie jest mój&#8230; rozwodziciel.</p>
<p>Mężczyzna nie do końca wie, ile ma dzieci. Kobieta wie zawsze.</p>
<p>Doświadczeniowo:</p>
<p>Prawie 10 lat byłem współwłaścicielem dyskoteki „Scena”. To był świetny klub, bardzo demokratyczny. Bawili się tam: Niemczycki, Solorz, studenci, a nawet mafia. Równolegle prowadziłem restaurację „Maska” na Saskiej Kępie. Również około 10 lat. A potem miałem lokal przy Placu Zbawiciela. W sumie jestem bardzo doświadczonym restauratorem.</p>
<p>Z „Jesus Christ Superstar” pojechaliśmy na tournée do Związku Radzieckiego, konkretnie na Litwę. Za ruble kupowaliśmy tam złote obrączki. Kupiłem cały rulon i włożyłem w majtki. Na granicy przychodzą do mnie i mówią, że woła mnie komendant. Idę z tym złotem w gaciach, cały w strachu. A ten wódeczkę na stół. Przewiozłem więc obrączki do Gdyni. Ale co z nimi zrobić? Wcisnąłem je w końcu do starych butów. Puenta jest taka: z Warszawy przyjeżdża moja żona z dzieckiem. Po paru dniach buty znikają. Dlaczego? „Jurek, wyrzuciłam te stare kapcie”. Łatwo przyszło, łatwo poszło.</p>
<p>Anegdotycznie:</p>
<p>Pewien facet, w trakcie nieobecności małżonki, zaprosił do domu swoją znajomą. W czasie ich erotycznego tete-a-tete pies pożarł rajstopy kochanki. Po jakimś czasie przyjeżdża żona i widzi, że jej ukochany piesek wymiotuje. Rajstopami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/jerzy-gruza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jacek Borcuch</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/jacek-borcuch/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/jacek-borcuch/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2011 20:55:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Borcuch Jacek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=3251</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 11, 2011 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Andrzej Świetlik &#8211; Czy twój następny film też będzie dla nas? A który był dla was? Wszystkie. To fajnie. Bo ja robię filmy dla siebie. Zaspokajam swoją wyobraźnie. Jeżeli waszą również, to bardzo mi miło. Możemy się spokojnie umówić, że robię kino dla nas [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><strong><strong><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/?attachment_id=3257"><img class="alignleft size-full wp-image-3257" title="Jacek-Borcuch" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2011/12/Jacek-Borcuch.jpg" alt="" width="350" height="227" /></a>PLAYBOY nr 11, 2011 rok</strong></strong></strong></strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Arkadiusz Bartosiak, </strong><strong>Łukasz Klinke</strong></p>
<p><a href="http://www.andrzejswietlik.pl/">fot. Andrzej Świetlik</a></p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Czy twój następny film też będzie dla nas?</strong></p>
<p><strong></strong>A który był dla was?</p>
<p><strong>Wszystkie.</strong></p>
<p><strong></strong>To fajnie. Bo ja robię filmy dla siebie. Zaspokajam swoją wyobraźnie. Jeżeli waszą również, to bardzo mi miło. Możemy się spokojnie umówić, że robię kino dla nas trzech <em>(śmiech</em>). Pytanie tylko, czy dalej będziemy mieli ochotę na to samo.</p>
<p><strong>Nie mamy wrażenia, że twoje filmy są takie same.</strong></p>
<p><strong></strong>Powiem wam, że po <em>Tulipanach</em> chciałem zrobić coś zupełnie innego. Ale się nie udało. <em>Wszystko, co kocham</em> jest przepełnione melancholią. Teraz robię historię na wskroś współczesną i mam nadzieję, że tym razem tego uniknę.</p>
<p><strong>No to nie gwarantujemy, że nam się spodoba&#8230;</strong></p>
<p><strong></strong>(<em>Śmiech</em>).<em> Tulipany</em> to jest marzenie o tym, żeby życie było piękne do końca. Żeby starość była wspaniała, bez chorób, bez niedołężności, z miłością, w blasku słońca. <em>Wszystko, co kocham</em> to skok w kulturową przeszłość. Ten film jest o tym, co się wydarzyło ze mną na koncercie Beastie Boys. Chłopaki zagrali w starym stylu, bardzo punkowo. I zdałem sobie sprawę, że nie mam już nawet w domu muzyki, której słuchałem będąc nastolatkiem. A to przecież była wtedy dla mnie najważniejsza rzecz na świecie. Utraciłem gdzieś swoją przeszłość. I dzięki Beastie Boys ją odzyskałem. Powróciły wspomnienia pierwszego wina, papierosa, pierwszego seksu&#8230; Zresztą, po co o tym opowiadać. Filmy więcej o mnie mówią, niż jestem w stanie powiedzieć w jakimkolwiek wywiadzie.</p>
<p><strong>A co powie o tobie nowy film?</strong></p>
<p>Powie o tym, co dzieje się w moim życiu teraz. Jako czterdziestolatek postanowiłem wreszcie zmierzyć się z rzeczywistością. Część zdjęć kręcimy w Polsce, a część w Hiszpanii.</p>
<p><strong>Javier Bardem dostał scenariusz?</strong></p>
<p>To byłoby zbyt banalne. Dlatego pomyślałem o jego bracie Carlosie, który jest mniej oczywisty i do tego bardzo ciekawy. W międzyczasie jednak udało się porozumieć z Angelą Moliną, która zgodziła się zagrać. Doszedłem do wniosku, że Molina i Bardem to trochę za dużo. Zatrudniłem więc innego, nieznanego, hiszpańskiego aktora.</p>
<p><strong>I Andrzeja Chyrę&#8230;</strong></p>
<p><strong></strong>Za każdym razem mam plan, by go nie zatrudniać. I zawsze wychodzi, jak widzicie. Zaczynam od epizodu dla Chyry, kończę na roli głównej&#8230; Tym razem zamieniłem matkę bohaterki na ojca. Pomyślałem – co się będę wygłupiał z jakąś matką, skoro jest Chyra (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Kiedy zrezygnowałeś ze szkoły aktorskiej, na prawie pół roku wyjechałeś do Hiszpanii. Rozumiemy, że film nawiązuje do tamtych wydarzeń.</strong></p>
<p>Nie. To zupełnie inna historia. Tamta jest gotową opowieścią na oddzielny film. Julek Machulski, który ją zna, powiedział mi, że to jest gotowy kinowy hit. Faktycznie całość składa się w idealny scenariusz. Nawet nie trzeba by go ubarwiać, bo prawda jest barwna aż nadto.</p>
<p><strong>No to musisz nam opowiedzieć.</strong></p>
<p><strong></strong>Nie mogę. Nie mam pewności, że wszystkie sprawy już się przedawniły (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Kilka na pewno. </strong></p>
<p><strong></strong>No dobra. Ale pamiętajcie, że miałem wtedy dwadzieścia parę lat. A to wiele wyjaśnia. Kiedy już z kumplem znaleźliśmy się w Hiszpanii, postanowiłem przedłużyć nam wizy z trzech miesięcy do sześciu. Wziąłem więc paszport i elegancko żyletką wydrapałem trójkę. Ale kiedy chciałem w to miejsce wpisać szóstkę, atrament z długopisu rozlał się w kleksa. O dziwo, nie zrażony niepowodzeniem, ten sam numer powtórzyłem z paszportem kumpla, który o niczym nie wiedział, bo w tym czasie spał. Kiedy się obudził, nie powiem, stracił nieco dobry humor. Ale już po chwili obydwa paszporty kąpaliśmy w wannie. Byliśmy tak zachwyceni naszą pomysłowością, że jeszcze tego samego wieczora przepiliśmy wszystkie pieniądze. I tu zaczyna się opowieść, której już nie mogę wam sprzedać&#8230;</p>
<p><strong>Trudno. W takim razie sprzedaj nam chociaż informację, czy pierwsze randki spędzałeś nad Liwą <em>(rzeka przepływająca przez Kwidzyn, rodzinne miasto Jacka Borcucha – przyp. red.)</em>. </strong></p>
<p>Ale pytanie! Chyba od czasów liceum nie wypowiedziałem słowa Liwa. Oczywiście, że randki i nie tylko randki spędzało się nad rzeką. Liwa już od marca gościła nas w swoich ramionach. To były czasy, w których kto wcześniej wskakiwał do wody, ten gość. W lipcu kąpały się jakieś mięczaki. W marcu ściskało jajka jak cholera, ale się wchodziło. Ja prowadzałem się po mieście z łobuzerką, więc musiałem nadrabiać i udawać twardszego niż jestem. Piliśmy tanie wina i wydawało się to genialnym pomysłem na życie. Dużo miłych wspomnień. Powiem wam, że Liwą zjednaliście moje serce.</p>
<p><strong>Bardzo nam miło. W rewanżu postaraj się sobie przypomnieć twojego pierwszego PLAYBOYA. </strong></p>
<p>To musiało być dopiero w liceum. Żyłem na wojskowym osiedlu, na którym prędzej można było znaleźć jakieś maski gazowe lub radiostacje niż PLAYBOYA. Zresztą mój ojciec – poważny wojskowy – skutecznie odcinał mnie od kapitalistycznych brzydkich rzeczy. Ale paradoksalnie pierwszego pornosa widziałem dzięki stryjowi. Całą młodość kręcił filmy na kamerze Super 8, miał też projektor &#8211; to na nim oglądałem pierwsze wygibasy. Bez dźwięku, tylko z charakterystycznym terkotaniem w tle. Do dziś odgłos projektora miło mi się kojarzy.</p>
<p><strong>A płonąca stodoła z czym ci się kojarzy?</strong></p>
<p><strong></strong>Ale to było dużo wcześniej. Miałem prawie 13 lat, a brat 11. To akurat miało znaczenie, bo do poprawczaka szło się wtedy od 12. roku życia. Czyli ja już się na paragrafy łapałem. Rzecz rozegrała się w Wielkanoc. Rozpaliliśmy z bratem w stodole dziadków malutkie ognisko, żeby potrenować przed śmigusem-dyngusem i zagasić je plastikowymi pisankami do pryskania. Ugasiliśmy ogień, zamknęliśmy stodołę i poszliśmy na wzgórze strugać łuki i dzidy. Po pewnym czasie zobaczyliśmy pożar. Wpadłem do domu i krzyczę: „Pali się!!”. Na co dziadek: „Ta, jasne, jasne&#8230; Jacuś, idźcie się pobawić”. Nikt nam nie wierzył, a po pół godzinie nie było co gasić. Spaliliśmy dziadkom piękną, poniemiecką, drewnianą stodołę. Przyjechała milicja i zaczęło się dochodzenie. Rodzice przestraszyli się, że za podpalenie wyląduję w poprawczaku. Dlatego wszystko zrzuciliśmy na brata, bo był młodszy i nic mu nie groziło. Daniel płakał, a ojciec tłumaczył: „Powiesz panom, że byłeś tam sam, a Jacka nie widziałeś” (<em>śmiech</em>). Do dziś spłacam dług wobec brata.</p>
<p><strong>Jakie w tamtych czasach wieszałeś plakaty nad łóżkiem?</strong></p>
<p>Śmierci Klinicznej, WC, UK Subs i Sex Pistols.</p>
<p><strong>A Dezertera?</strong></p>
<p><strong></strong>Oni byli dla mnie trochę za komercyjni. Ich nagrania wychodziły na winylach – pełna komercha (<em>śmiech</em>). Grali za bardzo na zachodnią modłę. Wolałem WC, które wtedy płyt nie wydawało.</p>
<p><strong>Twoje zespoły wydawały?</strong></p>
<p><strong></strong>Nagrania Zbitych Pisuarów i innych grup gdzieś tam się walają na strychu moich rodziców.  Dopiero RiPlAy, projekt punkowo-reggae’owy, wydał całą, w miarę profesjonalną kasetę, w 1984 r. w wydawnictwie OTK.</p>
<p><strong>Mieliście groupies?</strong></p>
<p><strong></strong>Raczej chcieliśmy mieć. Uchodziliśmy wtedy za dziwaków i nie budziliśmy zaufania. Koledzy, którzy wyglądali normalniej i nie zajmowali się muzyką, mieli większe powodzenie.</p>
<p><strong>A ty marzyłeś o romansie ze starszą sąsiadką&#8230;</strong></p>
<p>I nie byłem w tym odosobniony. Tak jak we <em>Wszystko, co kocham</em> sąsiadka wyglądała na odpowiednią nauczycielkę w tych kwestiach. Fajnie kręciła pupą, pachniała, zaczepiała nas i łapała słońce w kostiumie kąpielowym. W rzeczywistości była raczej podobna do Kate Jackson z <em>Aniołków</em> <em>Charliego</em>, niż do Katarzyny Herman, która gra ją w filmie. Myślę, że moja sąsiadka zrobiłaby furorę na rozkładówce PLAYBOYA. Ale lepiej zakończmy ten miły wątek. Niedawno mama mi przypomniała, że ta pani wciąż nazywa się Sokołowska.</p>
<p><strong>Społeczność kwidzyńska zareagowała jakoś na film?</strong></p>
<p><strong></strong>Akcja toczy się przecież na wybrzeżu, a nie w moim rodzinnym mieście. W Kwidzynie doszło chyba tylko do jednej spektakularnej „reakcji”. Pijany sąsiad zaczepił moją mamę słowami: „I co, kurwa, syneczek o was filmiki robi! Bohaterowie! Rewolucjoniści! Spierdalaj mi!” i splunął przez ogrodzenie. Mama się załamała. Gość potem próbował przepraszać, robił podjazdy z kwiatami, ale sytuacja chyba się nie wyprostowała.</p>
<p><strong>A film podobał się rodzicom?</strong></p>
<p>Po scenie, kiedy umiera babcia, ojciec miał łzy w oczach, więc chyba tak.</p>
<p><strong>Niektórzy po premierze zarzucali ci, że byłeś landrynkowym punkowcem&#8230;</strong></p>
<p><strong></strong>Krytyka dotyczyła głównie wyglądu głównych bohaterów. Bo niby „prawdziwi” punkowcy tak nie wyglądali. Tymczasem my nie nosiliśmy pieszczoch, nie przekłuwaliśmy uszu w 10 miejscach, nie mieliśmy irokezów i nie robiliśmy sobie sznyt – takie insygnia były być może normą u punkowców z większych miastach. W Kwidzynie takie rzeczy kojarzyły się narkomanami i zwyczajnym menelstwem. My byliśmy poczochrani, zakładaliśmy stare garniturowe spodnie po ojcach, trampki, koszule i marynary.</p>
<p><strong>Jak na subkulturowe zachowania reagował ojciec wojskowy?</strong></p>
<p><strong></strong>Pierwszy raz coś w nim drgnęło, kiedy zobaczył dokument o Jarocinie. Usłyszał z telewizora, że „chuligani zdemolowali kolejny sklep z alkoholem” i że „agresja młodych ludzi godzi w polski socjalizm”. Spojrzał na mnie, porównał moje łachy i wygląd z tym, co widział w telewizji. Błyskawicznie skojarzył fakty, poszedł po nożyczki i obciął mi włosy. Potem przyniósł młotek i kowadło i na moich oczach dokonał egzekucji na moim własnoręcznie wykonanym znaczku anarchii. Na szczęście z czasem się kapnął, że nie wszyscy punkowcy to żule, narkomani i hołota.</p>
<p><strong>Co dziś robią twoi kumple punkowcy?</strong></p>
<p><strong></strong>Bloom to wiadomo<em> (Daniel Bloom, właściwie Daniel Borcuch, młodszy brat Jacka jest kompozytorem, instrumentalistą i producentem muzycznym – przyp. red.)</em>. Pozostali chyba dorośli i żyją jak pan Bóg przykazał. Sam nie pojmuję jakim cudem cały czas robię to, co wtedy na podwórku.</p>
<p><strong>Po miłości do punka, zapałałeś miłością do sportu.</strong></p>
<p>To się działo jednocześnie. Biegałem na setkę, na 110 przez płotki, skakałem w dal, a nawet próbowałem sił w trójskoku. Na Mistrzostwach Polski juniorów na 110 przez płotki byłem szósty. Pojechałem jako najlepszy junior województwa, ale na miejscu od razu się załamałem, kiedy zobaczyłem konkurencję – nie dość, że mieli o wiele dłuższe nogi, to jeszcze w wypasionych dresach i kolcach do biegania. Mój dres był powyciągany, miał odciśnięte pieczątki Polsportu i kwidzyńskiego klubu sportowego. To wszystko odebrało mi siły w trakcie finału. Po zawodach straciłem motywację. Ale gdybym tylko miał taki dresik Adiego&#8230; Do dziś pamiętam dzień, w którym zerwałem ze sportem. O 17 leciała wtedy <em>Stawka większa niż życie</em> – wiadomo, musiałem to zobaczyć. Wymyśliłem sobie, że będę chodził trenować dwie godziny wcześniej, żeby zdążyć do domu na serial. Tak zrobiłem. Przed 17 przyszedł trener i ucieszył się, że jestem ciut wcześniej, bo akurat tego dnia miała być jakaś wizytacja. Ale ja twardo, że już trening skończyłem, a teraz wychodzę, bo  mam pewne rzeczy do załatwienia. Próbował mnie przekonać, ale nie mogąc nic wskórać uciekł się do szantażu: „Wybieraj, albo dzisiaj zostajesz, albo koniec z treningami”. Wybrałem Klossa.</p>
<p><strong>A jak to się stało, że punk zamieniłeś na poezję śpiewaną?</strong></p>
<p><strong></strong>Bo to była taka punkowska poezja śpiewana (<em>śmiech</em>). Sam nie wiem. Po prostu zacząłem fascynować się Kaczmarskim i tekstami Stachury. Śpiewałem z kumplem w duecie. Jeździliśmy nawet po festiwalach i konkursach. Kariery jednak nie zrobiliśmy.</p>
<p><strong>Może dlatego, że dla odmiany postanowiłeś zostać śpiewakiem operowym?</strong></p>
<p><strong></strong>To naprawdę było moje marzenie. Pojechałem do Łodzi na Akademię Muzyczną na konsultacje, ale znajomy profesor odradził Łódź ze względu na klimat. Powiedział, że Studium Wokalno-Aktorskie przy Teatrze Muzycznym w Gdyni to dobra szkoła. Traktowałem śpiewanie bardzo poważnie. Przez dwa lata. Potem uznałem, że to bez sensu&#8230;</p>
<p><strong>I za pierwszym razem zdałeś do Szkoły Aktorskiej w Warszawie.</strong></p>
<p>Tylko, że tam wytrzymałem zaledwie parę tygodni. To wszystko wydawało się zbyt surrealistyczne. Ja już brałem udział w spektaklach, grałem główne role w Teatrze w Gdyni, a tutaj starsi studenci sadzili się na wielkich aktorów i mówili do mnie gardłowym głosem przez nos. Pomyślałem, ja pierdolę, co za żenada, szkoda życia. I z dnia na dzień przestałem przychodzić na zajęcia.</p>
<p><strong>Koledzy z roku w ogóle cię pamiętają?</strong></p>
<p>Raczej tak.  Byłem na roku m.in. z Piotrkiem Adamczykiem, Michałem Żebrowskim i Agnieszką Krukówną. Ale z dnia na dzień zniknąłem. Pamiętam, że kiedy po jakimś czasie przyjechałem do szkoły, żeby odebrać papiery, to w sekretariacie powiedzieli mi z wyrzutem: „Zajął pan miejsce komuś, kto marzył o tej szkole przez całe życie”. Nawet koledzy wygłaszali podobne teksty. Bo takie rzeczy się nie zdarzały. To były nowe czasy,  początek lat 90. Uwierzyłem w wolność i wyjechałem z kumplem do Hiszpanii.</p>
<p><strong>To nie było trochę tak, że pojechałeś do Hiszpanii za dziewczyną? Tą, z którą grałeś w musicalu <em>West Side Story</em> w Gdyni? Tą, którą można oglądać z tobą na próbie w filmiku na YouTube?</strong></p>
<p><strong></strong>Nie tą. Ale blisko, bo chodziło o dziewczynę, która wcześniej grała tę rolę. Na YouTube jest jej zmienniczka. Zresztą to też ciekawa historia. Na scenie się całowaliśmy – jak to w <em>West Side Story</em>. Któregoś dnia ona przyszła z podbitym okiem. Wzięła mnie na bok i powiedziała, że nie możemy się całować, bo ma zazdrosnego chłopaka. Pomyślałem, jak jej podbił oko, to mnie po prostu zajebie. Ale przecież trzeba grać. I nie chciałem dać za wygraną. Tylko, że ona była sprytniejsza, od następnego spektaklu zaczęła faszerować się czosnkiem. Nie było rady. Jedyne, co mogłem z siebie wykrzesać to przytulenie. Dziwna sytuacja. Miałem wtedy 21 lat ona chyba 26. Kompletne <em>science fiction</em>.</p>
<p><strong>Wracając do Hiszpanii&#8230;</strong></p>
<p><strong></strong>Faktycznie pojechałem tam trochę w pogoni za dziewczyną. Ciekawy czas. Daję słowo. Jak sobie przypomnę niektóre rzeczy&#8230; Już wam opowiadałem, że od razu pierwszej nocy kompletnie się spłukaliśmy. Cała knajpa bawiła się na nasz koszt. Wszystko dlatego, że jeden poznany tam koleś obiecał nam świetną robotę. Oczywiście następnego dnia okazało się, że nic z tego. I tak skończyliśmy bez grosza. A żeby było ciekawiej, rzecz działa się na Majorce. Nawet gdyby chcieć wracać do domu na piechotę, to nie da rady. Trzeba było skołować kasę choćby na prom. Oczywiście musieliśmy szukać pracy. Zatrudniłem się jako naganiacz do knajpy. Miałem zwabiać angielskich turystów. Ale ci nie chcieli nawet ze mną gadać. Nie dziwie im się, knajpa była beznadziejna. Po trzech godzinach, wylali mnie z roboty. Kumplowi nie poszło dużo lepiej. Tymczasem zrobiła się trzecia w nocy, a mieszkaliśmy 12 km dalej.</p>
<p><strong>No i z buta?</strong></p>
<p><strong></strong>Oczywiście. Skończyło się miasto i ciemno jak w dupie. Jedynie stopami starasz się wyczuć brzeg asfaltu. Nagle łup! Walnąłem w samochód. Stał porzucony na poboczu. Długo mi nie zajęło, żeby przekonać kumpla, że pożyczymy go jedynie na chwilę. Ale to tylko na filmach wygląda tak łatwo, że spod kierownicy wyjmujesz kabelki, łączysz i zapalasz silnik. Siedzimy więc już w środku, łapy sobie haratam, próbując wyrwać wiązkę kabli, aż tu nagle długie światła z tyłu. Gościu włącza kierunkowskaz i parkuje obok nas. Kumpel pyta: „Co robimy?”. A ja: „Spoko, powiemy, że chcieliśmy się tylko ogrzać w środku”. A jest środek lata na Majorce. Temperatura w nocy powyżej 25 stopni (<em>śmiech</em>). Wychodzimy więc z tego auta na drewnianych nogach, pewni że może zdarzyć się wszystko. I wtedy słyszymy: „<em>Do you need some help?</em>”. Powietrze z nas zeszło momentalnie. Po 10 minutach byliśmy w swoich łóżkach. Nic się niby nie stało&#8230;</p>
<p><strong>Równie dobrze w bagażniku mógł być trup.</strong></p>
<p><strong></strong>Albo coś gorszego (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>A jak się zakończyła akcja z paszportami?</strong></p>
<p><strong></strong>W międzyczasie znieśli wizy.</p>
<p><strong>Jednak udało nam się wycisnąć z ciebie trochę hiszpańskich historii. </strong></p>
<p><strong></strong>Fakt. Ale to nawet nie jeden promil całości. I na więcej już na bank mnie nie namówicie.</p>
<p><strong>To wracamy do <em>West Side Story</em>. Dlaczego po pierwszych sukcesach porzuciłeś śpiewanie?</strong></p>
<p><strong></strong>Groziło mi zbyt higieniczne życie. Zero picia, palenia&#8230; A jak coś z dziewczyną, to następnego dnia zapomnij o śpiewaniu. Nie dasz rady. Nawet Pavarotti by nie podołał. Na dwa, trzy dni przed premierą zapomnij o seksie. Nie sięgniesz gór. Nie ma szans. To jest jakieś biologiczne uwarunkowanie. Zaraz po skończeniu szkoły w Gdyni miałem kilka propozycji. Ale na szczęście mam w sobie jakiś zmysł antydestrukcyjny. Widziałem starszych kolegów śpiewaków. I to wcale nie był przyjemny widok.</p>
<p><strong>Ale czasem coś pojedziesz przed lustrem? </strong></p>
<p><strong></strong>Śpiewam sobie. W końcu cztery lata śpiewu klasycznego zobowiązują (<em>śmiech</em>). Mam przerobionego całego Moniuszkę, Karłowicza. Bez jaj – muszę czasem pośpiewać.</p>
<p><strong>Czy ty nie masz przypadkiem za dużo talentów? Grasz, śpiewasz, reżyserujesz&#8230; może też malujesz?</strong></p>
<p><strong></strong>Wszystkie talenty oddałbym za umiejętność malowania.</p>
<p><strong>Jeszcze nic nie wiadomo. Po sukcesie na scenie rzuciłeś śpiewanie, po sukcesie <em>Długu</em> właściwie rzuciłeś granie. Strach się bać, że niedługo znudzi ci się reżyserowanie&#8230;</strong></p>
<p>Malarstwem się nie zajmę – to mogę wam zagwarantować. Grozi mi jedynie, że będę więcej pisał niż reżyserował. Pisanie jest najbliższe prawdziwych emocji, tego co naprawdę przeżywasz. Potem przekładanie tego na scenariusz obcina potencjał o jakieś kilkadziesiąt procent. Wreszcie kręcenie filmu na podstawie scenariusza to kolejny spadek energii. Jeśli udaje się zachować 60-50 procent tego pierwotnego potencjału, to już można mówić o sukcesie.</p>
<p><strong>To ile procent emocji udało się utrzymać pomiędzy inspiracją koncertem Beastie Boys, a premierą <em>Wszystko, co kocham.</em></strong></p>
<p><strong></strong>Mam wrażenie, że nieco ponad 50. Dlatego tak bardzo jestem z tego filmu zadowolony. Chociaż chciałem, żeby był bardziej bezwstydny. Nie starczyło mi chyba do końca siły, czegoś nie dopatrzyłem i rezultat jest jaki jest. Sceny miłosne są udane, ale w mojej głowie były o wiele bardziej niegrzeczne.</p>
<p><strong>Na przykład. </strong></p>
<p>Nie chodzi o konkrety. To akcenty, drobiazgi, a to jest przecież najważniejsze.</p>
<p><strong><em>Wszystko, co kocham</em> miał chyba większy światowy sukces niż polski?</strong></p>
<p><strong></strong>Został sprzedany do kilkudziesięciu krajów w Europie, Azji, Ameryce Południowej. We Francji film trafił do kin w kilkudziesięciu kopiach. Niedługo wchodzi do kin amerykańskich i brytyjskich. Z <em>Wszystko, co kocham</em> zjeździłem pół świata. A w Korei Płd. na festiwalu filmowym w Busan poczułem się jak menedżer  gwiazdy rocka. Nasz film był wyświetlany w letnim kinie, nad oceanem dla dwutysięcznej publiczności. Jak się skończył to rozległ się ryk. Dosłownie. Musieliśmy z Mateuszem <em>(Kościukiewiczem, odtwórcą głównej roli – przyp. red.) </em>chować się w samochodzie. Limuzyna wiozła nas wolno przez tłum. Fanki bujały samochodem, waliły w szyby i darły się do Mateusza filmowym imieniem: „Janek! Janek!”.</p>
<p><strong>W kurorcie narciarskim Sundance też was rozpoznawali?</strong></p>
<p>W Stanach panuje kult gwiazdy filmowej. I jak się okazuje dotyczy to także twórców kina niezależnego. Po kilku pokazach festiwalowych, jak szliśmy ulicą, to fani wołali naszych aktorów ich prawdziwymi imionami. „<em>Mateusz, you&#8217;re gorgeous</em>”. „<em>Olga, we love you</em>”. I tak dalej. To było niesamowite.</p>
<p><strong>Nie do uwierzenia. </strong></p>
<p>No właśnie. W ogóle z Sundance wywieźliśmy same dobre wspomnienia. Mieliśmy oczywiście opłacony hotel, ale pewien polski milioner zaprosił całą ekipę do swojej willi na stoku. Wychodziłeś tylnymi drzwiami, wpinałeś narty i byłeś na trasie, a potem wciągałeś się wyciągiem, zjeżdżałeś prosto do domu, zdejmowałeś ciuchy i hop do jacuzzi w śniegu. Dla mnie, 40-letniego faceta było to zadziwiające. A dla tych dzieciaków, po dwadzieścia parę lat? Zrobili pierwszy film&#8230;<strong></strong></p>
<p><strong>Hollywood cię nie wciągnęło?</strong></p>
<p><strong></strong>Po Sundance pojawiły się propozycje z telewizji Fox. Ale pomyślałem sobie, że przecież nie zostawię swojej córeczki, nie wyemigruję i nie będę udawał, że robię wielką karierę, a tak naprawdę będę pracował dla telewizji. Wolę robić autorskie kino w Europie. Chociaż lunch z Robertem Redfordem i  Billem Gatesem wspominam miło.</p>
<p><strong>Czyli Sundance otworzyło wiele drzwi?</strong></p>
<p><strong></strong>Dużo łatwiej udało się zebrać pieniądze na kolejny film. To nowe doświadczenie.</p>
<p><strong>Kiedyś na pytanie jak się pracowało w <em>Na dobre i na złe</em> odpowiedziałeś: „Tak samo jak w kopalni 50 metrów pod ziemią”&#8230;</strong></p>
<p>Oczywiście trochę przesadziłem nie doceniając pracy górników. Powinienem ich przeprosić. To było zaraz po <em>Długu</em>. Żyć z czegoś trzeba, a z robienia filmów się nie dało. Tymczasem w serialu pieniądze dawali za nic &#8211; przyjdź, powiedz parę kwestii do kamery. W związku z tym parę takich rzeczy zrobiłem. Wtedy też dopiero przekonałem się, co to znaczy popularność. Dzieci szarpały w sklepach mamy za spódnice, mówiąc: „Patrz, mamo, to ten pedał z <em>Na dobre i na złe</em>”. Pamiętajcie też, że to były dopiero początki seriali w Polsce. Nikt się jeszcze nie spodziewał, że to będzie aż taka kaszana.</p>
<p><strong>A tymczasem niedawno sam skończyłeś reżyserować serial <em>(</em>Bez tajemnic<em>, polska wersja serialu HBO </em>In Treatment<em> &#8211; przyp. red.)</em></strong></p>
<p><strong></strong>Byłbym idiotą, gdybym nie przyjął tej propozycji. Obejrzałem pierwszy sezon izraelskiej i amerykańskiej wersji i nie mogłem się oderwać. Ten projekt wydawał się na tyle ciekawy, że nie mogłem odmówić. A poza tym przecież to jest zupełnie inna liga. Wszyscy wiemy, jak wyglądają najlepsze amerykańskie seriale, a szczególnie te produkowane przez HBO. Nagle okazało się, że medium które przez długie lata przeżywało kryzys, teraz rozkwita. Fajnie, że wreszcie i u nas coś się rusza na tym rynku. Zastanawiam się dlaczego HBO wybrało akurat <em>In Treatment</em>. Być może dlatego, że w Ameryce ten serial wywołał szok. My jednak jesteśmy kompletnie innym społeczeństwem i ciekawe się jak w Polsce będzie przyjęty <em>Bez tajemnic.</em></p>
<p><strong>Na ile miałeś wolną rękę?</strong></p>
<p><strong></strong>To jest sprawdzony format i HBO nie chciało, żeby go zmieniać. Mieliśmy wprawdzie zakusy  żeby to robić trochę bardziej ekscentrycznie, ale już na początku dość precyzyjnie zostało wszystko ustalone.</p>
<p><strong>W <em>Bez tajemnic</em> gra twoja żona, Ilona Ostrowska, a jej serialowy mąż ma na imię&#8230; Jacek. Przypadek?</strong></p>
<p><strong></strong>Wiecie jak to jest z przypadkami. Czasem trzeba im pomóc. Ale akurat tym razem tak nie było. Kiedy dostałem scenariusz imiona bohaterów były już wymyślone. Potem okazało się, że długo nie można było znaleźć partnerki dla Łukasza Simlata. Wreszcie zadzwoniła do mnie Ilona z pytaniem, czy to moja robota, że zaprosili ją na zdjęcia próbne. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że nie. Oczywiście była najlepsza. Wtedy z kolei producenci zadzwonili do mnie z pytaniem, czy mi to nie przeszkadza i znowu zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. Dość uczciwa sprawa, czysty przypadek.</p>
<p><strong>I serial nie będzie wiwisekcją waszego małżeństwa? </strong></p>
<p><strong></strong>Nie. Serialowa para ma zupełnie inne problemy.</p>
<p><strong>A trudno się prowadziło serialową parę psychoterapeutów?</strong></p>
<p><strong></strong>Staram się mięć dobry kontakt z aktorami. W przypadku Jerzego Radziwiłowicza i Krystyny Jandy dobrze zagrało to, że bardzo długo ze sobą nie pracowali, chyba od czasów <em>Człowieka z żelaza</em>, ale tego nie jestem pewien… Andrzej, główny bohater serialu i Barbara, jego tak zwana supervisorka, także nie widzieli się długie lata. Mam nadzieję, że udało nam się to wykorzystać.</p>
<p><strong>A czy ty korzystałeś kiedyś z pomocy psychoterapeuty?</strong></p>
<p>Tak. Pomyślałem, skoro Woody Allen chodzi, to może warto (<em>śmiech</em>). Ale nic mi to nie dało. Znam jednak ludzi, którym takie spotkania bardzo pomogły. Być może ja źle trafiłem.</p>
<p><strong>Który bohater <em>Bez tajemnic</em> jest ci najbliższy? Wiemy już, że nie Jacek.</strong></p>
<p><strong></strong>Zdecydowanie Andrzej. Jego praca polega na pomaganiu ludziom, a jak pokazuje rzeczywistość sam ma chyba największe problemy. I one wydają mi się najbliższe. Może trochę dopada mnie już kryzys wieku średniego. Coś umyka. Mam 41 lat.</p>
<p><strong>Ale wyglądasz na 36.</strong></p>
<p><strong></strong>(<em>Śmiech</em>). Was może oszukam, może nawet i pół świata, ale siebie nie. Ostatnio bardzo boleśnie sobie to uświadomiłem. Pomijam już fakt, że równo z przekroczeniem 40-tki popsuł mi się wzrok. Dużo gorzej, że umysł przestał idealnie współpracować z ciałem. W czasie kręcenia na Helu graliśmy mecz i operator Michał<em> (Englert – przyp. red.)</em> wypuścił mi idealną piłkę na dojście. Najlepsze podanie świata. Cudo. Pomyślałem „życie jest piękne” i zaraz miałem z całej pary kopnąć. Nie ważne, trafię w światło bramki, czy nie trafię. Nie ważne, bo liczy się tylko ten moment. I co?</p>
<p><strong>Nie dobiegłeś.</strong></p>
<p>Gorzej. Wyrżnąłem na ryj. Mózg się ucieszył, zrozumiał, obliczył, zareagował, a ciało odmówiło posłuszeństwa. 15 lat wcześniej doszedłbym na luzie. Całe życie byłem bardzo sprawny fizycznie. I to się bezpowrotnie skończyło. A niby wciąż mam poczucie, że nic się nie zmieniło, że ciągle jestem chłopakiem.</p>
<p><strong>Problemy egzystencjalne jak na studenta IV roku filozofii UW przystało. Dlaczego nie skończyłeś?</strong></p>
<p><strong></strong>Bo wtedy zacząłem kręcić <em>Tulipany</em> i musiałem wybrać. A ponieważ filozofia raczej mnie skrzywdziła niż coś dała, postanowiłem się z nią nie ceregielić. To po tych studiach popadłem w agnostycyzm, sceptycyzm i ogólne zwątpienie. Za dużo czytałem i to mogło się tylko źle skończyć. Bo jak wiadomo, nie ma odpowiedzi, tylko gorzej lub lepiej postawione pytania.</p>
<p><strong>Jesteś ofiarą studiów filozoficznych?</strong></p>
<p><strong></strong>Najczystszym przykładem. Jeśli raz zaczerpniesz z drzewa poznania, nie ma odwrotu. Tak jak pisze Emil Cioran <em>(rumuński filozof, teoretyk nihilizmu – przyp. red.) </em>– całe lata ogromnego wysiłku i wyrzeczeń, żeby poznać, a potem reszta życia, żeby zapomnieć. Uwielbiam Ciorana. To pesymizm podszyty niebywale inteligentnym poczuciem humoru. A ja mam zdecydowanie za duży dystans do życia. Czasami chciałbym się go uczepić trochę mocniej. I wtedy Cioran pomaga.</p>
<p><strong>Nadal jesteś agnostykiem?</strong></p>
<p>Gdybym w coś wierzył, na pewno byłoby lżej. A tak, wszystko co mam, jest tutaj i teraz.</p>
<p><strong> &#8211;</strong></p>
<p><strong>Na skróty:<br />
</strong></p>
<p><strong></strong>Borcuch to trudne nazwisko. Od dziecka byłem Boruchem. Wiadomo – nie ma druha, bo rucha. Ale też Borsukiem, Boreckim, Borowieckim, nawet na jakiejś filmowej liście płac jestem Boreuchem. Naprawdę dowolne kombinacje. W Izraelu, gdzie popularnym imieniem jest Baruch, mówiono mi, że pewnie dziadek coś kombinował z naszym nazwiskiem. Z tego co wiem Borcuch jest jednak nazwiskiem ukraińskim. Ale na tym moja wiedza się kończy. Nigdy nie badałem rodzinnych korzeni.</p>
<p>Kiedyś na festiwalu w Kazimierzu z nudów zacząłem podpalać Chyrze dupę zapalniczką. W tym momencie podszedł do nas Leszek Możdżer i powiedział coś w rodzaju: „Widzę, że podpalacie sobie dupy, to podejdę i się przedstawię, wreszcie jacyś normalni ludzie”.</p>
<p>Nigdy nie trafiłbym do obsady <em>Długu</em>, gdyby nie Joanna Kos-Krauze. Powiedziała: „ To jest chłopak, który mógłby dostać kredyt”. Razem z Krzysztofem wyciągnęli mnie jak królika z kapelusza.</p>
<p>Większość reżyserów robi castingi, na które aktorzy przychodzą zestresowani. Ja tego nie lubię. Wystarczyło mi zobaczyć Kościukiewicza i od razu wiedziałem, że zagra główną rolę we <em>Wszystko, co kocham</em>. Zanim zamieniliśmy słowo. Zwykle jednak rozmawiam z aktorem – to jest mój sposób na casting.</p>
<p>Kiedyś kochałem się w Milli Jovovich z okresu <em>Piątego elementu</em>. Moja córka ma na imię Miła.</p>
<p>Moim typem urody zawsze były Jankowska-Cieślak i Małgośka Braunek. Z wiekiem widzę jednak coraz wyraźniej, że tak naprawdę nie ma żadnych typów.</p>
<p>Bloom pisze muzykę do filmów taką, jaką dokładnie chcę, a nawet lepszą. Nikt nie zrozumie mnie lepiej niż on.</p>
<p><strong></strong>Przez chwilę pracowałem w agencji reklamowej McCann-Erickson jako copywriter i uczyłem się jak oszukiwać ludzi. Z rysownikiem Jankiem Kozą robiliśmy fajne rzeczy. Jednocześnie studiowałem filozofię i z pracy ogarniałem całą produkcję <em>Tulipanów</em>. W agencji płacili mi niezłą kasę. Tamta praca pomogła mi w życiu.</p>
<p><strong></strong>Ponad 10 lat temu napisałem scenariusz sci-fiction o miłości niemożliwej. Okazało się, że to niebywale drogi projekt. Potem najpierw Hiszpanie, a potem Amerykanie zrobili bardzo podobny film (Otwórz oczy<em> i </em>Vanilla Sky<em> – przyp. red.</em>). Pisałem też epicki scenariusz o rotmistrzu Pileckim. Do czasu, kiedy zobaczyłem o nim sztukę, którą dla Teatru Telewizji zrobił Ryszard Bugajski (Śmierć rotmistrza Pileckiego<em> – przyp. red.</em>). Dzwoniłem też do Lema, bo chciałem wyreżyserować nową wersję<em> Solaris</em>. Soderbergh „wyjął” ją elegancko. A ostatnio Lars von Trier zapierdolił mi tytuł filmu <em>Melancholia</em>. Trzy lata pisałem ten scenariusz i gdyby nie Beastie Boys, którzy na koncercie w Polsce nagle przypomnieli mi energię garażowego punka, byłbym pierwszy.</p>
<p>Bardzo mało filmów w Polsce dzieje się na plaży. Dlatego jakby się nie ustawiło kamery, i tak zawsze będzie to wyglądać jak <em>Ostatni dzień lata.</em> Konwicki był pierwszy i nikt mu tego nie zabierze.</p>
<p><strong></strong>Chciałbym powiedzieć, że Jerzy Skolimowski jest ziomem, ale mi nie wypada. To człowiek z krwi i kości, który zachował swobodę kontaktu. Mistrz, który pyta o zdanie młodszych, liczy się z ich opiniami i nie buduje ściany. Dla mnie to absolutny wampir, w dobrym tego słowa znaczeniu.</p>
<p>Kiedyś w Polsce grali męscy aktorzy: Malanowicz, Nowicki, Wilhelmi, Niemczyk, Janczar… Dziś jest trochę inaczej. Zakościelny, Wesołowski, Małaszyński… To trochę inna płeć.</p>
<p>Jestem pewien, że Linda zaliczy jeszcze wielki come back jak swego czasu Travolta u Tarantino.</p>
<p>Miałem szczęście, że zobaczyłem po raz pierwszy<em> Odyseję</em>&#8230; Kubricka,w wieku 34 lat. Wcześniej nic bym nie zrozumiał, a tak&#8230; zwariowałem.</p>
<p>Myślałem, że von Trier to manipulator. Facet, który obrazem za bardzo ingeruje w moje emocje. Po <em>Melancholii</em> zmieniłem zdanie. Emanuje z niej chęć zrobienia czegoś więcej niż film.</p>
<p>Myślę, że z perspektywy czasu mój ojciec żałuje, że nie byłem w wojsku. On do końca nie wie, kim ja jestem. Ja w sumie też nie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/jacek-borcuch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Skolimowski</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/jerzy-skolimowski/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/jerzy-skolimowski/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 11:49:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Skolimowski Jerzy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=48</guid>
		<description><![CDATA[&#160; PLAYBOY nr 10, 2008 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Paweł Fabjański &#8211; Zgodziłby się pan zostać naczelnym PLAYBOYA? Wolę malować. Prawdopodobnie jednak dałbym sobie radę. Powiedzmy, że mógłbym zrobić dla was jeden numer gościnnie… Nie możemy się doczekać. Zapraszamy do redakcji. Pierwszy raz odwiedziłem PLAYBOYA jakieś 40 lat temu (śmiech). Pamiętam, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://wywiadowcy.pl/wp-content/plugins/simple-post-thumbnails/timthumb.php?src=/wp-content/thumbnails/48.jpg&amp;w=200&amp;h=150&amp;zc=1&amp;ft=jpg' alt='post thumbnail' /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;"><strong><img class="alignleft size-full wp-image-262" title="Jerzy-Skolimowski" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2009/12/Jerzy-Skolimowski-300x194.jpg" alt="Jerzy-Skolimowski" width="300" height="194" /></strong></p>
<p><strong>PLAYBOY nr 10, 2008 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</strong></p>
<p><a href="http://www.fabjanski.com">fot. Paweł Fabjański</a></p>
<p>&#8211;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;"><strong>Zgodziłby się pan zostać naczelnym PLAYBOYA?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Wolę malować. Prawdopodobnie jednak dałbym sobie radę. Powiedzmy, że mógłbym zrobić dla was jeden numer gościnnie…</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Nie możemy się doczekać. Zapraszamy do redakcji. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Pierwszy raz odwiedziłem PLAYBOYA jakieś 40 lat temu (śmiech). Pamiętam, że kiedy w latach 60. przyjechałem do Anglii, Roman Polański natychmiast, pierwszego wieczoru, zabrał mnie do londyńskiego Playboy Club. Jego szefem był wtedy fajny facet – Victor Lownes. To była wielka nowość. Wszyscy o tym mówili.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jak się skończyła tamta wizyta?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Tańcem z panną o bardzo puszystych wdziękach. Później poszliśmy na górę, tam gdzie Victor miał swoje prywatne apartamenty <em>(i tu nasz rozmówca uśmiechnął się lekko na wspomnienie tamtych chwil)</em>. Pozwólcie jednak, że o reszcie nie będę mówił.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Może w takim razie</strong><strong>opowie pan o kolejnych przygodach z PLAYBOYEM?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Kilkukrotnie byłem u Hugh <span lang="cs-CZ">Heffnera</span> w <span lang="cs-CZ">jego </span>Hollywood<span lang="cs-CZ"> Mansion</span>. Jack <em>(chodzi o Nicholsona. Panowie przyjaźnią się od wielu lat – przyp. red.)</em> mnie tam zabierał. <span lang="cs-CZ">Na</span> projekcje <span style="color: #000000;">filmowe… w </span>piżamach.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Zmartwimy pana. Nasza redakcja jest tak nieprzyzwoicie grzeczna, że niestety nie może się pan u nas spodziewać żadnych ekscesów. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Myślę, że to czasy się zmieniły. Teraz wszystkie światowe redakcje PLAYBOYA są na pewno tak samo grzeczne jak wy. Dzisiaj to zwykły biznes, a wtedy czasy były prawdziwie awangardowe.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Musimy zmienić temat, bo za chwilę wpadniemy w depresję, że przyszło nam żyć w tak podłych czasach. Był pan na ostatnich derbach Warszawy? </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie, ale śledzę ligę. Kibicem Polonii jestem od 1946 roku. Od pierwszego meczu na jakim byłem. Graliśmy wtedy z Cracovią. Zielona trawa, białe bramki, czerwono-białe pasy już są na boisku i nagle wybiegają „Czarne Koszule”. Od razu pomyślałem: to jest mój zespół! Na bramce stał Henryk Borucz w żółtym swetrze. Ksywka „Żyletka”, bo był bardzo szczupły. To przez niego na podwórku grywałem jako bramkarz.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jak na tle Borucza wypada Boruc?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Jest w nim coś co mnie niepokoi. Ma chyba zbyt nonszalancki stosunek do gry. Mogą mu się zdarzać wpadki, może nie tak tragiczne jak Kuszczakowi, ale jednak nie oceniam go jako super bramkarza. Boruc to nie Borucz.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A Olbrychski to nie Skolimowski. Czy pan Daniel proponował kiedyś panu pojedynek albo sparing?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie, on jest chyba trochę cięższy. Ja startowałem w kategorii półśredniej. Poza tym, z tego co wiem, Daniel nigdy nie był w ringu. Tylko trenował i grał boksera. Ja natomiast miałem 16 walk: 9 zwycięstw, jeden remis i 6 porażek. Nikt mnie nie znokautował, nigdy nawet nie byłem na deskach. Sam za to dwa razy wygrałem przez TKO.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Dlaczego się pan wycofał?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Rozbito mi <span lang="cs-CZ">oba</span> łuki brwiowe i zacząłem się obawiać, że jak dalej będę się młócił na ringach, to w końcu może się to okazać nienajlepsze na pamięć.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Przydały się panu kiedyś umiejętności bokserskie poza ringiem?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Kiedy studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim, na jedną z potańcówek przy Krakowskim Przedmieściu wdarła się taka grupa z Powiśla…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">„<strong>Rozbijemy zabawę” Polańskiego.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Coś w tym stylu. Jeden z chłopaków był słynnym na całą okolicę chuliganem. Wołali na niego Atomek. Mały i bardzo szybki. On szedł pierwszy i wszystkich przepychał. W pewnym momencie dotarł do mnie. Udało mi się wyprowadzić cios. Padł, a reszta się zmyła. Ale na tym historia się nie skończyła. Atomek rozpowiadał, że miałem na palcu sygnet. Inaczej przecież nie mógłbym go ściąć z nóg jednym ciosem. A ja w życiu nie nosiłem żadnych pierścieni! Stanęło na tym, że odbędzie się rewanż.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Znowu na potańcówce?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie. W Hybrydach. Szefem klubu był wtedy Józef Waczków, później znany tłumacz. Zorganizował nam ten pojedynek. Był sędzią. Tylko on, ja i Atomek w pustej salce w Hybrydach. Stanęliśmy po obu rogach i kiedy Waczków dał znać, żeby zaczynać, Atomek chwycił dwa taborety i zaczął nimi we mnie ciskać. Jednym wyrżnął mnie w głowę. Z walki <span lang="cs-CZ">nic</span> nie wyszło. Józek powstrzymał Atomka i tak się skończyło.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Miał pan jeszcze zatargi z Atomkiem?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie. Ale to była znana w Warszawie postać. Prawdziwy postrach.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A łapał muchy w locie jak pan?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Nie</span> <span lang="cs-CZ">sądzę. To taki inteligencki numer </span>(śmiech). Od dawna tego nie próbowałem. Ale jestem w stanie z<span lang="cs-CZ">atłuc pięścią</span>, jak za blisko usiądzie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Lubi pan „Rocky’ego”?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie lubię i to z osobistych względów. Kiedy podczas robienia „Latarniowca” wylądowałem w Hollywood, wezwano mnie na casting do filmu „Rocky III”. Miałem grać rosyjskiego trenera. Zostałem zaproszony przez Sylvestra na lunch i od razu strzeliłem straszną gafę. Wszedłem i mówię: „Hello, Mr. Staloni” (śmiech). <span lang="cs-CZ">Trzeba było zobaczyć jego</span> minę<span lang="cs-CZ">.</span> <span lang="cs-CZ">Lunch</span> przeszedł w ponurej atmosferze. Prawdopodobnie gdybym zagrał w tym filmie, miałbym zupełnie inne życie. To była ogromna gaża, a co za tym idzie – dalsze propozycje. Chyba dobrze, że nic z tego nie wyszło.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Słyszał pan o drugim Jerzym Skolimowskim? A właściwie o Jerzym Walerianie Skolimowskim?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">C<span lang="cs-CZ">oś kojarzę</span>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Polski wioślarz – dokładniej sternik, olimpijczyk, architekt, wreszcie oficer wywiadu brytyjskiego. Zmarł w 1985 roku w Londynie. Barwna postać.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Teraz sobie przypominam. To jest jakaś gałąź naszej rodziny. Skolimowscy mieli majątek w miejscowości Winiary.<span style="color: #000000;">Jest tam teraz fabryka Pudliszek.</span>I ten sportowiec też był stamtąd. Słyszałem, że w 1932 roku zdobył medal olimpijski.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Nawet dwa. Srebrny w dwójce i brązowy w czwórce. Później jako oficer wywiadu brytyjskiego Skolimowski został zrzucony na Bałkany i przygotowywał tam inwazję aliancką. Niesamowity życiorys &#8211; dobry na film…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Aż się prosi: Skolimowski o Skolimowskim, co?</span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Pana rodzina w ogóle przechodziła bardzo ciekawe perypetie. Na przykład, co pańscy dziadkowie robili</strong><span style="color: #000000;"><strong> w Chinach?</strong></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie wiem. To bardzo dziwna sprawa i niestety nie zostanie już wyjaśniona. Prawdopodobnie dziadek umknął z Monachium<span lang="cs-CZ">, gdzie był profesorem Akademii Sztuk Pięknych,</span> ze względu na skandal z pewną modelką. W jaki sposób znalazł się w Chinach, nie wiadomo. W każdym razie mój ojciec tam się urodził.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Pan z kolei wkrótce po urodzeniu został poważnie ranny. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">W czasie bombardowania Warszawy chowaliśmy się w piwnicy kamienicy przy Rozbrat. Kiedy uderzyła w nią bomba, spadający gruz zmiażdżył mi twarz. Nos i usta miałem przesunięte w stronę ucha, dzięki czemu przez wiele lat mogłem ustami dotknąć ucha. Z powodu tego wypadku do dzisiaj się zacinam. Bardzo długo nie mówiłem w ogóle. A jak już zacząłem wydawać jakieś głosy, to przychodziło mi to z wielkim trudem i bardzo się zacinałem. W szkole miałem olbrzymie problemy, kiedy próbowałem się wysłowić.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A gdy w młodości czytał pan swoje wiersze, też się zacinał?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Wcale. Czytając, grając i mówiąc po angielsku nie mam z tym problemów. Czyli nie chodzi o nieprawidłowość aparatu mowy. Muszę mieć coś w psychice.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Powiada pan: „każdy kryje jakiś kompleks”…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Za wszelką cenę starałem się przezwyciężyć swoje słabości. Stąd boks. Stąd też szalony pomysł, żeby występować na scenie jako aktor. Pchać się do teatru, jąkając się, to przecież wyczyn karkołomny. Ale odkąd pamiętam, zawsze starałem się sprawiać wrażenie silnego faceta, żeby <span lang="cs-CZ">ukryć słabości</span>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Czy to ma związek z tym, że był pan chorowitym dzieckiem? Dyfteryt, różyczka</strong><span lang="cs-CZ"><strong>, zapalenie opon mózgowych</strong></span><strong>…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Przypuszczam, że tak. Jako jedno z najbardziej upośledzonych przez wojnę dzieci polskich zostałem wysłany w 1946 roku przez Czerwony Krzyż do Szwajcarii na rekonwalescencję. Przez pół roku karmiono nas tam tranem, czekoladą i mlekiem. Mogę powiedzieć, że Szwajcarzy postawili mnie na nogi. <span lang="cs-CZ">A zapalenie opon mózgowych przydało się potem na wyobraźnię.</span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ"><strong>Rok</strong></span><strong> później pańska matka wyjechała do Pragi, a pan trafił do szkoły, w której uczył się, między innymi z Miloszem Formanem i Vaclavem Havlem, z którym siedział pan nawet w jednej ławce. Spotkał go pan potem już jako głowę państwa?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Tak. U prezydenta Mitteranda. Zabawne, bo kiedy wszedłem na salę, gdzie było już kilkanaście osób, Havel mnie spostrzegł, wyszedł na środek i powiedział: <span lang="cs-CZ"><em>Nic si se</em></span><em> ne </em><span lang="cs-CZ"><em>zmenil</em></span><em>.</em> A ja mu na to: <em>A ty take ne…</em> (śmiech). Nie widzieliśmy się trzydzieści parę lat.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jak na pana mówili wtedy rówieśnicy?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Czesi</span> wołali: SKOLIMAAK! <em>Co </em><span lang="cs-CZ"><em>zase</em></span><em> dielasz Skolimaaku?</em> (Śmiech). Potem miałem ksywkę BRAMKARZ. W szkole filmowej SKOLIM. A Jack mówi na mnie EUREKA, czyli „jurik”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Dlaczego?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Bo niefortunnie zaprowadziłem go na pokaz mojego najgorszego filmu &#8211; „Przygody Gerarda”, który podpisałem jako Jurek, a nie Jerzy. Zakpił z tego w swoim stylu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Wtedy w Czechosłowacji w pańskiej szkole co roku organizowano wyścig kolarski, a pan ponoć często się przewracał, bo za ostro brał zakręty. Wydaje się nam, że w dorosłym życiu zachowywał się pan dokładnie w ten sam sposób. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Rozumiem, że to metafora i rzeczywiście coś w niej jest. <span lang="cs-CZ">Kiedy</span> już dorosłem, zamieniłem rower na samochód. Pamiętam, że po zrobieniu w Niemczech okropnego filmu &#8211; „Król, dama, walet” byłem moralnie skacowany i postanowiłem to jakoś odreagować. W Stuttgarcie kupiłem nowiutkie sportowe BMW, w kolorze złotym (śmiech). Jak tylko wyjechałem z fabryki postanowiłem, że nie będę wracał do domu do Monachium autostradami jak pierwszy lepszy frajer, ale pojadę wąskimi drogami, przez góry. Pogoda piękna, pruję 140 km/h i zachwycam się, jaki jestem wspaniały. Nagle widzę na szczycie wzniesienia faceta, który zapamiętale macharękami. Myślę sobie: na pewno z podziwu dla mojej jazdy. Więc jeszcze dodaję gazu. Kiedy wreszcie dostrzegam w jego ręce czerwoną chorągiewkę, jest już za późno. Pędząc, widzę jego przerażoną minę, mijam go, a tuż za wzniesieniem wyłania się koszmarny obraz. Parędziesiąt metrów ode mnie jezdnię blokuje olbrzymi czołg Bundeswehry. Wciskam hamulec, zapieram się rękoma o kierownicę i walę w ten czołg. Kierownica się łamie, ślubna obrączka zrywa mi się z palca i wpada pod gąsienic<span lang="cs-CZ">e</span>, potężnie uderzam czołem w lusterko &#8211; do dziś mam blizny. Żołnierze wyciągali mnie przez tylną szybę. Przyleciał helikopter i zabrał mnie do szpitala.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Był pan zapięty w pasy?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">A po co? (Śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Ile kilometrów zdążył pan przejechać od wyjazdu z fabryki?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Dokładnie sześćdziesiąt. Tyle było na liczniku (śmiech). To naprawdę była akcja <em>bizarre</em>. Ale przeżyłem też drugą, nie wiem czy nie lepszą, historię.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Aż strach pomyśleć, co może być „lepszego” od czołówki z czołgiem…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Jechaliśmy z Andrzejem Kostenką do Czechosłowacji, żeby zrobić nowelkę filmową „Dialog”. Mieliśmy tam mieszkać miesiąc, więc wziąłem ze sobą żonę (<em>Joanna Szczerbic zagrała w tym filmie – przyp. red.</em>) i matkę. Wtedy miałem Forda Mustanga, którego potem sprzedałem Niemenowi. Była zima &#8211; moja pierwsza zima w tylno-napędowym Mustangu. Kost<span lang="cs-CZ">ek</span> pyrkał za mną swoim Volkswagenem, a ja rwałem do przodu. Gdy tylko wjechaliśmy w góry, zaraz wylądowałem w rowie. Ale nicto, wyciągnęła mnie pierwsza przejeżdżająca ciężarówka. Jedziemy dalej. Po paru kilometrach, na jednym z zakrętów, znowu lądujemy w rowie. <span lang="cs-CZ">I</span> po raz drugi Mustanga wyciągnęła ta sama ciężarówka. Ale to nadal nic! Grzeję dalej, a Kost<span lang="cs-CZ">ek</span> za mną. O trzeciej w nocy zjeżdżam<span lang="cs-CZ"> ze stromej góry</span> do miasteczka, w którym nie dałem rady wyhamować przed przejazdem kolejowym. Z impetu podbijam szlaban i staję na środku torów. Silnik gaśnie. Oczywiście nadjeżdża pociąg. Inny pewnie najpierw wyrzuciłby z auta żonę w ciąży i zaraz potem matkę. A ja próbowałem uruchomić silnik. <span lang="cs-CZ">Zu-zu-zu-zu</span>… Nic. No to jeszcze raz: <span lang="cs-CZ">zu-zu-zu-zu</span>… Zapalił w ostatniej chwili. Uciekłem spod pociągu, podbijając drugi szlaban (śmiech). Dopiero w tym momencie nadjechał Kost<span lang="cs-CZ">ek</span>, który musiał wysłuchać straszliwych złorzeczeń <span style="color: #000000;">dróżnika.</span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Ciężko pana nazwać mistrzem kierownicy.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie wypada nawet próbować. Zdarzyło mi się też wylądować w strumyku. Do dziś pamiętam minę mojej matki, kiedy woda sięgnęła jej pasa (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Nieustannie się pan spieszy.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Robiłem</span> to dla sportu. U mnie zawsze musi być szybko. Wolno nie potrafię. Tak samo w życiu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Do dziś jeździ pan na fałszywym prawie jazdy?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie. Wkrótce po tym jak kupiłem, zresztą fatalnie podrobione, prawo jazdy, zdałem prawdziwy egzamin. Muszę się jednak przyznać, że potem i tak prawo jazdy straciłem. <span lang="cs-CZ">Zresztą</span> ciągle mam jakieś samochodowe przygody. Jakiś czas temu w Szczytnie stanąłem nielegalnie na chodniku przed bankiem i zabrali mi prawo jazdy, bo było już nieważne. <span lang="cs-CZ">Kiedy indziej zostawiłem na</span> tydzień samochód na policyjnym parkingu na Okęciu. A nie miałem ani prawa jazdy, ani nawet badań technicznych (śmiech). Myślałem, że już nie jestem taki lekkomyślny jak kiedyś, ale jednak wciąż mi się zdarza.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A nadal często wychodzi pan z siebie?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Bardzo rzadko, ale jak już <span lang="cs-CZ">– to</span> na całego.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Ma pan opinię człowieka trudnego, gwałtownego, wybuchowego…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Zdaję sobie sprawę, że wokół mnie panuje nieprzychylna atmosfera. Prawdopodobnie bierze się to stąd, że jestem do przesady krytyczny wobec siebie, a co za tym idzie także dla innych. Ludzie to czują. Poza tym bywam kapryśny, poddaję się swoim <em>idee fixe</em> i w związku z tym mogę czasem działać irracjonalnie. Dobrze to kiedyś ujął Krzysztof Zanussi, który stwierdził: „Jest pan tego rodzaju wielorybem, co jednym plaśnięciem ogona może wywrócić łódkę, na której płyniemy”. Nie da się ukryć – parę filmowych głupstw zrobiłem.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jakieś przykłady?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Miałem reżyserować „Rozpaczliwie szukając Susan”, ale nie podobał mi się udział Madonny (śmiech). Odrzuciłem propozycję zrobienia filmu z Kelly McGillis. W rozmowie z producentem powiedziałem, że gdybym podjął się takiego komercyjnego przedsięwzięcia, to straciłbym swoje „<span lang="cs-CZ">momentum</span>” (śmiech). Usłyszałem tylko trzask rzuconej słuchawki. Do dziś rodzina mnie przestrzega: „Uważaj, bo stracisz swoje <span lang="cs-CZ">momentum</span>”. Okazało się, że film wyszedł świetny, podobnie jak „Czarna wdowa” Rafelsona, na scenariusz której też skutecznie kręciłem nosem. Mimo wszystko, nie uważam, że ominęła mnie jakaś szansa na arcydzieło.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Nie dziwi to nas. W końcu pana receptą na sukces jest „mieć to wszystko gdzieś”.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Im mniej się staramy, tym lepiej wychodzi. Przykładem może być mój egzamin do „Filmówki”. Nie zależało mi, poszedłem z biegu – Andrzej Wajda namówił mnie na to na planie „Niewinnych czarodziejów”. Wsiadłem w pociąg i bez przygotowań pojechałem do Łodzi. Nie spełniałem swoich marzeń, a dostałem się do szkoły brawurow<span lang="cs-CZ">o</span>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Czy kiedykolwiek wykonywał pan prace zarobkowe niezwiązane bezpośrednio ze sztuką?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie przypominam sobie. Chyba w życiu mi się nie zdarzyło. Myślę, że nie miałem nawet szans za zarabianie w inny sposób. Tylko pisanie, malowanie, reżyseria i aktorstwo. W szkole robiłem gazetki ścienne i dzięki temu przepychali mnie z klasy do klasy…</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Kiedyś był pan oświetleniowcem u Komedy. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Racja. Ale ta praca też wiązała się ze sztuką (śmiech). Oczywiście nie miałem o tym zielonego pojęcia. Używałem więc najprostszych trików. Otwierałem skrzydło fortepianu i stawiałem z tyłu reflektor, żeby dawał kontrę.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Po jakimś czasie z oświetleniowca awansował pan jednak na perkusistę…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Zbyt szumnie powiedziane. Wszystko zaczęło się <span lang="cs-CZ">kiedy miałem 18 lat,</span> podczas pierwszego Festiwalu Muzyki Jazzowej w Sopocie<span lang="cs-CZ">, w</span> 1956<span lang="cs-CZ"> roku.</span> Tam, ni stąd ni zowąd, znalazłem się na czele pochodu muzyków, a za mną słynny sekstet niósł trumnę z napisem „POLSKA MUZYKA ROZRYWKOWA”. Wtedy polubiliśmy się z Komedą i w ten sposób dostałem pracę oświetleniowca. A w związku z tym, że wmieszałem się w środowisko jazzmanów, sam postanowiłem grać na jakimś instrumencie. Kupiłem sobie saksofon, ale niestety byłem nałogowym pokerzystą i wkrótce saksofon przegrałem. Przerzuciłem się więc na bębny, bo miałem talerz i pałki (śmiech). W tej roli zaliczyłem jeden jedyny występ na scenie. Ze słynnym zespołem Melomanów.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jak oni mogli wziąć takiego amatora?!</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Wtedy <span lang="cs-CZ">na baniakach grał</span> u nich Witold Sobociński (<em>słynny operator filmowy – przyp.red.</em>) i nie wiem, czy musiał pójść do toalety, czy odprowadzał do domu ładną dziewczynę. Dość, że znalazłem się na scenie i zacząłem grać. Okazało się, że strasznie zwalniam. <span lang="cs-CZ">Duduś</span> Matuszkiewicz podchodził do mnie i tupał nogą, żebym przyspieszył i wszedł w rytm. Zresztą tupanie przeżyłem też na scenie, kiedy grałem z Pszoniakiem i Jandą. Znowu zwalniałem, więc tym razem Pszoniak zachodził mnie od tyłu i tupał.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Wróćmy jeszcze do Sopotu. To dla pana szczególne miejsce</strong><span style="color: #000000;"><strong>.</strong></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">To prawda.Matka wysłała mnie tam <span lang="cs-CZ">w 1946 roku, zaraz</span> po powrocie ze Szwajcarii. Jej brat był komandorem marynarki polskiej i kapitanem portu<span style="color: #000000;">w Gdyni.</span> W związku z tym miał do dyspozycji mercedesa i piękną willę na ulicy Kochanowskiego. Żyło się tam wspaniale. Wtedy po raz pierwszy poszedłem do kina. Seans w Polonii – film „Sygnały”. Spędziłem u wujka kilka wspaniałych miesięcy. Niestety jakiś czas potem odkryto, że ma <span lang="cs-CZ">akowską</span> przeszłość i skazano go na więzienie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Przeżył?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Tak. Ale siedział dobrych kilka lat i bardzo go to podłamało. Wujek Paweł był niesłychanie macho, szalenie przystojny, miał wielkie powodzenie u kobiet. <span lang="cs-CZ">Zdarzyło się, że jedna pani popełniła samobójstwo. Po</span> więzieniu jednak nigdy się już nie pozbierał.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Ale pan każdego lata i tak wracał do Sopotu.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Kiedy miałem 16 lat</span> spędziłem tam pierwszą noc z moją <span lang="cs-CZ">pierwszą dziewczyną</span>. Mogliśmy tam wyjechać dzięki temu, że ukradłem mojej niesłychanie zamożnej ciotce cały szereg złotych przedmiotów. Jakąś bransoletkę, zegarek… Rozbiłem to wszystko młotkiem i zaniosłem do Desy, żeby sprzedać jako złom (śmiech). Otrzymałem rzecz jasna jedną setną wartości, ale i tak wystarczyło. Zamieszkaliśmy wtedy w pokoiku tuż obok mola, w domku, który nadal stoi.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Skoro poruszyliśmy temat miłości, mamy parę pytań o „Cztery noce z Anną”. Myślał pan, żeby pozbawić ten film dialogów? Albo je radykalnie ograniczyć?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Taka była nasza intencja. Napisaliśmy ten scenariusz z Ewą <em>(Piaskowską, żoną reżysera – przyp. red.) </em><span lang="cs-CZ">w</span> <span lang="cs-CZ">pięć, czy sześć</span> dni. Całkowite wycięcie dialogów jednak nie wchodziło w grę. Są tam zdania, których nie da się pominąć.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>W trakcie pracy na planie „Wrzasku” wpadł pan nagle na pomysł, żeby przez kadr przeleciał ptak. Czy takie spontaniczne pomysły wykorzystał pan także w „Czterech nocach…”?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Przykład pierwszy z brzegu. Film kręciliśmy w grudniu, a ja mówię: „Na jutro mam mieć żywą muchę”. Na planie konsternacja. Kto widział muchę w grudniu? Szaleństwo. Wracam do domu na wsi i martwię się, bo koncept muchy, która będzie personifikować bohatera, stał się nagle moją potrzebą artystyczną. Chodzę więc po domu i oglądam trupy much na parapetach. Nagle widzę, że jedna rusza łapą. Na łyżeczkę ją i do słoika. Następnego dnia pędzę z muchą do sądu, w którym kręciliśmy scenę. I przez pół godziny „<span lang="cs-CZ">ogrywamy</span> muchę”. Na szczęście wciąż była żywa. Pięknie zagrała (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Przed nakręceniem „</strong><span style="color: #000000;"><strong>30 Door Key</strong></span><strong>” chodziła panu po głowie scena z rycerzami w maskach gazowych, która ostatecznie weszła do filmu. Czy w przypadku „Czterech nocy…” również miał pan jakiś pomysł na scenę, który nie dawał panu spokoju?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Czuję, że podpuszczacie mnie panowie na scenę gwałtu.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Skoro sam się pan przyznaje…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie chciałbym wyjść na wielbiciela tego procederu, ale przyznaję, że chciałem taką scenę nakręcić. Uważam, że filmowcy nieudolnie pokazują gwałty. Nie widziałem zbyt wielu „dobrych” czy „prawdziwych” gwałtów w kinie. Bo trudno pokazać drastyczność tego aktu, nie przekraczając <span lang="cs-CZ">granic dobrego</span> smaku. Krótko mówiąc, chodzi o sztukę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">„<strong>Gwałciciel” jako wykonawca pana wizji sztuki jest anonimowy. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">To był statysta, nie aktor.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Zagrał bardzo przekonująco.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Początkowe duble miał kompromitujące (śmiech). W tej scenie bardzo pomogli nam kaskaderzy. Jeden pokazał, jak walić głową biednej Kingi (<em>Preis – przyp. red.</em>) o łódź. To był ciężki kawałek reżyserii.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="color: #000000;"><strong>Mówi </strong></span><strong>pan, że nie przepada za robieniem filmów. To samo o swojej profesji mówi Andrzej Gołota. Boksuje, ale boksu nie lubi…</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">To widać.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>No właśnie. A czy po panu widać, że nie lubi pan kręcić filmów?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Być może. Harówka przy filmie, wstawanie o piątej rano, jazda na plan – to nic przyjemnego. Do tego dochodzi konieczność dokonywania trudnych wyborów, żeby artystycznie nie przesadzić… I tak ten zaimprowizowany finał w <span lang="cs-CZ">„Czterech nocach z Anną“</span> był zagraniem va banque. Chciałem, żeby na koniec był jeszcze <em>twist</em>, coś co dodatkowo zakręci widzem. Pomysł przyszedł mi do głowy przedostatniego dnia zdjęć. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata. Kiedy powiedziałem, że na jutro chcę mieć rozebrany barak i wszystko wyczyszczone, to podniósł się lament, że to tydzień roboty. Zrobili przez noc, ale ile walczyłem, żeby to wyegzekwować! <span lang="cs-CZ">Udało</span> się i zakończenie jest brawurowe.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Nikt panu nie proponował, żeby zamiast rozbierać baraki, stworzyć scenografię do finału filmu na komputerze?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Nikt</span> się nie odważył.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Wyreżyseruje pan jeszcze kiedyś film konwencjonalny?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie. Mam stuprocentową pewność, że nie wdam się już w żaden projekt poniżej ambicji „Czterech nocy…”. Nie ma po co. Wolę siedzieć w <span lang="cs-CZ">stodole na Mazurach</span> i robić swoje.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Czyli malować. Wykorzystuje pan jeszcze w swoich pracach produkty IKEI?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Wykorzystałem je tylko raz<span lang="cs-CZ">, w Kalifornii</span>. Kupiłem żółte, cienkie, tanie ramy. Stąd tytuł całego cyklu – „33 <span lang="cs-CZ">Yellow</span> <span lang="cs-CZ">Frames</span>”. Wkładałem w nie tektury o różnych dziwacznych kształtach, coś wycinałem, włożyłem też jakieś fioletowe trociny. Była to najprostsza forma sztuk plastycznych, jaką można w ogóle zrobić. Polegała w głównej mierze na inwencji, a nie na tworzeniu. Dostałem za to jakąś ważną nagrodę w Los Angeles, a w prasie miałem same dobre recenzje. Kiedy dziś patrzę na swoje zdjęcie, na którym stoję zadowolony z dziwaczną statuetką w rękach, to śmieję się sam z siebie. Ta wystawa doprowadziła mnie jednak do rzetelnego malarstwa dużoformatowego.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Inspirowanego Japonią?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Tak. A dokładnie widokiem Tokio o świcie. <span lang="cs-CZ">Nie mogłem spać. Chodziłem po pustych</span> ulic<span lang="cs-CZ">ach</span> i <span lang="cs-CZ">wszędzie znaki</span>, znaki, znaki… To było najsilniejsze przeżycie plastyczne w moim życiu. <span lang="cs-CZ">Silniejsze</span> niż zobaczenie po raz pierwszy „Guerniki” Picassa. Wieczorem <span lang="cs-CZ">po powrocie z Japonii w</span> jakimś amoku pochlapałem farbą dwuipółmetrową dyktę, poprawiłem pędzlem i wyszedł mi pierwszy wielkoformatowy obraz „Agonia”. Od tego się zaczęło. W końcu pycha zagnała mnie do formatu 4&#215;6 metra (śmiech). Nawet nie wyobrażacie sobie, jakim problemem było wystawianie tego w galeriach! Ramy były składane, a obrazy musiały być najpierw zwijane, a potem na powrót rozwijane. Niestety nie znalazłem na całym świecie galerii z takimi wielkimi drzwiami (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jak dużo propozycji aktorskich pan otrzymuje?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Sporo, ale bez przesady. Muszę przyznać, że ruszyło się po ostatnim Cronenbergu.<span lang="cs-CZ"> Ale</span> <span lang="cs-CZ">większość</span> propozycji odrzucam.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Co na przykład?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Miałem grać w nowym „Solaris”. Na całe szczęście odmówiłem<span lang="cs-CZ">, bo film sie Sodeberghowi nie udał</span>. Odrzuciłem też między innymi rolę Czecha-mordercy w filmie „15 minut”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>W takim razie czego pan nie odrzucił i gdzie pana wkrótce zobaczymy?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Gram bardzo dwuznacznego mnicha-filozofa w <span lang="cs-CZ">intrygującym</span> polskim serialu „Naznaczony” &#8211; metafizycznej opowieści o stygmacie dotykającym różne osoby, które kiedyś czymś zawiniły. To bardzo aluzyjna, metaforyczna rzecz robiona jak normalny film, a nie serial. Każdy odcinek kręcono miesiąc. Gra cała Polska – Adamczyk, Zamachowski, Szyc. Wiosna będzie moja (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Najwyższa pora przepytać pana</strong><span style="color: #000000;"><strong>ze </strong></span><strong>współczesnego kina. Czy Almodovar jest dla pana, tak </strong><span style="color: #000000;"><strong>jak dla </strong></span><strong>Roberta Altmana &#8211; malarzem słowa?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie znoszę go. Tak samo jak tego z Bałkanów &#8211; Kusturicy. Wydaje mi się, że koledzy operują nie do końca szlachetnymi trikami.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Może lubi pan kino azjatyckie, na przykład mistrza malarskiego filmu &#8211; Wong Kar Waia? Jego bohaterowie bardzo przypominają nam pańskich. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Być może coś w tym jest, bo jego filmy bardzo cenię. Świetną próbę artystycznego kina pokazał też Takeshi Kitano w „Hana-Bi”. <span lang="cs-CZ">Jaki</span> to jest świetny film! Poznałem Takeshiego, gdy robił „Brothera”. <span style="color: #000000;">Ten człowiek </span>sprawia przedziwnewrażenie. Je<span lang="cs-CZ">go twarz to zastygła</span> mask<span lang="cs-CZ">a</span>. Nie ma z nim żadnego kontaktu. Kompletnie!</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A jaki kontakt ma pan z Andrzejem Wajdą?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span lang="cs-CZ">Ostatnio</span> zbliżyliśmy się do siebie bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Uważam, że finał „Katynia” jest najmocniejsz<span lang="cs-CZ">ą</span> scen<span lang="cs-CZ">ą</span>, jaką udało się stworzyć w polskim kinie.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Co z resztą tego filmu?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Nie <span lang="cs-CZ">sposób żeby cały film był</span> aż tak dobr<span lang="cs-CZ">y</span>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Proszę nam jeszcze powiedzieć, jak ocenia pan Kazimierza Kutza jako polityka?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Staram się trzymać od polityki jak najdalej, bo ona mnie kompletnie nie interesuje. Przypomina mi się historia, którą opowiadał mi Tadeusz Łomnicki. Otóż, kiedy został członkiem Komitetu Centralnego i po raz pierwszy miał wziąć udział w tak zwanym posiedzeniu, przyszedł o wiele za wcześnie i długo czekał. Pierwszy w drzwiach pojawił się towarzysz <span lang="cs-CZ">Moczar</span>. Zobaczył, że są sami i wyszeptał: „Uciekaj Tadeuszu, uciekaj…”.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Pytamy o posła, bo panowie zawsze mieliście ze sobą trochę na pieńku. </strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">To prawda, patrzyliśmy na siebie z nieufnością. Nawet nie wiem, dlaczego. Mógłbym go polubić, bo on się daje lubić. Kazio to społecznik. Ja &#8211; wręcz przeciwnie. Być może na tym polu istnieje jakiś rozdźwięk w naszych postawach.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Na czym zarobił pan więcej: na obrazach, czy na filmach?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Na filmach, bo przez pewien czas byłem nieźle płatny. Za „Wiosenne wody” mogłem żyć kilkanaście lat.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>To chichot losu, że zarobił pan najwięcej na filmach, które często sam nazywa gniotami.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Jak już się sprzedawałem, to dobrze. Ale w pewnej chwili zastopowałem ten proces. Miałem wyreżyserować thriller z morderstwem seksualnym w tle. Wielka produkcja z Garym Oldmanem i Kelly McGillis. Gdybym zrobił ten film, byłbym innym człowiekiem. Prawdopodobnie kompletnie bym się wtedy skomercjalizował i kręcił wielkie produkcje za jeszcze większe gaże. Nie podjąłem się jednak tego, a wiadomo, że zrobiłbym to świetnie, co tu gadać (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Ktoś inny zrobił?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">O dziwo nie. Nie wiem dlaczego, bo to był pewniak z ostrym, dworcowym seksem. Książka, na podstawie której miał powstać film, po prostu cuchnęła ohydą. Nawet spotkałem się z jej autorem: wstrętny facet. Od początku bałem się pobrudzić tym ręce, ale zaproponowali mi tak kolosalną kwotę, że każdy by się skusił. W męczarniach próbowałem pisać scenariusz, ale wiedziałem, że brnę w komercyjne szambo. Dwa miesiące się z tym użerałem aż w końcu umówiłem się z agentem, żeby powiedzieć, że rzucam robotę i zwracam kasę. A on na to: „Ale to nie tylko ty zwracasz kasę, ale i ja będę musiał zwrócić”. Sytuacja stała się napięta. Wtedy on rzucił pomysł nakręcenia czegoś na podstawie polskiej klasyki. I tak z rynsztoka literatury wrzucono mnie w objęcia geniusza &#8211; Gombrowicza. I niestety wyszedł gniot, którego od czasu premiery nawet nie widziałem.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>My lubimy</strong><strong>„</strong><span style="color: #000000;"><strong>30 Door Key</strong></span><strong>”.</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Dla mnie to porażka artystyczna. Byłem na fałszywym tropie: tylko <span lang="cs-CZ">osioł</span> mógł wpaść na pomysł robienia Gombrowicza po angielsku. Zatrudnianie aktorów <span lang="cs-CZ">o pięciu różnych narodowościach (Anglicy, Szkot, Amerykanin, dwie Francuzki i Polacy) to</span> kolejne nieporozumienie. <span lang="cs-CZ">Nie sposób było ujednolicić ich akcentów</span>.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>A co z „Ameryką” o życiu Modrzejewskiej? Istnieje szansa, że ją jeszcze zobaczymy?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Poszło na to sporo pieniędzy. Mieliśmy już uszyte kostiumy, pełną obsadę, ekipę, miejsca zdjęć, ale producent nie uzbierał całego budżetu. Ten film miał kosztować ponad dwadzieścia milionów <span lang="cs-CZ">euro</span>. Jeżeli film zostanie zrobiony, to nie ja będę reżyserem. To już dla mnie za duża harówka.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Jest pan leniem</strong><span style="color: #000000;"><strong>.</strong></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Potwornym. Być może nie zrobiłem tego ostatecznego, komercyjnego, hollywoodzkiego kroku właśnie dlatego, że musiałbym wtedy harować jak dziki osioł.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><strong>Przynajmniej na koniec proszę nie być leniem i powiedzieć nam, kogo chciałby pan zobaczyć całkiem nago w PLAYBOYU?</strong></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">A jest tam jakaś pulchna w waszym arsenale? Znajdźcie taką! Jak będę waszym naczelnym, zapoznam się dogłębnie z całym materiałem. Bez cienia lenistwa (śmiech).</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">&#8211;</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="color: #000000;"><strong>Na skróty:</strong></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">W życiu wyszło mi parę wierszyków. Ale nie wiem, dlaczego w trakcie kongresu młodej poezji polskiej znalazłem się na poziomie Bryllów i Grochowiaków. Dostałem wtedy trzecią nagrodę za jeden z najbardziej żenujących wierszy, jakie kiedykolwiek wydrukowałem.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Palma z Cannes stoi w garażu<span lang="cs-CZ"> w Malibu</span>. Nagrody z Wenecji i Berlina gdzieś się zapodziały. Nie jestem skrupulatny<span lang="cs-CZ">,</span> <span lang="cs-CZ">takie rzeczy mam</span> gdzieś.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">John Hurt jest fantastycznym gościem, który w ogóle się nie zmienia. Myślę, że whisky go znakomicie konserwuje. Zawsze na planie ma specjalny plecaczek, do którego co pewien czas podchodzi…</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Uwielbiam Roberta Duvalla. To bardzo fajny facet, który po nakręceniu „Apostoła” w jakimś wywiadzie stwierdził, że reżyserii nauczył się u Skolimowskiego (śmiech). A teraz, ponieważ ma młodą żonę-tancerkę, cały czas tańczy tango.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Klausa Marii Brandauera nie chcę w życiu widzieć. Ludzie twierdzą, że jestem do niego podobny. Ohyda! (śmiech).</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/jerzy-skolimowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konrad Niewolski</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/konrad-niewolski/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/konrad-niewolski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 11:55:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[WYWIADY GOŚCINNE]]></category>
		<category><![CDATA[Niewolski Konrad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=2351</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 2, 2004 rok TEKST: Łukasz Klinke, Piotr Szygalski fot. Tomek Bergmann &#8211; (Spotkanie z tym facetem to jazda bez trzymanki. Niby rozmawialiśmy w samym centrum Warszawy, przebywaliśmy wśród ludzi; otaczały nas normalne: zapachy, śmiechy i ruchy, ale… Pogawędka z Niewolskim jest jedną z najoczywistszych rozmów w historii polskiego Playboya. Po tej rozmowie wszystko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong></p>
<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/06/Konrad-Niewolski.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2365" title="Konrad-Niewolski" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/06/Konrad-Niewolski.jpg" alt="" width="350" height="229" /></a>PLAYBOY nr 2, 2004 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Łukasz Klinke, Piotr Szygalski</strong></p>
<p><a href="http://tomekbergmann.com/ ">fot. Tomek Bergmann</a><strong><br />
</strong></p>
<p><strong>&#8211;<br />
</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>(<em>Spotkanie z tym facetem to jazda bez trzymanki. Niby rozmawialiśmy w samym centrum Warszawy, przebywaliśmy wśród ludzi; otaczały nas normalne: zapachy, śmiechy i ruchy, ale… Pogawędka z Niewolskim jest jedną z najoczywistszych rozmów w historii polskiego Playboya. Po tej rozmowie wszystko wydawało się nam inne.) </em></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kiedy postanowiłeś zostać filmowcem?</strong></p>
<p>W wieku 8 lat. Wtedy z kolegą kręciliśmy horror. Używaliśmy ośmiomilimetrowej kamery mojego dziadka, którą nagrywał scenki rodzinne. Były efekty specjalne, czyli pomarszczona skóra zrobiona z białka, wklejane zęby i włosy z tego czegoś, czym hydraulicy uszczelniają rury. Z futra babci wycięliśmy zarost na łapy. Całą charakteryzację przyklejaliśmy na butapren, który przypadkowo rozlał się nam na dywan. Sprzątając go, tak się nawąchaliśmy, że odechciało się nam filmowania. Film nie powstał, ale przynajmniej wiemy, że charakteryzacja była dobra, bo jak babcia kolegi weszła nagle do pokoju, by sprawdzić, co robimy, a on ucharakteryzowany się odwrócił&#8230; Babcia go nie poznała i narobiła takiej paniki, że była większa afera o to, niż o pocięte futro, czy zniszczony butaprenem dywan. <strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Nigdy nie chciałeś iść do „Filmówki”?</strong></p>
<p>Nie, bo pisania wierszy, komponowania czy rzeźbienia nie nauczy cię żadna szkoła. Tak samo z reżyserią. Szkoła nie uczy talentu. Co innego operator, który musi poznać prawa rządzące oświetleniem itd. Ja jako reżyser nie potrzebowałem nauki szkolnej. To, czego nauczyłem się podczas realizacji <em>D.I.L &#8211; u</em> wystarczyło mi, by sprawnie działać na planie <em>Symetrii</em>. Za 5 lat, które mógłbym spędzić w szkole, być może znudzi mi się bycie reżyserem filmowym.</p>
<p><strong>Na razie jednak nie widać znużenia. Jak czułeś się jako reżyser w miejscu, w którym jeszcze niedawno „siedziałeś”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wcale nie tak niedawno, bo 9 lat temu. Jako reżyser na Białołęce czułem się zajebiście. Spotkałem wielu koleżków, generalnie było bardzo sympatycznie. W trakcie ujęć na spacerniaku były jednak problemy. Do Chyry krzyczeli: „Ej! Kalafior!” (<em>Andrzej Chyra zagrał w „Kalafiorze” – przyp. aut.</em>), a na twarz puszczali mu lusterkiem zajączki. Na Jakusa wołali: „Tygrys!” (<em>ksywka bohatera, którego Jakus grał w „Samowolce” – przyp. aut.</em>). Głównie frajery nam przeszkadzały, grypsujący nie. Frajery włączały głośno muzykę. Dlatego na „stop” kręciliśmy, a na „akcja” stopowaliśmy, żeby ich przechytrzyć.</p>
<p><strong>Do <em>D.I.L.-u</em> przystąpiłeś jako amator. <em>Symetrię</em> nakręciłeś jako zawodowiec z profesjonalną ekipą. Jak poznałeś Michała Lorenca?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>O, to jest ciekawa historia&#8230; Poznałem go 9 lat temu. Michał kupował od mojego kolegi koks i tak mu się od tego pojebało w głowie, że odbierając nagrodę w Gdyni myślał, że chcą go zabić. Wrócił z Gdyni, powiedział, że się boi i chce kupić pistolet, żeby się zastrzelić. Kupił go ode mnie. Zarobiłem na nim dużo. Za tę kasę kupiłem sobie drugie kopyto, za które później poszedłem siedzieć. Teraz obydwaj od dawna nie ćpamy i przeszliśmy gruntowne odrodzenie. To nie przypadek, że los znowu nas zetknął. Michciu mówi, że to Bóg tak chciał, ja uważam, że to zabawa Szatana. Po tej długiej przerwie, na początku, nie było rozmowy o przeszłości &#8211; tak jak by tamtego zdarzenia w ogóle nie było. Dopiero potem sobie powspominaliśmy. Zaczęliśmy śmiać się ze swoich narkotykowych paranoi.</p>
<p><strong><em>Symetria</em> wchodzi do kin parę miesięcy po sukcesie, jaki odniosła na festiwalu w Gdyni. Odpowiada ci to?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Teraz tak, ale po wakacjach powiedziałem, że nie wyrażam na to zgody. Chciałem mieć kasę na nową furę, a tak muszę czekać pół roku dłużej. No, ale nie jest to dzieło mojego życia, mam już propozycje od dużych polskich producentów, którzy w ciemno chcą wchodzić w moje projekty. Nie będę się bujał z <em>Symetrią</em> 5 lat i wyciągał wszystkiego, co się da.</p>
<p><strong>O jakiej furze myślisz?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>(<em>Śmiech</em>) Chcę dwie! Nowego Megana &#8211; takiego full wypas, który kosztuje ze 100 tysięcy. I Mercedesa C klasa, hatchbacka z krytą dupką &#8211; też mi się podoba. Gdyby premiera była w październiku to miałbym już obydwa (<em>śmiech</em>)!</p>
<p><strong>Czy nie obawiasz się, że film potępiający głupotę może nieoczekiwanie zachwycić tych, których w nim potępiasz?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Na pokazach widziałem wielu drechów, którzy przez pół filmu popisywali się: „Tam siedziałem!” itd. Ale z upływem czasu nawet i oni wczuwali się, a po seansie wychodzili jacyś przygnębieni, zapłakani i przybici. Ten film nie zostawia nikogo obojętnym.</p>
<p><strong>Jaka frekwencja na <em>Symetrii</em> cię usatysfakcjonuje?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Z 300 tysięcy widzów będę bardzo zadowolony, ale i 200 tysięcy to będzie sukces. Jest szansa na taki wynik. Na Warszawskim Festiwalu Filmowym biletów nie było od rana. Na <em>Symetrii</em> pełna sala, a po projekcji prawie wszyscy zostali na spotkaniu ze mną i aktorami. Wszyscy siedzieli w milczeniu i nikt o nic nie pytał, dosłownie kilka pytań, a sala full&#8230;  Zresztą w trakcie spotkania z widzami trochę dziwiło mnie, że prawie w ogóle nie jest poruszany wątek pedofila. Tylko jeden koleś zapytał mnie, czy jestem za samosądami na pedofilach.</p>
<p><strong>A jesteś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tak. Sam wymierzam sprawiedliwość. W sytuacji, kiedy ktoś by krzywdził mojego bliskiego, bez zastanowienia odrąbałbym mu łeb siekierą. Granica między dobrem a złem przebiega w sposób, jaki ja ustanawiam, a nie w jaki ustanowiło społeczeństwo. Gdyby linia podziału na dobro i zło była uniwersalna, czyli zawsze stosowana, to może mógłbym to zrozumieć, ale ludzie przekręcają ją tak, jak jest im wygodnie. „Kali ukraść krowę” &#8211; to dobrze, „Kalemu ukraść” &#8211; to źle. Zabicie człowieka jest złem, zgwałcenie dziecka jest złem, a zabicie pedofila? Jakie jest? Złe, dobre, dobre i złe? Linia podziału między dobrem a złem rozmywa się. Relatywizm dobra i zła jest zbyt skomplikowany i trudno odnaleźć uniwersalną oś symetrii.</p>
<p><strong>Wygląda na to, że popierasz karę śmierci.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tak, dlatego że w wielu ludziach żyją silne demony, które chcą być zabite rękoma innych ludzi. Nie można im tego odmówić. Sam chciałbym być zlinczowany przez tłum. Potrzebuję tego, wiem, że daje to dużą moc po śmierci. Psychopaci chcą być zabici przez ludzi. To nadaje sens ich życiu. Zabranianie kary śmierci jest odebraniem im prawa do tego.</p>
<p><strong>Są tacy, którzy zamiast zabijać chcą leczyć.</strong></p>
<p>Pedofila nie da się wyleczyć. On wie, że to, co robi, jest złe. Ale w momencie, kiedy ma jazdę na małą dziewczynkę, nie rozumie tego. To jest silniejsze od niego. Państwo powinno takich egzemplarzy dożywotnio izolować. Nie zabijać, bo ich dusza wraca w nowe ciało.</p>
<p><strong>Robisz filmy, by namawiać ludzi do przyjęcia twoich poglądów?</strong></p>
<p>Nie!! Nie chcę pokazywać rozwiązań i narzucać mojego punktu widzenia. To bez sensu. Staram się stawiać pytania. Chciałbym, żeby widz po prostu pomyślał. Ktoś przychodzi i gwałci twoją małą siostrzyczkę. Nie sądzę, żebyś się zastanawiał, tylko tak długo biłbyś go siekierą aż go zabijesz. Potem ochłoniesz i powiesz: „O kurwa, co ja zrobiłem?!” Ale nie dlatego, że ci go szkoda, tylko z powodu kary, która cię czeka. Swoją drogą, siedzisz przed telewizorem, oglądasz <em>Titanica</em> i myślisz sobie – „ja też bym wszystkich ratował, nawet mógłbym utonąć”. Kiedy dzieje się to faktycznie, ludzie panikują. Dopiero sytuacje ekstremalne zmuszają nas do jednoznacznego samookreślenia. W warunkach laboratoryjnych gadanie o tym, jak bym się zachował, jest gówno warte. Wielokrotnie widziałem ludzi, których uznawałem za twardych. W sytuacjach ekstremalnych byli nikim. Rozklejali się. Siła nie ma nic wspólnego z fizycznością. Może być ktoś bardzo mały, chudy i może być bohaterem, a ktoś bardzo duży i silny &#8211; zwykłym lamusem. Ludzie pytają mnie o więzienie. Szczerze mówiąc, chciałem tam pójść.</p>
<p><strong>????</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Może nie akurat tego dnia i o tej godzinie, ale tak &#8211; chciałem się sprawdzić. Wiedziałem, że za posiadanie broni dostanę maksymalnie rok.</p>
<p><strong>Czy to nie paradoks &#8211; prawnik, który siedział?</strong></p>
<p>Dużo jest takich paradoksów w dzisiejszym świecie. Nauczyciel, który gwałci dzieci; ksiądz, który rucha nieletnich ministrantów&#8230;</p>
<p><strong>Byłeś w areszcie czy w więzieniu?</strong></p>
<p>W areszcie, ale to właściwie jak więzienie. Tam jest nawet gorzej. Spotykają się wszyscy. Jeden idzie na dożywocie i wie o tym. Inny pójdzie góra na 3, 5 lat. Ten pierwszy chce pociągnąć pozostałych za sobą. Zrobi coś takiego, żeby wszyscy razem w celi kogoś zabili i dostali dożywocie. Dużo jest podobnych przypadków. Z takimi świrami nikt nie chce siedzieć. Kiedy już wiedzą, że idą na dożywocie, potrafią podciąć gardło albo wybić oko bez powodu, dla żartu&#8230; Po więzieniu jestem mądrzejszy, bo twardy byłem zawsze. Dzięki więzieniu uświadomiłem sobie wiele rzeczy. W celi stwierdziłem, co naprawdę w życiu jest ważne. W areszcie nie brakowało mi kumpli, balang czy ruchania. Brakowało mi kontaktu z naturą. Marzyłem, by usiąść na trawie pod drzewem. Więzienie to były takie „kiepskie kolonie”. Oczywiście był smutek i stres, ale ogólnie wspominam ten czas bardzo miło. Nie ma tam presji, która występuje na wolności, gdzie cały czas coś trzeba robić, gdzieś gnać. Kariera, pieniądze, rodzina&#8230; Musisz po prostu zapierdalać. W kryminale tego nie ma. Wszyscy są równi, bo wszyscy siedzą. Dałem sobie radę i jestem dumny, że grypsowałem. Wcześniej latałem po mieście i byłem małolatem z konkretnymi układami <em>(śmiech</em>). Wciąż mam wielu wrogów wśród gangsterów. Za stare grzechy&#8230; Nadal jest na mnie wyrok, tak więc kiedyś mnie znajdą zastrzelonego i spalonego (<em>śmiech</em>). Ale póki co, zło mnie ochrania. Zresztą nie boję się śmierci, prowokuję ją. Chcę tragicznie i młodo zdechnąć.</p>
<p><strong>Jak twój pobyt w więzieniu przyjęła rodzina?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Dla nich była to oczywiście wielka tragedia. Babcia i dziadek nie pojawiali się w więzieniu. Nie chciałem, żeby przychodzili w takie miejsce. Siostra była raz, mama w miarę regularnie na przemian z moją dziewczyną. Zniosły to dzielnie. Byłem zadowolony, jak do tego podeszły. Mama stwierdziła, że tak jest nawet lepiej, bo widziała, co się dzieje, kiedy wracałem do domu nawąchany czy pijany. Waliło mi już w łeb ostro, strzelałem z pistoletu w okna, w samochody na parkingu. Źle by się to skończyło.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A po co była ci broń?</strong></p>
<p>Lubiłem mieć pistolet. Chyba każdy chłopak chciał mieć pistolet i z niego walić. To jest chyba naturalne (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Przed pójściem do pierdla miałeś problemy z policją?</strong></p>
<p>Zdarzało się. Jakieś awantury, często zlaliśmy z Judaszem kogoś&#8230; Wielokrotnie siedziałem na dołku (<em>śmiech</em>). Ale nawet gdybym miał zupełnie czystą kartę i tak za samo posiadanie broni trafiłbym do aresztu.</p>
<p><strong>Jak wspominasz stare czasy?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ćpałem wtedy ostro koks. To był koszmar. Mam w sobie z 3 kilo koksu. Więzienie było moim półrocznym, naturalnym detoksem. Na dołku, w trakcie pierwszego spaceru, pomyślałem, że to wyzwanie. Poczułem wielką moc. Zacząłem ostro ćwiczyć, pompki, takie rzeczy. Stresy związane z więzieniem zmusiły mnie do wzięcia się w garść. Zrobiłem to i do dzisiaj z tego korzystam. Nie ćpam, nie piję alkoholu, nie chodzę na balangi, zostałem instruktorem snowboardu. Mam teraz lepszą kondycję niż w podstawówce. Więzienie było potężnym „bum” w łeb, bardzo zresztą pozytywnym. Nie odcinam się od moich błędów, lubię swoje porażki. Uczę się z nich. Im człowiek zrobi więcej błędów, tym więcej widzi ich u innych. Jeśli się przyznam przed samym sobą, jaki byłem kiedyś głupi (<em>śmiech</em>), to będę w stanie zobaczyć głupotę u innych. To mnie stymuluje.</p>
<p><strong>Dlaczego alkoholowo-narkotykowa asceza wciąż trwa?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Bo wszelkie używki odbierają mi kontrolę nad ciałem. Kiedyś raz na pół roku lubiłem się najebać. Wypić litra Tequili, zesrać się, zerzygać, czarna kac kupa oczyszczająca i znowu rok nie pić. Typowe, chemiczne przeczyszczenie naczyń krwionośnych (<em>śmiech</em>). Teraz już tego nie robię. Nie piję nawet piwa. Picie piwka wieczorem jest dla mnie alkoholizmem. Piłem w podstawówce mając lat 13, 14 i najebany chodziłem na imprezy. Moi rówieśnicy kręcili wtedy głowami z dezaprobatą. Teraz to ja nie piję, a oni są alkoholikami po rozwodach.</p>
<p><strong>Dlaczego kiedyś ćpałeś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Po pierwsze z ciekawości. Po drugie narkotyki całkowicie zamazują rzeczywistość. U kogoś tak pojebanego jak ja, człowieka, który na siłę szuka nowych doznań, odnalezienie czegoś innego było atrakcyjne. Zapaliłem jointa i już mi się podobało. Było to kolejne poszukiwanie. Zresztą na początku narkotyki są fajne, dopiero potem zaczyna się wewnętrzny koszmar. Odnajdywanie w sobie słabości, paranoi i schiz. W dzieciństwie lubiłem wieczorami majsterkować i układać klocki Lego. Teraz robię to samo. Nie chodzę na żadne imprezy. Wyciągnięcie mnie gdzieś jest prawie niemożliwe. Mówię: „przyjdę, przyjdę”, a potem ściemniam i nie przychodzę. Wolę posiedzieć w domu. Poczytać, popisać, postać na głowie, pobawić się klockami Lego (<em>śmiech</em>). Kiedyś balowałem 7 dni w tygodniu. Najlepsze imprezy zaczynały się w poniedziałek o 13 (<em>śmiech</em>). Teraz już tego nie robię. Strata czasu.</p>
<p><strong>Kiedy poznałeś pierwszego gangstera?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie wiem, nie pamiętam. Pewnie w podstawówce. Swoją drogą świat przestępczy jest dzisiaj na tyle rozwinięty, że kolegujesz się z kimś, a okazuje się, że jego ojciec jest przestępcą. Sam kiedyś byłem bandziorem i krzywdziłem ludzi.</p>
<p><strong>Masz ponoć ksywkę „Fenomen”. Ktoś inny w rozmowie z nami określił cię mianem „obrotnego czubka”. Podpisujesz się pod tym?</strong></p>
<p>To jedna z wielu ksywek, jakie miałem. Jestem i byłem „obrotnym czubkiem”. „Fenomen”? Na pewno jestem bezczelny, chamski, zboczony, zarozumiały, no i oczywiście genialny też jestem <em>(śmiech</em>).</p>
<p><strong>Rozumiemy, że ksywki nie wzięły się z niczego. Jakie interesy robiłeś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Oj, różne. Miałem kafejkę internetową. Full wypas wnętrze, bo chciałem, żeby to dobrze wyglądało. Dało się z tego żyć. Był też punkt ksero w Wyższej Szkole Biznesu i Administracji. Różne rzeczy tam się zresztą działy (<em>śmiech</em>). Picie, ćpanie, dymanie, tylko czasami kserowanie (<em>śmiech</em>). Jak się komuś kopia nie podobała, to dostawał przez łeb. Różne oszustwa, nieruchomości, wałki, cwaniactwa… Przez jakiś czas dilowałem. Jak się chce zarobić, to się zawsze zarobi. Potrzebowałem zresztą dużo kasy. Drogie dziwki, burdele itd.</p>
<p><strong>Dilerką zajmowałeś się dawno temu. Byłeś prekursorem tego „zawodu”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie chciałbym tego tak nazywać. Może na małym terenie stegnieńskim (<em>Stegny &#8211; warszawskie osiedle, na którym wychował się Niewolski &#8211; przyp. aut.</em>)… Wtedy praktycznie nie było takiego biznesu. W świecie przestępczym narkotyki były wówczas tabu. Bandziory nie mogły wtedy robić narkobiznesów, więc sami też nie brali. Potem zaczęło się to mieszać i okazało się, że jestem ekspertem. Pierwsze piguły to ja przywiozłem do Polski, znałem się bardzo dobrze na jointach, na amfetaminie, na koksie. Pojechałem kiedyś specjalnie po 200 gram haszyszu, miałem wtedy 18 lat, a ludzie bali się kupować. Teraz zeszło by to w 2 dni, a wtedy 3 miesiące musiałem jarać z kolegami, bo była to zbyt duża nowość i ludzie nie kupowali. Haszysz kojarzył się wtedy z wstrzykiwaniem. Nie wiadomo dlaczego.</p>
<p><strong>Z kim dzisiaj się przyjaźnisz?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie mam kolegów, nie chcę ich mieć. Nie chcę integracji społecznej, nie szukam akceptacji. Ludzi staram się trzymać na dystans. Mam może z trzech kumpli, ale to tylko kumple. Nie mam przyjaciół, takich, na których mogę polegać, bo nie ufam nikomu i polegam sam na sobie. Traktuję siebie jak twierdzę. Słabość łańcucha mierzy się najsłabszym ogniwem. Jeśli jestem jednym ogniwem, to wiem, że sam na sobie mogę polegać. Nie chcę mieć słabości niezależnych ode mnie. Wolę być sam jako zamek niż w grupie jako osiedle domków jednorodzinnych ogrodzone płotem. Spędzanie z towarzystwem weekendów czy wieczorów to jakiś koszmar. Gorzej niż dożywocie. Szczerze mówiąc, mam więcej przyjemności ze srania niż z towarzystwa „kolegów”. Na wakacje też wolę jeździć sam.</p>
<p><strong>A koleżanki?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Koleżanek mam dużo. Kobiety cenię bardziej niż mężczyzn. Są mądrzejsze, wrażliwsze i bardziej odpowiedzialne niż faceci.</p>
<p><strong>Jesteś z kimś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Jest kobieta, którą kocham ponad wszystko. Oddałbym za nią życie. Chcę z nią mieszkać do końca życia i po śmierci również. Nie chcę natomiast nigdy mieć dzieci. To jest koszmar, to jest 20 lat przejebane, a ja nie mam na to czasu.</p>
<p><strong>Weźmiesz ślub?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie zamierzam, a na pewno nie kościelny. Nie lubię kościoła, wręcz nienawidzę kościoła katolickiego! Gardzę kościołem i brzydzę się nim. Nie ukrywam tego i zawsze będę w opozycji do tej instytucji.</p>
<p><strong>Skąd takie nastawienie?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kościół katolicki od setek lat krzywdzi ludzi. Katolicyzmem wysyła się ludzi do piekła. Mam kontakt ze zmarłymi i wiem, że są wkurwieni na kościół, a ich wkurwienie mi się udziela. Wiem, jak jest w piekle, bo żyję na granicy dwóch wszechświatów. Tamten świat jest zresztą dla mnie ważniejszy, dlatego gardzę prawami rządzącymi tym światem. Wiem, jakich zasad i praw mam przestrzegać, by po śmierci żyć w szacunku do siebie samego, do natury i do wszechświata.</p>
<p><strong>Jak to „masz kontakt ze zmarłymi”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ja sam mam około kilkunastu tysięcy lat. Pałętałem się już po wielu ciałach. Wielokrotnie byłem zabijany, palony, wielokrotnie popełniałem samobójstwo. Życie po śmierci nie jest dla mnie nowością, bo wiem, jak wygląda. Często mówię o sobie „nowotwór”. Tak jak ktoś dostaje raka od jednej komórki, to u mnie stało się to w momencie poczęcia. Już wtedy przeskoczyłem na drugą stronę bioenergii. Czyli to wszystko, czego ludzie się boją i czego nie chcą pamiętać, jest moim światem. Zresztą to najważniejsza część mojego życia. Badania nad świadomością. Pytacie mnie o narkotyki, więzienie, a mnie najbardziej fascynuje nauka. Zajmuję się matematyką, kosmologią, chemią, biochemią, genetyką, psychiatrią, medycyną, teologią i filozofią. W życiu kieruję się logiką i empatią. W moim wszechświecie nie ma miejsca dla Boga.</p>
<p><strong>Masz świadomość, że takie poglądy w ojczyźnie papieża są co najmniej kontrowersyjne?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Oczywiście. Ale papież wie, że kościół krzywdzi ludzi. Próbuje coś naprawić, bo po jego śmierci kościół zdechnie. Koniec katolicyzmu&#8230; Dlatego czekam na jego śmierć. Gdyby papież był na przykład Grekiem i robił to samo, to na pewno nie byłoby  w Polsce takiej fascynacji papieżem.</p>
<p><strong>A co Konrad Niewolski myśli o homoseksualistach?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To całkowicie nowy gatunek, automatycznie nie rozmnażający się. Ludzkość dąży do jednopłciowości. Bezpłodni mężczyźni, homoseksualiści, wariaci &#8211; te wszystkie istoty nie będą miały potomstwa. Ja nie chcę mieć dziecka, bo miałbym „niemowlaka &#8211; samobójcę”. Obcowanie ze mną jest bardzo męczące, we wszystko się wpierdalam. Żadne dziecko by tego nie wytrzymało. Cenię gejów i lesbijki za ich wrażliwość, wielokrotnie większą niż u zwykłych ludzi. Dlatego geje są dobrymi przyjaciółmi kobiet. Moja wrażliwość jest także bardzo podwyższona, choć jestem zatwardziałym heteroseksualistą. Np. czuję, jak bardzo powoli wyrastają mi paznokcie. Nienawidzę tego uczucia. A propos, Templariusze rytualnie palili włosy i paznokcie&#8230;</p>
<p><strong>Czy uważasz, że twoje teorie ludzie traktują poważnie?</strong></p>
<p>Ja nie lubię mówić o sobie, są ciekawsze tematy. Wolę dyskusje o wszechświecie, o piekle, o demonach i o Atlantydzie. Nie interesuje mnie, czy ktoś mnie uważa za wariata czy szaleńca. Pomaga mi to trzymać ludzi na dystans. Z punktu widzenia psychiatrii jestem chory na schizofrenię. Mam jej wszelkie objawy, ale zbadałem się i nic nie wykryto.</p>
<p><strong>Dlaczego się badałeś?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Z ciekawości. Schizofrenia to skutek uboczny posiadania pewnego genu, biblijna „pieczęć Boga na czole”. Jezus miał schizofrenię i był gejem. Jego fetysz, a propos mycia męskich stóp, to pasywna sublimacja homoseksualizmu. Ten dodatkowy gen posiadają Żydzi jako „naród wybrany”, homoseksualiści, wariaci i seryjni mordercy. To 44 chromosom &#8211; „a imię jego 40 i 4”, jak pisał Mickiewicz, znany polski mason&#8230; To określony kod genetyczny, który czyni, statystycznie co setną osobę inną gatunkowo. Te istoty, bo to nie są ludzie, posiadają bezpośrednią łączność z duszami z Atlantydy. Na przykład architektura Gaudiego to typowa zabudowa z Atlantydy. I takie istoty albo lądują w psychiatryku, albo robią coś ciekawego, co jest w stanie delikatnie „skręcić” całą ludzkość, jak np. kolejny „dziwak” &#8211; genialny Leonardo da Vinci, który wyprzedzał współczesny mu świat o ponad 500 lat. Podsumowując, bliższy mi da Vinci i Hannibal Lecter niż „normalny” człowiek.</p>
<p><strong>Ale nie myślisz chyba o Hannibalu z <em>Hannibala</em>?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><em>Hannibal </em>to najgenialniejszy film o Lecterze. <em>Milczenie owiec</em> to sensacja, a <em>Hannibal</em> jest poezją. Znam tylko trzy osoby, którym <em>Hannibal</em> podobał się bardziej niż <em>Milczenie…</em>. Dla mnie ktoś, kto lubi Hannibala, jest moją rodziną.</p>
<p><strong>Kogo jeszcze cenisz w sensie filmowym?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Bardzo dobry jest Darren Arronofsky. To jest reżyser, który mi jeszcze nie podpadł, czyli nie nakręcił gniota. Myślę, że on opowiada o tym samym, co ja. Zwróćcie uwagę, że w <em>Pi </em>liczba, której szukają kabaliści, ma 216 cyfr. Czyli 6 razy 6 razy 6. To jest imię Boga, zresztą ładnie opisane, co nie dziwi, bo w końcu Arronofsky jest Żydem. Poza tym uwielbiam Johna Malkovicha. Genialny aktor, w którym żyje silny demon &#8211; to widać zresztą. Tak samo jak w Jacku Nicholsonie. Nie lubię natomiast Keitela, bo grał we <em>Wściekłych psach</em>, z których wyszedłem, a rzadko wychodzę z kina. Ostatnio zdarzyło mi się to na <em>Matriksie 2</em>. Wyszedłem w połowie pościgu na autostradzie&#8230;</p>
<p><strong>Słuchając ciebie, mamy wrażenie, że czytasz „dziwną” literaturę. Lubisz np. von Dänikena?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Jego książki przywoziłem na widzenia swoim kolegom z więzienia – gwałcicielom i mordercom, którym wcześniej otworzyłem trochę oczy. Däniken trochę się jednak myli, lansując na siłę kosmitów. To nie są kosmici, tylko Atlantyda &#8211; i to jego jedyny błąd. Jego pierwszymi książkami zaraził mnie ojciec. Choć są nudne <em>(śmiech</em>). Zresztą w ogóle książki mnie nudzą. Po dwóch rozdziałach wiem, co będzie dalej. Jedyna książka, którą lubię to Encyklopedia, w której skreślam: nieprawda, nieprawda, nieprawda!!! Od dziecka była to moja ulubiona książka. Ja zresztą kolekcjonuję książki. Kupuję, czytam spis treści, przeglądam rozdziały, które mnie interesują i odnajduję brakujące cząsteczki mnie. Ostatnio dostałem <em>Ksiegę Bestii</em> Alistaira Crowleya. Na okładce z tyłu jest napisane: „narkoman, zboczeniec, genialny myśliciel”. Zacząłem czytać jego zapiski i poza tym, że ostro ćpał i dymał małych chłopców, był fenomenalnym filozofem i naukowcem &#8211; ojcem czarnej magii XX wieku. Był m. in. nauczycielem Hitlera.</p>
<p><strong>Czyli chyba złym człowiekiem? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Przeważnie ludzie mądrzy są źli, ale nie według uniwersalnej definicji zła. Ludzie nazywają złem wszystko, co wyrządza im krzywdę, a czyż prawda nie boli? Prawda boli i często krzywdzi. Nigdy nie może być ona nazwana złem, bo prawda to dobro absolutne. Uważam, że ludzie po prostu błędnie definiują zło.</p>
<p><strong>W Polsce panuje przeświadczenie, że źli są wytatuowani. Czyli ty jesteś zły. I to widać na każdym zdjęciu!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie lubię zdjęć, bo zdjęcie jest chwytaniem czasu, a czas przecież nie istnieje. Natomiast tatuaże to zdecydowanie oszpecanie ciała. Ja lubię dziarganie, bo to boli, a ból uszlachetnia. Tatuaże są brzydkie, dlatego nie lubię tatuaży u kobiet, chyba że na tyłku &#8211; taki celownik do rowka (<em>śmiech</em>), ale tak to nie lubię. Ostatnio się nie dziargam, bo nie mam czasu na strupy. Ale zostało mi jeszcze dużo ciała do oszpecenia (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Porównujesz tatuaże z kimś innym?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nienawidzę pokazywania tatuaży. Śmieszą mnie tacy obdziargańcy, co pokazują, kiedy tylko mogą. Wiecie, wali zimno, a oni zapierdalają w koszulkach na ramiączka, żeby widać było wikinga na ramieniu. Żałosne. Jak sobie zrobiłem pierwszy tatuaż, to przestałem nosić takie koszulki, które do tej pory uwielbiałem.</p>
<p><strong>Jakie masz plany na przyszłość?</strong></p>
<p>Kolejny mój film będzie albo o psychiatryku albo o życiu po śmierci. Profesor teologii popełnia samobójstwo. Właśnie tam będzie maluteńki kluczyk do nieśmiertelności. Dla tych, którzy czują to, tak jak ja. Każdy kolejny film będzie to coraz bardziej odsłaniał. Na pewno zrobię w końcu cykl filmów o złu absolutnym (<em>od czasu rozmowy Niewolski nakręcił „Palimpsest” oraz „Job, czyli ostatnią szarą komórkę” – przyp. aut.</em>)</p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/konrad-niewolski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bartosz Wierzbięta</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/bartosz-wierzbieta/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/bartosz-wierzbieta/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jun 2010 11:26:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Wierzbięta Bartosz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=2322</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 7, 2007 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke ilustr. Przemek Truściński &#8211; Kiedyś powiedziałeś, że chciałbyś być playboyem. A nie kowbojem? Wydaje mi się to podejrzane. Dlaczego miałbym mówić, że chciałbym być playboyem, skoro już nim się czuję (śmiech)? Ale na poważnie, to nie nadaję się na playboya, bo nie jestem do wzięcia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/06/Bartosz-Wierzbieta.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2328" title="Bartosz-Wierzbieta" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/06/Bartosz-Wierzbieta.jpg" alt="" width="350" height="229" /></a></strong></p>
<p><strong>PLAYBOY nr 7, 2007 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</strong></p>
<p>ilustr. Przemek Truściński<strong><br />
</strong></p>
<p><strong>&#8211;<br />
</strong></p>
<p><strong>Kiedyś powiedziałeś, że chciałbyś być playboyem.</strong></p>
<p>A nie kowbojem? Wydaje mi się to podejrzane. Dlaczego miałbym mówić, że chciałbym być playboyem, skoro już nim się czuję (<em>śmiech</em>)? Ale na poważnie, to nie nadaję się na playboya, bo nie jestem do wzięcia. Z drugiej strony najfajniejsze w byciu playboyem jest to, że można się nim czuć, nie będąc. I na odwrót, być playboyem i nie zdawać sobie z tego sprawy. Playboy nieświadomy jako najczystsza forma, bo nieskażona samoobserwacją. Ideał.</p>
<p><strong>Czy ty przypadkiem na takiego nie pozujesz? Nie zgodziłeś się na sesję zdjęciową. Żaden „normalny” playboy by się tak nie zachował. </strong></p>
<p>Playboye dzielą się na młodych i starych. Ja zaczynam się zaliczać do tej drugiej kategorii, więc lepiej już się nie fotografować i nie psuć wrażenia, jakie robią moje zdjęcia, kiedy byłem w formie i czułem się fit (<em>możemy zapewnić, że Bartosz Wierzbięta jak na swoje 33 lata jest wciąż jak najbardziej fit – przyp. aut.</em>).</p>
<p><strong>Jak sława genialnego tłumacza przekłada się na powodzenie u kobiet?</strong></p>
<p>Odwrotnie proporcjonalnie. Nie wydaje mi się, że tłumacz to jeden z tych zawodów, które mali chłopcy wymieniają jednym tchem, kiedy opowiadają, kim chcieliby zostać, jak dorosną. Kobiety chyba też wolą umięśnionych strażaków i hydraulików od tłumaczy konsekutywnych.</p>
<p><strong>Chciałbyś wrócić do tłumaczenia instrukcji?</strong></p>
<p>Nigdy. To był koszmar. Nie ma nic fajnego w roli chłopca na posyłki, który dostaje instrukcję do suszarki do przetłumaczenia na jutro. Średnio ciekawa praca, chociaż pewnie można nauczyć się cieszyć z satysfakcji konsumenckiej nabywcy owej suszarki. W każdym razie ja złapałem doła. Miałem chroniczny kryzys. Naiwnie zacząłem kombinować, że zrobię jakiś kurs MBA i zostanę milionerem. Dostałem się na studia podyplomowe na SGH i było nawet miło, do momentu aż pojawiła się matematyka. Okazało się, że za cholerę nie pamiętam, co to jest logarytm. Szybko musiałem zrezygnować z kariery menadżerskiej. Na szczęście nawiązałem współpracę ze studiem zajmującym się tłumaczeniem filmów. Nawet filmy przyrodnicze okazały się o niebo ciekawsze od instrukcji.</p>
<p><strong>Jak widzisz logo Pentora, to masz myśli samobójcze? Zmarnowałeś wspaniałą karierę!</strong></p>
<p><em>(Śmiech</em>). Nawet nie najgorzej wspominam tłumaczenie ankiet. Dorabiałem na studiach i cieszyłem się, że ktoś chce mi płacić. Dzisiaj już nie do pomyślenia jest współpraca na takich zasadach. Ale wtedy łupałem ankiety i byłem zadowolony. Tłumaczyłem bardzo głupie pytania, choć i ja wtedy za mądry nie byłem. Robiłem na przykład ankietę o kuchniach i było w niej pytanie: „Czy Pan/Pani jest zadowolony(a) ze swojej płyty ceramicznej?”. Nie miałem pojęcia, co to jest. Komunizm dopiero co się skończył i chyba mało kto w Polsce słyszał o takich dziwach. Doszedłem więc do wniosku, że musi to być coś w rodzaju blatu wykładanego kafelkami. I tak to przetłumaczyłem. O dziwo, przeszło (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>To nie jedyna twoja wpadka. Kiedyś upierałeś się, że pisze się „żołędź”, a słowo „żołądź” nie istnieje. Dałeś się przekonać dopiero, kiedy ktoś przyniósł słownik.</strong></p>
<p>Skąd wiecie? To nie jest wpadka zarejestrowana. Wstyd był tylko przed ekipą.</p>
<p><strong>Sprawdźmy, czy teraz znowu będziesz się musiał wstydzić. Łabędź czy łabądź? Gerber czy gerbera? Podkoszulek czy podkoszulka? Małż czy małża?</strong></p>
<p>Łabądź, gerber, podkoszulek, małż.</p>
<p><strong>Łabędź, gerbera, podkoszulek, małż. Mamy remis 2:2. </strong></p>
<p>Haniebnie się skompromitowałem. Trudno. Ale na obronę mam to, że specjalizuję się w języku mówionym, a nie ortografii. Lubię zabawy słowne, ale nie w poprawność. Mogę wam polecić pomysł bodajże Marka Robaczewskiego, reżysera dubbingowego i autora wielu piosenek, między innymi <em>Wyginam śmiało ciało</em>. Wymyślił zabawę w rymy niedokładne. Idealny przykład to połączenie „papieros” i… „desperado”.</p>
<p><strong>Trenujesz w rzeczywistości przekleństwa w dialogach?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Trzeba bardzo uważać, bo się język może popierdolić. Z przyjaciółmi tak. Ale uważam, że jak używa się jakiegoś wulgaryzmu zbyt często, to automatycznie przestaje on być wulgaryzmem. Poza tym w ogóle staram się panować nad tym, żeby nie nadużywać pewnych słów, ale pewnie mi nie wychodzi. Kiedyś zbyt często mówiłem o „generowaniu komizmu”.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Miałeś robić parodystyczny dubbing do dwustu odcinków <em>Niewolnicy Isaury</em>. Dlaczego to nie wyszło? </strong></p>
<p>Nawet zastanawiałem się już, co za to zbuduję (<em>śmiech)</em>. Zrezygnowałem, bo byłoby to zbyt przekombinowane. Między pierwszym a dziesiątym odcinkiem <em>Isaury</em> nie dzieje się zupełnie nic. Ciągłe zbliżenia, wciąż te same twarze. A żeby dopisać śmieszny dubbing, na ekranie musi się dziać coś, o co by można zahaczyć. Na przykład facet rozmawia z żoną obierającą ziemniaki, a my zmieniamy jej kwestię na „w tym miesiącu zdradziłam cię dwa razy”. Wtedy on lub ona muszą pokazać na palcach „dwójkę”, żeby dowcip się udał. Jeżeli facet wyjmuje marchew i zamiast powiedzieć „kupiłem marchew”, mówi „za karę wychłoszczę cię marchwią”, to robi się zabawnie. W <em>Niewolnicy Isaurze</em> nie było tej marchwi.</p>
<p><strong>Co z twoją komedią? Słyszeliśmy, że chciałeś zrobić film, który byłby bliższy brytyjskiemu poczuciu humoru, bo wolisz je od polskiego. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Komedia odeszła na dalszy plan. W międzyczasie dostałem dużo długoterminowych i atrakcyjnych finansowo propozycji. Fakt, mijam się z naszym narodowym poczuciem humoru. Statystycznie rzecz ujmując, bawią nas swojsko-przaśne klimaty w stylu <em>Rancza</em>. A ja wolę mniej poważnie, a bardziej absurdalnie. Szanuję ludzi, którzy potrafią pisać o problemach polskiej wsi i alkoholizmie, ale wiem, że w takim gatunku nie odnalazłbym się na pewno.</p>
<p><strong>A w jakim byś się odnalazł?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Prywatnie interesują mnie żywe trupy i zombie (<em>śmiech</em>). Chciałbym kiedyś coś takiego napisać. Myślę, że odnalazłbym się w agresywnej komedii w stylu <em>Małej Brytanii, Biura, </em>czy<em> Statystów</em>. Jakość tych filmów jest niedościgniona. Mało aktorów, genialne gagi &#8211; często autoironiczne, przebieranki i świetna gra. Przecież <em>Mała Brytania</em> ma oglądalność nie dlatego, że prezentuje humor fekalno-seksualny, tylko dlatego, że jest rewelacyjnie zagrana.</p>
<p><strong>Jak w Polsce pokazać asystenta premiera, który przed nim klęka i zabiera się do rozpinania rozporka?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Albo księdza kupującego wibrator dla siebie i dla swojego partnera? – bo był taki odcinek. Za postęp uważam fakt, że <em>Mała Brytania</em> jest u nas w ogóle emitowana. I to w telewizji publicznej. Ale z tego co wiem, jest niestety cięta. Rozumiecie, kulturowa niekompatybilność. Chciałbym, żeby w Polsce można było przebrać aktorów w moherowe berety albo w nauczycieli pracujących w szkole, w której panuje „zero tolerancji”. Mnie by to śmieszyło.</p>
<p><strong>Dlaczego twój scenariusz do <em>Kajka i Kokosza</em></strong> <strong>rozśmieszył niewielu widzów?</strong></p>
<p>To nie jest mój scenariusz. Dostałem propozycję napisania tekstu do trailera <em>Kajka i Kokosza.</em> Dostarczyłem tekst i usłyszałem, że się nie podoba. Tekst został zmieniony, co z kolei nie podobało się mnie. Minęły dwa lata i w kinach pojawiło się coś dłuższego niż trailer – bodaj 25 minut. A ja zostałem wymieniony jako scenarzysta, chociaż napisałem tekst na półtorej minuty! Mówiąc delikatnie: byłem zdziwiony. Tym bardziej, że pojawiały się tam jakieś żarty o pierdzących kogutach. To nie moja bajka.</p>
<p><strong>Kiedy zaczniesz dostawać 1% z dochodu kin, w których grane są filmy przez ciebie tłumaczone?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Pewnie nigdy. Musiałbym się procesować z każdym multipleksem. Smutne jest to, że ZAIKS, który ma chronić interesy twórców, nie robi nic. Jak ktoś im prześle pieniądze, przesyłają dalej. Jak nie, to nawet się o te pieniądze nie upominają. W ten sposób jestem teoretycznym milionerem. Na etapie <em>Shreka 2 </em>„zarobiłem” już dwa miliony złotych.</p>
<p><strong>Wspominałeś, że praca przy <em>Shreku 2</em> była bardzo ciężka.<em> Shrek 3</em> okazał się katorgą?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie. Pracowałem przez tydzień bardzo higienicznie i bezstresowo. Doszedłem do wniosku, że film ma już taką markę, że nie mogę za bardzo fikać i przedobrzać.. Nie mogę brać odpowiedzialności za cały film. To i owo oczywiście zmieniałem. Na przykład wypowiedzi Osła, który wspominał jak w szkole wszyscy mu robili <em>wedgies. </em>To amerykański zwyczaj wyciągania komuś gaci ze spodni i zaciągania ich na głowę. Nie wiem, jak to jest fizycznie możliwe, ale wiem, że w Polsce czegoś takiego nie ma. Trzeba to było zmienić. Ale nie na „robienie pokrzywek” (<em>śmiech</em>). Czy mój pomysł się spodoba, czy nie – zobaczymy.</p>
<p><strong>Często próbujesz wykręcać się policji <em>Shrekiem</em>?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tylko raz spróbowałem, ale okazało się, że ja i policjant żyjemy w innej rzeczywistości. Zatrzymał mnie za nie zapalenie świateł. „Ma pan pracę?” „Tak, jestem tłumaczem-dialogistą” „A gdzie te pana dialogi można usłyszeć?” Myślałem, że lepiej powiedzieć o <em>Shreku</em> niż o <em>Powrocie antylopy gnu</em> z Planete. Myliłem się.</p>
<p><strong>Cztery lata wychowywałeś się w Libii. Jak to wspominasz?</strong></p>
<p>Świetnie. To był dziki kraj, mieliśmy tam z chłopakami raj. Warunki do zabawy, jak w Polsce po wojnie. Watahy szlajających się dzieci, super przygody, ciągłe zabawy w wojnę. Kontrakt rodziców i nasz pobyt skończył się amerykańskimi bombardowaniami. Wydawało mi się, że bomby spadają obok naszego bloku w Bengazi.</p>
<p><strong>Kto dzisiaj gra w finale Ligi Mistrzów? (<em>rozmawialiśmy 23.05, parę godzin przed meczem</em> – przyp. aut.)</strong></p>
<p>Nie mam zielonego pojęcia. Polacy? Nie interesuję się tym. Czasami moja żona ogląda i się ekscytuje. Rzuca butelkami po piwie w telewizor, a ja chodzę zastraszony. Jak byłem mały to najczęściej czekałem aż mnie ktoś wybierze do drużyny (<em>śmiech</em>). Mam bardzo dużą wadę wzroku, więc na boisku pomykałem zwykle na ślepo. Miałem ograniczony ogląd sytuacji. Zwykle moje podania trafiały do przypadkowego przechodnia… Najwięcej grałem w Libii, ale ze względu na architekturę osiedla głównie w „warszawiaka”. I to było bardzo fajne. Ale generalnie nie byłem rozchwytywanym graczem, więc moja podświadoma frustracja rosła. Doszedłem do wniosku, że nie lubię piłki. Nie macie nigdy kłopotu z identyfikacją tych małych ludzików na murawie?</p>
<p><strong>Nigdy. A nawet za każdym razem wiemy, kiedy Szpakowski znowu się pomylił.</strong></p>
<p>Szpakowski? To on ciągle gra?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>&#8211;</strong></p>
<p><strong>Na skróty:</strong></p>
<p>Tłumaczę tylko w jedną stronę.</p>
<p>Odkąd zacząłem pisać dużo, wszystko mi wychodzi szybko, automatycznie i bezproblemowo. To trochę niepokojące, bo grafomani mają tak samo.</p>
<p>Uważam, że humor w <em>Małej Brytanii</em> nie jest zjadliwy.</p>
<p>Założę się, że <em>Mała Brytania</em> na papierze wygląda haniebnie.</p>
<p>Aktorki zwykle nie obrażają się, słysząc uwagę reżysera, żeby w następnej scenie zagrały tak samo, ale górnymi wargami.</p>
<p>Myślę, że curling to bardzo urazowy sport.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/bartosz-wierzbieta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jim Jarmusch</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/jim-jarmusch/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/jim-jarmusch/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2010 11:05:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[WYWIADY GOŚCINNE]]></category>
		<category><![CDATA[Jarmusch Jim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=2185</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 2, 2010 rok TEKST: Grzegorz Brzozowicz &#8211; Trudno nie zauważyć, że palisz jakieś szczególne papierosy. To są „Natural American Spirit”, których nie można kupić w Europie. Nie posiadają chemicznych dodatków i są reklamowane jako zawierające nie-uzależniający tytoń. Jestem od nich całkowicie uzależniony i jedyny problem polega na tym, że tak jak cygara szybko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/05/Jim-Jarmusch.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2192" title="Jim-Jarmusch" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/05/Jim-Jarmusch.jpg" alt="" width="350" height="227" /></a>PLAYBOY nr 2, 2010 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: Grzegorz Brzozowicz</strong><strong></strong></p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Trudno nie zauważyć, że palisz jakieś szczególne papierosy.</strong></p>
<p>To są „Natural American Spirit”, których nie można kupić w Europie. Nie posiadają chemicznych dodatków i są reklamowane jako zawierające nie-uzależniający tytoń. Jestem od nich całkowicie uzależniony i jedyny problem polega na tym, że tak jak cygara szybko się wysuszają. Mój  przyjaciel Indianin śmieje się ze mnie, że palę fajkę pokoju tylko jej rozmiary są mało ambitne. Chodzi o to, że dla Indian jest to sekretny tytoń i trochę nie przystoi palenie go w formie papierosów.</p>
<p><strong>Potężny Indianin, Nobody utkwił każdemu w pamięci, kto oglądał film <em>Truposz</em>. </strong></p>
<p>Gary Farmer jest kanadyjskim Indianinem, a w dodatku zawodowym aktorem. To wspaniały, bardzo dowcipny koleś. Kiedyś byłem z nim na autorskim pokazie w Toronto. Po projekcji ustawiła się kolejka fanów, którzy pragnęli mieć nasze autografy. Gary szepnął mi do ucha: „Jeśli komuś napiszesz dedykację &#8216;Widzimy się niebawem, ładna pupa&#8217; to postawię ci obiad.&#8221; No to wszystkim napisałem to zdanie. Nikt mnie nie walnął w twarz, a ja miałem darmowy obiad. Podczas kręcenia <em>Truposza</em> poznałem wielu intrygujących Indian. Jeden z nich uważał, że wszystko na świecie dzieje się z jakiegoś powodu. „A jaki on jest?” &#8211; zapytałem. „Nie mam pojęcia” &#8211; odpowiedział bez zastanowienia. Natomiast Indianie Hopi tkając dywany wstawiają w rysunek jakiś element, który burzy symetrię. Wierzą, że rzeczy symetryczne nie posiadają magii. Takie podejście do życia jest mi szalenie bliskie i ma wpływ na to, co robię.</p>
<p><strong>W <em>Truposzu</em> Indianie wypowiadają kwestie w oryginalnym języku plemienia Maka. </strong></p>
<p>Zależało mi, by było to zrobione porządnie. Niestety Niemcy tego nie docenili i w swojej wersji filmu również zdubbingowali język Maka. Nie mogłem uwierzyć, kiedy usłyszałem, że moi Indianie mówią: „o-go mo-go czou-go czo-go”. Nie powiem, bolało jak to oglądałem.</p>
<p><strong>Twoje filmy zdobywają nagrody na festiwalach, ale jednocześnie nie odnoszą komercyjnych sukcesów w Stanach Zjednoczonych.</strong></p>
<p>W Stanach jestem traktowany jako twórca marginalny, w innych częściach świata jako artysta. Podobną pozycję w latach 50. i 60. mieli czarnoskórzy muzycy jazzowi. W Paryżu, Kopenhadze byli gwiazdami, a we własnym kraju nikt nie przejmował się ich twórczością. Prawdopodobnie taka sytuacja wynika w Ameryce ze sposobu finansowania sztuki. U nas rozgłos zdobywasz już, kiedy zgromadzisz znaczące fundusze na realizację filmu. Media nie są zainteresowane rzeczami niszowymi. W Europie ważniejsze od biznesu jest czy film jest dobry, nowatorski, jaki ma przekaz.</p>
<p><strong>W ubiegłym roku podkładałeś głos w serialu animowanym o Simpsonach. To zdarzenie media za oceanem jednak odnotowały. </strong></p>
<p>Dostałem tekst, zamknęli mnie w studiu, w którym nie było nikogo więcej poza mną. Rozejrzałem się i po prostu odczytałem linijki, które mi podkreślono. To trwało może 15 minut. Lubię występować w animowanych filmach, bo to dzięki nim w ogóle jestem znany w Ameryce. Dzięki podkładaniu głosu, przed dziesięcioma laty, w serialu rysunkowym <em>Space Ghost Cost to Coast </em>wiele osób w Stanach dowiedziało się o moim istnieniu. Kilku znajomych dzieciaków było ze mnie bardzo dumnych i wreszcie uznało mnie za artystę.</p>
<p><strong>Mimo wszystko to niepojętne, że recenzje twoich filmów nie trafiają na główne kolumny amerykańskich rubryk kulturalnych?</strong></p>
<p>Nie czytam recenzji z wyjątkiem tych, które są naprawdę katastrofalne. Ciekaw jestem, za co dany dziennikarz może mnie tak nienawidzić. Raz, pewien filmoznawca oceniający <em>Poza prawem</em> napisał: „Jarmusch jest pieszczochem francuskich inteligentów, w ten sam sposób, w jaki głusi i głupi rodzice biją brawo swojemu onieśmielonemu dziecku.” Genialne. Innym razem, „New York Times”, recenzując film mojego przyjaciela Amosa Poe napisał: „Reżyser stworzył filmowy odpowiednik gryzmoł przedszkolaków”. Amos tak tym się zachwycił, że umieścił zdanie na plakacie reklamującym film.</p>
<p><strong>Wspomniałeś Poe&#8217;a, którego twórczość w Polsce jest mało znana, a jest on uważany za prekursora kina punkowego.</strong></p>
<p>Pod koniec lat 70. w Nowym Jorku istniało eksplodujące środowisko artystyczna. Idee splatały się ze sobą, a twórcy inspirowali się nawzajem. Większość z nas działała naraz w kilku dziedzinach. Patti Smith, Richard Hell, Lydia Lunch zaczynali jako poeci, by następnie stać się gwiazdami rocka. Ja zanim wziąłem do ręki kamerę grałem w zespole rockowym. Jedną z kluczowych postaci tej sceny był właśnie Amos. Uważał, że nie jest ważne doświadczenie, tylko współuczestnictwo. Moje wczesne filmy były reakcją na świat MTV. W muzyce punkowa postawa zakładająca sprzeciw wobec tego, co jest przyjęte wyrażała się poprzez hałas. Natomiast w filmie efektem szokującym była statyczna narracja i długie, monotonne ujęcia. Teraz znowu wracam do muzyki. Jestem gitarzystą w grupie, którą współtworzą tak jak dawniej nowojorscy artyści. Jest wśród nas kompozytor awangardowy, malarz, grafik komputerowym i nawet historyk. We Francji mamy już nawet jednoosobowy fanklub.</p>
<p><strong>Swego czasu, w połowie lat 80., ty też założyłeś fanklub, a dokładniej tajne stowarzyszenie „Synowie Lee Marvina”. Członkami współzałożycielami są wraz z tobą Tom Waits, John Lurie i Richard Boes. </strong></p>
<p>Na tylnej klapie samochodu wciąż mam nalepkę &#8211; Lee Marvin na prezydenta. Nie wolno mi wyjawiać ilu członków ma nasze stowarzyszenie tym bardziej, że nie wiem, czy na pewno wciąż istnieje. Posiadam kilka legitymacji, które własnoręcznie zrobił Tom Waits. Stowarzyszenie powstało z szacunku dla Lee Marvina i jego twórczości. By zostać jego członkiem należy fizycznie lub z charakteru przypominać aktora. Z powodów oczywistych kobiety nie są przyjmowane do naszego grona.</p>
<p><strong>A, czy Lee Marvin nie miał syna?</strong></p>
<p>Kiedyś, Tom Waits, delektował się samotnością w barze. Jego spokój zakłócił kelner mówiąc, że jakiś gość chce koniecznie z nim porozmawiać. „Nie chce mi się z nikim gadać” &#8211; wymamrotał w swoim stylu Tom. „Mimo wszystko powinieneś” &#8211; powiedział kelner. Tom powlókł się do ciemnego kąta i nieco agresywnie spytał:, „Po jakiego chcesz ze mną rozmawiać? Nie znam cię”. „O co chodzi z tym pierdzielonym stowarzyszeniem Synów Lee Marvina?” &#8211; zapytał nieznajomy. „A bo co?” &#8211; rzekł już nieco skonfundowany Tom. „Bo ja jestem synem Lee Marvina.” „Oh, shit!” &#8211; stęknął Tom i zaczął się gęsto tłumaczyć, co już samo w sobie nie jest w jego stylu.</p>
<p><strong>Twoja twórczość nierozerwalnie związana jest z Nowym Jorkiem. Nie chodzi o miejsce rozgrywania się akcji twoich filmów, ale środowisko, w którym tworzysz. Czy rzeczywiście istnieje coś w rodzaju nowojorskiej postawy?</strong></p>
<p>Jest taki żart. Kiedy w Nowym Jorku wsiadasz do taksówki i mówisz &#8222;dzień dobry&#8221; to kierowca odpowiada „fuck you”, a jak nowojorczyk wsiada do taksówki w Los Angeles i taksówkarz mówi &#8222;dzień dobry&#8221; to oczekuje się od niego, by odpowiedział „fuck you”. Stereotypy mają podłoże w rzeczywistości, ale często są zbyt generalizujące. Nowy Jork ma charakter, ale też Berlin ma inne poczucie humoru niż Monachium. Inna sprawa, że Nowy Jork cały czas się zmienia i to przede wszystkim pod względem ekonomicznym. Z tego powodu świat artystyczny już dawno temu wyniósł się z Manhattanu. Pod koniec lat 70. za mieszkanie w centrum płaciłem miesięcznie 150 dolarów. Wystarczyło złapać dorywczą pracę przez trzy dni i resztę tygodnia robiłeś, co chciałeś. Żyło się świetnie, wieczorami graliśmy rock and rolla i było cool.</p>
<p><strong>Nie jesteś rdzennym nowojorczykiem.</strong></p>
<p>Dzieciństwo spędziłem w Akron, industrialnym miasteczku bez perspektyw. Uciekłem stamtąd w wieku 17 lat. Niezależnie jak wspaniałe, inne życie odkryłem w Nowym Jorku to akceptuję swoje korzenie. W moich filmach często pojawiają się postindustrialne pejzaże, które wciąż mam w swojej głowie. W filmach stosuję narrację, która jest tak nudna jak życie w Akron. Z tego miasta wywodzi się wielu wspaniałych muzyków. Ostatnio wybił się zespół Black Keys, a wcześniej świat podbił zespół Devo i Chrisie Hynde. Wszyscy jednak jesteśmy uciekinierami z Akron.</p>
<p><strong>Muzycy i muzyka pełnią bardzo ważną rolę w twojej twórczości. Jako aktorów zatrudniasz muzyków rockowych, choćby Joe Strummera, Toma Waitsa i Johna Lurie. Ten ostatni skomponował muzykę do kilku twoich filmów.</strong></p>
<p>Muzyka jest moją ukochaną formą ekspresji i bezpośrednio wpływa na środki wyrazu, jakie stosuję w filmach. Przy pracy nad <em>Ghost Dog</em> słuchałem elektrycznego Milesa Davisa i instrumentalnego hip-hopu. W efekcie muzykę zrobił raper RZA. Pisząc scenariusz do <em>Broken Flowers</em> słuchałem płyt etiopskiego jazzmana Mulatu Astake. Zdawałem sobie sprawę, że afrykańska muzyka raczej nie współgra z opowieścią o amerykańskich przedmieściach, więc dopisałem postać etiopskiego emigranta. Kiedy kręciłem zdjęcia do <em>Truposza</em> słuchałem ostrych, psychodelicznych utworów Neila Younga. W końcu zaproponowałem mu skomponowanie ścieżki dźwiękowej. W szopie, na swoim ranczu, urządził salę projekcyjną i oglądając film nagrywał podkłady na gitarze.</p>
<p><strong>Owocem twojej współpracy z Neilem Youngiem jest też film <em>Rok konia</em> dokumentujący jego trasę koncertową po Europie. </strong></p>
<p>Kiedy to on zaproponował mi współpracę zapytałem jak sobie wyobraża taki dokument, czy wie ile ma trwać? Na to oburzony mi odrzekł: „Czy ty myślisz, że pisząc piosenkę zastanawiam się ile ma trwać? Zacznij kręcić i zobaczymy, co z tego wyjdzie”.</p>
<p><strong>W filmie, gitarzysta Frank Sampedro zarzuca ci, że w ciągu dwóch tygodni nie możesz poznać istoty zespołu, który istnieje u boku Neila Younga od trzydziestu lat.</strong></p>
<p>To bardzo mocny facet, bardzo bezpośredni i przy nim nie da się ściemniać. Tę kwestię pozostawiłem w filmie, bo wydała mi się bardzo istotna. On dokładnie powiedział tak:, „Co ty sobie myślisz. Spędzisz z nami dwa tygodnie zadasz te swoje wydumane, nowojorskie pytania, a potem stworzysz portret naszych muzycznych dusz? Tak to się nie da”. Początkowo rzeczywiście chciałem iść w tym kierunku. Szybko zdałem sobie sprawę, że mogę uchwycić jedynie pewien moment w historii zespołu, a nie prześwietlać życie muzyków. Należało pokazać to, co się działo tu i teraz i niczego poza tym.</p>
<p><strong>Wróćmy do twoich początków. Mimo buntowniczego charakteru zapisałeś się do cenionej, choć tradycyjnej szkoły filmowej Tisch School of the Arts. </strong></p>
<p>Nie wiem nawet, dlaczego mnie tam przyjęli, bo składając podanie załączyłem jedynie krótkie opowiadania. Na uczelni było kilku niezłych wykładowców, ale większość to były pacany. Podczas zajęć aktorskich dałem jednemu w łeb. Chciał nas doprowadzić do emocjonalnego załamanie, które miało coś w nas wyzwolić. Totalny bullshit. Innym razem omawiając jeden z przygotowanych przeze mnie scenariuszy zapytano mnie o to, czego z tej historii nauczył się bohater?. „Mam to w dupie” &#8211; odpowiedziałem, bo życie raczej nie daje odpowiedzi na stawiane przez nas pytania. Na szczęście na trzecim roku moim profesorem został Nicholas Ray. Praca z nim była dla mnie wyjątkowym doświadczeniem. Opowiadał mi jak przygotowując się do <em>Buntownika bez powodu</em> przejechał z Jamesem Deanem samochodem całą Amerykę. To on nauczył mnie pracy z aktorami opierającej się na rozmowach i wspólnym przeżywaniu, a nie wielogodzinnych próbach. Nie posiadam jednak dyplomu reżysera filmowego, bo mój pierwszy film nie został zaakceptowany przez komisję. Wylali mnie, ponieważ na jego zrobienie wydałem fundusze od sponsora, za które miałem opłacić czesne.</p>
<p><strong>Twoje wczesne filmy powstawały w sposób mocno chałupniczy.</strong></p>
<p>Kręciłem je z przyjaciółmi, bo nie pytali o honoraria. Nie sądziłem, że obejrzy je ktoś spoza naszego środowiska. Dla nas było najważniejsze by to, co robimy nam samym się podobało.<strong> </strong><em>Inaczej niż w raju</em> początkowo miał być filmem krótkometrażowy. Na szczęście Wim Wenders miał niewykorzystane zdjęcia z planu filmu <em>Stan rzeczy,</em> a mnie przypadkiem udało się jeszcze zdobyć taśmę na około 30 minut filmu. Te ograniczenia niewątpliwie wpłynęły na formę plastyczną obrazu.</p>
<p><strong>A jak teraz powstają twoje filmy?</strong></p>
<p>Jestem rodzajem ludzkiej anteny, która wyłapuje pomysły z otaczającego świata. Zawsze mam przy sobie mały notatnik, w którym zapisuję idee, które nie wiadomo skąd wlatują mi do głowy. Neil Young opowiadał mi, że kiedyś chorując budził się w gorączce i gryzmolił coś po gazecie. Kiedy wydobrzał zobaczył, że napisał teksty trzech piosenek łącznie z akordami. Były to jedne z najważniejszych utworów w jego dorobku &#8211; <em>Cowgirl in the Sand</em>, <em>Down by the River</em> i <em>Cinnamon Girl</em>. Wynika stąd, że mój sposób pracy nie jest do końca oryginalny. Dla mnie kręcenie filmu jest procesem twórczym. Najpierw mam pomysł, potem piszę tekst, następnie po rozmowach z aktorami zmieniam go wielokrotnie. Następnie udaję się do miejsc, gdzie będziemy kręcili zdjęcia, co znowu wpływa na zmianę historii. Scenariusz jest dla mnie mapą, po której się poruszam, ale której nigdy nie trzymam się kurczowo. Kiedy na planie niespodziewanie spada deszcz nie przerywam zdjęć. Ciekawi mnie, jak na taką niespodziewaną sytuację zareagują aktorzy, jak zmieni się ekspozycja zdjęć, jaki powstanie z tego nastrój. Może się okazać, że taki nieplanowany deszcz będzie inspirujący. Zawsze kroczę śladami błędów.</p>
<p><strong>A jak pracujesz z aktorami?</strong></p>
<p>Role piszę zawsze z myślą o konkretnych osobach. Niektórzy aktorzy lubią pracować poza planem inni nienawidzą prób, jedni lubią improwizować, inni wręcz przeciwnie. Dla mnie najważniejsze jest, by z aktorem uchwycić istotę charakteru, który ma zagrać. Przykładowo z Forestem Whitakerem spędziliśmy kilka tygodni na spacerach po Nowym Jorku. Chodziliśmy na pizzę, rozmawialiśmy z ludźmi i on stawał się Ghost Dogiem. Podobnie jest z Billy Murray&#8217;em, który nie lubi ćwiczyć. Również z Johnnym Deppem więcej rozmawiałem niż próbowałem. Natomiast Robert Mitchum musiał dostać scenariusz dwa dni wcześniej i w samotności przygotowywał się do roli. Z Roberto Benignim nie ma szans na improwizację, bo on słabo mówi po angielsku, a przy tym we wszystkim jest strasznie szybki. Kiedy kręciliśmy <em>Noc na Ziemi </em>poprosiłem go, by powtórzył jedną ze scen, bo była za długa. „Very good, let&#8217;s start.” &#8211; odrzekł z przekonaniem. Tym razem nakręciliśmy aż dziesięć minut taśmy. Raz, podczas realizacji <em>Broken Flowers</em> wkurzył mnie Jeffrey Wright. Nie mogłem rozpocząć zdjęć, bo cały czas gadał przez komórkę. W końcu zwróciłem mu uwagę. Okazało się, że on w ten sposób przygotowywał się do roli. Rozmawiał z kimś z ambasady etiopskiej, by dokładnie wychwycić akcent, a grał etiopskiego emigranta.</p>
<p><strong>Jak poznałeś Roberto Benigniego?<br />
</strong></p>
<p>W 1985 roku zasiadaliśmy w jury festiwalu w Rzymie. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, ponieważ zachowywaliśmy się jak nieznośne dzieciaki. Zamiast oglądać filmy paliliśmy papierosy i gadaliśmy o wszystkim w języku pseudo-francuskim. Wówczas pracowałem nad scenariuszem do <em>Poza prawem</em> i po tygodniu naszej znajomości wiedziałem, że ten wspaniale szalony gość musi pojawić się w moim filmie. W ciągu czterech dni sporządziłem szkic postaci, którą miałby zagrać. Opowiedziałem mu o tym w tym złym-francuskim, a on na to: „Very good, we must do this”. Na planie uczyliśmy Benigniego angielskich słów często jednak przekręcając ich znaczenie, więc mieliśmy niezły ubaw. Zapamiętał to sobie i podczas wywiadu dla telewizji włoskiej wcielił się w rolę tłumacza. Dziennikarka pyta Johna Lurie, co stanowi inspirację dla jego muzyki, a Benigni z poważna miną tłumaczył: „Nie wiem, dlaczego, ale on pyta o to, co jadłeś dziś na śniadanie”. John niczego nie podejrzewając odpowiedział, że jajka na bekonie. Dziennikarka nie mogła wyjść z podziwu, że jajka na bekonie mogą stanowić inspirację dla muzyki. Następnie zapytała mnie, w jaki sposób buduję postaci. Roberto natychmiast przetłumaczył: „Nie wiem, dlaczego, ale on pyta cię, jaką nosisz bieliznę.”</p>
<p><strong>Niewątpliwie Roberto Benigni podbił serca wszystkich, którzy widzieli film <em>Poza prawem</em>.</strong></p>
<p>Zanim zaczęliśmy kręcić film zgłosiliśmy się do więzienia w Nowym Orleanie. Cały dzień spędziliśmy z więźniami, którzy traktowali nas jako skazanych. Tom [Waits] był w celi z Johnem [Lurie], a ja z Benignim. Nie było sympatycznie, by nie powiedzieć przerażająco. Niektórzy więźniowie poczynali sobie z nami dość okrutnie. To było straszne, ale nie dla Roberta. Nie mógł zrozumieć, czemu tam w ogóle się znalazł, czemu nie ma z nami Johna i Toma. Narzekał też, że pastę będzie jadł później niż zwykle.</p>
<p><strong>Twoje filmy często są niejednoznaczne.</strong></p>
<p>Nigdy nie oceniam żadnej z moich postaci. Nie mam zamiaru pouczać widzów stąd moje filmy nie posiadają morałów, a ja nie daję ostatecznych odpowiedzi. Również nie kończę filmów napisem The End. Moi bohaterzy istnieją dla mnie również po wyłączeniu projektora. Nawet się nie zastanawiam, czy czegoś się oni sami nauczyli z opowiedzianej przeze mnie historii. Nie lubię mówić ludziom, co jest dobre, a co nie. Cukier szkodzi tak jak i tytoń, opiaty, alkohol, pieniądze, religie czy kawa. Czy z tego powodu mam w filmach wykrzykiwać: oglądając telewizję zdechniesz w nieświadomości? To nie moje zadanie.</p>
<p><strong>Czy mógłbyś, zatem sam zdefiniować filmowy styl Jima Jarmuscha?</strong></p>
<p>Dla mnie najważniejsze jest opowiadanie historii, narracja. W tradycyjnym rozumieniu moje opowieści są nieskomplikowane, momentami wręcz cienkie. Tyle, że ja opowiadam w oparciu o postacie. Zwracam dużą uwagę na detale, choćby na kolor butów, jaki kształt mają krzesła. Natomiast moją podstawową cechą jako twórcy jest intuicja, dlatego nie analizuję własnych filmów, tylko je robię. Nie mam zamiaru się tłumaczyć skąd się coś wzięło w moich filmach. Pewne rzeczy mnie napędzają. Dlaczego akurat te, a nie inne, tego nie wiem. Kocham moje filmy jak dzieci, ale nie chcę być za nie odpowiedzialny.</p>
<p><strong>Lubisz kręcić filmy na taśmie czarno-białej.</strong></p>
<p>Uwielbiam kino noir, czarne kryminały z lat 40. i 50., w których tak ważną rolę pełnią cienie. Miałem problemy ze zdobyciem funduszy na <em>Truposza</em> tylko dlatego, że nie chciałem nakręcić go w kolorze. Odmawiałem, bo wówczas film przypominałby jeden z odcinków serialu <em>Bonanza</em>. Jestem dinozaurem, który lubi pracować z taśmą celuloidową nasączoną chemikaliami. Nie oznacza to, że potępiam technologię cyfrową. W pewnych sytuacjach jest ona bardzo przydatna. Jeśli zależy ci na uchwyceniu emocji, których nie można zagrać, które powstają w trakcie długich improwizacji, to lepiej jest pracować z aparaturą cyfrową.</p>
<p><strong>Jeżeli wspomniałeś o inspiracjach, to ciekaw jestem, jacy są twoi ulubieni reżyserzy.</strong></p>
<p>Dla mnie największym amerykańskim reżyserem jest Buster Keaton. Jednak uwielbiam dziesiątki postaci kina poczynając od radzieckiego pioniera kina dokumentalnego Dziga Wiertowa, przez wczesnego Luisa Bunuela i twórców klasycznego Hollywoodu z lat 40., po współczesne kino indyjskie i chińskie. Dla mnie najważniejsze są style filmowe, bo to one są esencją kina. Historie się powtarzają i powtarzają, ale sposób ich opowiadania jest nieograniczony. Cenię reżyserów, którzy mają własny język, ale też takich, którzy zmieniają swój styl z filmu na film.</p>
<p><strong>Ponoć zawsze marzyłeś o spotkaniu z Jean-Luc Godardem pionierem francuskiej, filmowej nowej fali. </strong></p>
<p>Jest on jednym z moich ulubionych reżyserów. Marzyłem by go spotkać, zadać mu niezliczoną ilość pytań. W końcu wręcz wpadłem na niego podczas festiwalu w Wenecji. Stał na środku ulicy i lizał lody. Podszedłem i w tym momencie straciłem rezon. Wydukałem: „Jak smakują lody?”. Mój mistrz odpowiedział po angielsku z mocnym francuskim akcentem: „Niezłe, ale w Paryżu jadłem lepsze”. Potem spytałem jak się czuje we Włoszech. Coś odpowiedział i w końcu rzekł: „Było bardzo miło cię poznać, ale muszę już pędzić”. No i zniknął, a ja przez dłuższą chwilę stałem oniemiały.</p>
<p><strong>Większość amerykańskich twórców twojego pokolenia podkreśla, że wielki wpływ na ich twórczość mieli beatnicy, przedstawiciele nowatorskiego ruchu literackiego z lat 40. i 50.</strong></p>
<p>Oczywiście nie jestem wyjątkiem, ale na moje wizje największy wpływ wywiera poezja. Lubię rzeczy abstrakcyjne, niedopowiedziane. Jest coś czystego w samej istocie poezji, w intencjach twórców, bo proszę mi wymienić jednego poetę, który był bogaty. Największe wrażenie wywarła na mnie Nowojorska Szkoła Poezji związana z takimi postaciami jak Frank O&#8217;Hara, John Ashbery, James Schuyler czy David Shapiro. Oni byli powiązani z malarzami abstrakcjonistami, co niewątpliwie miało wpływ na ich wiersze. Gdybym miał wybrać jeden umysł, który wywarł piętno na moich dokonaniach to byłby to William Burroughs, zresztą jeden z liderów beatników. Wszystko, co robił było rodzajem procesu, eksperymentu. Cenię ludzi, którzy nie tworzą kamieni milowych, ale postrzegają sztukę jako rodzaj postępującej pracy. Burroughsa traktuję jako filozofa, proroka, ale z drugiej strony podziwiam stronę estetyczną jego twórczości. Miałem okazję go dobrze poznać, bo jeszcze w latach 70. asystowałem przy realizacji dokumentu o nim.</p>
<p><strong>Na koniec nie mogę Cię nie zapytać o najnowszy film. Czego możemy się spodziewać?</strong></p>
<p>Nie wiele ci powiem, bo nigdy nie analizuję swoich filmów, więc nie zrobię tego i teraz. Mogę jedynie zdradzić, że nosi tytuł <em>The Limits of Control</em>. Mówi się w nim w wielu językach, a historia dzieje się w Hiszpanii. Zacząłem go kręcić mając dwadzieścia pięć stron maszynopisu. Jest to film, który tworzyłem intuicyjnie. To jest film akcji bez akcji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/jim-jarmusch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kazimierz Kutz</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/kazimierz-kutz/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/kazimierz-kutz/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 10:28:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[POLECAMY]]></category>
		<category><![CDATA[POLITYCY]]></category>
		<category><![CDATA[Kutz Kazimierz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=816</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 12, 2007 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Andrzej Georgiew &#8211; Gdy zadzwoniliśmy do pana, żeby umówić się na rozmowę, zdziwił się pan: „O Boże, ale co ja mam wspólnego z pierdoleniem?”. Dlaczego? Bo ja jestem już kategorią minioną. Jak długo można się męczyć? Nie ma mnie już na korcie centralnym. Jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="text-decoration: underline;"> </span></p>
<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/01/Kazimierz-Kutz.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-823" title="Kazimierz-Kutz" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/01/Kazimierz-Kutz.jpg" alt="" width="350" height="226" /></a>PLAYBOY nr 12, 2007 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke<br />
</strong></p>
<p>fot. Andrzej Georgiew<a href="http://www.szymonbrodziak.com/"><br />
</a></p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Gdy zadzwoniliśmy do pana, żeby umówić się na rozmowę, zdziwił się pan: „O Boże, ale co ja mam wspólnego z pierdoleniem?”. Dlaczego?</strong></p>
<p>Bo ja jestem już kategorią minioną. Jak długo można się męczyć? Nie ma mnie już na korcie centralnym.</p>
<p><strong>Jest pan posłem. Ma pan niesamowitą energię. Kobiety się panu nie znudziły.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ale o czym ja wam będę opowiadał, jak jeszcze nawet nie widziałem nowych posłanek? Piękne kobiety to rzadkość w polityce. Zwykle są to już w pełni ukształtowane panie w pewnym wieku lub po prostu stare działaczki. Zdarzają się też ciotki rewolucji, ale one z seksem się nie kojarzą. Choć i w parlamencie zdarzają się wyjątki.</p>
<p><strong>Zamieniamy się w słuch.</strong></p>
<p>Dwie kadencje temu zasiadała w Senacie pani Krystyna Doktorowicz z Katowic. Teraz kandydowała z LiD-u i niestety się nie dostała. Pamiętam, że załatwiłem jej kampanię wanną (<em>śmiech</em>). Ona jest taka kudłata, cielista, przystojna blondyna. Pełna seksu. Kiedyś na jakiejś konferencji przed wyborami zapytano mnie, jak będę walczył z konkurencją polityczną. A ja odpowiedziałem, że nie mam zamiaru walczyć z panią Doktorowicz, bo wolałbym się z nią wykąpać w wannie. I media to podchwyciły. Potem w Senacie co i rusz nagabywała mnie, co z tą kąpielą (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Widać nadzwyczaj lubi pan wodę, bo kiedyś oznajmił pan: „W takim brodziku, to ja bym z chęcią się wykąpał, pani Joasiu”. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Robiłem wtedy próbne zdjęcia do <em>Sławy i chwały</em>. Przez moje ręce przewinęła się masa młodziutkich aktorek tuż po szkole, w tym Joanna Brodzik. Trzeba powiedzieć, że z tego miotu wylansowałem parę dobrych nazwisk. Między innymi Małgorzatę Foremniak i Kasię Bujakiewicz, której nikt wtedy nie znał. Była potwornie stremowana, a ja stary wyga, żeby trochę rozładować napięcie mówię: „Pani ma małe trójeczki…”. Zarumieniła się i przyznała mi rację. Więc drążę dalej: „W tym filmie jest scena, w której pani postać się rozbiera”. Spuściła oczy i mówi: „Na planie jeszcze tego nie robiłam, ale dla pana zrobię”. Czy może być coś piękniejszego niż takie wyznanie? Słuchajcie, ona przed tą rozmową była pewna, że zaproponuję jej łóżko. Takie są podobno teraz standardy. Reżyserzy seks traktują jak myto.</p>
<p><strong>Kiedyś tak nie było?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie w takim stopniu. Ja w każdym razie nigdy nie konsumowałem napięcia erotycznego między aktorką i reżyserem przed skończeniem pracy. A to, że jestem bezpośredni w kontaktach, to inna sprawa. Kobiety to lubią, bo cenią szczerość. I odwdzięczają mi się za nią. Jakich rzeczy ja się dowiaduję o obyczajach, ho, ho… Uszy więdną.</p>
<p><strong>A jak to bywa w filmowych relacjach homoseksualnych?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To się wszystko z góry wie. Ja żyję z talentów i wiedzy o ludziach. Muszę być wścibski, żeby wiedzieć jak wykorzystywać emocje. Miałem kiedyś ciekawy przypadek. Przyszedł do mnie młody, bardzo utalentowany aktor i poprosił o rozmowę. Skarżył się, że od jakiegoś czasu żyje w piekle, bo odkrył, że jest homo. Spytał mnie, co robić. Powiedziałem, że jeśli chce być dobrym aktorem, to musi być sobą. Bo jak w głowie będzie miał bałagan, to niczego na scenie nie osiągnie, a do tego będzie miał fatalne życie. Dziś odnosi wielkie sukcesy. Zresztą dzisiaj jest łatwiej.</p>
<p><strong>A dawniej?</strong></p>
<p>Działy się rzeczy wstrząsające. Kiedyś opowiedział mi swoją historię pewien świetny, nieżyjący już, aktor. Będąc bardzo młodym człowiekiem, za okupacji, zakochał się w oficerze Wehrmachtu. Po wojnie zawisło na nim piętno kolaboranta. Przy SPATiFie była komisja, która wyznaczała kary. Często polegały one na banicji, na zesłaniu. Po prostu dostawało się zakaz grania w Warszawie i Krakowie. Na nim zapadł taki właśnie wyrok. To naprawdę jest materiał na świetny film. On wtedy, czując się skrzywdzony, złożył sobie przysięgę, że będzie tak długo żył, dopóki ostatni z tego pseudo-sądu nie umrze. Dlaczego? Bo po śmierci każdego członka owej komisji jeździł na jego grób i… srał. Wymierzał sprawiedliwość.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Porażająca historia. Nie żałuje pan, że zamiast kręcić kolejne filmy, zajął się pan polityką?</strong></p>
<p>Zawsze byłem człowiekiem czynnym obywatelsko. Poza tym miałem i mam imperatyw mówienia o Śląsku. I to nie ku swojej chwale, ale z bardzo poważnych powodów. Żeby tym moim Ślązakom, którzy mają kompleks niewolników – bo zawsze byli na samym dole i nauczono ich, że muszą się cieszyć, kiedy mają pracę – pokazać,  że mogą sami sobą rządzić. No więc, ten historyczny kompleks, który otwarcie nazywam „dupowatością”, chcę jak najbardziej niwelować.</p>
<p><strong>Posłowi będzie łatwiej niż senatorowi.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Mówiono, że PO łata dziury. Jedną z łat miał być Kutz. Pomyślałem, że to prawda. Że na tym biednym Śląsku nie było kogo wystawić. Że ta moja ziemia jest wciąż jak zaorana. Że nie wydała swoich naturalnych przywódców. To kraj, który od Fryderyka Wielkiego aż po dziś dzień traktowany jest jak kolonia. To miejsce, z którego się bierze, i któremu się nie za bardzo daje. Platforma mnie długo namawiała, a ja nie chciałem się zgodzić, bo nie miałem sił na prowadzenie kampanii wyborczej. Po drugie, uważam, że dziejowym przeznaczeniem tej ekipy jest wpuszczenie do polityki młodej generacji. Więc gdzie mi staremu?</p>
<p><strong>Jak pana przekonali?</strong></p>
<p>To były ostatnie chwile. Oni liczyli na Buzka, który byłby dobry, bo jest Ślązakiem i ma cechy, które Ślązacy bardzo lubią. Przede wszystkim jest przyzwoity. Buzek się jednak nie zgodził. Wtedy zostałem jedynym, który się do tego nadaje. Zostały dwa dni do zamknięcia list, a ja się wciąż wahałem. Uległem dopiero Balcerowiczowi, który zadzwonił do mnie z Ameryki. A ja do niego mam wielki szacunek. Tuskowi postawiłem jednak warunki dotyczące dwóch spraw – mojej starości i promowania autonomii Śląska. Tusk przystał na jedno i drugie. Obiecał, że nie będzie mnie zanadto eksploatować.</p>
<p><strong>Skoro nie chce się pan eksploatować, to jak widzi pan swoją pracę w Sejmie?</strong></p>
<p>Moja praca polega już tylko na tym, aby Ślązaków dźwigać. W tej chwili są zaledwie jedną trzecią mieszkańców Śląska. Reszta to przybysze. Ale ci przybysze zawsze lokowali się na lepszych posadach. Proszę popatrzeć, mimo, że mówię o Ślązakach tak straszne rzeczy i nie owijam w bawełnę, chcą na mnie głosować. Przecież nie powinienem być dla nich żadnym wzorcem. Jestem niewierzący, chodzę na manifestacje z pedałami, mam trzecią żonę, nie mam ślubu katolickiego… Jestem zaprzeczeniem tradycyjnego Ślązaka. Ale ja coś zrobiłem. I oni widzą, że robię to autentycznie. Do tego wiedzą, że umiem korzystać z wolności, czyli z tego, za czym oni skrycie tęsknią. Jestem ich delegatem, bo są mądrzy. Bo nie patrzą na człowieka powierzchownie. Księża, którzy prowadzili podwójne życie, mogli zawsze liczyć na wyrozumiałość Ślązaków. Bo patrzyło się nie na to, co ksiądz robi prywatnie, tylko czy jest dobrym księdzem. Każdy ma swoje słabości. I ze mną jest trochę podobnie. Najważniejsze, że nie jestem złym człowiekiem. Na Śląsku liczy się prawdomówność i szczerość.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy te cechy pomagały panu w pracy zawodowej?</strong></p>
<p>Na pewno. Nie byłem z inteligencji. Z robotniczej rodziny poszedłem do szkoły filmowej i wybrałem dla siebie zawód idealny, nie wiedząc jeszcze, co się we mnie kisi. W tym paskudnym PRL-u dostałem możliwość robienia wszystkiego, na co mnie stać. Towarzyszyła temu wielka radość życia, a co za tym idzie &#8211; pewien sposób bycia. Zawsze mówiłem, że robienie filmu to zbiorowe święto, taka ruchoma orgia, która wszystkich wciąga. Jeśli reżyser jest zdolny, to z tej energii powstają rzeczy niepowtarzalne. Jak mówił Gałczyński: „Są ogórki, które śpiewają”. I wtedy właśnie ogórek śpiewa. Ale eksploatacja organizmu w tym zawodzie jest tak ciężka, że w pewnym momencie należy dać sobie spokój. Bo inaczej można zwyczajnie wykitować.</p>
<p><strong>W polityce jest lżej?</strong></p>
<p>Jest inaczej. Poza tym żyjemy w bardzo ciekawym momencie historycznym. Ta dzisiejsza wielka fala emigracyjna to finał rewolucji solidarnościowej. Bariery zostały złamane. Młodzi chcą się zmierzyć ze światem. Moja córka z mężem też wyjechała na rok do Irlandii. Młodzi nie chcą żyć w zatrutym nienawiścią skansenie. Gwarantuję panom, że gdybyśmy byli państwem izolowanym, ten bunt zakończyłby się na ulicy. 21 października 2007 roku jest kolejną historyczną datą w historii Polski. To było jak wycięcie raka. Natychmiastowa ulga. Proszę spojrzeć: afera Rywina zadała śmiertelny cios lewicy pookrągłostołowej. Otworzyło się pole dla radykalnej prawicy, dla Kaczyńskich. A oni po dwóch latach się skompromitowali. Dlatego, że fałszowali historię i przyzwalali na cynizm polityczny w postaci dopuszczenia do władzy Leppera i Giertycha. Od początku byłem przekonany, że to jest początek końca władzy Kaczyńskich. Wykształciuchy i młoda generacja rozszyfrowała ich krętactwa. 21 października spłonął na stosie wielki lider – Aleksander Kwaśniewski. Ale spłonęli także: Jarosław Kaczyński, jego „państwo historyczne” i ojciec Rydzyk.</p>
<p><strong>A ten, który pozostał na stolcu?</strong></p>
<p>Lech jest bez wątpienia ofiarą silniejszego brata. Teraz czeka ich ciężki czas. Po raz pierwszy zostali poważnie rozdzieleni. Lech ma urząd, musi go sprawować i nie może już grać tylko pod dyktando brata, który jest w opozycji do rządu. A Jarosław za wszystkie nieszczęścia będzie wciąż obwiniał innych. Proszę popatrzeć, po wyborach okazuje się nagle, że PiS przegrała przez jakąś telewizyjną reklamę, przez rysunkowe ludziki mówiące: „Idź na wybory. Zmień kraj”. A najśmieszniejsze w tym okazuje się to, że autor tego spotu to syn Przybory &#8211; Kot. Jest w tym piękna prawidłowość. Oto dobre geny wykształciuchów w stosownej chwili dają o sobie znać i „zmieniają kraj”. Szalenie mi się to podoba &#8211; zemsta wykształciuchów.</p>
<p><strong>Może były nam potrzebne te dwa lata szoku? </strong></p>
<p>Jak najbardziej! To była dziejowa konieczność. To był awers do Okrągłego Stołu. Kaczyńscy odegrali tę rolę genialnie – w swoim samoubóstwieniu i cudownym samobójstwie. Poza ich świadomością dział się niesamowicie ważny dla nas wszystkich proces historyczny. Chwała Bogu, że ta wielka smuta trwała tylko dwa lata.</p>
<p><strong>W tym obozie znalazł się ktoś panu wyjątkowo bliski – Zbigniew Religa. Jak pan to przyjmował? </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wciąż bardzo go szanuję. Z Piesiewiczem byli dla mnie najbliższymi przyjaciółmi w Senacie. Kiedy Religa postanowił kandydować na prezydenta, to zwrócił się do mnie z pytaniem, co o tym myślę. Odradziłem mu. Pamiętam, że powiedziałem okrutny żart: „Jeśli chce pan zostać prezydentem, to chyba zależy panu na wystawnym pogrzebie państwowym”. Przez głowę mu nie przeszło, żeby się na mnie obrazić. Wyczuł w moich słowach troskę. Pamiętam też, jak kiedyś byliśmy z profesorem Religą na jakimś spotkaniu towarzyskim w Zabrzu. Siedzieliśmy obok siebie, lekko podpici. W pewnym momencie Religa się nachyla i pyta: „Panie Kazimierzu, ile miał pan kobiet w życiu?”. Do dziś mnie to śmieszy. Zrozumiałem, że on poświęcił temu za mało czasu. A przecież miał urodę, pozycję, wszystko. Był za bardzo zapracowany. I po latach pojawił się lekki żal. Nigdy nie zadałby mi tak pięknego pytania, gdybyśmy nie byli naprawdę blisko.</p>
<p><strong>A propos bliskości. Jak blisko bywał pan ze swoimi aktorkami? Krążą na ten temat legendy. I czy w takim razie zatrudnił pan kiedyś aktorkę, która się panu w ogóle nie podobała?</strong></p>
<p>Nie. Zawsze musi to być osoba, która ma w sobie coś. Nie musi być piękna. Musi mieć osobowość. Osobowość zresztą często ujawnia się dopiero na skutek jakichś okoliczności. Ostatnio czytałem bardzo ciekawy wywiad z Marianem Opanią. On, jako młody chłopaczek, grał u mnie razem z Olbrychskim w <em>Skoku</em>. Po tylu latach Marian powiedział, że wszystkiego nauczył się na planie tego właśnie filmu. Skonfrontowałem go wtedy z Danielem, który był gwiazdą. Żeby tę konkurencję wytrzymać, Opania musiał zyskać osobowość. Odnaleźć swoją siłę. I udało mu się znakomicie. Aktorów trzeba umieć otworzyć. Ja mam ten dar.</p>
<p><strong>Na przykład otworzył pan Annę Dymną, mówiąc do niej: „Ty masz dupę, ty masz cyce”.</strong></p>
<p>Tak. I była mi wdzięczna. Ania wie, że zawsze może liczyć u mnie na bezinteresowną życzliwość. A wtedy była nieszczęśliwa, w depresji. W jednej chwili, po ciąży, straciła wspaniałe warunki. Przecież to była dziewczyna zjawiskowa. Oczu nie można było od niej oderwać. Moje słowa pomogły jej znaleźć się w nowej sytuacji. Powiedziałem coś, co naprawdę było jej potrzebne.</p>
<p><strong>W <em>Opowieściach Hollywoodu</em> Anna Dymna grała żonę Janusza Gajosa. Zatrudnienie warszawskiego aktora w Teatrze Starym w Krakowie było wtedy ryzykownym przedsięwzięciem…</strong></p>
<p>Świadomie doprowadziłem do konfrontacji. Wiadomo, że rywalizacja między tymi miastami zawsze istniała. Kiedy Krakusy zobaczyli, jak Janusz fenomenalnie gra, to tak się potwornie przerazili i tak zmobilizowali, że zaczął się fantastyczny mecz. Ja, kurwa, tylko zręcznie nimi manipulowałem. To była erupcja talentu Gajosa.</p>
<p><strong>Czy wszystkie imiona z piosenki Jeremiego Przybory &#8211; <em>Kaziu, zakochaj się</em> są wymyślone?</strong></p>
<p>Raczej podmienione. Stałem się przyczyną tego utworu. Przybora był ogromnym wielbicielem kobiet. Wasowski też lubił kobiety, ale bardziej delikatnie, w ukryciu. Za bardzo kochał swoją żonę&#8230; Do filmu <em>Upał </em>zatrudniłem tabun sanitariuszek – studentek i dziewczyn z STS-u. Postanowiłem zrobić Starszym Panom niespodziankę. Któregoś dnia ogłosiłem, że wydaję bankiet kubański. Z pomarańczami, rumem i kubańskimi likierami – bo akurat to rzucili do sklepów. Powiedziałem dziewczętom, że mają się wykąpać, wymyć i przyjść bez biustonoszy. Żeby Starszym Panom było miło. A poza tym, żeby wkurwić kolegów-reżyserów, którzy mieszkali w tym samym hotelu. Było bardzo wesoło. Co i rusz któraś dziewczyna padała na wielkim małżeńskim łożu. Po pewnym czasie łóżko było ich. Starsi Panowie dyskretnie się wycofali i zostawili mnie biednego w tym łożu. Następnego dnia schodzę na śniadanie, spotykam ich przy stole, a Jeremi mi mówi: „Dzięki tobie wpadł nam do głowy pomysł na piosenkę”. Jerzy wyjął paczkę Grunwaldów, na której miał już zapisane nutki. Zaczęli śpiewać. A potem, żeby żart się sprawdził do końca, zaprosili do prawykonania tej piosenki Zosię Kucównę, która zresztą okazała się moją bliską krewną&#8230; Parę lat temu w „Gazecie Wyborczej” ukazał się wywiad ze mną. O kobietach. Pamiętam, że wtedy na tę okoliczność była zrobiona sesja. Ze mną i nagą modelką. Ale to wkurwiło moich kolegów! Mówili: „Ciągle te dupy fotografują się z tym starcem pierdolonym!”. A Jeremi przeczytał tę rozmowę i postanowił napisać wiersz <em>Boskie ciało</em> – ostatni w swoim życiu (<em>patrz ramka</em>).</p>
<p><strong>Kiedy u kobiet głupota jest wielką zaletą?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Przeważnie zawsze, bo jest autentyczna, taka babska. A gdy jej towarzyszy wdzięk – jest zabawna. Jest to rodzaj zwodniczej bezbronności. Uroczy osłabiony instynkt samozachowawczy. Uwodzenie kobiety obdarzonej tego rodzaju głupotą jest bardzo rajcujące, bo zwykle jest ona niekonwencjonalna, nie kombinuje i można ją nakręcać. I nie chodzi o to, że ten typ kobiet jest łatwiejszy, tylko przyjemność jest czystsza.</p>
<p><strong>Intelekt przeszkadza?</strong></p>
<p>Oczywiście, że nie. Jest najbardziej podniecającą cechą kobiecą. Wtedy jednak przygody damsko-męskie wchodzą na inny poziom. A chodzi o to, żebyśmy dostawali to, czego oczekujemy. Kontakt z kobietą bardzo inteligentną jest ciężką pracą. Czasami się odechciewa w połowie drogi, bo górka jest zbyt stroma, a potem &#8211; być może &#8211; doznania nie satysfakcjonujące. Pamiętajcie panowie, że to nie problem, że z pięknymi, głupimi kobietami nie ma o czym porozmawiać. Najważniejsze, że da się porozmawiać o nich.</p>
<p><strong>Spotkał pan więcej tępych bab czy chłopów?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Zdecydowanie bab, bo panami się nie interesuję. Z kobietami jest swobodny kontakt i dobrze czuję się w ich towarzystwie. Są autentyczne. Lubię je zaczepiać, dla samego zaczepiania, chociaż dzisiaj muszę na to uważać. Raz, że żona. Dwa, że w tym wieku mogą mnie wziąć za pedofila.</p>
<p><strong>Co myśli pan o feministkach i Partii Kobiet?</strong></p>
<p>Jeśli one chcą, to dlaczego nie? S&#8217;il vous plait. Patrzę na to bardzo łagodnym okiem. Kiedy tylko mogę, to je wspieram. Wszystkie takie ruchy wzbogacają nasze życie społeczne i dają wielu osobom do myślenia. Poza tym uczą nasze zaściankowe cymbalstwo szerszego spojrzenia na katolicyzm.</p>
<p><strong>Często jednak jest pan wrogiem numer 1 dla feministek. Zarzucają panu, że mówi pan o kobietach jak o kotletach.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Mówić tak mogą tylko te, które mnie nie poznały (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>W jakich dyscyplinach sportowych kobiety prezentują się najlepiej?</strong></p>
<p>W siatkówce, bo to sport intymnego podglądania. Dziewczyny są skąpo i ładnie ubrane, a rywalizacja powoduje, że nie mogą się kontrolować. Więc są naturalne.</p>
<p><strong>A przy jakich instrumentach?</strong></p>
<p>Wiadomo &#8211; przy wiolonczeli. Trzymanie między nogami takiego pudła musi rodzić jakieś konsekwencje, do cholery. Każdy facet myśli o możliwości stania się tym pudłem.</p>
<p><strong>Działają na pana kobiety w garniturach?</strong></p>
<p>Nie. Wszelka forma maskulinizowania kobiet jest głupotą.</p>
<p><strong>Czy głupotą jest również współczesna moda na silikony?</strong></p>
<p>Na mnie to w ogóle nie działa. To jakiś powierzchowny biznes dla onanistów. Wydaje mi się, że to podoba się tylko komuś erotycznie niespełnionemu. Ale Doda na przykład mnie bawi. To taka zabawna osoba, która prezentuje prostą filozofię. Wie, że życie jest krótkie, i że trzeba się przepchnąć przez tłum, a do tego nagle odkrywa w lustrze, że ma coś, na czym się trzeba wesprzeć. Wtedy zapada decyzja, co do dalszej kariery. Że do celu dojdzie, choćby po trupach. Po trupach mężczyzn, oczywiście. Wymyśla więc opakowanie i idzie na całość. Socjologicznie Doda jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Jej ojciec był wybitnym sportowcem, po którym odziedziczyła waleczność. Pozwala jej to iść bardzo daleko w swojej bezczelności.</p>
<p><strong>Zaangażowałby ją pan do filmu?</strong></p>
<p>Nie wiem. Musiałbym z nią porozmawiać i lepiej ją poznać. Obawiam się jednak, że mogłaby się okazać bardzo mało ciekawa od środka. Być może ma tylko opakowanie. Ale to nie zmienia mojej opinii o niej. Naprawdę ją podziwiam. Za konsekwencję.</p>
<p><strong>Podobają się panu dziewczyny w pielęgniarskich strojach?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Szpital to wspaniałe miejsce. Moja żona nie może uwierzyć w to, że ja tak lubię tam bywać. Parę razy w życiu bardzo poważnie chorowałem. Nawet groził mi paraliż. Aplikowano we mnie setki zastrzyków. A wokół mnie fruwały te aniołki. Szczególnie zapamiętałem taką jedną Ślązaczkę. Wydawała się kompletnie nie na miejscu &#8211; była taka piękna. W jej czystości, bieli, tej aseksualnej swobodzie było coś niezmiernie podniecającego. Wspaniale mnie dotykała. Od ciągłego wstrzykiwania miałem dupę jak z marmuru. I trzeba było coś na to zaradzić… Przełożyć mnie na bok, przesunąć. Ten kontakt fizyczny był fascynującym przeżyciem. Podobnie mam z charakteryzatorkami. Zawsze mnie korci, żeby za coś złapać. Zwykle te panie mają zajęte ręce i są troszkę bezbronne (<em>śmiech</em>). Ale tak naprawdę to już poza mną. Człowiek w moim wieku nie może nadstawiać tyłka, bo to obrzydliwe.</p>
<p><strong>Dla nas na pewno nie obrzydliwa jest pana przygoda z dzieciństwa. Jak miał pan 14 lat został zgwałcony przez kobiety. Potem to się jeszcze zdarzało?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie, ale tamten gwałt najbardziej utkwił mi w pamięci. W 14. roku życia zostałem wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Nie było tam w ogóle mężczyzn. Wszyscy na froncie. Po okolicznych wsiach<strong> </strong>grasowały kobiece gangi i gwałciły jakieś niedobitki facetów. Trafiłem na wieś pod dzisiejszym Bolesławcem. Pracowało tam 25 dziewcząt, w tym 5 mieszkało ze mną pokój w pokój na poddaszu. Jedna z nich była niezwykle piękna. Miała arystokratyczną urodę i zachowywała się, jakby była księżniczką. Niestety, ta mnie nie zgwałciła. Pewnego razu było jakieś święto, zjedliśmy pyszny obiad i napiliśmy się wina. Wieczorkiem leżę sobie grzecznie w łóżeczku, a tu otwierają się drzwi i wchodzą do mojego pokoju trzy dziewczyny z jednoznacznymi minami. Poniekąd na to czekałem. Dwie mnie trzymały za ręce i nogi, a trzecia – taki wielki holenderski babus – zgwałciła. Jak było już po wszystkim, to ubrałem się i spierdoliłem do ogrodu pod czereśnię. Taki byłem przejęty. Dziewczyny miały do mnie ogromne zaufanie, bo byłem z miasta, co dla nich było jednoznaczne z tym, że wiem wszystko o zapobieganiu ciąży. Stałem się wyrocznią w tym temacie i musiałem się takiej roli podjąć. Tylko, że ja nie miałem o tym pojęcia (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Kiedyś o kobietach rozmawiał pan z Cybulskim i Kilarem. A dzisiaj?</strong></p>
<p>Z kim się da! Cybulski nie żyje, a Kilar od pewnego czasu jest moherowym katolikiem, więc gada tylko z Zanussim.</p>
<p><strong>A w parlamencie?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To instytucja aseksualna. Nie ma mowy. Dobrze, że jest coś takiego jak Czytelnik – resztka wykształciuchowatej piaskownicy (<em>jadłodajnia w okolicach Sejmu</em> <em>– przyp. red.).</em> Jeszcze przychodzą tam niedobitki – Holoubek, Konwicki, Bereza, Głowacki. Poza tą piaskownicą jest już tylko cmentarz. Tam przeżywamy swoje stare, dobre lata. Tam toczą się wspaniałe dyskusje o kobietach i nie tylko. Tam pojawiają się byłe piękne panie. Często na „Głowę” rzucają się kobiety, a on nie wie, kto to jest i co z nią miał. Tylko w Czytelniku poza tym można poczuć smak dobrej zupy i zapach kotleta mielonego. To miejsce jest spełnieniem marzeń śląskiego robotnika: żeby mieć robotę blisko domu. I ja to mam!</p>
<p><strong>Zna pan dzisiaj kobiety, które „są tak piękne, że wzwód przy nich staje się niestosownością”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie, bo zwykle są to dziewczyny nieznane. Takie, które spotyka się na ulicach, w galeriach handlowych, w restauracjach. Również te głupie.</p>
<p><strong>Proszę się nam przyznać: często dostawał pan w twarz za swój niewyparzony język?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie, nigdy, ale nie mam zdolności do pamiętania negatywnych zdarzeń. Za to mam zdolność do wybaczania (<em>śmiech</em>). Może to wynika ze zwykłego safandulstwa, ale uważam, że trzeba się wystrzegać pożywki dla niskich instynktów.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jak by tak uzbierać ludzi, którym pan co nieco powiedział, to wyszłaby z tego cała kompania wojskowa. Sporo osób się poobrażało.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Gdybym ja się tak wszystkim przejmował, to po <em>Nikt nie woła</em>, po słowach Toeplitza: „jak długo państwo będzie wydawało pieniądze na fanaberie małego Kazia?”, powinienem popełnić samobójstwo.<strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Bareja, pana przyjaciel, obraził się do końca życia.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Reżyseria to jest taki zawód, w którym ludzi się cały czas napierdala. Bareja w sensie zawodowym robił potworne ludowe knoty. Nieestetyczne i złe warsztatowo. Nawiązujące do przedwojennych polskich komedii. Powiedziałem mu, że robi filmy z papendekla, czyli kartonu. Wymyśliłem słowo „bareizm”. A on, przewrażliwiony na swoim punkcie, śmiertelnie się na mnie obraził. Podobnie jak wszyscy, którzy wówczas się przy nim kręcili. Zacząłem być przedstawiany jako pupilek komunistów, który chciał go wyeliminować, a tym „bareizmem” wydał na niego wyrok.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>W <em>Zmiennikach</em> Bareja odgryzł się panu monologiem – „dawniej pisaliśmy się Kloc, ale potem mój brat został reżyserem i zmienił pisownię na Klotz<em>”.</em></strong></p>
<p><strong><em> </em></strong></p>
<p>Nawet o tym nie wiedziałem! Ale to płaski żart, dosyć tandetny. Chyba bym się obraził za jego marnotę. To dowcip podejrzewający każdego Ślązaka o proniemieckość.</p>
<p><strong>Ale pan zmienił nazwisko.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Byliśmy Kutze, ale w ramach przedwojennej polonizacji zmuszono ojca, żeby zmienił pisownię na „Kuc”.  W końcu się wkurwiłem i wróciłem do starej pisowni.</p>
<p><strong>Wkurwił się pan „ogierkiem?”</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Między innymi. Ludzie podejrzewali mnie o kumpelstwo z Gierkiem. Mówili tak o mnie Warszawiacy, którzy sądzili, że mój powrót na Śląsk był wykalkulowany. Że ja jestem członek ekipy Gierka, czym okazali kompletną niewiedzę o Śląsku. Większość osób nie odróżnia Zagłębia od Śląska, więc o czym my mówimy.</p>
<p><strong>A dlaczego Bronisław Wildstein nazwał pana „kucykiem nadętym do roli rumaka polskiej kultury”?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Pewnie musiałem go gdzieś przyszorować, jak został prezesem telewizji. To jest bardzo agresywny prawicowiec, więc takie docinki wynikają z jego innej orientacji politycznej. A gdzieś na dole są kompleksy nieudacznika, jakaś zawiść. Nie lubi się u nas ludzi, którzy zrobili karierę. W końcu to facet wykształcony, wszystkowiedzący, w swoim mniemaniu wybitny, a tu mu się jakaś bakteria ze Śląska plącze i pierdoli. Myślę, że nie podoba mu się także mój dosadny język. Ale jakbym mu przywalił, to wszyscy od razu rzuciliby się na mnie, że jestem antysemitą. A ja uważam, że Ślązacy są wice-Żydami w Polsce. I czuję z nimi bardziej braterstwo niż cokolwiek innego. Jak ktoś mnie atakuje, to ja łagodnieję, zadając sobie takie pytanie: „Ty kutafonie, proszę bardzo. Możesz o mnie mówić najgorsze rzeczy, masz do tego prawo, ale co ty zrobiłeś w życiu, żeby mi tak dojebywać?”. Zwykle okazuje się, że niewiele.</p>
<p><strong>Twierdzi pan, że brakuje panu „schlagfertigkeit” (<em>ciętej riposty – przyp. red.</em>). My jakoś tego nie zauważamy.</strong></p>
<p>Brakuje mi refleksu, klepki. Muszę się zastanowić nad pointą, a są tacy, którzy od razu lecą.</p>
<p><strong>Ale to pan ostatnio powiedział na żywo w telewizji: „Ale napierdoliłem o tym Śląsku”.</strong></p>
<p>No tak, bo myślałem, że już wyłączyli kamerę. Mam już chyba jakieś wariackie papiery. Po moim wystąpieniu u Miecugowa nie dostałem żadnego negatywnego maila. Wszyscy już się do mnie przyzwyczaili! Wiedzą, że taki jestem, że takie mam właściwości i że nie mogę się czasami powstrzymać. Poza tym ludzie często się boją, a ja się, kucia, nie boję. Jeden z ministrów za komuny powiedział mi: „Panie Kutz, pan jest białym słoniem. Panu nic nie można zrobić” (<em>śmiech</em>). Poza tym jestem w wieku, w którym ludzi się już nie aresztuje. Starość jest bardzo podobna do dzieciństwa i można być absolutnie wolnym.</p>
<p><strong>Narzeka pan, że nie sprawdza się w polemikach.</strong></p>
<p>Bo często tracę głowę i potem widzę, ile możliwości zmarnowałem. Poza tym zawsze boję się naruszyć czyjąś godność osobistą, wolę przyjąć nawet niesprawiedliwy cios, niż mścić się za wszelką cenę. Trzeba na to uważać, bo słowo może zabić. Ale za to mam łatwość spontanicznego wymyślania metafor – bon motów. Ona wynika z ciągłego treningu nazywania rzeczy po imieniu. To jest jednak inny refleks, spowodowany wiekiem intelektualnym.</p>
<p><strong>Na przykład Wajdę nazwał pan „pelargonią”.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie tylko. Również powiedziałem kiedyś, że to facet, któremu staje do środka.</p>
<p><strong>Proszę nam powiedzieć: zrobił pan połowę <em>Kanału</em>, czy nie?</strong></p>
<p>Wajda zaproponował mi i Kubie Morgensternowi, żebyśmy pomogli mu w kręceniu. W ramach dyplomu. Zaczęliśmy pracować, mając pełną świadomość, że pracujemy na nazwisko Andrzeja. On był zbyt delikatny i wykwintny, żeby się grzebać w gównie, a ja to uwielbiałem. Kozaczyłem jako pirotechnik, siedziałem w kanałach, w których Andrzeja w ogóle nie było, organizowałem plenery, smarowałem wszystkich gliną i ropą. Jednym słowem, wszystkie sekwencje kanałowe robiliśmy z Kubą. Jak film dostał nagrodę w Cannes, zapomniano o nas. Ale nigdy nie robiłem z tego problemu. Dzięki Wajdzie, na jego koszt, pouczyłem się kina. Nie mam żalu, bo on taki jest. Ma poczucie własnego geniuszu i wie, że na prawdziwą wielkość pracują tabuny innych. Tak było i będzie w całej sztuce.</p>
<p><strong>Twierdził pan, że jest parę osób, które podtrzymywały pana na duchu. Między innymi Stanisław Lem, którego już nie ma. Kto dzisiaj podtrzymuje na duchu posła Kutza?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Stanisław Lem był kosmitą. Ideałem absolutnej niezawisłości. Do tego typu ludzi należał ksiądz Tischner, Leszek Kołakowski, Jacek Kuroń, arcybiskup Nosol i nieżyjący biskup Musiał. To elita lewicowa. Najpiękniejsze w nich jest to, że zachowali swoją tożsamość. Potrafią nazwać świat po imieniu. Są wybitnymi bojownikami wolności. I dają takim jak ja codzienną witaminę.</p>
<p><strong>Kiedy w końcu doczekamy się pana książki <em>Piąta strona świata</em>?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Znowu napatoczyła się Ojczyzna i znowu muszę to odstawić, a mam napisane trzy ćwierci. Mój wydawca mnie nęka, bo podpisałem umowę i chce tę książkę ze mnie wydusić. Obiecałem, że przed 80. urodzinami skończę na pewno. Poprosiłem też, żeby mnie traktowali jak starca. Z pobłażaniem. Mam też zamiar zrobić <em>Cholonka</em> według Janoscha. To będzie mój ostatni film. Chcę pokazać tę niezwykłą integralność i samoistność Śląska.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Nie będziemy już pana zamęczać. To była nasza najdłuższa rozmowa w historii.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kurde, ja myślę. Okropnie mnie żeście wydoili. Mam nadzieję, że nie wyszedł ze mnie obrazoburca, tylko zwykły liberał, no powiedzmy – libertyn w sosie pomidorowym.</p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Na skróty:</strong></p>
<p>O FACETACH:</p>
<p>Mężczyźni to zwykle chamy i brutale. Poza tym każdy facet jest seksualnym bucem, a i tak kobiety wybierają nas, a nie my je.</p>
<p>Dla mężczyzn zawód aktora jest zawodem idiotycznym. Dlatego w pewnym wieku szukają działalności innej, zastępczej. Tak jak Marek Kondrat. Popełniają harakiri na talencie.</p>
<p>O REŻYSERII I POLITYCE:</p>
<p>W moim zawodzie wyzwolenie się z religii jest nieodzowne. Reżyser musi być wolnym człowiekiem. Ale nieważne, czy człowiek wierzy, czy nie. Najważniejsze, żeby być człowiekiem prawym i porządnym. Mam brata, który jest totalnym bigotem. Po moim przedwyborczym występie w telewizji dostał szału. Typowy moher. Ale porządny człowiek.</p>
<p>Jako reżyser w polityce także muszę umieć czytać drugie dno. Ostatnio rozczytałem, o co chodziło w mianowaniu na marszałka seniora Senatu &#8211; Ryszarda Bendera. To jest prezent na otarcie łez dla księdza Rydzyka.</p>
<p>O MAMIE:</p>
<p>W kinie byłem wiecznym chłopcem do bicia. Moja matka czytała różne recenzje moich filmów i myślała, że ja w tej Warszawie jestem kopany i żyję na dnie. Przysłała mi kiedyś bez słowa swoją rentę. A ja po cichu ją odesłałem. Przez rok była obrażona (<em>śmiech</em>). A jak umierała, to powiedziała, żeby niczym się nie martwić, bo ona opłaciła grób, trumnę i nie będzie nas obarczać swoimi problemami.</p>
<p>O ŻYCIU:</p>
<p>Jak jest nudno, to trzeba robić coś, żeby nudno nie było.</p>
<p>O PiS-ie:</p>
<p>Pedały są takimi samymi ludźmi jak członkowie PiSu.</p>
<p>JEREMI PRZYBORA</p>
<p><em>Kaziowi Kutzowi &#8211; po przeczytaniu jego sierpniowego wywiadu: </em></p>
<p>BOSKIE CIAŁO</p>
<p><em>W BOŻE CIAŁO </em></p>
<p><em>BOSKIE CIAŁO </em></p>
<p><em>DO MNIE NA WIEŚ PRZYJECHAŁO. </em></p>
<p><em>MĄ SAMOTNIĘ ODWIEDZAŁO. </em></p>
<p><em>POSIEDZIAŁO, SZCZEBIOTAŁO </em></p>
<p><em>I NA UPAŁ NARZEKAŁO. </em></p>
<p><em>PIĘKNIE PRZY TYM WYGLĄDAŁO &#8211; </em></p>
<p><em>JAK TO CIAŁO, </em></p>
<p><em>BOSKIE CIAŁO. </em></p>
<p><em>A JAK WSTAŁO, </em></p>
<p><em>SIĘ UJRZAŁO, </em></p>
<p><em>ŻE NA SOBIE MAŁO MIAŁO, </em></p>
<p><em>BO POD SŁOŃCE PRZEŚWIECAŁO. </em></p>
<p><em>BARDZO ŚMIAŁO </em></p>
<p><em>PRZEŚWIECAŁO. </em></p>
<p><em>ALE ZARAZ ODJECHAŁO </em></p>
<p><em>BOSKIE CIAŁO. </em></p>
<p><em>W CZAS PROCESJI TO SIĘ DZIAŁO. </em></p>
<p><em>ALE SIĘ NIE OGLĄDAŁO. </em></p>
<p><em>CIAŁO </em></p>
<p><em>WZROK ABSORBOWAŁO. </em></p>
<p><em>BOSKIE CIAŁO. </em></p>
<p><em>WTEM ZAGRZMIAŁO </em></p>
<p><em>I POLAŁO. </em></p>
<p><em>WIĘC SIĘ PANU DZIĘKOWAŁO, </em></p>
<p><em>ŻE CHOĆ TO TAK KRÓTKO TRWAŁO, </em></p>
<p><em>NIE TAK MAŁO </em></p>
<p><em>UKAZAŁO </em></p>
<p><em>BOSKIE CIAŁO </em></p>
<p><em>W BOŻE CIAŁO</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/kazimierz-kutz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marcin Koszałka</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/marcin-koszalka/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/marcin-koszalka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Feb 2010 14:15:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Koszałka Marcin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=1292</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 5 , 2006 rok TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Tomek Bergmann &#8211; Cieszy nas, że zgodziłeś się na wywiad, chociaż twierdzisz, że dla PLAYBOYA masz za płaską dupę&#8230; Tak uważa moja żona (wybuch śmiechu). Ale nie będziecie mnie chyba fotografować gołego? Wolelibyśmy zdjąć cię w kostiumie krasnoludka. Interesujący pomysł. Nigdy nie miałem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/02/Marcin-Koszalka.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1302" title="Marcin-Koszalka" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/02/Marcin-Koszalka.jpg" alt="" width="350" height="230" /></a>PLAYBOY nr 5 , 2006 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</strong></p>
<p><a href="http://tomekbergmann.com/ ">fot. Tomek Bergmann</a><strong><br />
</strong></p>
<p><strong>&#8211;<br />
</strong></p>
<p><strong>Cieszy nas, że zgodziłeś się na wywiad, chociaż twierdzisz, że dla PLAYBOYA masz za płaską dupę&#8230;</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tak uważa moja żona (<em>wybuch śmiechu</em>). Ale nie będziecie mnie chyba fotografować gołego?</p>
<p><strong>Wolelibyśmy zdjąć cię w kostiumie krasnoludka.</strong></p>
<p>Interesujący pomysł. Nigdy nie miałem takiej sesji. Mam nadzieję, że kostium Opałka będzie profesjonalny (<em>rechot</em>). Wiecie, że ja przez tego cholernego krasnoluda cierpię katusze? Ten liliput w czerwonej czapeczce prześladuje mnie całe życie. W podstawówce ze mnie lali. W liceum i na studiach także. Szczególnie jak sobie popiją, od razu mam przesrane. A o tym, że wszyscy przekręcają moje nazwisko, wolę nawet nie wspominać.</p>
<p><strong>Masz jeszcze inne wady, które wytyka ci żona?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Mnóstwo. Niektóre dyskwalifikują mnie szczególnie jako modelkę w sesjach erotycznych. Ale mam nadzieję, że przed wami będę się popisywał tylko nieprzeciętnym intelektem.</p>
<p><strong>No to dawaj! Jak ci się podoba IV Rzeczpospolita?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nam w Krakowie IV RP w ogóle się nie podoba. Jest nam smutno, a na ulicach widać przygnębienie. Nawet taksówkarze mają problem, by powstrzymać się od łez. Kraków płacze, bo Kraków rozumie, co się stało. Mamy prezydenta, na którego zagłosowali prości, starsi ludzie ze wsi, bez wykształcenia. Mam nadzieję, że jest świadom, czyim jest prezydentem.</p>
<p><strong>Czyli to nie jest twój prezydent?</strong></p>
<p>Niby nie jest, ale wtedy musiałbym stwierdzić, że Polska to nie jest mój kraj. Wiecie, mówię w sumie trochę wbrew sobie, bo PiS i Kaczyński głosowali za ustawą o kinematografii. A Donald chciał nas załatwić (<em>śmiech</em>). Swoją drogą, to ciekawe, że od ‘89 roku żaden prezydent nie miał tak cynicznego i złośliwego przyjęcia.</p>
<p><strong>Jesteś typem politykiera?</strong></p>
<p>Nigdy nie bawiłem się w politykę poza licealnym udziałem w Federacji Młodzieży Walczącej. Zrywaliśmy ruskie flagi pod ambasadą, a na murach bazgraliśmy symbole Polski Walczącej. Ale na wybory chodzę zawsze.</p>
<p><strong>A na gołe laski też lubisz zawsze popatrzeć?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie lubię babek kompletnie gołych. Jakoś mnie to nie bierze. Wolę, żeby coś miały na sobie. Przynajmniej do połowy. Cokolwiek. Pończochy, obrożę… wszystko jedno. No, żeby jakaś tajemnica była.</p>
<p><strong>A którą z polskich aktorek chciałbyś rozebrać do połowy?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kilka już widziałem (<em>chichot</em>). Miałem szczęście, bo oglądałem dwie, które mi się podobają. Karolinę Gruszkę w scenie miłosnej w <em>Kochankach z Marony.</em> W tym przypadku zaakceptowałem nawet kompletny brak bielizny (<em>śmiech</em>).<strong> </strong>No i Agnieszkę Grochowską w <em>Pręgach.</em> To nie są laski typu <em>barbie</em>. Są piękne, fotogeniczne i bardzo oryginalne. Dodatkowo z chęcią zobaczyłbym Kayah w jakichś perwersyjnych pończochach. Podobnie jak pół Polski. Oczywiście nie opowiadam wam tutaj o swoich żądzach, bo mam żonę (<em>półuśmieszek</em>).</p>
<p><strong>Wiemy, wiemy. Opowiedz lepiej o swoich gustach zagranicznych.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Zagraniczne laski, które mnie kręcą zajęłyby cały wagon kolejowy. Nie starczy wam stron&#8230;</p>
<p><strong>Wymień trzy naj&#8230;</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Jovovich, Basinger, która erotycznie fascynowała mnie jak byłem szczeniakiem i Madonna, zawsze fajna. Poza tym niezła jest chyba Kylie Minogue. A tak naprawdę lubię szczupłe, około 180 cm, ciemne blondynki. Mam nadzieję, że żona przeczyta ten wywiad (<em>śmiech</em>). Najważniejsze są długie, zgrabne nogi. Nie lubię ogromnych piersi. Cycki powinny być jak w sam raz. Kiedyś kolega powiedział mi, że warto przetestować dziewczyny, które prawie w ogóle nie mają biustu, bo są bardzo erotyczne i ten brak nadrabiają w łóżku. Sprawdziłem. To był niewypał (<em>rechot</em>).</p>
<p><strong>Agnieszkę Grochowską nazwałeś „samym miodem” w dziedzinie fotogeniczności. Czy są aktorki, które wydają ci się przeciwieństwem Agnieszki?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To mogłaby być bardzo ryzykowna odpowiedź. Wiecie, my z Krakowa musimy sprawiać wrażenie dobrze wychowanych dżentelmenów&#8230; Największa walka jest zawsze z leciwymi gwiazdami, które chcą nadal wyglądać jak dwudziestki. Dotyczy to także, a może przede wszystkim, dziennikarek telewizyjnych. Ciśnienie na planie jest duże, bo panie wiedzą, że sama wielowarstwowa tapeta nie wystarczy, musi być też dobre światło ukrywające starość. Zdarzyło mi się parę razy ratować uciekającą młodość.</p>
<p><strong>Masz powodzenie u kobiet?</strong></p>
<p>Do 30. roku życia miałem umiarkowanie-standardowo-średnio-polskie. Potem się ruszyło. Trochę za późno, bo już wybrałem kobietę swojego życia. To jest stały problem mężczyzny. Każdy chciałby mieć wszystkie kobiety świata. Ale jednak jak się pójdzie na ten układ, to się traci. Stała, dobra partnerka zawsze się lepiej sprawdza. Nawet moi koledzy seksoholicy, dochodzą do wniosku, ze wybrali błędną drogę (<em>śmiech</em>). Wracając do pytania&#8230; Owszem stałem się jakimś tam obiektem westchnień. Ale dopiero po tym, jak żona dopracowała mój <em>image</em>. Jest architektem i ma dobry gust. Potrafi mi znaleźć dobre spodnie, a nie jakieś obcisłe rurki z Tesco. Zaproponowała mi obcięcie włosów, bo miałem takie obleśne, jak na pierwszym filmie &#8211; coś <em>a la</em> piłkarz Bundesligi albo czeski hokeista. Koszule zmieniła mi na przylegające, obcisłe, a nie workowate. Jak żona polepszyła gościa, dopracowała model, to nagle się okazało, że facet jest atrakcyjny. Do tego operator, reżyser. Laski się zainteresowały. Za późno.</p>
<p><strong>Czyli żona strzeliła sobie samobója.</strong></p>
<p>Ale może teraz mnie łatwiej testować na wierność (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Jakie masz wspomnienia związane z utratą dziewictwa? Możesz odpowiedzieć dyplomatycznie, że stało się to z twoją żoną.</strong></p>
<p>No nie! Jak już rozmawiam z PLAYBOYEM, to trzeba walnąć coś pikantnego. To było ciężkie. Miałem inicjację seksualną dość późno, bo w wieku 20 lat. Jak na zmierzch PRL-u może OK., ale jak na statystyki europejskie wyglądało to raczej bardzo źle (<em>śmiech</em>). Partnerka była bardzo dojrzała. Niemile to wspominam. Mężczyzna powinien być mocarzem, myśliwym, powinien kierować tym statkiem. A tu jakoś szybko się zaczęło i szybko skończyło. Traumatyczne wspomnienie.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kuczok powiedział: „Gdybym ja nie mógł pisać, a Marcin kręcić filmów, to bylibyśmy wykluczeni”. Co przez to rozumiesz?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Dopóki nie znalazłem się w branży filmowej, byłem kompletnym outsiderem, krakowską ćmą barową. Facetem, który siedzi przy barze i kręci film, którego nigdy nie nakręci. Co innego, młode pokolenie. Ci już potrafią być sukinsynami. My, generacja zakorzeniona w PRL-u, próbujemy się tego nauczyć. I nie wychodzi to nam najlepiej.</p>
<p><strong>Z Kuczokiem macie wspólną fobię śmierci.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Jesteśmy hipochondrykami. Ale u nas to twórcze. Zastanawiam się, czy gdybyśmy nie mieli tej fobii, to bylibyśmy w stanie coś zrobić. Lęk przed wykitowaniem motywuje i rozwija.</p>
<p><strong><em>Istnienie</em> cię nie wyleczyło?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ciężko powiedzieć, bo jesteśmy dopiero po czterech dniach zdjęciowych. Poza tym, nie wiadomo, kiedy ten film skończymy. Chyba jednak najlepszym rozwiązaniem będzie jego wyświetlenie po śmierci Jerzego Nowaka. Czyli… oby jak najdłużej trwało kręcenie. Nie da się przewidzieć, kiedy Jurek umrze. To niesamowity dylemat: czy aktorowi pokazać jego pracę, czy nie? Jednak, gdy film wyświetli się po śmierci aktora, będzie miał większą siłę (<em>film doczekał się premiery za życia aktora, w 2007 roku zdobył nagrodę publiczności na Krakowskim Festiwalu Filmowym – przyp. red</em>).</p>
<p><strong>Umówiliście się z Nowakiem, że nie będziecie nic mówić na temat tego filmu. Ile możesz powiedzieć?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To trudny projekt, ale nie wiedzieliśmy, że będzie z tego taka zadyma. Chcieliśmy za pomocą mediów poinformować o naszym pomyśle, żeby zdobyć na niego pieniądze. Zrobiło się piekło. Dlatego nie gadamy na ten temat.</p>
<p><strong>Opowiedz chociaż, gdzie odbyły się te cztery dni zdjęciowe?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>W Radziejowicach, gdzie Jerzy jeździ co roku oraz na Ukrainie. Namówiłem go na ten wyjazd. Chciałem, żeby w filmie był wątek łzawo-romantyczny. Ale nie boję się sentymentalizmu, bo on i tak na końcu zostanie złamany formalinowym trupem. Nowak nie chciał jechać. Bał się ukraińskiej rzeczywistości. Jurek spędził tam swoje dzieciństwo, jego ojciec był starostą, krótko mówiąc piękne lata dwudzieste. W starostwie w Kołomyji, w jego domu rodzinnym, jest dzisiaj obleśna ukraińska przychodnia, a okropnie wyglądające panie w szarych kitlach krążą z probówkami między jego pokojem dziecinnym, pokojem wigilijnym a kuchnią. W filmie Nowak chodzi i mówi sam do siebie, opowiada, gdzie co było: „Tutaj stał piec kaflowy i mama gotowała pierogi, tutaj ubieraliśmy choinkę&#8230;” A naokoło totalny degrengol. Jego wspomnienia mogą żyć tylko w wyobraźni. Potem wybraliśmy się na cmentarz, bo jak powiedział tylko tam może spotkać kumpli. Nie spotkał, bo groby stoją w trawie i nie ma ani jednej tablicy. To będzie film o pamięci, a nie o miejscu, trupie i mięsie. Najważniejsza jest pamięć po człowieku, a nie jego powłoka cielesna.</p>
<p><strong>Czy za radą Sobolewskiego</strong> <strong>położyłeś się w trumnie?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie. Choć to rzeczywiście pomysł ciekawy formalnie (<em>śmiech</em>). Uważam, że niedobrze jest walczyć z krytykami. Dlatego czekałem na swojego obrońcę. Przeciwnikiem Tadeusza Sobolewskiego, a moim stronnikiem, okazał się Krzysztof Kłopotowski. Facet ma jaja. Łysa pała w skórze. Dzięki niemu nie boję się już Tadka (<em>rechot</em>).</p>
<p><strong>Jakie fobie, poza fobią śmierci, nosisz w sobie?</strong></p>
<p>Kiedyś wydawało mi się, że w kółko coś gubię. Poza tym byłem przekonany, że mnie za chwilę okradną. A to włam do mieszkania, a to brak samochodu na parkingu, takie rzeczy. Fobia śmierci jest jednak tak silna, że wyeliminowała konkurencję i została sama na placu boju.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jesteś katolikiem?</strong></p>
<p>Wierzę w Boga, ale nie chodzę do kościoła. Czyli jestem katolikiem na bakier, niepraktykującym. Rozmawiałem ze specjalistą w tej branży, z teologiem. Powiedział, że z punktu widzenia wiary, nie zostanę zbawiony. Trudno, będę się musiał sam przekonać. Zaryzykuję.</p>
<p><strong>Taka jest zresztą chyba twoja maksyma życiowa: „Jest ryzyko, jest zabawa”.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>To powiedzonko alpinistyczne. „Jest ryzyko, jest zabawa, albo piargi, albo sława”. Funkcjonuję w zmanierowanym środowisku. Mówią, że filmowcy muszą chlać, dupczyć i ćpać. Rozumiecie, nie ma paliwa i silniki się nie grzeją (<em>śmiech</em>). Jestem totalnym zaprzeczeniem tej teorii. Nie jestem dupcyngielem, seksoholikiem, a dodatkowo nie ciągnęło mnie do petów, prochów i wódy. Miałem oczywiście wątki ostrego picia w akademiku, ale wszystkie nałogi już za mną.</p>
<p><strong>Podobno wypić to ty za dużo nie umiesz&#8230;</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Piwo mnie zmiękcza, ale wódy mogę trochę popić.</p>
<p><strong>A jak sobie popijesz, pokazujesz ptaka&#8230;</strong></p>
<p>To prawda. Opowiem wam historyjkę, która się w PLAYBOYU spodoba (<em>śmiech</em>). Mały incydent. Drugi rok szkoły. Akademik w Katowicach. Ostre pijaństwo. Kobiety, koleżanki. Pod wpływem alkoholu przeżywam chęć rozebrania się do naga. Czynię to. Jestem kompletnie goły…</p>
<p><strong>Ale skarpetki zostawiasz?</strong></p>
<p>A, tak. Oczywiście. Lubię w skarpetkach, to jest takie PRL-owskie. Gość w skarpetkach w prążki. No więc, obnażam się, a kolega operator wpada na genialny pomysł. Okazuje się, że na półce stoją slajdy pornograficzne jego dziadka z lat 60. Dobre RFN-owskie slajdy. Od razu powstaje koncepcja – moja naga dupa i slajdy. Ja robię skłon, a koledzy z rzutnika Diapol robią projekcję pornosów na mojej dupie. W tym momencie wpada policja. I co się dzieje? Panowie przez 7 minut oglądali slajdy. Poczekali aż się pokaz skończył i dopiero wtedy interweniowali (<em>pęka ze śmiechu</em>).</p>
<p><strong>Aresztowali?</strong></p>
<p>Eee, skąd. Przecież ja byłem grzecznym chłopcem (<em>dalszy ciąg pękania</em>).</p>
<p><strong>No właśnie. Z pewnego źródła wiemy, że do czasu wyprowadzki z domu, byłeś niezłym maminsynkiem.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Pewnie, że tak. Tyrady słowne mamy z <em>Takiego pięknego syna&#8230;</em> wynikały z jej nadwrażliwości i chęci zrobienia wszystkiego dla mojego dobra. W podstawówce odprowadzała mnie do szkoły, robiła śniadania – strasznie mnie to denerwowało. Ale nie było tak, że chciałem zgnoić ją medialnie, a film zrobiłem z nienawiści do niej. Gówno prawda. Gdyby moja matka żyła w Stanach, dawno już zająłby się nią sztab psychoterapeutów. Oczywiście, że gadanie za uchem całymi dniami było irytujące, ale zawsze miałem świadomość, że robi to z wielkiej miłości do mnie. Ojciec, gdy mama zaczynała się rozkręcać, brał kapelusz i wychodził na spacer. Ja wziąłem kamerę.</p>
<p><strong>Jakie są kontakty między twoją żoną a mamą?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>No&#8230; Jak by tu zabrzmieć dyplomatycznie i politycznie&#8230;</p>
<p><strong>Mamy wstawić trzy kropeczki?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Nie są wielkimi przyjaciółkami (<em>uśmieszek</em>). Myślę jednak, że żona podoba się matce, tylko nastąpiło wkurzenie z racji stracenia kontroli nad synem. A moja druga połowa przełyka te wszystkie telefony, w których słyszy, że zaniedbuje męża, nie gotuje mu obiadów i tak dalej.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ile razy dziennie dzwoni do ciebie mama?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tak jak w <em>Jakoś to będzie</em>. Często. Bardzo często.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A jak z mamą poradziła sobie twoja starsza siostra?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ona rozwiązała sprawę zupełnie inaczej. W wieku 18 lat wyprowadziła się z domu. Był początek lat 90., super koniunktura. Została bizneswoman. Zaczynała od zera, jeździła spróchniałym, przegnitym maluchem, a dzisiaj ma furę pieniędzy i parę samochodów. Często dziwi się, że tak długo wytrzymałem w tym wrzasku.</p>
<p><strong>Jak długo wisiałeś na rodzicach?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>27 lat. Było wygodnie. Uprawiałem alpinizm i dorabiałem sobie w dobrze płatnych pracach wysokościowych. Tak jak Donald (<em>śmiech</em>). Malowałem kominy w Bełchatowie, pracowałem na elektrociepłowni w Krakowie. Zarabiałem pieniądze i wydawałem je na wspinanie. A u mamy był dach nad głową, obiadki&#8230;</p>
<p><strong>Ilu twoich znajomych przedłużyło sobie dzieciństwo w taki sposób?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Masa. Mam nawet kolegę<strong> </strong>psychiatrę, dobrze po pięćdziesiątce, który mieszka z mamą.<strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>To tak jak Jarosław Kaczyński!</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Ale macie polityczną jazdę! Uważajcie, żeby wam nie odebrali obywatelstwa.</p>
<p><strong>No tak, racja… Ale luzik, wytniemy to (<em>śmiech</em>). Lepiej powiedz, ile ty masz naprawdę lat. Bo dziennikarze raz piszą, że urodziłeś się w 1970, a potem, że w 1974.</strong></p>
<p>Niestety rację mają ci, co mnie postarzają. Ktoś się fajnie pomylił z tym ’74. Chyba w „Gazecie Wyborczej”.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A jak jest z twoim wykształceniem? Bo też piszą, że skończyłeś socjologię i wydział operatorski, a to ponoć nieprawda. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Łechcze mnie, gdy ktoś przypisuje mi dwa kierunki, ale to już robi się sprawa karna (<em>śmiech</em>). Bo wiecie, teraz w IV Rzeczpospolitej to już pewnikiem postawią Kwaśniewskiemu zarzuty w związku z kłamstwem magistracyjnym (<em>rechot</em>). Ze mną sprawa jest prosta &#8211; zaliczyłem trzy lata socjologii, a potem skończyłem katowicką filmówkę.</p>
<p><strong>A wcześniej zajmowałeś się ekstremalną jazdą na rowerze&#8230;</strong></p>
<p>To też błąd. Dziennikarzom z krakowskiej „Gazety” pomyliło się z alpinizmem.</p>
<p><strong>(<em>Śmiech</em>) Rzeczywiście pokrewne dyscypliny. Podobno do wspinania podchodziłeś bardzo ambitnie?</strong></p>
<p>Wspinanie mnie wykończyło. Alpinizm nie ma zaplecza psychologicznego, wiecie, takiego Żołędzia, którego miał Małysz. Wspinaczka to wolna amerykanka. Przeliczyłem się, bo traktowałem alpinizm jak sport boiskowy. Nie dostrzegałem w nim filozofii, sposobu na życie, metafizyki. Ja chciałem być Korzeniowskim gór. Spaliłem się. Widząc, że jestem tylko w pierwszej dwudziestce w Polsce, doszedłem do wniosku, że to kompromitacja i nie mogę dalej z tym żyć (<em>potulny śmiech</em>).</p>
<p><strong>Dlatego postanowiłeś zostać stróżem kinowym. Pracowałeś w dwóch krakowskich kinach – Kijowie i Wandzie.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Tak. Można powiedzieć, że karierę filmową zacząłem jako nocny cieć (<em>chichotanie</em>). Dostałem fuszkę po kolesiu po akademii muzycznej, który całe noce w kinie Kijów rżnął na kontrabasie. Pusta sala, świetna akustyka. No, chłopak nie mógł piłować w domu, więc zatrudnił się w kinie (<em>śmiech</em>). Kiedy pojawił się wakat, dostałem info i łyknąłem to. Barykadowałem się w cieciówce i spałem. Ale dużo lepszy był mój zmiennik, emeryt pan Jan. Piętnaście nocy pracowałem ja, piętnaście on. Kiedyś go poprosiłem o zamianę dyżuru. On na to, że nie ma sprawy i że zawsze może się zamienić, kiedy tylko będę chciał, zawsze. Powiedział: „Proszę pana, mnie tu nie ma. Jak oni wychodzą, ja zaraz po nich. Mieszkam po drugiej stronie ulicy. Zamykam kino, włączam budzik na piątą i idę spać”. Od tej pory poszedłem w ślady pana Jana. Ale nie szedłem do domu, tylko na drugą stronę ulicy do klubu „Żaczek”. Bawiłem się do rana, koncerciki te sprawy i wracałem przed szóstą otworzyć kino.</p>
<p><strong>Ile tak pociągnąłeś?</strong></p>
<p>Niestety ten świetny układ się skończył, kiedy zrobiłem w kinie imprezę. Wpuściłem 250 osób na imieniny ciecia nocnego w kinie Kijów. Pijaństwo nie do opanowania. Rano ponad dwudziestu wiecznych widzów siedziało w fotelach i oglądało film, którego nie było. Dostałem kopa w dupę, ale przyjęli mnie na to samo stanowisko w kinie Wanda. I tam już było spokojnie. Naoglądałem się najlepszych filmów. W Wandzie były ciągle przeglądy, na zmianę Antonioni, Tarkowski, Passolini. Wtedy mi w ogóle nie przyszło do głowy, że będę filmowcem. Ale obejrzałem tyle świetnych rzeczy i to na szmacie, na ekranie. To działa na człowieka. Jak widać &#8211; mocno.</p>
<p><strong>Powiedz, kiedy skończysz rodzinny tryptyk. Mówiłeś, że chciałbyś, żeby trzecią część sagi rodzinnej nakręciła twoja córka. A jak nie będzie chciała?</strong></p>
<p>To nie nakręci. Ale wiecie, jest coś takiego w ojcach, że chcą, aby dziecko szło w ich ślady, żeby było lepsze, żeby realizowało marzenia ojca i przemogło jego kompleksy. Trzeba uważać, żeby nie realizować na siłę siebie w dzieciach. I dlatego wpadłem ostatnio na nowy pomysł trzeciej części. Chciałbym zrobić film o tym, jak staram się nakłonić moją córkę do tego, by została reżyserem i zrobiła taki film, a w tym samym czasie walczę ze sobą, żeby jej jednak do niczego nie nakłaniać. Łapiecie? Film o próbie spełnienia siebie w dziecku – to jest jeszcze prosty temat. A ten drugi trudniejszy jest taki, Że ja filmuję to, że ona widzi, to co ja próbuję zrobić i się do tego w jakiś sposób ustosunkowuje. Robi się ciekawy układ dramaturgiczny. Córka może w końcu powiedzieć: „stary, daj mi spokój, pocałuj mnie w dupę, ja nie będę robić tego filmu dla ciebie, bo ja nie chcę robić filmów”. To też będzie ciekawe.</p>
<p><strong>Myślałeś kiedyś o nakręceniu remake’u <em>07 zgłoś się</em>?</strong></p>
<p>(<em>Śmiech</em>) Świetny pomysł! Borewicz to dla mnie postać absolutnie kultowa. Zawsze wolałem <em>07…</em> nawet od <em>Czterech pancernych…</em> Serial numer jeden PRL-u. Postać komunistycznego Jamesa Bonda, który uwodzi, ale nigdy nie puka, jest rewelacyjna. Nakręcić remake – genialne! Jakbyście byli producentami filmowymi, to wszedłbym w ten pomysł jak w dym. To mógłby być hit. A wiecie, że ostatnio dwa razy pod rząd spotkałem posła Cieślaka. Raz w pociągu, drugi raz w taksówce. Kult maksymalny (<em>śmiech</em>). Słuchajcie! Cieślak mógłby dziś zagrać zwierzchnika nowego Borewicza. Ale numer!</p>
<p><strong>Pamiętaj, że mamy <em>copyright</em> na ten pomysł. Robisz teraz coś jeszcze oprócz <em>Istnienia</em>?</strong></p>
<p>Zaprosili mnie ostatnio na EXPO do Japonii. Miałem zrobić dokument o zwykłej japońskiej rodzinie, a wyszło na to, że zrobiłem film o sobie i moim operatorze. Zrobiłem film o niemożliwości zrobienia filmu. Pojechałem do typowego japońskiego domu, do dość bogatych ludzi po sześćdziesiątce. Mam o nich robić film, ale oni ciągle nie mają czasu. Japonka wraca do domu, ja od razu do niej z tyczką i kamerą a ona tragicznie łamaną angielszczyzną: „very tired, very tired, sleepy, sleepy”. No to czekamy aż się obudzi. Wstaje, my do niej, a ona: „no, no, busy, office” i ucieka do biura, zostawia nam za to dwie kosmiczne porcje sushi zalane w dziwnych kwadratowych plastikach, ja to filmuję i tym się kończy scena. Jesteśmy, kurwa, cholernie głodni. Następnego dnia operator filmuje, a ja ją pytam: „do you have, do you have any bread?”. A ona: „today?”. Męża w ogóle nie ma. Nic się nie udaje z nim zrobić. Mamy ostatni dzień zdjęć, finałowa scena filmu jest taka: ona wchodzi do domu, i mówi: „today, today,” &#8211; i pokazuje na nas &#8211; „all day together”. I tu jest cięcie, koniec filmu. Taki jest też tytuł. Pakujemy się i jedziemy do domu (<em>film „Cały dzień razem” zdobył w 2006 roku nagrodę za najlepszy film dokumentalny Europy Środkowej na Międzynarodowym Festiwal Filmów Dokumentalnych</em> <em>w Jihlavie – przyp. red.</em>).</p>
<p><em> </em></p>
<p><strong>Na koniec szybki quiz. Kim dla ciebie są: Sylwester Latkowski…</strong></p>
<p>Facet robi krzywdę dokumentowi polskiemu, a pomagają mu media, które go promują. Powtórzę za moim kolegą: „Latkowski to facet, który ma tylko jedną fajną rzecz – garnitur”. Facet jest poza warsztatem, szkoda słów. Niech zostanie dziennikarzem „Super Expressu”. Film dokumentalny to nie jest reportaż interwencyjny.</p>
<p><strong>Andrzej Wajda…</strong></p>
<p>Pan Wajda jest absolutnie wybitnym reżyserem, ale pewnego dnia powinien sobie posłuchać jednej piosenki Perfektu i wziąć sobie jej słowa do serca.</p>
<p><strong>Krzysztof Kieślowski…</strong></p>
<p>Fascynujący pod każdym względem. Jedyny polski reżyser, który tak mocno i głęboko wpływa na moją psychikę, psychikę widza, nie zawodowca.</p>
<p><strong>Zbigniew Cybulski…</strong></p>
<p>Nie rozumiem jego fenomenu. Dzisiaj takiego aktorstwa nie można w ogóle akceptować. Ale w tamtych czasach, w tamtym momencie historii mógł rzeczywiście niesamowicie elektryzować. Cybulski nie ma w sobie ponadczasowości. Był bohaterem tamtych czasów. I koniec.</p>
<p><strong>Michael Moore…</strong></p>
<p>Latkowski przy nim to jest gość.</p>
<p><strong>„To świr, ale porządny koleś”. O kim to?</strong></p>
<p>O mnie? Wasi informatorzy mają rację. Sam widzę, że psychiatrycznie nie jestem do końca w standardzie. Ale w porządku koleś, bo mając pewne cechy pacjenta oddziału psychiatrycznego, jestem niespecjalnie szkodliwy, a dla wielu nawet zabawny (<em>wybuch niekontrolowanego śmiechu</em>).</p>
<h1><em> </em></h1>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/marcin-koszalka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gene Gutowski</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/gene-gutowski/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/gene-gutowski/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 Jan 2010 11:36:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[WYWIADY GOŚCINNE]]></category>
		<category><![CDATA[Gutowski Gene]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=2671</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 3, 2004 rok TEKST: Łukasz Klinke, Piotr Szygalski fot. Rafał Latoszek &#8211; Kim je­steś, Ge­ne: Ame­ry­ka­ni­nem czy Po­la­kiem? Amerykaninem z głębokimi polskimi korzeniami. Nie chcesz mieć pol­skie­go pasz­por­tu? W każ­dej chwi­li mo­gę mieć, ale po co? Pol­ski pasz­port, pol­ski oby­wa­tel, czy­li pol­skie po­dat­ki. Twoją autobiografię miał wy­dać Znak, ale nie wy­dał. Dla­cze­go? Do­sta­łem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/07/Gene-Gutowski.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2678" title="Gene-Gutowski" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/07/Gene-Gutowski.jpg" alt="" width="350" height="237" /></a>PLAYBOY nr 3, 2004 rok</strong></p>
<p><strong>TEKST: </strong><strong>Łukasz Klinke, Piotr Szygalski<br />
</strong></p>
<p>fot. Rafał Latoszek</p>
<p>&#8211;</p>
<p><strong>Kim je­steś, Ge­ne: Ame­ry­ka­ni­nem czy Po­la­kiem?</strong></p>
<p>Amerykaninem z głębokimi polskimi korzeniami.</p>
<p><strong>Nie chcesz mieć pol­skie­go pasz­por­tu?</strong></p>
<p>W każ­dej chwi­li mo­gę mieć, ale po co? Pol­ski pasz­port, pol­ski oby­wa­tel, czy­li pol­skie po­dat­ki.</p>
<p><strong>Twoją autobiografię miał wy­dać Znak, ale nie wy­dał. Dla­cze­go?</strong></p>
<p>Do­sta­łem w tej sprawie faj­ny list od Je­rze­go Il­ga, sze­fa Zna­ku. Pi­sał, że to wspa­nia­ła książ­ka, że chce ją wy­dać, ale nie mo­że: „Na­sze wy­daw­nic­two dzia­ła w pew­nej ni­szy, ka­to­lic­kiej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, a książ­ka jest za bar­dzo ero­tycz­na, wręcz nie­przy­zwo­ita”. Ra­dził też, że­by ni­ko­mu ni­cze­go nie po­zwo­lić ocen­zu­ro­wać, bo wszyst­ko jest bar­dzo faj­ne. Teraz książkę publikuje Wydawnictwo Literackie.</p>
<p><strong>Po­zwo­lisz, że za­cznie­my od po­waż­niej­szych te­ma­tów. Po­wie­dzia­łeś kie­dyś, że twoi ro­dzi­ce w trak­cie woj­ny po­win­ni uca­ło­wać i za­bić swo­ich ro­dzi­ców, by ra­to­wać dzie­ci. Co mia­łeś na my­śli?</strong></p>
<p>Przez to, że sta­ra­li się ra­to­wać sta­rusz­ków i chcie­li, że­by prze­ży­li, stra­ci­li wła­sne ży­cie. Prze­ga­pi­li szan­sę, by prze­żyć. A ich ro­dzi­ce mie­li wte­dy oko­ło osiem­dzie­siąt­ki. I tak by­ło po spra­wie. Nie roz­my­ślam nad tym spe­cjal­nie, ale je­stem pewien, że ja na ich miej­scu za­cho­wałbym się inaczej.</p>
<p><strong>Czy na­dal wcho­dzisz do nie­miec­kiej knaj­py, krzy­cząc: „He­il Hi­tler”?</strong></p>
<p>(<em>Śmiech</em>) Kie­dyś tak, te­raz już nie. Do dzi­siaj mó­wię płyn­nie po nie­miec­ku, a wte­dy bez pro­ble­mu mo­głem so­bie pozwolić na ta­kie żar­ty, bo nikt nie mógł rozpoz­nać, że nie je­stem Niem­cem. Wła­zi­łem do knajp tyl­ko dla Niem­ców. Odzia­ny w ty­rol­ski ka­pe­lu­sik, ład­ny chło­pak. Kto by się ze mną sprze­czał? Sia­da­łem, za­ma­wia­łem, ja­dłem i wychodziłem.</p>
<p><strong>To by­ło głu­pie czy od­waż­ne?</strong></p>
<p>I to, i to. Po­za tym by­łem głod­ny. Chcia­łem coś do­bre­go wpier­do­lić (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Po prze­czy­ta­niu książ­ki ma­my wra­że­nie, że by­łeś aro­ganc­kim tu­pe­cia­rzem. Czy­li co, do­bra ra­da dla wszyst­kich, któ­rzy chcą so­bie w ży­ciu po­ra­dzić: bądź aro­ganc­ki i miej tu­pet?</strong></p>
<p>Gu­to­wski Oczy­wi­ście, ale na aro­gan­cję, pro­szę was, trze­ba so­bie za­słu­żyć. Je­że­li ktoś jest aro­ganc­ki bez po­wo­du, jest ka­wa­łem ło­bu­za i chu­ja. Je­że­li na­to­miast wy­cho­dzi to z cie­bie na­tu­ral­nie, czu­jesz się eli­tą, mo­żesz być aro­ganc­ki. W angiel­skich pry­wat­nych szko­łach uczy się pew­no­ści sie­bie, bu­ty i aro­gan­cji. Wi­dzę to po mo­im sy­nu Ada­mie. Uczył się sła­bo, wy­rzu­ca­li go z róż­nych szkół, ale aro­gan­cję wkuł ce­lu­ją­co. Pew­ny sie­bie, przy­stoj­ny i aro­ganc­ki. Cze­go chcieć wię­cej?</p>
<p><strong>Ja­ki jest szczyt two­jej bu­ty?</strong></p>
<p>Chy­ba do­sta­nie się do kontr­wy­wia­du ame­ry­kań­skie­go po woj­nie. Ukoń­czy­łem jego szko­łę w Niem­czech i ja­ko agent zajmowałem się  aresz­to­wa­niem hi­tle­row­ców. To by­ło pie­kiel­nie pro­ste. Mia­łem kon­kret­ne na­mia­ry, trzy mi­nu­ty, kajdan­ki, go­ścia do dżi­pa i po spra­wie.</p>
<p><strong>Czy­li spi­ja­łeś sa­mą śmie­tan­kę. In­ni od­wa­la­li czar­ną ro­bo­tę, a ty przy­jeż­dża­łeś i cyk&#8230;</strong></p>
<p>A co?</p>
<p><strong>No, to te­raz już nie dzi­wi­my się, że do­ko­na­łeś oko­ło pię­ciu­set aresz­to­wań (<em>śmiech</em>). Fa­cet w czep­ku urodzo­ny. Po­za tym – jak wie­my – szmu­glo­wa­łeś. Mo­żesz po­dać ja­kiś przy­kład?</strong></p>
<p>Zwró­ci­li się do mnie ofi­ce­ro­wie z II Pol­skie­go Kor­pu­su, któ­rzy zna­leź­li gdzieś w gó­rach ca­łą sto­do­łę z no­wy­mi opo­na­mi Pi­rel­li. Po pro­stu ja­kiś Nie­mia­szek chciał w ten spo­sób za­bez­pie­czyć swo­ją przy­szłość. Za­py­ta­li mnie, czy kraść kradzione to kra­dzież. Do­szli­śmy do wnio­sku, że nie. Chcie­li, że­bym po­mógł im to opy­lić we Wło­szech ja­ko ich ochro­na. W koń­cu by­łem moc­ny, bo mia­łem pa­pie­ry kontr­wy­wia­du. Po­za tym do­sta­łem dwa­dzie­ścia pięć pro­cent (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Ukra­dłeś też ra­dio­sta­cję Luft­waf­fe dla Armii Krajowej na Okę­ciu&#8230;</strong></p>
<p>Zro­bi­łem to dla ka­sy. By­łem ich do­staw­cą (<em>śmiech</em>). Sam wy­my­śli­łem ta­ki to­war. I nie by­ło to mą­dre, cho­ciaż od­waż­ne. Chy­ba im się przy­da­ło, bo po­tem chcie­li te­go wię­cej (<em>śmiech</em>), no i za­czę­ło się nie­szczę­ście, bo in­te­res zro­bił się za du­ży. Mu­sia­łem brać róż­nych po­ma­gie­rów, nie wszy­scy by­li lo­jal­ni, przez to mu­sia­łem się ukry­wać, ale wszyst­ko skoń­czy­ło się szczę­śli­wie.</p>
<p><strong>Po­ma­ga­łeś AK tyl­ko z po­wo­dów ma­te­rial­nych? Ze­ro pa­trio­ty­zmu?</strong></p>
<p>Ra­czej z ma­te­rial­nych. Może jakiś tam patriotyzm też był.</p>
<p><strong>I ty się dzi­wisz, że je­steś uwa­ża­ny za oso­bę kon­tro­wer­syj­ną? Gdzie ta pol­ska mar­ty­ro­lo­gia? Ko­lej­ny przy­kład: oku­pa­cja ko­ja­rzy ci się z roz­dzie­wi­cza­niem&#8230;</strong></p>
<p>Ina­czej być nie mo­że. Przy­szła do mnie dziew­czy­na, bo nie chcia­ła umie­rać ja­ko dzie­wi­ca. Dru­ga przy­szła do ko­le­gi. My to ma­my w ge­nach. Mój wnuk Jor­dan cho­dził do szko­ły w Mon­te Car­lo, w któ­rej wy­ro­bił so­bie opi­nię, że świet­nie de­flo­ru­je dziew­czy­ny, a one po­da­wa­ły go so­bie z rę­ki do rę­ki, po­le­ca­ły go. Miał pseu­do­nim – First Lo­ve (<em>śmiech</em>). Tak więc ja ro­bi­łem to jesz­cze na ma­łą ska­lę, ale cięż­ko mi się by­ło oprzeć.</p>
<p><strong>Nie chce­my być zło­śli­wi, ale to chy­ba do­brze, że masz sy­nów, a nie cór­ki&#8230;</strong></p>
<p>(<em>Śmiech</em>) Bo­że świę­ty! Ale wte­dy bym kur­wy wy­cho­wał! Daj­cie spo­kój.</p>
<p><strong>Le­piej być ko­bie­tą czy fa­ce­tem?</strong></p>
<p>Fa­ce­tem, ale z cie­ka­wo­ści chciał­bym przez ty­dzień być dziew­czy­ną. Uooo, wszyst­kim bym du­py da­wał (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>A pa­mię­tasz, kie­dy stra­ci­łeś dzie­wic­two?</strong></p>
<p>Tak. By­ło to z na­szą nie­miec­ką słu­żą­cą. Od dziec­ka lu­bi­łem ry­so­wać, a ją mo­je ry­so­wa­nie fa­scy­no­wa­ło. Chcia­ła, że­bym na­ry­so­wał jej por­tret, w czym upa­try­wa­łem moż­li­wość by­cia sam na sam. Rze­czy­wi­ście ją na­ry­so­wa­łem i by­ła to jed­na z naj­lep­szych prac, ja­kie kie­dy­kol­wiek wy­ko­na­łem. Mia­łem sil­ną mo­ty­wa­cję, a do czy­nu do­szło w ja­kiejś za­śnie­żo­nej altan­ce. Li­czy­łem so­bie wte­dy trzy­na­ście lat.</p>
<p><strong>Czy sy­no­wie po­szli w śla­dy oj­ca?</strong></p>
<p>An­drew, kie­dy miał sie­dem­na­ście lat. Z pew­ną Bra­zy­lij­ką, na któ­rą zresz­tą le­ciał Sko­li­mow­ski (<em>zna­ny pol­ski re­ży­ser filmo­wy, któ­ry pra­cu­je na Za­cho­dzie – przyp. red.</em>). Je­go brat Alex cią­gle na­to­miast opo­wia­dał o swo­ich przy­go­dach, że tę zła­pał, tam­tą wy­ma­cał, tej zdjął maj­tecz­ki. A ja mu mó­wię: „Prze­stań nu­dzić i dzie­cin­nie ga­dać. Jak coś faj­ne­go zrobisz, to mi do­pie­ro po­wiesz”. Pew­ne­go dnia przy­szedł i mó­wi: „Ta­ta, zro­bi­łem!”. Mia­ła na imię Bet­ty. Jej oj­ciec był w ma­ri­nes. Py­tam go: „Czyś ty zwa­rio­wał!?”. Po­tem oka­za­ło się, że zro­bi­li to w do­mu puł­kow­ni­ka ma­ri­nes, w nie­dzie­lę, kie­dy ro­dzi­ce po­szli do ko­ścio­ła. Alex dup­czył ich có­recz­kę, uży­wa­jąc kon­do­ma ta­tu­sia. To do­pie­ro by­ła huc­pa! Ale na­wet mi się po­do­ba­ło. Kie­dyś zresz­tą roz­ma­wia­łem z ni­mi o tych spra­wach i oka­za­ło się, że wie­dzą o wie­le wię­cej niż ja. Miałem wte­dy ja­koś po czter­dzie­st­ce, a oni bez­czel­ni py­ta­ją, czy ja to jesz­cze ro­bię!</p>
<p><strong>Prze­pra­sza­my za sko­ja­rze­nie, ale sł</strong><strong>o­wo „jesz­cze” ko­ja­rzy się nam z Via­grą. Uży­wasz?</strong></p>
<p>Nie, nie do­sze­dłem do te­go, ale mam w za­pa­sie. Na­to­miast Fer­dy May­ne, któ­ry grał wam­pi­ra w <em>Nie­ustra­szo­nych zabójcach wam­pi­rów</em>, już po osiem­dzie­siąt­ce pod­ła­pał ja­kąś pa­nią, wziął Via­grę, sta­nął mu i nie chciał opaść. Mu­siał z tym je­chać do szpi­ta­la. Je­że­li erek­cja trwa dłu­żej niż dwie, trzy go­dzi­ny, trze­ba pod­jąć ja­kieś kro­ki. Mu­sie­li mu po­brać krew z pe­ni­sa czy coś ta­kie­go.</p>
<p><strong>Twier­dzisz, że naj­lep­szy okres w ży­ciu męż­czy­zny to pięć­dzie­siąt­ka na kar­ku. My je­ste­śmy jesz­cze trochę przed i chcieli­by­śmy wie­dzieć, cze­go się spo­dzie­wać&#8230;</strong></p>
<p>Je­steś wte­dy pe­łen sił wi­tal­nych, pod­ry­wasz mło­de du­py, stoi ci&#8230; Wie­cie, o co cho­dzi.</p>
<p><strong>A co ty ro­bi­łeś, jak mia­łeś pięć dych?</strong></p>
<p>Wszyst­ko to wła­śnie (<em>śmiech</em>). Po­za tym ro­bi­łem in­te­re­sy i po­bra­łem się z żo­ną, któ­ra mia­ła dwa­dzie­ścia dwa la­ta.</p>
<p><strong>A dla­cze­go nie roz­wi­ja­łeś ta­len­tu rzeźbiar­skie­go?</strong></p>
<p>Czy­ste le­ni­stwo. Ża­łu­ję te­go. Po­wi­nie­nem wię­cej ma­lo­wać i rzeź­bić. Te­raz rzeźbię tyl­ko dla przy­jem­no­ści, no i dla ka­sy <em>(śmiech</em>). Rzeź­biłem gło­wy mo­ich zna­jo­mych, któ­rzy pła­cili mi za to po dzie­sięć ty­się­cy do­la­rów. Mię­dzy in­ny­mi Polańskie­go, księ­cia Ada­sia Czar­to­ry­skie­go, ale ich za darmo. Rzeź­bię też za dar­mo Asię (<em>to­wa­rzysz­ka ży­cia G.G. – przyp. aut.) (śmiech</em>).</p>
<p><strong>Trze­ba wie­dzieć, ko­go rzeź­bić&#8230;</strong></p>
<p>A co, z bid­ny­mi bę­dę pra­co­wał? (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Po­lań­ski w la­tach 60. na­zy­wał cię kró­lem ży­cia. To fakt czy mit?</strong></p>
<p>Fakt. Wte­dy by­łem czter­dzie­ści lat młod­szy, świet­nie ży­li­śmy w Lon­dy­nie – wszyst­kich zna­łem, wszy­scy mnie zna­li.  Ro­mek na­tych­miast wsko­czył w tak zwa­ny swin­ging Lon­don i czuł się w nim jak ry­ba w wo­dzie. On uwiel­biał Lon­dyn, Lon­dyn uwiel­biał je­go. Nas by­ło wte­dy tak nie­wie­lu (<em>śmiech</em>), a ich, dziew­cząt, tak wie­le&#8230;</p>
<p><strong>Po­dob­no An­giel­ki rzu­ca­ły się wte­dy w szcze­gól­no­ści na Po­la­ków&#8230;</strong></p>
<p>Bez­względ­nie. An­giel­ki to bar­dzo go­rą­ce dziew­czy­ny. Gów­no praw­da, że są zim­ne, jak się mó­wi. Wte­dy by­ły po pro­stu nie ­do­je­ba­ne. An­gli­cy ja­koś się tym spe­cjal­nie nie in­te­re­so­wa­li, a Po­la­cy mie­li tam do­brze już w cza­sie woj­ny, choć­by na­si lot­ni­cy. Na­ru­cha­li się, że hej.</p>
<p><strong>Pierw­sza rand­ka, któ­rą zor­ga­ni­zo­wa­łeś Po­lań­skie­mu, oka­za­ła się to­tal­nym nie­wy­pa­łem. Zło­śli­wy żart z two­jej stro­ny?</strong></p>
<p>Ależ nie! Chcia­łem jak naj­le­piej. Zna­łem tę dziew­czy­nę, by­ła wol­na, świet­nie mó­wi­ła po fran­cu­sku&#8230; My­śla­łem, że pójdzie im do­brze, ale nie po­szło. Ro­mek po­pro­sił, że­bym nie uma­wiał go już ni­gdy wię­cej, że on sam świet­nie da so­bie ra­dę. I tak by­ło.</p>
<p><strong>Chy­ba tak. O je­go wie­czo­rze ka­wa­ler­skim mó­wi się do dziś&#8230;</strong></p>
<p>No tak, to by­ła nie­zła or­gia. Mię­dzy in­ny­mi świet­nie ba­wi­li się tam Mi­cha­el Ca­ine i Te­ren­ce Stamp. Vic­tor Low­nes (<em>współ­za­ło­ży­ciel PLAY­BOYA – przyp. aut.</em>) miał sau­nę na naj­wyż­szym pię­trze swo­je­go do­mu. Kie­dy tam do­sze­dłem i otwo­rzy­łem drzwi, oka­za­ło się, że w środ­ku ru­cha­ją się twar­do trzy pa­ry. W po­twor­nym upa­le. My­ś­l­ałem, że umrą, więc za­czą­łem ich wy­cią­gać. Oczy­wi­ście usły­sza­łem, że­bym się od­pier­do­lił. A Ca­ine i Stamp by­li w środ­ku&#8230;</p>
<p><strong>Czy obec­ne­go kró­la Szwe­cji po­zna­łeś na im­pre­zach te­go ty­pu?</strong></p>
<p>Nie. On kie­dyś pró­bo­wał z gru­pą lu­dzi wejść do klu­bu, mię­dzy in­ny­mi z mo­ją przy­ja­ciół­ką, ale wła­śc­iciel ich nie wpu­ścił. Ona mó­wi: „Ale to jest na­stęp­ca tro­nu Szwe­cji”. Na co on: „To nic dla mnie nie zna­czy. Je­śli to są go­ście Ge­ne’a Gu­tow­skie­go, niech on tu przyj­dzie”. Mu­sia­łem się ubrać i zejść do nich, że­by Ka­rol Gu­staw wszedł do klu­bu. Póź­niej by­wał u mnie, wy­sy­łał pre­zen­ty. No, ale to by­ło wie­le lat te­mu.</p>
<p><strong>Czy to le­piej, że Ro­man Po­lań­ski spo­tkał Ge­ne’a Gu­tow­skie­go, czy od­wrot­nie?</strong></p>
<p>Do­bre py­ta­nie. Do­brze by­ło w obie stro­ny. Gdy­by nie ja, bez­względ­nie zna­la­zł­by się prę­dzej czy później in­ny Ge­ne Gutow­ski. Uważam, że w ży­ciu nie ma nie ­od­kry­tych ta­len­tów, zwłaszcza ta­kich jak Ro­man, któ­re poza tym po­tra­fią się do­brze pro­mo­wać. Mnie ta zna­jo­mość tak­że świet­nie zro­bi­ła. W koń­cu uzna­no, że je­stem je­go od­kryw­cą. I to mi się podoba.</p>
<p><strong>To dla­cze­go ta owoc­na współ­pra­ca w pew­nym mo­men­cie się skoń­czy­ła?</strong></p>
<p>Mor­der­stwo Sha­ron Ta­te (<em>druga żo­na Po­lań­skie­go za­mor­do­wa­na w je­go wil­li wraz z in­ny­mi oso­ba­mi przez ban­dę Man­so­na – przyp. red.</em>). Fakt, że mie­li­śmy wspól­ny kon­trakt z Pa­ra­mo­un­tem – on ja­ko re­ży­ser, ja ja­ko pro­du­cent. Dosze­dłem do prze­ko­na­nia, że mu­szę z cze­goś żyć, a po­nie­waż Ro­man nie chciał w tym okre­sie ro­bić fil­mów, to zrealizo­wa­łem <em>Przy­go­dy Ge­rar­da</em> ze Sko­li­mow­skim i <em>Ro­mans ko­nio­kra­dów</em> z Abra­ha­mem Po­lon­skym. Ale to już nie by­ło ro­bie­nie fil­mów z Po­lań­skim, nie ta kla­sa re­ży­se­rów.</p>
<p><strong>Po­dob­no przy­ja­ciel­skie sto­sun­ki mię­dzy wa­mi po­psu­ły się, bo two­ja żo­na Ju­dy ju­dzi­ła Sha­ron Ta­te prze­ciw­ko jej mężowi. Tak przy­naj­mniej twier­dził Cze­sław Mi­łosz&#8230;</strong></p>
<p>Nie przy­po­mi­nam so­bie cze­goś ta­kie­go. Mi­łosz przy­jaź­nił się z Po­lań­skim, kie­dyś był na­wet na ko­la­cji w do­mu, w którym miesz­ka­li­śmy wspól­nie z Ro­ma­nem. Mo­ja żo­na la­ta­ła wte­dy za mną z no­żem, co by­ło dość spek­ta­ku­lar­ne. Że­by by­ło śmiesz­niej, to ja na­kry­łem ją na zdra­dzie mał­żeń­skiej. Po­wie­dzia­łem, że­by spie­prza­ła, ale ona, za­miast spie­przać, la­ta­ła za mną z ko­są. Nie wiem, cze­mu.</p>
<p><strong>Czę­ściej zdra­dza­łeś czy by­łeś zdra­dza­ny?</strong></p>
<p>Mia­łem dwa mał­żeń­stwa, któ­re roz­pa­dły się przez zdra­dę pań. Bio­rąc pod uwa­gę mój tryb ży­cia ma­ło kto w to wie­rzy, ale kie­dy by­łem żo­na­ty, to nie zdra­dza­łem. Sza­leń­stwa by­ły w an­trak­tach między małżeństwami i w cza­sach mo­je­go stanu ka­wa­ler­skie­go.</p>
<p><strong>W książ­ce przed­sta­wiasz ko­chan­ków swo­ich żon ja­ko pa­skud­nych, ob­le­śnych dam­skich bok­se­rów&#8230;</strong></p>
<p>Ta­cy wła­śnie by­li. Sto pro­cent praw­dy.</p>
<p><strong>To co one w nich wi­dzia­ły?</strong></p>
<p>Chuj wie (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>A pro­pos, gdzie znaj­du­je się słyn­ny zło­ty pe­nis, czy­li pre­zent, któ­ry Po­lań­ski ofia­ro­wał Vic­to­ro­wi Lowne­so­wi?</strong></p>
<p>Pew­nie już daw­no roz­to­pio­ny. Low­nes po­kłó­cił się z Po­lań­skim i jak od­rzu­co­na ko­chan­ka wy­słał mu pe­ni­sa z po­wro­tem z tek­stem ty­pu: chuj do chu­ja (<em>śmiech</em>). Do Ro­ma­na zwró­ci­ła się in­sty­tu­cja cha­ry­ta­tyw­na z San Fran­ci­sco, któ­ra chcia­ła da­tek na rzecz lu­dzi są­dzo­nych za pa­le­nie ma­ri­hu­any. Po­nie­waż nie miał ka­sy, dał im pe­ni­sa. I słuch za­gi­nął. Wszy­scy my­śle­li, że to był pe­nis Vic­to­ra, po­tem Ro­ma­na, ale to był mój pta­szek. To ja by­łem mo­de­lem (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Jak zo­stał uzy­ska­ny stan twar­do­ści mo­de­la?</strong></p>
<p>Ktoś był przy tym. Ktoś, czy­li żo­na, któ­ra przez kil­ka go­dzin moc­no mi po­mo­gła. Rzecz ja­sna w spo­sób me­cha­nicz­ny.</p>
<p><strong>Czy Po­lań­ski do­stał w koń­cu Zło­te­go i Srebr­ne­go Niedźwie­dzia za <em>Wstręt </em>i <em>Mat­nię</em>? Sta­tu­et­ki wów­czas za­własz­czy­li so­bie dys­try­bu­to­rzy fil­mów&#8230;</strong></p>
<p>Tak. Mniej wię­cej rok te­mu za­mó­wi­łem je u dy­rek­cji fe­sti­wa­lu ber­liń­skie­go. Kosz­to­wa­ło to ma­ją­tek, oko­ło dwóch i pół ty­sią­ca do­la­rów od sztu­ki, ale wresz­cie po kil­ku­dzie­się­ciu la­tach Po­lań­ski je ma!</p>
<p><strong>Po­dob­no w trak­cie <em>Pia­ni­sty</em> by­łeś nie tyl­ko pro­du­cen­tem. Ro­bi­łeś tak­że za kon­sul­tan­ta historycznego&#8230;</strong></p>
<p>Na­tu­ral­nie! Bu­ty nie­do­bre, ka­ra­bin za dłu­gi, twarz nie ta&#8230; Był na przy­kład pro­blem ze sta­ty­sta­mi. Po­lań­ski dzwo­ni do mnie z Ber­li­na i mó­wi: „Da­ją mi złe ty­py!”. Lu­dzie, któ­rzy pro­wa­dzi­li ca­sting, nie mie­li po­ję­cia jak ma to wy­glą­dać. Sądzi­li, że pol­skie pod­zie­mie to kul­tu­ry­ści, a prze­cież w ro­ku 1941 czy 42 to by­li lu­dzie nie ­do­kar­mie­ni i szczu­plut­cy. Zwo­ła­łem wszyst­kich i mó­wię: „Umów­my się, są trzy ty­py fi­zycz­ne. Naj­bar­dziej wy­pa­sie­ni to Niem­cy, skrom­niej­si, trochę wy­głod­nia­li to Po­la­cy. No i typ trze­ci – Ży­dzi, bar­dzo już wy­gło­dze­ni. Nie moż­na nam w związ­ku z tym ja­kichś gru­bych Ży­dów wci­skać. Oni przez dwa la­ta pra­wie nie je­dli”. Zro­bi­łem se­lek­cję jesz­cze raz. „Ty te­raz idziesz na Ży­da, a ty Ży­dzie do ge­sta­po”.</p>
<p><strong>Z ja­kich po­wo­dów nie uda­ła się współ­pra­ca ze Sko­li­mow­skim? Cho­dzi nam o two­je od­czu­cia po<em> Przygodach Ge­rar­da&#8230;</em></strong></p>
<p>Miał do­bre in­ten­cje, a błąd po­peł­ni­łem ja, bo ten film prze­kra­czał je­go moż­li­wo­ści. Po­lań­ski oczy­wi­ście zro­bił­by to lepiej (<em>śmiech</em>). Ju­rek jest bar­dzo uta­len­to­wa­ny, ale tak­że nie­sły­cha­nie ską­py.</p>
<p><strong>A Po­lań­ski? Mo­że to ce­cha ty­po­wa dla pol­skich re­ży­se­rów?</strong></p>
<p>Po­lań­ski wręcz prze­ciw­nie. Jest roz­rzut­ny. Ma nie­sły­cha­ny gest.</p>
<p><strong>Czy je­steś ha­zar­dzi­stą?</strong></p>
<p>Nie. Ni­gdy nie by­łem, ale znam ta­kich, któ­rzy spo­ro prze­gra­li. Moi arab­scy przy­ja­cie­le cią­ga­li mnie po ka­sy­nach, da­wa­li ka­sę do rę­ki, że­bym grał, np. dzie­sięć ty­się­cy do­la­rów, a ja tak gra­łem, że­by mieć świę­ty spo­kój, czy­li prze­gry­wa­łem. Ha­zard ja­ko ta­ki mnie nu­dzi. Praw­dzi­wym ha­zar­dem jest ży­cie i to lu­bię.</p>
<p><strong>A od cze­go je­steś uza­leż­nio­ny?</strong></p>
<p>Oczy­wi­ście od Asi.</p>
<p><strong>To po pierw­sze. Po dru­gie od pa­pie­ro­sów&#8230;</strong></p>
<p>Nie­ko­niecz­nie. Jak ktoś by mi po­wie­dział, że je­że­li ju­tro za­pa­lę, to do­sta­nę ra­ka, rzu­cił­bym je od ra­zu. Bez­bo­le­śnie. A sko­ro ro­bię to bez­kar­nie, to so­bie po ci­chu pod­pa­lam. Ale pa­lę tyl­ko do po­ło­wy pa­pie­ro­sa. Je­stem kom­plet­nym hipochon­dry­kiem, co ro­ku ro­bię wszyst­kie ba­da­nia. Płu­ca mam zdro­we, choć wcze­śnie za­czą­łem – mia­łem szes­na­ście lat.</p>
<p><strong>Al­ko­hol?</strong></p>
<p>Zu­peł­nie. Lu­bię pić tyl­ko w to­wa­rzy­stwie. Mia­łem ta­ki mo­ment w ży­ciu, że nie do­tkną­łem al­ko­ho­lu przez trzy la­ta. W trak­cie mie­sią­ca mio­do­we­go z pierw­szą żo­ną zja­dłem za­ka­żo­ne owo­ce mo­rza i mia­łem żół­tacz­kę wą­tro­by. Zo­sta­ło mi jej ja­kieś dwa­dzie­ścia pięć pro­cent. Od­sta­wi­łem al­ko­hol i wą­tro­ba mi się od­ro­dzi­ła (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>Nar­ko­ty­ki?</strong></p>
<p>Nie, ni­gdy. Cho­ciaż raz tra­fi­łem do szpi­ta­la po za­ba­wie u Vic­to­ra Low­ne­sa. Ktoś przy­niósł pier­nik z ha­szy­szem. Zja­dłem ka­wa­łe­czek i mia­łem bar­dzo nie­przy­jem­ną noc. To był je­dy­ny ta­ki wy­pa­dek w mo­im ży­ciu. Nar­ko­ty­ki mnie nie ba­wią. Pre­fe­ru­ję al­ko­hol, mo­że dla­te­go, że dzia­ła­nie al­ko­ho­lu znam i wiem, kie­dy mam dość.</p>
<p><strong>Czy masz broń?</strong></p>
<p>Nie. Kie­dyś mia­łem, ale te­raz już nie. Strzelanie zawsze mnie intrygowało i jestem zresz­tą świet­nym strzel­cem.</p>
<p><strong>Czy ja­ko by­ły kre­ator mo­dy in­te­re­su­jesz się no­wy­mi tren­da­mi? Jak na przy­kład po­do­ba­ją ci się dzie­ła Ar­ka­diu­sa?</strong></p>
<p>No comment.</p>
<p><strong>A ile ostat­nio wy­da­łeś na gar­ni­tur, musz­kę, apasz­kę itd.?</strong></p>
<p>Apa­szek nie no­szę, ale nie­daw­no ku­pi­łem smo­king za dwa ty­sią­ce do­la­rów.</p>
<p><strong>Z ja­kiej oka­zji?</strong></p>
<p>Z żad­nej. Prze­cież nie moż­na żyć bez smo­kin­gu. Tro­chę przy­ty­łem i mu­sia­łem uszyć no­wy.</p>
<p><strong>Two­ja sio­strze­ni­ca to ma­ma Ka­ta­rzy­ny Skrzy­nec­kiej. Do­ra­dza­łeś Ka­si, jak kie­ro­wać ka­rie­rą?</strong></p>
<p>Nie, ra­czej nie. W gor­szych cza­sach po­ma­ga­łem im fi­nan­so­wo, na­wet dość moc­no. Kie­dyś za­pro­po­no­wa­łem mo­je­mu przy­ja­cie­lo­wi Wik­to­ro­wi Ku­bia­ko­wi, że­by wziął Ka­się do <em>Me­tra</em>, któ­re wy­sta­wiał. No i wziął, ale po pew­nym cza­sie z niej zre­zy­gno­wał. Uwa­żał, że by­ła „prze­szko­lo­na”, mia­ła za du­ży warsz­tat.</p>
<p><strong>A cze­mu <em>Me­tro</em> sta­ło się kla­pą w Sta­nach?</strong></p>
<p>Aku­rat by­łem na pre­mie­rze na Broad­wayu. Czu­łem, że bę­dzie nie­do­brze. Po przed­sta­wie­niu by­ło świet­ne przy­ję­cie wyda­ne przez Ku­bia­ka. At­mos­fe­ra tro­chę jak na Ti­ta­ni­cu, kie­dy or­kie­stra gra­ła do koń­ca. Jesz­cze w no­cy za­czę­ły przycho­dzić prze­ra­ża­ją­ce re­cen­zje, a lu­dzie się ba­wi­li, tań­czy­li, choć nie­któ­rzy za­czy­na­li pła­kać. O kla­pie prze­są­dzi­ły nie­roz­sąd­ne wy­po­wie­dzi Wik­to­ra, że on to do­pie­ro po­ka­że Ame­ry­ka­nom jak się ro­bi mu­si­ca­le, jakby zapomniał, że oni to wiedzą najlepiej.</p>
<p><strong>Kie­dy ostat­ni raz pła­ka­łeś?</strong></p>
<p>By­łem bar­dzo wzru­szo­ny i mia­łem wil­got­ne oczy, kie­dy do­sta­łem pół Zło­tej Pal­my Rom­ka za <em>Pia­ni­stę</em>. On wziął statuetkę, a mnie dał cer­ty­fi­kat. On ma twar­de, a ja mięk­kie (<em>śmiech</em>). By­ło to nie­dłu­go po ce­re­mo­nii wrę­cze­nia tej nagro­dy – ty­dzień, gó­ra dwa. Czy­li dłu­go już nie mia­łem mo­krych oczu.</p>
<p><strong>Ilo­ma ję­zy­ka­mi wła­dasz?</strong></p>
<p>An­giel­skim, nie­miec­kim (dzię­ki por­no­gra­ficz­nym pod­ręcz­ni­kom), ro­syj­skim i pol­skim. Z Po­lań­skim jed­nak nie za­wsze ga­dam po pol­sku. Wszyst­ko za­le­ży od te­go, w ja­kim ję­zy­ku któ­ryś z nas roz­pocz­nie rozmowę.</p>
<p><strong>Z na­szej roz­mo­wy wy­ni­ka, że je­steś wszech­stron­nie uta­len­to­wa­ny, ale czy są rze­czy, któ­re ci nie wycho­dzą?</strong></p>
<p>Nie mam ta­len­tu do wy­bie­ra­nia żon i do elek­tro­ni­ki. Ewi­dent­nie.</p>
<p><strong>Ja­ka jest two­ja naj­więk­sza po­raż­ka ży­cio­wa?</strong></p>
<p>Jesz­cze ta­kiej nie by­ło (<em>śmiech</em>).</p>
<p><strong>P</strong><strong>la­ny na przy­szłość?</strong></p>
<p>Nie mam żad­nych po­waż­nych am­bi­cji. Ja już wszyst­ko wi­dzia­łem i wszę­dzie by­łem. By­ciem w mię­dzy­na­ro­do­wej eli­cie play­boy­ów je­stem znu­dzo­ny i prze­sy­co­ny, tak więc nie ma mnie tam ja­kieś pięt­na­ście lat. Z Po­la­ków zo­stał jesz­cze tyl­ko Fi­bak.</p>
<p><strong>Who are you, Ge­ne?</strong></p>
<p>Sta­ra­łem się i sta­ram się być czło­wie­kiem re­ne­san­su. Być mo­że to mój błąd, bo po­wi­nie­nem był się sku­pić na jed­nej rzeczy i ro­bić ją do­sko­na­le&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/gene-gutowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sylwester Latkowski</title>
		<link>http://wywiadowcy.pl/sylwester-latkowski/</link>
		<comments>http://wywiadowcy.pl/sylwester-latkowski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 11:11:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>arek</dc:creator>
				<category><![CDATA[FILMOWCY]]></category>
		<category><![CDATA[Latkowski Sylwester]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wywiadowcy.pl/?p=301</guid>
		<description><![CDATA[PLAYBOY nr 12, 2005 TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke fot. Robert Laska &#8211; (To nie żart. Podczas tej rozmowy czuliśmy się, jakby ściany miały uszy. Nasz bohater od dłuższego czasu skutecznie wytwarza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba przyznać, że niechybnie dodaje mu ona medialnego blasku. Tym bardziej, że Sylwester prawdopodobnie rzeczywiście wie więcej niż inni. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-305" title="Sylwester-Latkowski" src="http://wywiadowcy.pl/wp-content/uploads/2010/01/Sylwester-Latkowski.jpg" alt="Sylwester-Latkowski" width="350" height="230" /><strong>PLAYBOY nr 12, 2005</strong></p>
<p><strong>TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</strong></p>
<p><a href="http://www.robertlaska.com/">fot. Robert Laska</a></p>
<p>&#8211;</p>
<p>(<em>To nie żart. Podczas tej rozmowy czuliśmy się, jakby ściany miały uszy. Nasz bohater od dłuższego czasu skutecznie wytwarza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba przyznać, że niechybnie dodaje mu ona medialnego blasku. Tym bardziej, że Sylwester prawdopodobnie rzeczywiście wie więcej niż inni. W końcu tropi przeróżne spiski nie od wczoraj. No i, nie u każdego w domu ABW aresztuje znanych polityków…</em>)</p>
<p><strong>Na początku chcemy się przedstawić. Jesteśmy złym i dobrym policjantem.</strong></p>
<p>Nie lubię policjantów. Zawsze odmawiam zeznań. Źle zaczynacie.</p>
<p><strong>Trudno. Naczelny kazał nam przeprowadzić z tobą ostrą rozmowę&#8230;</strong></p>
<p>Każdy na to liczy, a potem boi się opublikować.  Ze względu na kolegów  kolegów. Wiecie, jak to jest.</p>
<p><strong>Nie wiemy.</strong></p>
<p>To w jakim kraju żyjecie? A może patrzycie na rzeczywistość przez cycki gołych babek, które u siebie pokazujecie?</p>
<p><strong>Zgadłeś. Przyznajemy się też, że jesteśmy dziennikarzami warszawskimi, a ty takich nie znosisz.</strong></p>
<p>Ja tak powiedziałem!?</p>
<p><strong>Tak. Dodałeś jeszcze, że nie lubisz warszawskich układów towarzyskich i klubokawiarnianych.</strong></p>
<p>Bo warszawiacy, którzy – notabene – zwykle nie są z Warszawy, uwielbiają rozstrzygać o tym, co myśli reszta Polski, która myśli dokładnie inaczej niż im się zdaje. Ja nie przystaję do tego świata, bo rzadko chodzę na bankiety. Nie mam czasu. Wolę sobie pooglądać filmy. Albo posłuchać koncertu. Chciałem wam puścić Sinatrę, ale jak boicie się, że nie będzie potem nic słychać na dyktafonach, to&#8230;</p>
<p><strong>Sinatra może być. Baliśmy się, że wyskoczysz z jakimś hip-hopem.</strong></p>
<p>O, to jesteście nieprzygotowani.</p>
<p><strong>A ty się nie znasz na żartach. Dlaczego twój dom jest tak sterylnie czysty?</strong></p>
<p>Dziwicie się, że jak wracam po pracy w brudach i smrodach dworca, to chcę mieć jakiś azyl. Jak schodzisz w dół, to chcesz się oczyszczać. Zawsze dbam, żeby moja ekipa filmowa miała dobry hotel. Żeby odpoczęła. Bo inaczej się nie da funkcjonować.</p>
<p><strong>Ale u ciebie jest jak w szpitalu!</strong></p>
<p>Za dużo sterylnej bieli? Bo muszę się oczyszczać z różnych brudów naszej rzeczywistości. Do dziś pamiętam jak po „Rugbistach” szef działu kultury „Rzeczpospolitej” powiedział tak &#8211; wiem to od dziennikarza – „Latkowski nie miał prawa zrobić filmu o kryminalistach i kibolach”.  W filmie trenerem młodych zawodników jest były więzień. I jest to postać pozytywna. Widocznie kryminalista dla szefa kultury zawsze będzie nikim. To ja chciałbym powiedzieć szefowi działu kultury, że najlepszymi resocjalizatorami są byli przestępcy, którzy się nawrócili. W Stanach to wiedzą. A Jacek Lutomski nie wie. W jakiej rzeczywistości on żyje? W takiej samej, jak jego podwładny Jacek Cieślak, hipokryta na maksa. Facet, który siedzi po uszy w popieraniu naszego bagienka szołbiznesowego a stroi się w piórka niezależnego krytyka. Jego gust było widać najlepiej, gdy głosował za Iwanem i delfinem, by te dziwadło reprezentowało Polskę na Eurowizji. Dział kultury Rzepy próbował manipulować „Blokersami”. Zamierzali wyciąć nawet psychologa, który powiedział, że Latkowski ma rację. Nie spodobała im się z nim rozmowa, więc chcieli poszukać takiego, który myślał jak należy. Blokersi także dla nich były nie do zaakceptowania. Jakies hiphopwe obszczymury podniesione do pomnika, tego się inteligencikom z warszawki nie mieściło w głowie. A potem wbrew opiniotwórczych ludzi od kultury hiphop wszedł na salony. Puścicie to?</p>
<p><strong>Jasne, że puścimy. To wywiad z tobą, nie z nami.</strong></p>
<p>Świetnie. Niech Gauden, który wyrzuca dziennikarzy, zrobi lepiej porządek w dziale kultury.  By pojawiła się tam świeża krew w spojrzeniu na świat kultury. By nie patrzono koteryjnie na twórców.</p>
<p><strong>Zastanawiasz się czasem, jaki odsetek dziennikarzy ma o tobie pozytywne zdanie?</strong></p>
<p>W mediach mam zazwyczaj przyjaciół. Powiem wam, że teraz tylko dzięki mediom radzę sobie w pracy i tylko dzięki mediom jestem zawodowo wolny. Dlatego się zmieniłem. Pozbyłem się syndromu oblężonej twierdzy. Byłem facetem poboksowanym przez życie i to normalne, że się izolowałem od dziennikarzy. Przeszło mi. Oczywiście są tacy dziennikarze, którzy niezależnie od tego, co zrobię, będą mi dowalali. Nie wiem dlaczego. Tak jest zawsze w „Rzeczpospolitej”. Oni stosują wobec mnie czarny PR albo udają, że nie istnieję. Na szczęście to nie redakcje decydują, czy mam robić taki a nie inny film.</p>
<p><strong>Umówiłbyś się na kawę z Justyną Steczkowską?</strong></p>
<p>To fajna dziewczyna, ale gdyby nie była dziewczyną szamana, nie miałaby tylu problemów. To, co zrobiła, jest aberracją. Bez oglądania mojego filmu („Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku” – przyp. aut.) złożyła pozew w sądzie o zablokowanie rozpowszechniania. Tylko dlatego, że pijany Leszczyński przekazał jej swoje pijane wizje. Robert powinien mnie przeprosić i przynieść mi dużego trzylitrowego Walkera, a Justynie pieluchy dla jej dzieciaka. Przed premierą pokazywałem film tym, którzy w nim występowali, między innymi Robertowi. Pił, a może nawet wcześniej wypalił blanta, bo był bardzo pobudzony. Być może to ja mu za dużo polewałem (śmiech). Po obejrzeniu filmu Leszczyński przekazał Justynie wersję z procentami. Jest to przykład, że po pijaku nie tylko nie można jeździć samochodem, ale także recenzować filmów. Steczkowska w pierwotnej wersji filmu wypadła doskonale. Świetnie i mądrze mówiła. Wykorzystała całą aferę, żeby pobyć w mediach, ale myślę, że się przeliczyła. Nic do niej nie mam. Ona chyba ma, bo jak mnie widzi, to robi oczy jak aktorzy w filmach science fiction (śmiech).</p>
<p><strong>Peja chyba też ma coś do ciebie, bo mówi: „Latkowski robi mi koło dupy”.</strong></p>
<p>Nie rozmawiam z nim od lat. Do tej pory milczałem, ale może czas czsami odezwać się w tej sprawie. Odszczeknać. Jesteście pierwsi. Peja zrobił kilka rzeczy karygodnych. To nie ja uderzyłem kolesia butelką. Nie miał sprawy w sądzie tylko dzięki mnie. Pogadałem z rodzicami pobitego chłopaka i zagwarantowałem że Peja dwa tysiące złotych jako zadośćuczynienie. Oczywiście nie dał. Peja mógł pójść za to  siedzieć, bo miał zawiasy. Rysiek panicznie boi się pierdla. A w piosenkach taki wiraszka&#8230; Przeżył parę dołków, nie wiem, co mu tam robili, ale bał się jak cholera. Kolejną wpadkę zaliczył w Łodzi. Damski bokser bijący dziewczynkę po twarzy. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Teraz będzie mówił na mnie jeszcze gorsze rzeczy. Wiecie, dlaczego? Bo na jego koncerty przychodzi po 40 osób. Gdyby nie ja i Arkadiusz Deliś, jego wydawca, którego nazywa złodziejem, nie wydałby płyty „Na legalu”. Nigdy już lepszej nie nagra. Nikt nie chciał go wydawać, bo Peja nie szanuje ludzi i nie ma honoru. Ja to zrozumiałem dopiero później. Nie wiem, czy w Warszawie Peja musi koniecznie nocować w Sheratonie i dzwonić naćpany do wydawcy po kurwy. Ale robi to. Za dużo ćpa. Posłuchajcie jego ostatniej płyty. Jest w nim tyle jadu, nienawiści do wszystkiego i wszystkich. Tam jest: kurwa, kurwa, kurwa i nienawidzę wszystkiego. Peja niszczy własny sukces. Teraz obraża ludzi, którzy go wspierali, wyzywa dziennikarzy i nie przyjeżdża na wywiady. W swojej świadomości chcę zachować innego Peję, czyli talenciaka do rymów i zdolnego chłopaka. Rysiek ma potencjał, ale gubią go narkotyki.</p>
<p><strong>W „Lampie” powiedział, że ci da kopa w dupę.</strong></p>
<p>On jest taki gangsta, jak sobie poćpa i popije. Za co on chce mnie pobić? Za to, że zrobiłem film, dzięki któremu może udzielać wywiadu „Lampie”? Mimo to, chciałbym, żeby mu się udało. Nie chcę by skończył tak jak pytam go o to w ostatniej scenie „Blokersów” – z winkiem na ławce.</p>
<p><strong>Czy ktoś jeszcze mówi do ciebie „Siwek”?</strong></p>
<p>Dawno temu mówiła tak do mnie siostra. Nikt więcej. Napisałem o tym w „Pamiętam, jak&#8230;”. Do mnie wszyscy mówią &#8211; Sylwester. Nawet nie Sylwek. Tylko moja żona mówi do mnie inaczej niż wszyscy. Ale wam nie powiem, jak.</p>
<p><strong>Za co wyrzucili cię z zakrystii przez okno?</strong></p>
<p>Nie pamiętam. Naprawdę. Chyba dlatego, że byłem najmłodszym ministrantem i najbardziej rwałem się do dzwonienia. Zawsze jest jakaś fala. Ja padłem ofiarą fali ministrantów.</p>
<p><strong>Ale nie było wysoko?</strong></p>
<p>Wyrzucili mnie z sutereny. Więc właściwie wywindowali na powierzchnię (śmiech).</p>
<p><strong>A pamiętasz słonia topiącego się w Kanale Elbląskim?</strong></p>
<p>Tak. Mieszkałem nad kanałem, a po drugiej stronie była polanka, na której stawał cyrk. Było tam strome zejście do wody, zarośnięte trzcinami. Kąpaliśmy się od naszej strony, więc dno schodziło łagodnie. Idiota opiekun mógł przejść z tym słoniem na naszą stronę. Ale nie przeszedł. Później słoń nie mógł się wdrapać na wysoki brzeg, zaczął się denerwować i w końcu topić. Była akcja ratunkowa (śmiech).</p>
<p><strong>W Warszawie byłeś na Elbląskiej?</strong></p>
<p>Bez przesady. Nie jestem sentymentalny. Powiem wam, że bardzo się cieszę, że się wydostałem z Elbląga. Bardzo. Że odniosłem tak zwany sukces życiowy. Tam jest tragicznie i cieszę się, że mnie tam nie ma. Że nie muszę wydawać gazetki elbląskiej, ani jej czytać. Że nie muszę korzystać z autobusów elbląskich. Szczurowi Latkowskiemu udało się uciec z tonącego miasta Elbląg (śmiech). Tam największym autorytetem jest teraz pani, która wystąpiła przeciwko „Biedronce”. Elbląg wydał z siebie Latkowskiego i tę panią (śmiech).</p>
<p><strong>Pierwszy raz zobaczyłeś tatę na przystanku autobusowym, jak miałeś 12 lat.</strong></p>
<p>To jest kawał skurwysyna i nie chcę do tego wracać. Jak to przeczyta, bo może na stare lata musi się masturbować, to niech ma świadomość, że syn powiedział o nim „skurwysyn”. Kropka.</p>
<p><strong>Jesteś konstruktorem, nauczycielem, politykiem, biznesmenem, więźniem, filmowcem&#8230; Po kolei. Co skonstruowałeś?</strong></p>
<p>Pracowałem w Wojskowych Zakładach Lotniczych, bo uciekłem tam przed wojskiem. Byłem jak wrzód na dupie, bratałem się z załogą, a to było źle widziane. Czy coś skonstruowałem? No tak, jakieś tam proste uchwyty na miarę fachowca od obróbki skrawaniem. Były tam fatalne warunki, wszystko na odwal się, zero standardów. Mówię wam, że w życiu nie wsiadłbym do polskiego czołgu. Po każdych ćwiczeniach na poligonie kilku chłopaków wracało w trumnach. Serio. To wszyscy w Elblągu wiedzieli.</p>
<p><strong>Byłeś lepszym nauczycielem polskiego czy fizyki?</strong></p>
<p>Polskiego. Na fizyce uczyłem dzieci o Katyniu (śmiech). Jedną godzinę w miesiącu można było spożytkować na tak zwaną integrację z klasą. No to integrowałem.</p>
<p><strong>A ty w ogóle masz wykształcenie pedagogiczne?</strong></p>
<p>Jasne, skończyłem studium pedagogiczne. Ale wtedy wystarczyło mieć maturę, żeby uczyć. Wsiadałeś w autobus, jechałeś za miasto, wchodziłeś do pierwszej lepszej podstawówki i mówiłeś, że chcesz uczyć, a następnego dnia byłeś nauczycielem. Ja pojechałem pod Elbląg do Milejewa. A jak już zostałem belfrem, to zapisałem się na studium. Do dziś jak mnie pytają o wykształcenie to mówię, że pedagogiczne, a nie technik mechanik obróbki skrawaniem (śmiech).</p>
<p><strong>Jakim byłeś nauczycielem? Wymagającym?</strong></p>
<p>Od razu przeszedłem z uczniami na „ty”, a potem jak któryś podpadł, to mu odbierałem ten przywilej: „nie możesz więcej mówić mi na ty”. Podzieliłem też dzieciaki na grupy. Tych, co chcą się uczyć i tych, co nie chcą. Ci ostatni mieli zapewnione przejście do następnej klasy, pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać.</p>
<p><strong>Jak wszedłeś w transformację ustrojową? Co robiłeś w 89 roku?</strong></p>
<p>Zakładałem pierwszy Komitet Obywatelski w dawnym województwie elbląskim. Z gazetkami latałem, angażowałem się. A dzisiaj ci panowie, z którymi wtedy współpracowałem, udają, że są politykami.</p>
<p><strong>Później prowadziłeś nawet kampanię wyborczą. Której partii?</strong></p>
<p>Prawicowej. Tyle wam powiem. Do dzisiaj się boję ortodoksów. Wszelkiej maści.</p>
<p><strong>Byłeś japiszonem?</strong></p>
<p>Tak. Nie ma co ściemniać. Byłem.</p>
<p><strong>Inwestowanie w żel do włosów było dobrym interesem?</strong></p>
<p>Znakomitym! Wykasowałem na pół roku wszystkich polskich producentów. Importowałem tony żelu (śmiech).  A raczej zachodnie opakowania, w które pakowałem polski żel. Zmieniłem tylko nazwę z „Żel Oceanic” na „Gel Oceanic” i poprosiłem by dali więcej zapachu bo ich jakoś nieładnie pachniał.</p>
<p><strong>A co robiłeś na Wschodzie?</strong></p>
<p>Trafiłem na Białoruś do kombinatu „Azoty”, jak najbardziej legalnego. Moi frendzi z tamtych lat to dzisiaj szanowani obywatele Białorusi. Robiłem z nimi interesy. A potem już nic nie robiłem, tylko siedziałem.</p>
<p><strong>Ale nie chcesz tam dalej siedzieć, bo bez picia wódki podobno nie można tam sobie poradzić. Nie lubisz wódki?</strong></p>
<p>Cieszę się, że stać mnie na whisky.</p>
<p><strong>Ale na Wschodzie chyba popijałeś co innego.</strong></p>
<p>Piłem ruską wódkę i zagryzałem suchym chlebem.</p>
<p><strong>A potem dałeś się złapać. Mówiłeś, że kryminał ci się należał.</strong></p>
<p>Jeżeli robisz złe rzeczy, musisz ponieść karę.  Stawiłem się do prokuratury, bo przez rok czasu nie chcieli mi wyznaczyć miejsca i zagwarantować, ze nie popełnię samobójstwa, albo nie potknę się nieszczęśliwie w łaźni.</p>
<p><strong>Co złego robiłeś?</strong></p>
<p>Byłem prezesem jednej z pierwszych firm brokerskich. Z ludźmi, którzy są przy władzy, brałem udział w próbie korumpowania tego kraju, czyli robieniu interesów na koszt państwa. W końcu się wkurzyłem, bo nie mam ich natury i nie mogłem robić tego dalej. Uniemożliwiłem im skok na kasę. Upomniałem się o zainwestowane pieniądze. Zbuntowałem się. Więcej nie powiem, chce się trzymać z dala od polityki. A w sprawiedliwość nie wierzę.</p>
<p><strong>Siedziałeś za wymuszenie rozbójnicze.</strong></p>
<p>Dziś nie miałbym nawet tego zarzutu.</p>
<p><strong>Ale o co chodziło?</strong></p>
<p>Niby nastraszyłem ludzi upominając się o pieniądze. A może to nie były moje pieniądze? A może chodziło o ludzi, wcale nie Bogu ducha winnych? A może to wszystko było inaczej? A może mam dowody, że próbowano zrobić ze mnie świadka inkognito? Nieważne. Wtedy zdecydowałem, że pewne wartości dla mnie nie istnieją i za to należała mi się kara. Czy słusznie mnie osądzili, to jest inna sprawa. Nie narzekam.</p>
<p><strong>Wpadłeś, bo…</strong></p>
<p>Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział. Z więzienia wyszedłem gorszy niż byłem. Ale jestem też mocniejszym przeciwnikiem, nie działają na mnie zastraszenia, naciski, jestem na nie odporny.</p>
<p><strong>Jaki jest twój stosunek do kary śmierci?</strong></p>
<p>Negatywny. Nigdy nie wiesz, nigdy nie masz pewności. Trwała izolacja to najwyższa dopuszczalna kara. Siedziałem z ludźmi skazanymi za morderstwa. Wiem przynajmniej o jednym, który tego nie zrobił. Siedział za niewinność. A gdyby dostał karę śmierci?</p>
<p><strong>Czym zajmujesz się dzisiaj?</strong></p>
<p>Obecnie nic nie kręcę. Jako reżyser filmów dokumentalnych zamilkłem. Spotykacie się z wypalonym facetem. Jestem śmiertelnie zmęczony. Piszę bloga, wracam do korzeni, do słowa pisanego. Dobry napisany reportaż jest trudniejszy niż zrobienie filmu dokumentalnego.</p>
<p><strong>Lubisz filmy Latkowskiego?</strong></p>
<p>Każdy bym poprawił.</p>
<p><strong>Dlaczego tak często widać w nich kamery, mikrofony i cienie? Brak profesjonalnego przygotowania?</strong></p>
<p>Takie niedoróbki widać nawet w nagrodzonych filmach typu „Super Size Me”. Mnie nie interesuje szkoła Karabasza. Wtedy najpierw nagrywało się dźwięk, a potem obraz i dzięki temu miało się wysmakowane, piękne ujęcia. Drugiej kamery się nie widziało, bo ona zwyczajnie nie istniała. Polska szkoła dokumentu wynikała z biedy, bo nikogo nie było stać na taśmę. Za moimi filmami stoją znane nazwiska, więc nie olewam spraw formalnych. To nie fikcja fabularna, tylko dokument i nie chcę grać. Jeżeli kręcę scenę, która mówi o czymś ważnym, to nie wyrzucam jej, bo widać tam drugą kamerę, chrzanię, że w kadr wszedł mikrofon. Niech z obrazu wykasowuje go sobie Wajda, który jest dokumentalnym reżyserem zza biurka. Nie będę podlizywał się kilku recenzentom, którzy czekają na wysmakowane obrazy.</p>
<p><strong>Dlaczego tak często w dokumentach pokazujesz swoje plecy?</strong></p>
<p>Bo operator jest z tyłu. Po co ma być przed? Bardzo często nagrywam sceny dla dźwięku, a nie dla obrazu. To wizja Latkowskiego, a nie jakiegoś Igreka.</p>
<p><strong>Pamiętasz swoje słowa: „wstydź się pan, panie Wajda”?</strong></p>
<p>Pamiętam i dziś mogę je powtórzyć.</p>
<p><strong>Chciałeś, żeby Wajda oddał ci 13 złotych za bilet, który byłeś zmuszony kupić swojemu dziecku na jego film. Oddał?</strong></p>
<p>A skąd! Nie oddał (śmiech). Przecież taki baron filmowego establishmentu nie pochyli się na tyle nisko, żeby usłyszeć, co mówią ludzie. Pójdziecie do niego na wywiad i opublikujecie to, co powie? Ktokolwiek zrobił z nim szczery wywiad? Wolne żarty. Przyjęta jest jedna zasada – pozycja klęcząca przed mistrzem. Przecież on nawet uczy zawodowych fotografów, jak mu robić zdjęcia. Ale powiem wam, że z jednego jestem zadowolony. Na szczęście jeszcze nie ja, ale pokolenie młodsze ode mnie będzie już dorastać i rozwijać się bez Wajdy. Wreszcie kiedyś Wajda przestanie przykładać rękę do  „naprawiania” polskiego kina i będzie tym, kim powinien być – reżyserem kilku znakomitych filmów, tylko tyle i aż tyle. Wreszcie kiedyś skończy się ta cała farsa z jego szkołą. Poszli tam ludzie po studiach, żeby się niby uczyć robienia filmów. A układ jest taki: przyjdziesz tu, to może pomożemy ci dostać pieniądze na film. Nie przyjdziesz, to nie licz, że ci się uda. Przecież Wajda w tej swojej szkole uczy montażu na sprzęcie, którego nikt w Polsce nie używa. Ja nie mogę zatrudnić ludzi od niego, bo nie znają Avida! Wreszcie to trzeba głośno powiedzieć: pan Wajda krzywdzi młodych montażystów! A jest jeszcze taki drugi znany reżyser, który powinien się zająć lodówkami…</p>
<p><strong>A propos tego drugiego, to też mamy tu cytat z ciebie…</strong></p>
<p>Wiecie, że w tym kraju są święte krowy? Pewnie, że wiecie. Kiedyś myślałem, że wystarczy raz obnażyć ich hipokryzję, żeby z nimi wygrać. Ale zmądrzałem. Ich trzeba podchodzić powoli. Przecież mógłbym teraz wam powiedzieć wszystko, co wiem i wszystko, co myślę. Mogłem w studiu na żywo w programie o pedofilach powiedzieć, o jakiego znanego reżysera chodzi, prawda? Ale wiem, że to nic nie da. Co bym zyskał? Na razie mam nadzieję, że uda mi się zrobić film „Pedofile 2”. Nie zaprzestałem dokumentacji, ciągle zbieram materiały. Odkryłem kolejne ciekawe tropy. Pan znany reżyser ma mieszkanie w Paryżu, do tego mieszkania przyjechała kiedyś znana aktorka ze swoimi córkami. Niestety nie chce publicznie  powiedzieć, co ją tam spotkało. I pan znany reżyser niech teraz nie udaje autorytetu moralnego i niech nie myśli, że mu się upiekło. Jednemu z decydentów telewizyjnych zaproponowałem, żeby swoje dziecko dawał na kolanka znanego reżysera, którego zaczął znowu promować. Obraził się i nie rozmawiamy ze sobą. Wymiękłem, kiedy zobaczyłem reklamówkę stacji kulturalnej z twarzą tego reżysera, której ostatnio długo nie widziano. Odkąd zaczęło się śledztwo w sprawie Dworca, przestał się pokazywać&#8230; Dlaczego? Przecież podobno nic się nie stało. Szkoda, że protokół, w którym padło nazwisko znanego reżysera, gdzieś wyparował.</p>
<p><strong>Chyba bardzo chciałbyś stanąć na czele krucjaty przeciw filmowym elitom.</strong></p>
<p>A wiecie co robi elita? Właśnie nic nie robi. Wszyscy wiedzą, że pan znany reżyser jest draniem, a nie mogą się zdobyć na to, żeby go wypchnąć poza nawias, żeby go wyautować. Owszem, nie pisze już felietonów do znanego tygodnika, ale na przykład promuje kanał TVP Kultura. I ja się teraz zastanawiam, jaka w tym kraju jest kultura. Jaką ona ma twarz? Twarz miłośnika bardzo młodych chłopców? Niech odsiedzi swoje, niech odpokutuje i wtedy jako nawrócony może być autorytetem.</p>
<p><strong>Nazwiska nie wymieniasz, bo…</strong></p>
<p>Nie udawajcie naiwnych. Przecież wiecie, że prawnicy PLAYBOYA nigdy by tego nie przepuścili. Polska to nie jest Anglia. My nie jesteśmy BBC. Dziennikarstwo śledcze jest u nas w powijakach. Nikt nie dostanie kasy na rok, żeby rozpracowywać jedną sprawę. Dziennikarze czekają na kwity od funkcjonariuszy. Nie ma też odpowiedniego prawa, które skutecznie chroniłoby dziennikarza. Ale mam nadzieję, że to wszystko się z czasem zmieni. Bo jedyna nadzieja w dziennikarzach, naprawdę. Przy pracy nad „Pedofilami” doświadczyłem czegoś niesamowitego. Okazało się, że w ważnych sprawach media potrafią działać ponad podziałami. Doświadczyłem prawdziwej zawodowej solidarności. Pomogli mi dziennikarze z Polsatu i TVN-u, do tego stopnia, że w ich stacjach materiał o „Pedofilach” pojawił się wcześniej niż w TVP.</p>
<p><strong>Słyszeliśmy, że masz kilka ciekawych pytań do premiera Belki?</strong></p>
<p>Zapytałbym go, czy zetknął się kiedyś z pedofilem. Powiedziałby, że nie. Wtedy zapytałbym się go, czy zna Arkadiusza K., który jest żonaty, mieszka w Warce i dostał trzy miesiące na Rakowieckiej. Na całym świecie to byłby news. Ochroniarz premiera – pedofilem! U nas sprawie ukręcono łeb. K. swoje kontakty pedofilskie z czternastolatkiem nawiązywał przez rządowe komputery. Czy Belka o tym wiedział? Musiał, bo śledztwo policji doszło do szefa BOR-u, w którym pracowali siostra i szwagier K.  W  tzw. sprawie dworca chłopcy opowiadali o rządowych beemkach, które pod nie podjeżdżały. Ale nikt nie poszedł tym tropem. Być może był to tylko  Arkadiusz K. Ale byłoby to zbyt piękne by było prawdziwe. Policjant ze stołecznego CBŚ wspominał mi o panu z lanci…</p>
<p><strong>Często mawiasz, że żyjesz z muzyki, a nie z filmu. Czym konkretnie się zajmujesz?</strong></p>
<p>Większość pieniędzy zarobiłem angażując się w różne produkcje muzyczne. A wcześniej jako doradca public relations i marketingu. Miałem szczęście, że zawsze obstawiałem dobre rzeczy, nie stojąc jednocześnie za żadną komercyjną płytą.</p>
<p><strong>Za jakimi sukcesami stoisz?</strong></p>
<p>Nie mogę powiedzieć. Sformułowanie „producent artystyczny” istnieje tylko na niektórych płytach. Nie chcę, żeby młody artysta musiał zmagać się z moimi wrogami typu Cieślak lub Sankowski, który potrafi napisać o moim wykonawcy pean, ale tylko wtedy, kiedy nie wie, że stoję za tą konkretną płytą. Chłopcy kierują się prywatnym stosunkiem do Latkowskiego a nie tym, jaka dobra jest płyta. Nie ma sensu o tym mówić, chwalić się. Robię swoje.</p>
<p><strong>I nie jeździsz na wakacje, bo cię podobno na nie nie stać…</strong></p>
<p>Bez przesady. Byłem ostatnio w Wiedniu z żoną. Ale prawda, wcześniej nie jeździłem na wakacje.</p>
<p><strong>W ogóle lubisz odgrywać biedaka. Często powtarzasz, że na coś cię nie stać. Że nie masz za co płacić rachunków.</strong></p>
<p>Biedaka? Nie obrażajmy ludzi, których jest większość w tym kraju, żyjący na granicy ubóstwa. Ja nim nie jestem. Mam jednak notoryczne problemy z płynnością finansową. Może powinienem pójść śladem Wiesława Walendziaka, który mówi, że teraz odzyskał płynność i powinienem np. pójść znowu w public relations i marketing? W Polsce twórca, nawet ten z tzw. dorobkiem,  zawsze ma problemy by na czas zapłacić rachunek telefoniczny i często jego telefon działa tylko w jedną stronę.</p>
<p><strong>Sylwester, nie oszukujmy się. Mieszkasz w ładnym, odpicowanym mieszkaniu. Masz świetny widok…</strong></p>
<p>Mam świetny widok na kawał Polski. Na całym świecie na Wyścigach biegałyby konie. A u nas co jakiś czas jest tylko giełda motocyklowa. Poza tym, co to jest te sześćdziesiąt kilka metrów na moje 38 lat? Gdzie mają się tu chować dzieci? Przecież to jest tylko jeden pokój!</p>
<p><strong>Zły rozkład?</strong></p>
<p>Zawsze tak można powiedzieć. Ale nie jesteśmy Japończykami albo Wietnamczykami, żeby mieszkać na takiej powierzchni w tyle osób. Powiedzcie to facetowi w Szwecji. Wyśmieje was. Zresztą, myślicie, że to jest za gotówkę? Nie chcielibyście spłacać moich kredytów.</p>
<p><strong>Wolałbyś mieszkać w Szwecji?</strong></p>
<p>W Szwecji mi się nie podoba. No sex, no alcohol, no drugs. Nie wiem, skąd wziął się stereotyp szwedzkiego porno. To nudne, jałowe państwo. Ma fajne krajobrazy, ale nic poza tym. Nie można nawet wsiąść z piwem do taksówki, bo taksówkarz woła policję i jest po sprawie. Znam to z autopsji.</p>
<p><strong>Na wszystko narzekasz. Na filmowców, polityków, na Elbląg, na całą Polskę&#8230;</strong></p>
<p>Nieprawda. Choć przyznam, że dzisiaj  chciałbym, by było mnie stać, żeby wyjechać z tego kraju.</p>
<p><strong>I znowu cię nie stać! Dokąd?</strong></p>
<p>Prawda (Śmiech). Na przykład do Portugalii albo Hiszpanii.</p>
<p><strong>Dlaczego chciałbyś wyjechać?</strong></p>
<p>Bo natura Polaka jest negatywna. Polacy są zarozumiali. To hipokryci, którzy zazdroszczą sukcesów. Tylko w państwie Papieża czołowy katolicki reżyser filmowy jest naczelnym miłośnikiem nagich tyłków aktorów porno w kraju. Nie ma pokolenia JPII. Wymyśliły to media. Jedni patrzyli na drugich i ścigali się w świętości. Ohyda. W Polsce nie było prawdziwej metamorfozy, niestety nic się naprawdę nie zmieniło. Najbliższe lata pokażą, że nie ma pokolenia JPII. Ale mam wrażenie, że w końcu i u nas będzie dobrze. Stare pryki jeszcze próbują nas trzymać za mordę, ale na szczęście już niedługo poumierają. Komuna się wykończy, ortodoksyjna prawica przestanie być ortodoksyjna i będziemy miłym, konserwatywnym krajem.</p>
<p><strong>Wszystko w rękach młodych?</strong></p>
<p>Młode pokolenie Polaków nie ma woli walki, ale nie musi jej mieć, bo są takie czasy, w których nie trzeba być rewolucjonistami. Młodzież uważa, że jest ponad wszystko, co się dzieje w Polsce. I może tak trzeba. Szkoda tylko, że to pokolenie leniwe i nie mające żadnych autorytetów. Hiphopowcy na przykład postawili by pomnik z napisem HWDP. Nic więcej.</p>
<p><strong>Powiedziałeś kiedyś, że doba jest za krótka na kobiety.</strong></p>
<p>Myliłem się. Często jestem teraz z żoną. Nie myślałem, że można tyle czasu spędzać z kobietą.  Przyznaję, że długo nie lubiłem kobiet, nie ufałem im. Wierzyłem tylko w męską przyjaźń. A teraz kontakty z kumplami zanikły. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i po paru miesiącach znajomości wzięliśmy ślub.</p>
<p><strong>Kobiety się za tobą uganiają?</strong></p>
<p>Kiedy? Ja nigdzie nie chodzę. Olewam bankiety. W ogóle mało chodzę po mieście. Czasem wsiadam do samochodu, jadę do supermarketu i pcham ten głupi wózek. Robię zakupy i wracam. Na spacery w ogóle nie chodzę.</p>
<p><strong>Dlaczego?</strong></p>
<p>A gdzie mam iść? Gdzie w Warszawie chcesz się przespacerować? Co, mam iść wzdłuż tego muru pod oknem? Albo po Marszałkowskiej? Patrzeć na tych pięknych ludzi? Na te piękne budynki? Gdzie tutaj chodzić?</p>
<p><strong>Nad Wisłę masz blisko rowerem.</strong></p>
<p>Nie mogę jeździć rowerem.</p>
<p><strong>Prostata?</strong></p>
<p>Nie, nie. Serce. Nie mogę się wysilać.</p>
<p><strong>Czego słuchasz w samochodzie?</strong></p>
<p>Sinatry, U2&#8230; Ale nie pytajcie mnie tylko, czy szybko jeżdżę. Owszem, mam skłonności. Czasami przejeżdżam na czerwonym świetle (śmiech). Często dawałem w łapę, innym razem puszczają mnie, bo jestem Latkowski. Ale ostatnio po łapówie byłem tak zdegustowany, że postanowiłem sobie, że kończę z korupcją drogówki. I jak na razie dotrzymuję słowa. Płacę mandaty.</p>
<p><strong>Czy w twojej Hondzie szyba jest otwarta, a ręka wystawiona przez okienko?</strong></p>
<p>Mam klimatyzację (śmiech). Ale chyba większość czytelników Playboya ma takie auta, więc nie róbcie z tego sensacji!</p>
<p><strong>Zapomniałeś o czytelniczkach, których jest całkiem dużo&#8230;</strong></p>
<p>Tak? Nie wiem, ja poznałem Playboya w kryminale, bo służył wszystkim do masturbacji. Potem kupowałem was ze względu na wywiady. Ale w kryminale irytowały mnie te laski powywieszane na pryczach. Obrzydzało mnie to i w kółko były awantury.</p>
<p><strong>Robiłeś awantury?</strong></p>
<p>Nie, no przesadziłem. Tam się nie robi awantur. To upokarzające, że wszystko trzeba akceptować. Niezależnie, jak wysoko stoisz.</p>
<p><strong>Czasy się zmieniły. Kiedyś czytałeś nas w kryminale, dzisiaj w domu z żoną.</strong></p>
<p>Z żoną czytamy inne rzeczy. Nie lubię was. Cały czas mam uraz. Jestem jednak konserwatywny. Dużo rzeczy mnie wkurza. Nachalność seksualna jest niesmaczna. Dzisiaj mamy kulturę masturbantów, którzy nie mogą dojść do wytrysku. Oczywiście nie piję do Playboya. Ostatnio byłem świadkiem jak kobiety spokojnie słuchały skesistowskich kawałów opowiadanych przez mężczyzn. Kiedy zareagowałem, wiecie kto zaprotestował i wziął w obronę – kobieta. Więc potem kolejny żart był dosadniejszy o męskim członku i głupiej kobiecie. Poza tym zastanawiają mnie kobiety, które akceptują taką kulturę seksualną.</p>
<p><strong>Czyli lubisz feministki?</strong></p>
<p>Nie znoszę ich! One są po prostu głupie. Weźcie ich „Zadrę”. Radio Maryja jest przy niej najbardziej tolerancyjnym radiem w Polsce. Są to kobiety, które mają problemy ze swoimi facetami, a w zasadzie kobietami, bo główne feministki w Polsce to lesbijki. Nie mają śmiałości się do tego przyznać! I nie wiem, czy walczą o prawa kobiet, czy lesbijek. Zresztą dzisiaj dla lansu warto być feministką albo gejem. Chociaż gejem być trudniej, bo jest się mniej tolerowanym.</p>
<p><strong>Co byś zrobił, gdyby grupa szalikowców zaatakowała cię w autobusie? a) wytłumaczyłbyś im, że to nie ich wina, że chcą cię bić, b) zlałbyś ich, c) patriotycznie dostałbyś łomot w imię zasad?</strong></p>
<p>Nic z tego, bo nie jeżdżę autobusami (śmiech).</p>
<p><strong>A jak ci się zepsuje samochód?</strong></p>
<p>Wtedy taksówka albo ktoś mnie zawozi i przywozi.</p>
<p><strong>Dlaczego nie autobus? Żeby nie spotkać szalikowców?</strong></p>
<p>Bez przesady. Cieszę się, że stać mnie na to, żeby nie jeździć autobusami. Wychowałem się w domu z toaletą na korytarzu, bez ciepłej wody, z piecem kaflowym&#8230; I ten facet nie musi poruszać się autobusami. Chciałbym, żeby moje dzieci też nie jeździły polskimi autobusami. Na Zachodzie jest inaczej. Tam nigdy nie czułem się jak śledź.</p>
<p><strong>Nie byłeś w paryskim albo londyńskim metrze?</strong></p>
<p>Nie, ale korzystałem z komunikacji miejskiej w Niemczech i Austrii.</p>
<p><strong>No to nie masz bogatych doświadczeń. A jak Sylwester spędza sylwestry?</strong></p>
<p>Zawsze oglądam „Casablankę”. To przyzwyczajenie złamałem tylko raz. Dla żony.</p>
<p><strong>Późno już. Kończymy?</strong></p>
<p>O, już po 1. Ciekaw jestem, ile puścicie w tym wywiadzie.</p>
<div id="_mcePaste" style="overflow: hidden; position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px;"><!--[if gte mso 9]><xml> <w:WordDocument> <w:View>Normal</w:View> <w:Zoom>0</w:Zoom> <w:HyphenationZone>21</w:HyphenationZone> <w:PunctuationKerning /> <w:ValidateAgainstSchemas /> <w:SaveIfXMLInvalid>false</w:SaveIfXMLInvalid> <w:IgnoreMixedContent>false</w:IgnoreMixedContent> <w:AlwaysShowPlaceholderText>false</w:AlwaysShowPlaceholderText> <w:Compatibility> <w:BreakWrappedTables /> <w:SnapToGridInCell /> <w:WrapTextWithPunct /> <w:UseAsianBreakRules /> <w:DontGrowAutofit /> </w:Compatibility> <w:BrowserLevel>MicrosoftInternetExplorer4</w:BrowserLevel> </w:WordDocument> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> <w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"> </w:LatentStyles> </xml><![endif]--><!--[if !mso]><span class="mceItemObject"   classid="clsid:38481807-CA0E-42D2-BF39-B33AF135CC4D" id=ieooui></span> <mce:style><!  st1\:*{behavior:url(#ieooui) } --> <!--[endif]--><!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:Helvetica; 	panose-1:2 11 6 4 2 2 2 2 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:536902279 -2147483648 8 0 511 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	mso-bidi-font-size:10.0pt; 	font-family:Helvetica; 	mso-fareast-font-family:Helvetica; 	mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:EN-US;} h1 	{mso-style-next:Normalny; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	mso-pagination:widow-orphan; 	page-break-after:avoid; 	mso-outline-level:1; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-font-kerning:0pt;} p.MsoBodyText, li.MsoBodyText, div.MsoBodyText 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; 	font-weight:bold;} p.MsoBodyText2, li.MsoBodyText2, div.MsoBodyText2 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyText3, li.MsoBodyText3, div.MsoBodyText3 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; 	font-weight:bold;} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:28.4pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --><!--[if gte mso 10]> <mce:style><!   /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} --> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><em><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dorota, nie przejmuj się kolorem, podkreśleniami, etc</span></em></p>
<p class="MsoNormal"><em><span style="font-family: &amp;amp;quot;">To całe formatowanie i tak wypadnie po wlaniu tekstu do posta, uzywając funkci „czysty tekst”</span></em></p>
<p class="MsoNormal"><em><span style="font-family: &amp;amp;quot;"><span> </span></span></em></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">SYLWESTER LATKOWSKI</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">PLAYBOY <span> </span>NR<span> </span>, GRUDZIEŃ 2005</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">(<em>To nie żart. Podczas tej rozmowy czuliśmy się, jakby ściany miały uszy. Nasz bohater od dłuższego czasu skutecznie wytwarza wokół siebie aurę tajemniczości. Trzeba przyznać, że niechybnie dodaje mu ona medialnego blasku. Tym bardziej, że Sylwester prawdopodobnie rzeczywiście wie więcej niż inni. W końcu tropi przeróżne spiski nie od wczoraj. No i, nie u każdego w domu ABW aresztuje znanych polityków…</em>)</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Na początku chcemy się przedstawić. Jesteśmy złym i dobrym policjantem.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">LATKOWSKI Nie lubię policjantów. Zawsze odmawiam zeznań. Źle zaczynacie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Trudno. Naczelny kazał nam przeprowadzić z tobą ostrą rozmowę&#8230;</span></strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">LATKOWSKI Każdy na to liczy, a potem boi się opublikować.<span> </span>Ze względu na kolegów </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">kolegów. Wiecie, jak to jest.</span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie wiemy. </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">LATKOWSKI To w jakim kraju żyjecie?</span><span> </span><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A może patrzycie na rzeczywistość przez cycki gołych babek, które u siebie pokazujecie? </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zgadłeś. Przyznajemy się też, że jesteśmy dziennikarzami warszawskimi, a ty takich nie znosisz.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Ja tak powiedziałem!?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Tak. Dodałeś jeszcze, że nie lubisz warszawskich układów towarzyskich i klubokawiarnianych.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Bo warszawiacy, którzy – notabene – zwykle nie są z Warszawy, uwielbiają rozstrzygać o tym, co myśli reszta Polski, która myśli dokładnie inaczej niż im się zdaje. Ja nie przystaję do tego świata, bo rzadko chodzę na bankiety. Nie mam czasu. Wolę sobie pooglądać filmy. Albo posłuchać koncertu. Chciałem wam puścić Sinatrę, ale jak boicie się, że nie będzie potem nic słychać na dyktafonach, to&#8230;</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Sinatra może być. Baliśmy się, że wyskoczysz z jakimś hip-hopem.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">O, to jesteście nieprzygotowani.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A ty się nie znasz na żartach. Dlaczego twój dom jest tak sterylnie czysty? </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dziwicie się, że jak wracam po pracy w brudach i smrodach dworca, to chcę <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">mieć jakiś azyl.</span></span> Jak schodzisz w dół, to chcesz się oczyszczać. Zawsze dbam, żeby <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">moja ekipa filmowa</span></span> miała dobry hotel. Żeby odpoczęła. Bo inaczej się nie da funkcjonować. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Ale u ciebie jest jak w szpitalu!</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot; color: red;">Za dużo sterylnej bieli?</span><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> Bo muszę się oczyszczać z różnych brudów naszej rzeczywistości. Do dziś pamiętam jak po „Rugbistach” szef działu kultury „Rzeczpospolitej” powiedział tak &#8211; wiem to od dziennik<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">arza</span></span> – „<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">Latkowski nie miał prawa zrobić filmu o kryminalistach i kibolach”.<span> </span>W filmie trenerem młodych zawodników jest były więzień. I jest to postać pozytywna. Widocznie kryminalista dla szefa kultury zawsze będzie nikim. </span></span>To ja chciałbym powiedzieć szefowi działu <span style="color: red;">kultury, że</span> najlepszymi resocjalizatorami są byli przestępcy, którzy się nawrócili. W Stanach to wiedzą. A Jacek Lutomski nie wie. W jakiej rzeczywistości on żyje? W takiej samej, jak jego podwładny Jacek Cieślak, hipokryta na maksa. <span style="color: red;">Facet, który siedzi po uszy w popieraniu naszego bagienka szołbiznesowego a stroi się w piórka niezależnego krytyka. Jego gust było widać najlepiej, gdy głosował za Iwanem i delfinem, by te dziwadło reprezentowało Polskę na Eurowizji.</span> <span style="color: red;">Dział kultury Rzepy</span> próbował manipulować „Blokersami”. <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">Zamierzali wyciąć</span></span> nawet psychologa, który powiedział, że Latkowski ma rację. Nie spodobała im się z nim rozmowa, więc <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">chcieli poszukać</span></span> takiego, który myślał jak należy<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">. Blokersi także dla nich były nie do zaakceptowania. Jakies hiphopwe obszczymury podniesione do pomnika, tego się inteligencikom z warszawki nie mieściło w głowie.</span></span> A potem wbrew opiniotwórczych ludzi od kultury hiphop wszedł na salony. Puścicie to?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jasne, że puścimy. To wywiad z tobą, nie z nami.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Świetnie. Niech Gauden, który wyrzuca dziennikarzy, zrobi lepiej porządek w dziale kultury.<span> </span><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">By pojawiła się tam świeża krew w spojrzeniu na świat kultury. By nie patrzono koteryjnie na twórców. </span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zastanawiasz się czasem, jaki odsetek dziennikarzy ma o tobie pozytywne zdanie?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">W mediach mam zazwyczaj przyjaciół. Powiem wam, że teraz tylko dzięki mediom radzę sobie w pracy i tylko dzięki mediom jestem zawodowo wolny. Dlatego się zmieniłem. Pozbyłem się syndromu oblężonej twierdzy. Byłem facetem poboksowanym przez życie i to normalne, że się izolowałem od dziennikarzy. Przeszło mi. Oczywiście są tacy dziennikarze, którzy niezależnie od tego, co zrobię, będą mi dowalali. Nie wiem dlaczego. Tak jest zawsze w „Rzeczpospolitej”. Oni stosują wobec mnie czarny PR <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">albo udają, że nie istnieję. Na szczęście to nie redakcje decydują, czy mam robić taki a nie inny film.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Umówiłbyś się na kawę z Justyną Steczkowską?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">To fajna dziewczyna, ale gdyby nie była dziewczyną szamana, nie miałaby tylu problemów. To, co zrobiła, jest aberracją. Bez oglądania mojego filmu („Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku” – przyp. aut.) złożyła pozew w sądzie <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">o zablokowanie rozpowszechniania</span></span>. Tylko dlatego, że pijany Leszczyński przekazał jej swoje pijane wizje. Robert powinien mnie przeprosić i przynieść mi dużego trzylitrowego Walkera, a Justynie pieluchy dla jej dzieciaka. Przed premierą pokazywałem film tym, którzy w nim występowali, między innymi Robertowi. Pił, a może nawet wcześniej <span style="color: red;">wypalił blanta,</span> bo był bardzo pobudzony. Być może to ja mu za dużo polewałem (śmiech). Po obejrzeniu filmu Leszczyński przekazał Justynie wersję z procentami. Jest to przykład, że po pijaku nie tylko nie można jeździć samochodem, ale także recenzować filmów. Steczkowska w pierwotnej wersji filmu wypadła doskonale. Świetnie i mądrze mówiła. Wykorzystała całą aferę, żeby pobyć w mediach, ale myślę, że się przeliczyła. Nic do niej nie mam. Ona chyba ma, bo jak mnie widzi, to robi oczy jak aktorzy w filmach science fiction (śmiech).<span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Peja chyba też ma coś do ciebie, bo mówi: „Latkowski robi mi koło dupy”.</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie rozmawiam z nim od lat<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">. Do tej pory milczałem, ale może czas czsami odezwać się w tej sprawie. Odszczeknać. Jesteście pierwsi. Peja</span></span> zrobił kilka rzeczy karygodnych. To nie ja uderzyłem kolesia butelką. Nie miał sprawy w sądzie tylko dzięki mnie. Pogadałem z rodzicami pobitego chłopaka i <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">zagwarantowałem że Peja dwa tysiące zlotych jako zadośćuczynienie. Oczywiście nie dał.</span></span> <span style="color: red;">Peja mógł pójść za to<span> </span>siedzieć, bo </span>miał zawiasy. Rysiek panicznie boi się pierdla. A w piosenkach taki wiraszka&#8230; Przeżył parę dołków, nie wiem, co mu tam robili, ale bał się jak cholera. Kolejną wpadkę zaliczył w Łodzi. Damski bokser <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">bijący</span></span> dziewczynkę po twarzy. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Teraz będzie mówił na mnie jeszcze gorsze rzeczy. Wiecie, dlaczego? Bo na jego koncerty przychodzi po 40 osób. Gdyby nie ja<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;"> i Arkadiusz Deliś, jego wydawca, którego nazywa złodziejem, </span></span>nie wydałby płyty „Na legalu”. Nigdy już lepszej nie nagra. Nikt nie chciał go wydawać, bo Peja nie szanuje ludzi i nie ma honoru. Ja to zrozumiałem dopiero później. Nie wiem, czy w Warszawie Peja musi koniecznie nocować w Sheratonie i dzwonić naćpany do wydawcy po kurwy. Ale robi to. Za dużo ćpa. Posłuchajcie jego ostatniej płyty. Jest w nim tyle jadu, nienawiści do wszystkiego i wszystkich. Tam jest: <em>kurwa, kurwa, kurwa i nienawidzę wszystkiego. </em>Peja <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">niszczy</span></span> własny sukces. Teraz obraża ludzi, którzy go wspierali, wyzywa dziennikarzy i nie przyjeżdża na wywiady. W swojej świadomości chcę zachować innego Peję, czyli talenciaka do rymów i zdolnego chłopaka. Rysiek ma potencjał, ale gubią go narkotyki.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">W „Lampie” powiedział, że ci da kopa w dupę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">On jest taki gangsta, jak sobie poćpa i popije. Za co on chce mnie pobić? Za to, że zrobiłem film, dzięki któremu może udzielać wywiadu „Lampie”?<strong> </strong>Mimo to, chciałbym, żeby mu się udało. <span style="color: red;">Nie chcę by skończył tak jak pytam go o to w ostatniej scenie „Blokersów” – z winkiem na ławce.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Czy ktoś jeszcze mówi do ciebie „Siwek”?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dawno temu mówiła tak do mnie siostra. Nikt więcej. Napisałem o tym w „Pamiętam, jak&#8230;”. Do mnie wszyscy mówią &#8211; Sylwester. Nawet nie Sylwek. Tylko moja żona mówi do mnie inaczej niż wszyscy. Ale wam nie powiem, jak.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Za co wyrzucili cię z zakrystii przez okno?</span></strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie pamiętam. Naprawdę. Chyba dlatego, że byłem najmłodszym ministrantem i najbardziej rwałem się do dzwonienia. Zawsze jest jakaś fala. Ja padłem ofiarą fali ministrantów. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Ale nie było wysoko?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Wyrzucili mnie z sutereny. Więc właściwie wywindowali na powierzchnię (śmiech).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A pamiętasz słonia topiącego się w Kanale Elbląskim?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Tak. Mieszkałem nad kanałem, a po drugiej stronie była polanka, na której stawał cyrk. Było tam strome zejście do wody, zarośnięte trzcinami. Kąpaliśmy się od naszej strony, więc dno schodziło łagodnie. Idiota opiekun mógł przejść z tym słoniem na naszą stronę. Ale nie przeszedł. Później słoń nie mógł się wdrapać na wysoki brzeg, zaczął się denerwować i w końcu topić. Była akcja ratunkowa (śmiech).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">W Warszawie byłeś na Elbląskiej?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Bez przesady. Nie jestem sentymentalny. Powiem wam, że bardzo się cieszę, że się wydostałem z Elbląga. Bardzo. Że odniosłem tak zwany sukces życiowy. Tam jest tragicznie i cieszę się, że mnie tam nie ma. Że nie muszę wydawać gazetki elbląskiej, ani jej czytać. Że nie muszę korzystać z autobusów elbląskich. Szczurowi Latkowskiemu udało się uciec z tonącego miasta Elbląg (śmiech). Tam największym autorytetem jest teraz pani, która wystąpiła przeciwko „Biedronce”. Elbląg wydał z siebie Latkowskiego i tę panią (śmiech).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Pierwszy raz zobaczyłeś tatę na przystanku autobusowym, jak miałeś 12 lat.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">To jest kawał skurwysyna i nie chcę do tego wracać. Jak to przeczyta, bo może na stare lata musi się masturbować, to niech ma świadomość, że syn powiedział o nim „skurwysyn”. Kropka. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jesteś konstruktorem, nauczycielem, politykiem, biznesmenem, więźniem, filmowcem&#8230; Po kolei. Co skonstruowałeś?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Pracowałem w Wojskowych Zakładach Lotniczych, bo uciekłem tam przed wojskiem. Byłem jak wrzód na dupie, bratałem się z załogą, a to było źle widziane. Czy coś skonstruowałem? No tak, jakieś tam proste uchwyty na miarę fachowca od obróbki skrawaniem. Były tam fatalne warunki, wszystko na odwal się, zero standardów. Mówię wam, że w życiu nie wsiadłbym do polskiego czołgu. Po każdych ćwiczeniach na poligonie kilku chłopaków wracało w trumnach. Serio. To wszyscy w Elblągu wiedzieli. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Byłeś lepszym nauczycielem polskiego czy fizyki?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Polskiego. Na fizyce uczyłem dzieci o Katyniu (śmiech). Jedną godzinę w miesiącu można było spożytkować na tak zwaną integrację z klasą. No to integrowałem. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A ty w ogóle masz wykształcenie pedagogiczne?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jasne, skończyłem studium pedagogiczne. Ale wtedy wystarczyło mieć maturę, żeby uczyć. Wsiadałeś w autobus, jechałeś za miasto, wchodziłeś do pierwszej lepszej podstawówki i mówiłeś, że chcesz uczyć, a następnego dnia byłeś nauczycielem. Ja pojechałem pod Elbląg do Milejewa. A jak już zostałem belfrem, to zapisałem się na studium. Do dziś jak mnie pytają o wykształcenie to mówię, że pedagogiczne, a nie technik mechanik obróbki skrawaniem (śmiech).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jakim byłeś nauczycielem? Wymagającym?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Od razu przeszedłem z uczniami na „ty”, a potem jak któryś podpadł, to mu odbierałem ten przywilej: „nie możesz więcej mówić mi na ty”. Podzieliłem też dzieciaki na grupy. Tych, co chcą się uczyć i tych, co nie chcą. Ci ostatni mieli zapewnione przejście do następnej klasy, pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jak wszedłeś w transformację ustrojową? Co robiłeś w 89 roku?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zakładałem pierwszy Komitet Obywatelski w dawnym <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">województwie elbląskim</span></span>. Z gazetkami latałem, angażowałem się. A dzisiaj ci panowie, z którymi wtedy współpracowałem, udają, że są politykami. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Później prowadziłeś nawet kampanię wyborczą. Której partii?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Prawicowej. Tyle wam powiem. Do dzisiaj się boję ortodoksów. Wszelkiej maści. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Byłeś japiszonem?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Tak. Nie ma co ściemniać. Byłem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Inwestowanie w żel do włosów było dobrym interesem?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Znakomitym! Wykasowałem <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">na pół roku</span></span> wszystkich polskich producentów. Importowałem tony żelu (śmiech).<span> </span><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">A raczej zachodnie opakowania, w które pakowałem polski żel. Zmieniłem tylko nazwę z „Żel Oceanic” na „Gel Oceanic” i poprosiłem by dali więcej zapachu bo ich jakoś nieładnie pachniał.</span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A co robiłeś na Wschodzie?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Trafiłem na Białoruś do kombinatu „Azoty”, jak najbardziej legalnego. Moi frendzi z tamtych lat to dzisiaj szanowani obywatele Białorusi. Robiłem z nimi interesy. A potem już nic nie robiłem, tylko siedziałem. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Ale nie chcesz tam dalej siedzieć, bo bez picia wódki podobno nie można tam sobie poradzić. Nie lubisz wódki?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Cieszę się, że stać mnie na whisky. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Ale na Wschodzie chyba popijałeś co innego.</p>
<p class="MsoBodyText">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Piłem ruską wódkę i zagryzałem suchym chlebem. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">A potem dałeś się złapać. Mówiłeś, że kryminał ci się należał.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jeżeli robisz złe rzeczy, musisz ponieść karę<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">.<span> </span>Stawiłem się do prokuratury, bo przez rok czasu nie chcieli mi wyznaczyć miejsca i zagwarantować, ze nie popełnię samobójstwa, albo nie potknę się nieszczęśliwie w łaźni. </span></span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Co złego robiłeś?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">Byłem prezesem jednej z pierwszych firm brokerskich. Z ludźmi, którzy są przy władzy, <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">brałem udział w próbie korumpowania tego kraju</span></span>, czyli robieniu interesów na koszt państwa. W końcu się <span style="color: red;">wkurzyłem</span>, bo nie mam ich natury i nie mogłem robić tego dalej. <span style="color: red;">Uniemożliwiłem im skok na kasę. Upomniałem się o zainwestowane pieniądze. Zbuntowałem się.</span> <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">Więcej nie powiem, chce się trzymać z dala od polityki. A w sprawiedliwość nie wierzę.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Siedziałeś za wymuszenie rozbójnicze.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dziś nie miałbym nawet tego zarzutu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Ale o co chodziło?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Niby <strong><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">nastraszyłem</span></span></strong> ludzi upominając się o pieniądze. A może to nie były moje pieniądze? A może chodziło o ludzi, wcale nie Bogu ducha winnych? A może to wszystko było inaczej? A może mam dowody, że próbowano zrobić ze mnie świadka <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">inkognito?</span></span> Nieważne. Wtedy zdecydowałem, że pewne wartości dla mnie nie istnieją i za to należała mi się kara. Czy słusznie mnie osądzili, to jest inna sprawa. Nie narzekam. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Wpadłeś, bo…</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział. Z więzienia wyszedłem gorszy niż byłem. Ale jestem też mocniejszym przeciwnikiem, nie działają na mnie zastraszenia, naciski, jestem na nie odporny.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Jaki jest twój stosunek do kary śmierci?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Negatywny. Nigdy nie wiesz, nigdy nie masz pewności. Trwała izolacja to najwyższa dopuszczalna kara. Siedziałem z ludźmi skazanymi za morderstwa. Wiem przynajmniej o jednym, który tego nie zrobił. Siedział za niewinność. A gdyby dostał karę śmierci?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Czym zajmujesz się dzisiaj?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot; color: red;">Obecnie nic nie kręcę</span><span style="font-family: &amp;amp;quot;">. Jako reżyser filmów dokumentalnych <span style="color: red;">zamilkłem.</span> Spotykacie się z wypalonym facetem. <span style="color: red;">Jestem śmiertelnie zmęczony</span>. Piszę bloga, wracam do korzeni, do słowa pisanego. Dobry napisany reportaż jest trudniejszy niż zrobienie filmu dokumentalnego. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Lubisz filmy Latkowskiego?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Każdy bym poprawił. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText3" style="text-align: justify;">Dlaczego tak często widać w nich kamery, mikrofony i cienie? Brak profesjonalnego przygotowania?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">Takie niedoróbki widać nawet w nagrodzonych filmach typu „Super Size Me”. Mnie nie interesuje szkoła Karabasza. Wtedy najpierw nagrywało się dźwięk, a potem obraz i dzięki temu miało się wysmakowane, piękne ujęcia. Drugiej kamery się nie widziało, bo ona zwyczajnie nie istniała. Polska szkoła dokumentu wynikała z biedy, bo nikogo nie było stać na taśmę. Za moimi filmami stoją znane nazwiska, więc nie olewam spraw formalnych. To nie fikcja fabularna, tylko dokument i nie chcę grać. Jeżeli kręcę scenę, która mówi o czymś ważnym, to nie wyrzucam jej, bo widać tam drugą kamerę, chrzanię, że w kadr wszedł mikrofon. Niech z obrazu wykasowuje go sobie Wajda, który jest dokumentalnym reżyserem zza biurka. Nie będę podlizywał się kilku recenzentom, którzy czekają na wysmakowane obrazy.<span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"><span> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dlaczego tak często w dokumentach pokazujesz swoje plecy?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Bo operator jest z tyłu. Po co ma być przed? Bardzo często nagrywam sceny dla dźwięku, a nie dla obrazu. To wizja Latkowskiego, a nie jakiegoś Igreka. <strong><span> </span></strong></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Pamiętasz swoje słowa: „wstydź się pan, panie Wajda”?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Pamiętam i dziś mogę je powtórzyć.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Chciałeś, żeby Wajda oddał ci 13 złotych za bilet, który byłeś zmuszony kupić swojemu dziecku na jego film. Oddał?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A skąd! Nie oddał (śmiech). Przecież taki baron filmowego establishmentu nie pochyli się na tyle nisko, żeby usłyszeć, co mówią ludzie. Pójdziecie do niego na wywiad i opublikujecie to, co powie? Ktokolwiek zrobił z nim szczery wywiad? Wolne żarty. <span style="color: red;">Przyjęta jest jedna zasada – pozycja klęcząca przed mistrzem. </span>Przecież on nawet uczy zawodowych fotografów, jak mu robić zdjęcia. Ale powiem wam, że z jednego jestem zadowolony. Na szczęście jeszcze nie ja, ale pokolenie młodsze ode mnie będzie już dorastać i rozwijać się bez Wajdy. Wreszcie kiedyś Wajda przestanie przykładać rękę do<span> </span><em><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">„naprawiania”</span></span></em> polskiego kina i będzie tym, kim powinien być – reżyserem kilku <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">znakomitych</span></span> filmów, tylko tyle i aż tyle. <span style="color: red;">Wreszcie kiedyś skończy się ta cała farsa z jego s</span>zkołą. Poszli tam ludzie po studiach, żeby się niby uczyć robienia filmów. A układ jest taki: przyjdziesz <span style="color: red;">tu, to może</span> pomożemy ci dostać pieniądze na film. Nie przyjdziesz, to nie licz, że ci się uda. Przecież Wajda w tej swojej szkole uczy montażu na sprzęcie, którego nikt w Polsce nie używa. Ja nie mogę zatrudnić ludzi od niego, bo nie znają Avida! Wreszcie to trzeba głośno powiedzieć: pan Wajda krzywdzi młodych montażystów! A jest jeszcze taki drugi znany reżyser, który powinien się zająć lodówkami…</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A propos tego drugiego, to też mamy tu cytat z ciebie…</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Wiecie, że w tym kraju są święte krowy? Pewnie, że wiecie. Kiedyś myślałem, że wystarczy raz obnażyć ich hipokryzję, żeby z nimi wygrać. Ale zmądrzałem. Ich trzeba <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">podchodzić</span></span> powoli. Przecież mógłbym teraz wam powiedzieć wszystko, co wiem i wszystko, co myślę. <span style="color: red;">Mogłem</span> w studiu na żywo w programie o pedofilach powiedzieć, o jakiego znanego reżysera chodzi, prawda? Ale wiem, że to nic nie da. Co bym zyskał? Na razie mam nadzieję, że uda mi się zrobić film „Pedofile 2”. Nie zaprzestałem dokumentacji, ciągle zbieram materiały. Odkryłem kolejne ciekawe tropy. Pan znany reżyser ma mieszkanie w Paryżu, do tego mieszkania przyjechała kiedyś znana aktorka ze swoimi córkami. Niestety <span style="color: red;">nie chce<span style="text-decoration: underline;"> publicznie</span></span><span> </span><span style="color: red;">powiedzieć,</span> co ją tam spotkało. I pan znany reżyser niech teraz nie udaje autorytetu moralnego i niech nie myśli, że mu się upiekło. Jednemu z decydentów telewizyjnych zaproponowałem, żeby swoje dziecko dawał na kolanka znanego reżysera, którego zaczął znowu promować. Obraził się i nie rozmawiamy ze sobą. Wymiękłem, kiedy zobaczyłem reklamówkę stacji kulturalnej z twarzą tego reżysera, której ostatnio długo nie widziano. Odkąd zaczęło się śledztwo w sprawie Dworca, przestał się pokazywać&#8230; Dlaczego? Przecież podobno nic się nie stało. Szkoda, że protokół, w którym padło nazwisko znanego reżysera, gdzieś wyparował.<span> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Chyba bardzo chciałbyś stanąć na czele krucjaty przeciw filmowym elitom.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A wiecie co robi elita? Właśnie nic nie robi. Wszyscy wiedzą, że pan znany reżyser jest draniem, a nie mogą się zdobyć na to, żeby go wypchnąć poza nawias, żeby go wyautować. Owszem, nie pisze już felietonów do znanego tygodnika, ale na przykład promuje kanał TVP Kultura. I ja się teraz zastanawiam, jaka w tym kraju jest kultura. Jaką ona ma twarz? Twarz <span style="color: red;">miłośnika bardzo młodych chłopców<strong>? </strong>Niech odsiedzi swoje, niech odpokutuje i wtedy jako nawrócony może być autorytetem.</span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nazwiska nie wymieniasz, bo…</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie udawajcie naiwnych. Przecież wiecie, że prawnicy PLAYBOYA nigdy by tego nie przepuścili. Polska to nie jest Anglia. My nie jesteśmy BBC. Dziennikarstwo śledcze jest u nas w powijakach. Nikt nie dostanie kasy na rok, żeby rozpracowywać jedną sprawę. Dziennikarze czekają na kwity od funkcjonariuszy. Nie ma też odpowiedniego prawa, które skutecznie chroniłoby dziennikarza. Ale mam nadzieję, że to wszystko się z czasem zmieni. Bo jedyna nadzieja w dziennikarzach, naprawdę. Przy pracy nad „Pedofilami” doświadczyłem czegoś niesamowitego. Okazało się, że w ważnych sprawach media potrafią działać ponad podziałami. Doświadczyłem prawdziwej zawodowej solidarności. Pomogli mi dziennikarze z Polsatu i TVN-u, do tego stopnia, że w ich stacjach materiał o „Pedofilach” pojawił się wcześniej niż w TVP. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Słyszeliśmy, że masz kilka ciekawych pytań do premiera Belki?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zapytałbym go, czy zetknął się kiedyś z pedofilem. Powiedziałby, że nie. Wtedy zapytałbym się go, czy zna Arkadiusza <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">K</span></span>., który jest żonaty, mieszka w Warce i dostał trzy miesiące na Rakowieckiej. Na całym świecie to byłby news. Ochroniarz premiera – pedofilem! U nas sprawie ukręcono łeb. <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">K</span></span>. swoje kontakty pedofilskie z czternastolatkiem nawiązywał przez rządowe komputery. Czy Belka o tym wiedział? Musiał, bo śledztwo policji doszło do szefa BOR-u, w którym pracowali siostra i szwagier <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">K.</span></span><span> </span>W<span> </span>tzw. <span style="color: red;">sprawie dworca chłopcy opowiadali o rządowych bemkach, które pod nie podjeżdżały. Ale nikt nie poszedł tym tropem. Być może był to tylko<span> </span>Arkadiusz K. Ale byłoby to zbyt piękne by było prawdziwe. Policjant ze stołecznego CBŚ wspominał mi o panu z lanci…</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Często mawiasz, że żyjesz z muzyki, a nie z filmu. Czym konkretnie się zajmujesz?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Większość pieniędzy zarobiłem angażując się w różne produkcje muzyczne<span style="color: red;">. A wcześniej jako doradca public relations i marketingu. </span>Miałem szczęście, że zawsze obstawiałem dobre rzeczy, nie stojąc jednocześnie za żadną komercyjną płytą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Za jakimi sukcesami stoisz?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot; color: red;">Nie mogę powiedzieć. Sformułowanie „producent artystyczny” istnieje tylko na niektórych płytach. Nie</span><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> chcę, żeby młody artysta musiał zmagać się z moimi wrogami typu Cieślak lub Sankowski, który potrafi napisać o moim wykonawcy pean, ale tylko wtedy, kiedy nie wie, że stoję za tą konkretną płytą. <span style="color: red;">Chłopcy kierują się prywatnym stosunkiem do Latkowskiego a nie tym, jaka dobra jest płyta.</span> Nie ma sensu o tym mówić, chwalić się. Robię swoje. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">I nie jeździsz na wakacje, bo cię podobno na nie nie stać…</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot; color: red;">Bez przesady.</span></strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> Byłem ostatnio w Wiedniu z żoną. Ale prawda, wcześniej nie jeździłem na wakacje.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">W ogóle lubisz odgrywać biedaka. Często powtarzasz, że na coś cię nie stać. Że nie masz za co płacić rachunków.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Biedaka? Nie obrażajmy ludzi, których jest większość w tym kraju, żyjący na granicy ubóstwa. Ja nim nie jestem. Mam jednak notoryczne problemy z płynnością finansową. Może powinienem pójść śladem Wiesława Walendziaka, który mówi, że teraz odzyskał płynność i powinienem <span style="color: red;">np. pójść znowu w public relations i marketing?</span> W Polsce twórca, nawet ten z tzw. dorobkiem,<span> </span>zawsze ma problemy by na czas zapłacić rachunek telefoniczny i często jego telefon działa tylko w jedną stronę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Sylwester, nie oszukujmy się. Mieszkasz w ładnym, odpicowanym mieszkaniu. Masz świetny widok…</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Mam świetny widok na kawał Polski. Na całym świecie na Wyścigach biegałyby konie. A u nas co jakiś czas jest tylko giełda motocyklowa. Poza tym, co to jest te sześćdziesiąt kilka metrów na moje 38 lat? Gdzie mają się tu chować dzieci? Przecież to jest tylko jeden pokój!</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zły rozkład?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Zawsze tak można powiedzieć. Ale nie jesteśmy Japończykami albo Wietnamczykami, żeby mieszkać na takiej powierzchni w tyle osób. Powiedzcie to facetowi w Szwecji. Wyśmieje was. Zresztą, myślicie, że to jest za gotówkę? Nie chcielibyście spłacać moich kredytów. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Wolałbyś mieszkać w Szwecji?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">W Szwecji mi się nie podoba. </span><span style="font-family: &amp;amp;quot;" lang="ES">No sex, no alcohol, no drugs. </span><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie wiem, skąd wziął się stereotyp szwedzkiego porno. To nudne, jałowe państwo. Ma fajne krajobrazy, ale nic poza tym. Nie można nawet wsiąść z piwem do taksówki, bo taksówkarz woła policję i jest po sprawie. Znam to z autopsji. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Na wszystko narzekasz. Na filmowców, polityków, na Elbląg, na całą Polskę&#8230;</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;"><span style="font-family: &amp;amp;quot; color: red;">Nieprawda. Choć przyznam, że dzisiaj<span> </span>chc</span></span><span style="font-family: &amp;amp;quot;">iałbym, by było mnie stać, żeby wyjechać z tego kraju.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">I znowu cię nie stać! Dokąd?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Prawda (Śmiech). Na przykład do Portugalii albo Hiszpanii. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1><span>Dlaczego chciałbyś wyjechać?</span></h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Bo natura Polaka jest negatywna. Polacy są zarozumiali. To hipokryci, którzy zazdroszczą sukcesów. Tylko w państwie Papieża czołowy katolicki reżyser filmowy jest naczelnym miłośnikiem nagich tyłków aktorów porno w kraju. Nie ma pokolenia JPII. Wymyśliły to media. Jedni patrzyli na drugich i ścigali się w świętości. Ohyda. W Polsce nie było prawdziwej metamorfozy, niestety nic się naprawdę nie zmieniło. Najbliższe lata pokażą, że nie ma pokolenia JPII. Ale mam wrażenie, że w końcu i u nas będzie dobrze. Stare pryki jeszcze próbują nas trzymać za mordę, ale na szczęście już niedługo poumierają. Komuna się wykończy, ortodoksyjna prawica przestanie być ortodoksyjna i będziemy miłym, konserwatywnym krajem. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"><span> </span></span></p>
<h1>Wszystko w rękach młodych?</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Młode pokolenie Polaków nie ma woli walki, ale nie musi jej mieć, bo są takie czasy, w których nie trzeba być rewolucjonistami. Młodzież uważa, że jest ponad wszystko, co się dzieje w Polsce. I może tak trzeba. Szkoda tylko, że to pokolenie leniwe i nie mające żadnych autorytetów. Hiphopowcy na przykład postawili by pomnik z napisem HWDP. Nic więcej.<span> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Powiedziałeś kiedyś, że doba jest za krótka na kobiety.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Myliłem się. Często jestem teraz z żoną. Nie myślałem, że można tyle czasu spędzać z kobietą.<span> </span>Przyznaję, że długo nie lubiłem kobiet, nie ufałem im. Wierzyłem tylko w męską przyjaźń. A teraz kontakty z kumplami zanikły. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia i po paru miesiącach znajomości wzięliśmy ślub. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><em><span style="text-decoration: underline;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"><span style="text-decoration: none;"> </span></span></span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Kobiety się za tobą uganiają?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Kiedy? Ja nigdzie nie chodzę. Olewam bankiety. W ogóle mało chodzę po mieście. Czasem wsiadam do samochodu, jadę do supermarketu i pcham ten głupi wózek. Robię zakupy i wracam. Na spacery w ogóle nie chodzę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Dlaczego?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">A gdzie mam iść? Gdzie w Warszawie chcesz się przespacerować? Co, mam iść wzdłuż tego muru pod oknem? Albo po Marszałkowskiej? Patrzeć na tych pięknych ludzi? Na te piękne budynki? Gdzie tutaj chodzić?</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nad Wisłę masz blisko rowerem.</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie mogę jeździć rowerem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Prostata?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie, nie. Serce. Nie mogę się wysilać. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Czego słuchasz w samochodzie?</span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">
<p class="MsoBodyText2">Sinatry, U2&#8230; Ale nie pytajcie mnie tylko, czy szybko jeżdżę. Owszem, mam skłonności. Czasami przejeżdżam na czerwonym świetle (śmiech). Często <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">dawałem</span></span> w łapę, innym razem puszczają mnie, bo jestem Latkowski. Ale ostatnio po łapówie byłem tak<span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;"> zdegustowany</span></span>, że postanowiłem sobie, że kończę z korupcją <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">drogówki.</span></span> I jak na razie dotrzymuję słowa. <span style="color: red;">Płacę mandaty. </span></p>
<p class="MsoBodyText2"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Czy w twojej Hondzie szyba jest otwarta, a ręka wystawiona przez okienko?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">Mam klimatyzację (śmiech). Ale chyba większość czytelników Playboya ma takie auta, więc nie róbcie z tego sensacji!</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Zapomniałeś o czytelniczkach, których jest całkiem dużo&#8230;</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText2">Tak? Nie wiem, ja poznałem Playboya w kryminale, bo służył wszystkim do masturbacji. Potem kupowałem was ze względu na wywiady. Ale w kryminale <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">irytowały</span></span> mnie te laski powywieszane na pryczach. Obrzydzało mnie to i w kółko były awantury.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Robiłeś awantury?</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;">Nie, no przesadziłem. Tam się nie robi awantur. To upokarzające, że wszystko trzeba akceptować. Niezależnie, jak wysoko stoisz. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<h1>Czasy się zmieniły. Kiedyś czytałeś nas w kryminale, dzisiaj w domu z żoną.</h1>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText2">Z żoną czytamy inne rzeczy. <span style="color: red;">Nie lubię was. Cały czas</span> mam uraz. Jestem jednak konserwatywny. Dużo rzeczy mnie <span style="text-decoration: underline;"><span style="color: red;">wkurza.</span></span> Nachalność seksualna jest niesmaczna. Dzisiaj mamy kulturę masturbantów, którzy nie mogą dojść do wytrysku. Oczywiście nie piję do Playboya<span style="color: red;">. Ostatnio byłem świadkiem jak kobiety spokojnie słuchały skesistowskich kawałów opowiadanych przez mężczyzn. Kiedy zareagowałem, wiecie kto zaprotestował i wziął w obronę – kobieta. Więc potem kolejny żart był dosadniejszy o męskim członku i głupiej kobiecie. </span>Poza tym zastanawiają mnie kobiety, które akceptują taką kulturę seksualną.<span> </span></p>
<p class="MsoBodyText2">
<p class="MsoBodyText2"><strong>Czyli lubisz feministki?</strong></p>
<p class="MsoBodyText2"><strong> </strong></p>
<p class="MsoBodyText2">Nie znoszę ich! One są po prostu głupie. Weźcie ich „Zadrę”. Radio Maryja jest przy niej najbardziej tolerancyjnym radiem w Polsce. Są to kobiety, które mają problemy ze swoimi facetami, a w zasadzie kobietami, bo główne feministki w Polsce to lesbijki. Nie mają śmiałości się do tego przyznać! I nie wiem, czy walczą o prawa kobiet, czy lesbijek. Zresztą dzisiaj dla lansu warto być feministką albo gejem. Chociaż gejem być trudniej, bo jest się mniej tolerowanym.<span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Co byś zrobil, gdyby grupa szalikowców zaatakowała cię w autobusie? a) wytłumaczyłbyś im, że to nie ich wina, że chcą cię bić, b) zlałbyś ich, c) patriotycznie dostałbyś łomot w imię zasad?</p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">Nic z tego, bo nie jeżdżę autobusami (śmiech). </span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">A jak ci się zepsuje samochód?</p>
<p class="MsoBodyText"><span> </span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">Wtedy taksówka albo ktoś mnie zawozi i przywozi.</span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Dlaczego nie autobus? Żeby nie spotkać szalikowców?</p>
<p class="MsoBodyText">
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">Bez przesady. Cieszę się, że stać mnie na to, żeby nie jeździć autobusami. Wychowałem się w domu z toaletą na korytarzu, bez ciepłej wody, z piecem kaflowym&#8230; I ten facet nie musi poruszać się autobusami. Chciałbym, żeby moje dzieci też nie jeździły polskimi autobusami. Na Zachodzie jest inaczej. Tam nigdy nie czułem się jak śledź. </span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Nie byłeś w paryskim albo londyńskim metrze?</p>
<p class="MsoBodyText">
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">Nie, ale korzystałem z komunikacji miejskiej w Niemczech i Austrii.</span></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">No to nie masz bogatych doświadczeń. A jak Sylwester spędza sylwestry?</p>
<p class="MsoBodyText">
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">Zawsze oglądam „Casablankę”. To przyzwyczajenie złamałem tylko raz. Dla żony. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></p>
<p class="MsoBodyText">Późno już. Kończymy?</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoBodyText"><span style="font-weight: normal;">O, już po 1. Ciekaw jestem, ile puścicie w tym wywiadzie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-family: &amp;amp;quot;"> </span></strong></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wywiadowcy.pl/sylwester-latkowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

