Jurij Andruchowycz

PLAYBOY nr 8, 2005 rok

TEKST: Anna Dziewit, Agnieszka Drotkiewicz

fot. Radek Polak

Osiągasz sukcesy zarówno jako pisarz jak i performer – wokalista. Co jest bardziej ekscytujące?

Zaczęło się to wszystko od BuBaBu (skrót od burleska bałagan bufonada – działająca w latach 80. i 90. grupa poetycka i performerska, której założycielem, obok Saszki Irwańca i Wiktora Neboraka, jest Andruchowycz ). To doświadczenie bardzo mnie zmieniło, bo przed BuBaBu byłem człowiekiem szalenie introwertycznym i czytanie własnych wierszy na głos komuś innemu było dla mnie trudne. Bardzo mi się nie podobało to, jak czytam. Ze względów cenzuralnych nie mogliśmy drukować swoich tekstów, ale mogliśmy je np. głośno czytać. Trzeba więc było wyjść na scenę.

A jako wokalista masz jakieś specjalne techniki, sposoby na lepszy głos? Picie surowych jajek, jak to czyniły divy operowe?

Różne bywają sposoby. Np. wokalista zespołu Perkalaby pije w czasie występów koniak. Ten sposób rozgrzewania gardła ma dość stary rodowód. Stosowali go też śpiewacy operowi. Oczywiście muzycy rockowi mają tę przewagę nad śpiewakami, że mogą sobie spokojnie całą butelkę wychlać. W moim przypadku te sposoby ograniczają się jednak do tego, żeby nie jeść za dużo przed występem i być trzeźwym. Wydaje mi się, że to nieuczciwe, kiedy występujesz pijany. Zresztą dla mnie bardzo ważna jest dobra dykcja, a po pijaku różnie z tym bywa. Staram się też zapamiętywać i powtarzać to, co robiłem podczas tych najbardziej udanych występów. A występy dzielą się na bardzo udane i udane.

Dlaczego zgodziłeś się udzielić wywiadu do PLAYBOYA? Nie dla każdego byłaby to łatwa decyzja.

Bardzo chętnie się zgodziłem, ponieważ staram się walczyć z opinią, która głosi, że jestem klasykiem, poważną osobą i tak dalej. Chcę to burzyć, bo nienawidzę określenia elitarny. Ciągle muszę wyjaśniać, że nieprawdą jest jakobym nienawidził kultury masowej. Gdybym odmówił PLAYBOYOWI, znaczyłoby to, że liczą się dla mnie tylko miesięczniki literackie i akademickie konferencje.

Jest to gazeta o dość określonym profilu, czy w związku z tym jest jakieś pytanie, na które nam nie odpowiesz?

Jak rozumiem, pytacie o sferę erotyczną? W tym przypadku kłopot jest taki, że ja w życiu nie jestem sam. Gdyby chodziło tylko o mnie jako takiego, to mówiłbym wszystko. Ale moje słowa mogą sprawić przykrość ludziom, z którymi jestem, no i właśnie dlatego jest we mnie jednak cenzura.

Jak wobec tego, żyjąc w szczęśliwym trwałym związku radzisz sobie z nadmiarem fanek tzw. grouppies, jakich rzesze spotkałyśmy we Lwowie?

Zdarzyła mi się bardzo ciekawa historia związana z fanką właśnie. Na pewnym wieczorze autorskim publiczność zadawała nam pytania na kartkach, które podawano nam na scenę. Wśród tych kartek przyszła do mnie jedna podpisana literą „ju”, na której było napisane „Juriju, ja cię kocham”. Po kilkunastu minutach przyszła kolejna z napisem „Jesteś wspaniały, umieram bez ciebie”, a potem coś w rodzaju „utiutiutiu”, taki świergot. Tym razem podpis składał się z liter „ j” i „a”. Po spotkaniu, kiedy skończyłem podpisywać książki, podeszła do mnie 19-letnia może dziewczyna, która miała chyba 6 moich książek ze sobą i powiedziała, że nazywa się Julia. I wcisnęła mi jeszcze jeden papierek. Schowałem go do najgłębszej kieszeni z myślą, że tam może być mail albo numer telefonu i po kilku godzinach sięgnąłem po ten papierek, a tam nie było napisane nic, tylko to „ju”.

Bardzo wyrobiona literacko fanka. A ładna?

Tak naprawdę ja nie lubię pięknych kobiet. Bo one są świadome tego, że są atrakcyjne i patrzą na świat z góry. A ona była taka hippiska, taka bardzo, powiedziałbym, „moja”.

Wolisz się przyjaźnić z kobietami czy z mężczyznami? Czy w ogóle jest możliwa, twoim zdaniem, przyjaźń kobiety i mężczyzny?

Oczywiście, że jest możliwa. Doświadczyłem tego w życiu wiele razy. W czasach studenckich miałem przyjaciółkę, która była dziewczyną mojego bardzo dobrego przyjaciela. Mogliśmy nawet spać razem w jednym łóżku jak brat i siostra. Byliśmy sobie bardzo bliscy.

I co? Nie było między wami nigdy żadnego iskrzenia?

Było, było (śmiech). Ale może byliśmy wtedy mniej zepsuci? Ona była dziewczyną mojego przyjaciela, który bardzo mi imponował. No i bardzo go lubiłem.

A teraz masz przyjaciółki wśród kobiet?

Tak, bo w przyjaźni chodzi o człowieka, a nie o płeć.

Popularne w Polsce pisarki ukraińskie Oksana Zabużko i Natalka Śniadanko opisują siermiężność kontaktów seksualnych na Ukrainie. Brzydkie rajstopy, barchanowa bielizna, rozciapane szare mydło. Twierdzą, że to smutne dziedzictwo komunizmu. Co o tym myślisz?

Nie chciałbym powiedzieć, że napisały to tylko dlatego, by lepiej sprzedawać na Zachodzie książki, które swoją potworną egzotyką lepiej pasują do stereotypu. Akademiki we Lwowie rzeczywiście nie sprzyjały wyrafinowanym zabawom w koronkowej bieliźnie. Choćby ze względu na typowo lwowski problem braku wody. Akademiki tętniły życiem, rodziło się sporo dzieci, były wesela i dramaty, podcinanie żył, skoki z okien. A problem braku wody cały czas doskwierał. I gdy dochodziło do kolejnego stosunku, to rzeczywiście bywało już mniej estetycznie. Ale wszystko zależy od uczucia – jeśli jest wielkie i prawdziwe, to nawet siermiężne warunki mogą wydawać się ekscytujące.

Skoro rozmawiamy o akademikach, opowiedz nam o swoich doświadczeniach z życia w akademiku w Moskwie, który opisałeś potem w powieści Moscoviada. Czy sceny seksu pod prysznicem z ciemnoskórą nieznajomą albo opisy rytualnego picia wódki to prawda czy fikcja?

Moscoviada jest tekstem, w którym każda sytuacja, każda scena ma swój odpowiednik w rzeczywistości. Ale w scenie pod prysznicem dużo zaczerpnąłem z wyobraźni. Chociaż była tam taka niesamowita Murzynka….

A pisanie scen erotycznych było dla ciebie trudne?

Pierwszy raz napisałem taką scenę w powieści Rekreacje. To jedna z końcowych scen – kiedy dochodzi do zdrady małżeńskiej. Pisałem tę powieść szybko i łatwo. Pisząc tańczyłem, śpiewałem, cieszyłem się. To jest najszczęśliwszy z moich tekstów, tworzony w wielkiej euforii.

Nie musiałeś przełamać wstydu pisząc o seksie po raz pierwszy?

O, nie! Miałem wtedy już 30 lat i zdawałem sobie sprawę z tego, jaka jest moja rola i droga. Chciałem burzyć ukraińską literaturę, skandal wchodził w grę i brałem go pod uwagę. Teraz te sceny to małe piwo, ale wtedy to było naprawdę coś. Ja ten tekst próbowałem na kobietach. Pisałem to w Moskwie, w tym wspomnianym akademiku. Czytałem te sceny różnym koleżankom i zauważałem, że one słuchając doznają pewnego podniecenia, na granicy orgazmu (śmiech). Wtedy uznałem, że to jest udane.

Spotkałyśmy się z poglądem, że na Ukrainie ludzie są dosyć rozwiąźli; czy jest tak rzeczywiście?

No, w porównaniu z Ameryką czy Szwecją to na pewno tak. Chociaż, swoją drogą u nas na seks grupowy mówi się szwedzki. Może dlatego, że kiedyś na Ukrainę dotarła jakaś nielegalna pornografia ze Szwecji? Ta otwartość seksualna przejawia się choćby w tym, jak wyglądają ukraińskie kobiety. Ubierają się tak, żeby podniecać mężczyzn.

Faktycznie jest spora różnica między ulicą w Warszawie i we Lwowie.

To zaczyna się już u trzynastoletnich dziewczynek, które dorastają w przekonaniu, że muszą być atrakcyjnymi kobietami. Być może matki je uczą, że lepiej być kobietą atrakcyjną i wyzywającą, bo to jest kapitał, dzięki któremu życie może być lepsze? Ale nie chcę myśleć o tym w tak pragmatyczny sposób. Bo to jest jednak też żywioł. Zwrócił na to uwagę pewien Kanadyjczyk. Któregoś dnia podczas spotkania w jakimś większym międzynarodowym towarzystwie na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie wyszedłem z nim na papierosa. Obok nas przechodziły różne dziewczyny – studentki. I on patrząc na nie powiedział swoim nie najlepszym rosyjskim – u was, na wschodzie, kobiety są piękne jak… prostytutki.

Porozmawiajmy o pieniądzach. Jaką rolę odgrywają w twoim życiu?

Pieniądze są środkiem do osiągnięcia wielu celów. Dobrze jest mieć ich tyle, żeby nie chodzić codziennie do pracy. Dobrze jest móc leniuchować choćby przez tydzień. Ot tak, dla fantazji. Bo stać cię na to.

A czy masz zamiłowanie do luksusu? I co właściwie jest dla ciebie luksusem?

Gdy byłem po raz pierwszy na Zachodzie, przez trzy miesiące w Bawarii na stypendium, to cały czas paliłem camele, które należą do droższych papierosów. Gdy wróciłem na Ukrainę, wpadłem w rozpacz, bo u nas jeszcze ich nie produkowano, a te, które można było kupić, były wyłącznie zagraniczne i tym samym bardzo drogie. Nie było mnie na nie najzwyczajniej w świecie stać. W tych czasach to był luksus właśnie. Luksus, o którym zawsze marzyłem, to mieć dużo wolnego czasu. Który mógłbym poświęcić choćby na myślenie o innych luksusach. Mógłbym na przykład zakupić sobie jakiś fantastyczny sprzęt grający pozwalający na odsłuchiwanie muzyki w doskonałej jakości, ale po prostu nie mam czasu na to, żeby wybrać, kupić. Jestem natomiast całkiem obojętny wobec samochodów.

Ale masz prawo jazdy?

Nie mam. Nigdy nie siedziałem za kółkiem, choć często podróżuję samochodem i przejechałem wiele tysięcy kilometrów jako pilot. Ale nigdy nie chciałem mieć samochodu. Dzięki temu nigdy nie miałem kłopotów z kontrolą podatkową, bo przy wypełnianiu deklaracji jest pytanie o samochód. Jak ktoś pisze, że nie ma, to się nim nikt już nie interesuje, bo czy warto interesować się majątkiem kogoś, kto nie ma nawet samochodu? (śmiech)

Nie masz też komórki.

Niestety, wyjeżdżam za kilka dni na roczne stypendium do Berlina i wiem, że będę musiał ją mieć. Oczywiście – zawsze można ją wyłączyć, kiedy chce się być nieosiągalnym. Sam jednak nie lubię, gdy ktoś mając komórkę, wyłącza ją. Trzeba być uczciwym. Jak już masz komórkę – to jej używaj. Lepiej jest nie mieć komórki niż ją wyłączać.

Opowiedz nam o swoim udziale w pomarańczowej rewolucji. Byłeś jej aktywnym uczestnikiem.

W Polsce i na Zachodzie nasz udział, udział pisarzy, był bardziej widoczny. Na Ukrainie zaś mówiło się w czasie rewolucji i już po niej, że pisarze się nie angażowali.

Ale przecież to nieprawda. Świadczy o tym choćby postawa pisarza Serhija Żadana, który był komendantem miasteczka namiotowego w Charkowie.

O tym tak naprawdę wiedziało niewielu. Więcej na ten temat pisała „Gazeta Wyborcza” niż nasze ukraińskie gazety. Może ta opinia, że nie byliśmy aktywni, wzięła się stąd, że nie leźliśmy na scenę i nie przemawialiśmy, tylko byliśmy wśród ludzi, gotowi do fizycznej walki. Czytałem artykuł pewnego młodego literata, który napisał, że pisarze ukraińscy w sytuacji rewolucyjnej nie mieli w swoich szeregach zdrajców, bo wszyscy zachowali się jak trzeba.

Czy poruszał cię niemal masowy udział Polaków w rewolucji?

Niezwykle. W pierwszych dniach rewolucji, podczas najtrudniejszych chwil, zostałem sam w Stanisławowie. Wszyscy moi przyjaciele pojechali już do Kijowa manifestować, a ja miałem jeszcze następnego dnia jakiś wieczór w Czerniowcach. Chciałem coś pisać, ale nie dane mi było pracować. Kanał 5 cały czas nadawał bezpośrednią transmisję z Majdanu. Przemawiał tam jakiś polski polityk, a gdy przestał – tłum 500 000 ludzi skandował POLSKA, POLSKA. To było niesamowite. Mnie traktuje się na Ukrainie jako promotora pozytywnego stosunku wobec Polaków. Wiele razy czytałem o sobie, że jestem polskim agentem, jezuitą. Stopień nieufności i niechęci wobec Polaków, zwłaszcza w środowiskach inteligencji, jest wysoki. No, ale może teraz to się będzie zmieniało.

A w zasadzie dlaczego tak dobrze mówisz po polsku?

Stała praktyka od lat. Często tu przyjeżdżam, mam wielu przyjaciół Polaków. Moja 85-letnia babcia jest czystą Polką. Na ile oczywiście Polki są czyste (śmiech). Zwłaszcza że moja babcia urodziła się w Budapeszcie. Ja jednak z babcią nigdy nie rozmawiałem po polsku. Jej mąż był ukraińskim wieśniakiem, jej córki, w tym moja matka, nie znały polskiego. No ale coś w tym moim zamiłowaniu do Polski jest.

Ukraina kojarzy się nam, na równi z Rosją niemal, jako kraj wódką płynący. Jaki masz stosunek do używek? Wspominany już Serhij Żadan opowiada się za legalizacją marihuany. A ty?

W Holandii i niektórych kantonach Szwajcarii to działa i jakoś nie wszyscy tam są narkomanami. Ponoć legalizacja miękkich narkotyków powoduje, że ludzie nie sięgają po twarde. Ja jednak nie chcę występować z żadnymi postulatami. Zostawiam to Żadanowi (śmiech). Podkreślam tylko, że wszelkie przesadne zakazy powodują chęć ich łamania. Dodam jeszcze na marginesie, choć nie wiem, czy nie wykreślę tego przy autoryzacji (śmiech), że w gronie rodziny, z żoną i córką, czasem lubimy sobie zapalić.

Jak jest z wódką? Dużo się piło i mało spało?

W 18. roku życia uchlałem się strasznie. Wcześniej też się pijało, ale raczej jabole, jak to się mówi w Polsce. Natomiast na 18. urodziny dostałem specjalne fundusze i na 12 osób kupiłem 8 butelek wódki. Przy tym było bardzo mało jedzenia. No i był to pierwszy radykalny konflikt mego organizmu z wódką. Ja lubię się upijać w radosny sposób. Lubię ten moment przejścia od trzeźwości do stanu upojenia. Ale kończę momentalnie, gdy – jak mówi się na spotkaniach anonimowych alkoholików – wódka przestaje dawać i zaczyna brać. Wódka jest oczywiście elementem naszej kultury, muszę jednak powiedzieć o różnicy, moim zdaniem zasadniczej, między nami a Rosjanami. I będzie to jednak na chwałę Ukraińców. Pić po rosyjsku to pić bez jedzenia. Choć są mocni, upijają się bardziej agresywnie. U Ukraińców pije się dużo wódki, ale też bardzo dużo do tego się je. Nasze potrawy są tłuste, stanowią dobry podkład pod wódkę. Rosjanie mają coś okropnego, czego ja nigdy nie próbowałem, nie chcę próbować i nikomu nie polecam: takie danie, o ile to w ogóle można nazwać daniem, nazywa się tiuria na wódce, czyli: do miski nalewa się wódki, do tego kruszy się chleb i je się łyżką. Wyobraźcie sobie – chleb przesiąknięty wódką! Dla mnie to samobójstwo.

A zrobiłeś kiedyś po pijanemu coś szczególnie spektakularnego?

Raczej żadnych awantur, bo ja przy piciu nie jestem konfliktowy. Raczej szukam porozumienia, chcę porozmawiać z nieznajomymi, pożartować z kimś. Czyli raczej – taki przyjemny facet. A to co wspominam z największą przyjemnością, to sytuacje, kiedy porządnie się upiłem i wtedy jakaś kobieta albo dziewczyna zaczynała mną się opiekować, prowadzić, martwić się, żebym nic sobie nie zrobił.

A jak jest z kacem? Niektórzy po prostu lubią mieć kaca.

Czytałem taki esej o kacu rosyjskiego pisarza Igora Klecha pt. Metafizyka kaca. Akcentuje się tam charakterystyczny dla kaca stan miłości wobec wszystkich i pogodzenia się ze światem. Kiedy jesteś na kacu, jesteś trochę wyizolowany, ale równocześnie świat bardzo ci się podoba. Ja tak w każdym razie mam. Ale w czasie służby w wojsku przeszedłem bardzo poważną chorobę wątroby. Po wojsku nie mogłem normalnie się upijać, a potem wrócić do kondycji, do jakiej bym chciał, bo wątroba wszystko mi wyrzucała. Ale jakoś z czasem minęło. Na szczęście! Później miałem problemy z sercem, więc robiłem przerwy w piciu wódki i przechodziłem na czerwone wino.

Czerwone wino jest zdrowe dla serca.

(Śmiech) Tak, Francuzi mają serca jak dzwony.

A pisałeś kiedyś pod wpływem narkotyków?

Nie. Powiem wam, że kiedyś zrobił na mnie ogromne wrażenie Rafał Wojaczek. Bardzo zaimponowała mi jedna rzecz, że będąc alkoholikiem, nie napisał ani jednej linijki pod wpływem alkoholu. Rozgraniczenie tych sfer bardzo mnie poruszyło. Jest to trudne, ale jakże kuszące. I ja też postanowiłem, że nigdy nie będę pisał pod wpływem używek.

A gdybyś miał swoją audycję radiową, jaką puszczałbyś w niej muzykę?

Ha! Mnie się marzy założenie własnej stacji radiowej, rozgłośni. Jak kiedyś dostanę więcej pieniędzy ze sprzedaży książek, to założę taką stację, żeby nie zależała oczywiście od żadnych formatów i była tylko nocna, np. od 23.00 do 6.00 nad ranem. I puszczałbym wyłącznie smutną muzykę. Mówiłbym też bardzo blisko mikrofonu. Mam już nawet nazwę dla tej rozgłośni.

Zdradzisz?

Po polsku „Smutek”. Po ukraińsku to brzmi lepiej, bo „Smutok” i ten „tok” oznaczałoby zarazem angielskie „talk”. „Radio Smutok”. Załóżmy, że miałbym tyle pieniędzy, że nie musiałbym się przejmować tzw. słuchalnością.

Jaka byłaby to muzyka, jakie zespoły?

Moje pierwsze doświadczenia z muzyką zależały od koniunktury, która istniała w naszym systemie. Ukształtował się pewien kanon, mniej więcej dziesięciu wykonawców, którzy byli bardzo popularni w Związku Radzieckim. Dlatego istnieją setki znakomitych zespołów, o których do dzisiaj mało wiemy, bo u nas znani byli tylko Led Zeppelin, Deep Purple, Pink Floyd, Yes i Genesis. Całą resztę muzyki z tego okresu trzeba było potem sobie znaleźć, wysłuchać. Z kolei słuchanie takiego zespołu jak Deep Purple kształtuje pewien standard słuchania, że muzyka to powinien być właśnie tylko taki hard rock. Mam przyjaciela, który ze dwa lata temu, podczas jakiejś pijatyki, bardzo szczerze, z wielkim smutkiem powiedział mi: „Wiesz, jaki jest największy błąd mojego życia? Że ja zawsze słuchałem Deep Purple, a trzeba było słuchać Led Zeppelin.

W świecie popkultury każdy kraj ma swój emblemat, np. Finlandia – renifery, Szwajcaria – czekolada i zegarki. Gdybyś miał wybrać emblemat dla Ukrainy, co by to było? Słonina w czekoladzie?

Chciałbym jakoś przyczynić się do obalenia tego słoninowego stereotypu. Kiedy pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy Krawczuk przyjechał do Warszawy, to grupa studentów ukraińskiego pochodzenia powitała go hasłem: „Ukraina potrzebuje nie słoniny, a witaminy!”. Więc ja jestem zdecydowanie po stronie tych witamin. Chociaż na mrozie taka twarda słonina, pod wódkę, z czarnym chlebem to jest genialna rzecz. Ale nie można tego, moim zdaniem, absolutyzować. Chociażby dlatego, że to stały, dyżurny moskiewski dowcip na temat Ukraińców, że oni mają tylko tę słoninę. Niech naszym symbolem będzie pomarańcza!

Kobiety w twoich książkach są wspaniałe, są jak Lara Croft – inteligentne, piękne, silne, same o sobie decydują. To jest fikcja literacka czy miałeś szczęście do takich muz?

Po prostu o takiej kobiecie dobrze mi się pisze. To jest dla mnie ciekawe. W moich książkach nierzadko fragmenty pisane o kobietach lub w ich imieniu są najlepsze.

Umiesz przeniknąć psychikę kobiety.

Nie wiem, skąd to mam. To chyba talent literacki (śmiech). Skoro masz zdolność, żeby wymyślić krajobraz, możesz też wymyślić i to.

I jeszcze garść pytań z dziedziny life style. Czy uprawiasz jakiś sport? Jak dbasz o kondycję?

Zostawiam sobie rano jakieś 15 minut dla ćwiczeń siłowych, pompki, brzuch, mięśnie nóg. Taki krótki seans. Ważne, że codziennie.

A co trzymasz na nocnym stoliku?

W domu śpię na materacu na podłodze i nie mam nocnego stolika. A w hotelu? Zegarek. Czasem papierosy, czasem jakąś książkę.

Czy używasz ekskluzywnych kosmetyków? Krem pod oczy firmy Vichy na przykład?

Nie. Chyba że chodzi o zapachy. Ciągle szukam jakiegoś nowego. Zeszłej jesieni gościłem u nas Wiktora Jerofiejewa (znany rosyjski pisarz – przyp. red.). Zorganizowałem dla niego trzy spotkania: we Lwowie, Stanisławowie i Czerniowcach. On przyjechał ze swoją uroczą, młodziutką żoną, od której jest prawdopodobnie 35 lat starszy. W pewnym momencie, tuż przed ich odjazdem, ona szepnęła mi, że powinienem używać perfum Chanel Egoiste. Więc po jakimś czasie kupiłem i teraz próbuję.

A poza tym nie wklepujesz żadnych kremów?

Kremów nie.

Bo uważasz, że to obciach dla prawdziwego mężczyzny?

To też. Ale to pewnie byłoby znakiem machizmu. Po prostu jestem też ciekaw, jak długo można się bez tego obejść?

A czy jesteś macho?

Tak. Ale jakby nie do końca. Cechą macho jest to, że gardzi kobietami. A ja prawdopodobnie tego nie mam. Tak mi się wydaje, że nie, że zachowuję równowagę. Nie lubię też obgadywania kobiet w męskim towarzystwie, rozmów o głupich babach, cipach.

Ale ukraińscy mężczyźni są trochę macho?

I tak i nie. Przecież ukraińska kobieta odgrywa bardzo szczególną rolę: rządzi domem. Teraz zresztą rządzi i poza domem, bo kobiety, które wyjeżdżają do pracy do Włoch, utrzymują rodzinę. Mężowie siedzą w domu i chodzą na pocztę po pieniądze, które potem przepijają. Ale z drugiej strony nigdy nie było u nas ucisku kobiet. Na przykład Paweł z Aleppo, który w XVII wieku podróżował przez Ukrainę, napisał: „Co mnie najbardziej zdziwiło w tym kraju to to, że kobiety umieją czytać”. Możemy to przeciwstawić rosyjskiemu ustrojowi domowemu, w którym normą było upokarzanie, bicie kobiet. Widzicie więc, że i w tym różnimy się od Rosjan. Choć przypomniało mi się, że jest takie ukraińskie przysłowie ludowe „Żinka ne byta, jak kosa ne klepana”.

W Polsce mówimy: „Jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije” (śmiech). No to powiedz, są ci Ukraińcy macho, czy nie?

Są, są. Już nawet Kozacy uciekali od rodzin, od żon, żeby razem wędkować.

Jeden komentarz
Skomentuj »

  1. Ciekawy wywiad, cos wiecej o Ukrainie sie dowiedzialam:)

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree

*