Danny DeVito

PLAYBOY nr 6, 2009 rok

TEKST: Mariusz Urbanek


To prawda, że miał pan być fryzjerem?

Tak, ale byłem wtedy bardzo młody. Naprawdę bardzo młody. I to był salon fryzjerski mojej siostry. A poza tym mówmy sobie ty.

Potrafiłbyś jeszcze dziś kogoś uczesać?

Oczywiście.

Ale tak, żeby nie pozwał Cię do sądu?

Nadal mógłbym dobrze ostrzyc czy porządnie ufarbować włosy każdemu, ale specjalizowałem się w włosach cienkich, wymagających większej troski. I to było naprawdę ciekawe zajęcie.

Coś jak bycie barmanem?

Fryzjerstwo to jest dla mężczyzny bardzo dobry zawód, przede wszystkim ze względu na bliski kontakt z kobietami. Bycie barmanem byłoby atrakcyjne dokładnie z tego samego powodu, gdyby nie przewaga mężczyzn po drugiej stronie baru. Myślę, że jako barman byłbym przeszczęśliwy, gdyby przychodziłyby do mnie kobiety. Ty nie?

Nie lubisz facetów?

Wyobrażasz sobie, że stoję całą noc za barem i gadam z facetem? Przecież to byłoby niesamowicie nudne.

Ale z drugim facetem można porozmawiać o kobietach.

No tak, ale to byłaby rozmowa bez przyszłości. Podobnie jak strzyżenie mężczyzn.

No dobrze, ale w takim razie dlaczego zrezygnowałeś ze strzyżenia kobiet?

Pracowałem z moją siostrą. A gdybyś znał moją siostrę nigdy nie zadałbyś takiego pytania.

Taka była okropna?

Była jak wielki cierń w królewskim tyłku. Mam nadzieję, że ona rozumie język polski, bo wtedy będzie mogła przeczytać kilka słów prawdy o sobie. (śmiech) Ale oczywiście bardzo kocham moją siostrę. Podobnie zresztą jak moją drugą siostrę, bo mam dwie i obie są tego samego gatunku. Myślę też, że byłyby przeszczęśliwe, gdyby mogły pokazać się w „Playboyu”. Oczywiście najlepiej w nie całkiem jaskrawym świetle, rozumiesz. Przepraszam, to tylko taka dygresja. Wiem, że niektórych ludzi wkurza to, że ciągle wpadam w jakieś dygresje, ale akurat mnie nie. Ja to nawet lubię.

Kto pierwszy powiedział: „Danny, masz talent aktorski”.

Mamusia. Miałem wtedy dziewięć miesięcy. (śmiech) Powiedziała: „Danny, jesteś naprawdę zdolny”. „Naprawdę tak uważasz?” – zapytałem…

…musiałeś być naprawdę bardzo zdolny, skoro potrafiłeś już mówić…

Matka powiedziała mi: „Jesteś moim kogucikiem… Odpowiedziałem: „Mamo, jak możesz tak mówić, przecież leżysz ze mną w łóżku, a w dodatku jesteś moją matką i Włoszką”.

…i sporo rozumiałeś, jak na dziewięć miesięcy…

Mówiąc poważnie, matka od początku zachęcała mnie do aktorstwa. Nie mówiła oczywiście, że jestem jakoś szczególnie przystojny, bo mama nigdy nie kłamała, ale mówiła, że jestem zabawny i jak chcę potrafię wzruszyć ludzi. Długo nie wierzyłem, że naprawdę mogę być aktorem, ale po paru latach pracy z siostrą bardzo chciałem już od niej zwiać. Miałem 18 czy 19 lat, kiedy pojechałem z New Jersey do New Jorku.

Jechałeś do Nowego Jorku, żeby i zostać aktorem?

Nie. Jechałem, żeby porządnie nauczyć się kursie sztuki makijażu, tym bardziej, że to ona płaciła za mój kurs. To wydawał mi się najlepszy sposób, żeby wyrwać się spod wpływu siostry, ale o tym jej oczywiście nie mówiłem. Dojeżdżałem na zajęcia do Nowego Jorku dwa, trzy razy w tygodniu 60 mil w jedną stronę.

Zajęcia były w szkole aktorskiej?

To była American Academy of Dramatical Arts. Tam właśnie przekonałem, się, że aktorstwo jest jeszcze bardziej interesujące niż fryzjerstwo. A w dodatku aktorki to zwykle bardzo ładne kobiety. To chyba zdecydowało. Zdałem egzaminy i dalej dojeżdżałem do Nowego Jorku, ale już na kursy aktorstwa. Potem dostałem się na studia dzienne, zacząłem coraz więcej z aktorstwa rozumieć, występować, i wsiąkłem w to ostatecznie. Dziś nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić cokolwiek innego.

Debiutowałeś rolą Martini w Locie nad kukułczym gniazdem Kena Keseya?

To było później i to była już prawdziwa rola. Wcześniej były jakieś studenckie wprawki. A po latach tą sama rolą zadebiutowałem w filmie Milosa Formana.

Czy osobie o Twoim wzroście, posturze i urodzie jest w zawodzie aktorskim trudniej czy łatwiej?

Nie wiem, bo nie mam porównania. Nigdy nie wyglądałem jak… czy ja wiem… jak Robert Redford, czy ktoś taki…

Być może, kiedy reżyser potrzebuje do roli Pingwina w Powrocie Batmana kogoś kto wygląda jak pingwin, albo kogoś będącego absolutnym przeciwieństwem Arnolda Schwarzeneggera do roli jego gorszego brata-bliźniaka w Bliźniakach, to od razu przychodzi mu do głowy właśnie Danny DeVito!

Dobry wygląd nie załatwia wszystkiego, ale oczywiście się przydaje. Bo kiedy w pokoju jest sześciu facetów, pięciu przystojnych jak sam Clark Gable, a szósty wygląda jak… no w każdym razie odbiega od nich urodą, to jak myślisz, na kogo wszyscy zwrócą uwagę i zaczną się zastanawiać: „Skąd wziął się i kim właściwie jest ten niski, brzydki facet”. I to on będzie obiektem zainteresowania wszystkich, a nie któryś z tamtych pięciu przystojniaków. Na tej zasadzie ja też jestem zauważalny i w takim sensie mój wygląd stanowi mój atut.

Rozstrzygnijmy teraz jeden z podstawowych problemów wielu internautów. Ile tak naprawdę masz wzrostu?

A co piszą internauci?

Że 152 centymetry.

No i niech tak zostanie.

Byłbyś w stanie zagrać wysokiego, szczupłego blondyna z burzą włosów?

Oczywiście. Masz wątpliwości?

Czy wobec tego możesz sobie wyobrazić Danny’ego DeVito w roli Bonda, Jamesa Bonda.

Jasne… pod warunkiem, że mocno zmieniliby tę postać.

Ponoć rywalizowałeś z Arnoldem Schwarzeneggerem o rolę Johna Kimble’a w filmie Gliniarz w przedszkolu. To prawda?

Nie, oczywiście, że nie. Razem graliśmy tylko dwa razy. W Bliźniakach i potem w ich kontynuacji – Juniorze. A dziś Arnold jest gubernatorem stanu Kalifornia i ma dużo poważnych problemów na głowie. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że on naprawdę to robi. A w to, że jest republikaninem jeszcze ciężej. Ale widocznie ma taką blokadę w mózgu, która powoduje, że krew tam nie dociera i coś nie pracuje tak, jak powinno.

Jeden z najlepszych polskich aktorów, Marek Kondrat, twierdzi, że aktorstwo to nie jest zawód dla prawdziwego mężczyzny. Profesja godna mężczyzny to polityk, żołnierz, biznesmen, inżynier. Zgadzasz się z tym?

Myślę, że inżynier to rzeczywiście naprawdę męski zawód… Tak, mógłbym być budowniczym. Ale służba w wojsku czy w policji? Owszem, potrzebujemy żołnierzy i policjantów, bo nie każdy chce sam używać broni. Ja na przykład nie chcę, jestem pacyfistą. I nigdy nikogo nie zastrzeliłbym, nawet dziennikarza. (śmiech) A już w ogóle nie wyobrażam sobie, że mógłbym czerpać zyski z jakiegoś koszmarnego zdarzenia w rodzaju wojny czy rewolucji, podczas którego giną ludzie.

A politykiem nie chciałbyś być?

Takim jak George W. Bush? Nie chciałbym.

Widziałem w Internecie na portalu YouTube filmik zatytułowany „Ciężko pijany DeVito przywala Bushowi w programie View”.

Powiedziałem po prostu, co myślę o wojnie w Iraku i co myślę w ogóle o administracji Busha, a potem dodałem, że poprzedniego wieczora wypiłem parę drinków z Georgem Clooney’em. No i może trochę za dużo chichotałem. Ale po prezydenturze Busha w Ameryce naprawdę zostało spore bagno do posprzątania.

Zadając pytanie, czy chciałbyś być politykiem, nie myślałem o Bushu, bo on nie był aktorem. Myślałem raczej o Ronaldzie Reaganie czy Arnoldzie Schwarzeneggerze. Oni, jak Ty, byli aktorami.

Nazywasz tych dwóch ludzi aktorami? Nawet w ten sposób nie żartuj!

Aktorzy nie nadają się na polityków?

Lepiej spuśćmy na to zasłonę milczenia… Politycy to w ogóle bardzo przykry przypadek. Bo zastanówmy się, czy mamy dziś w ogóle jakichś porządnych polityków… Chyba tylko Baracka Obamę.

Głosowałeś na Obamę?

A na kogo miałem głosować? Na Johna McCaine’a? Nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek mógł zagłosować na jakiegoś republikanina. (Danny deVito bierze do ręki łyżeczkę od herbaty) Zagłosowałbyś na tę łyżeczkę? Jest ładna, ale nie można głosować na człowieka tylko dlatego, że ma ładną fryzurę. A ludzie tak robią. Zwracają uwagę na wygląd, a nie na inteligencję. Nie można też głosować na kogoś tylko dlatego, że lubimy jego rodzinę, albo dlatego, że obiecał obniżyć podatki. Powinno się głosować na kogoś, kto jest naprawdę mądry, stara się służyć społeczeństwu, dba o ludzi, a nie tylko o swój własny interes. A większość polityków jest bardzo chciwa.

A nie chciałbyś płacić niższych podatków?

Daj spokój. To przecież jakaś bzdura. Nie można nie płacić podatków. Każdy człowiek w Stanach Zjednoczonych płaci podatki i jeśli ktoś obiecuje, że nie trzeba będzie tego robić, to znaczy, że kłamie. I trzeba byłoby być naprawdę głupcem, żeby na kogoś takiego głosować.

Uważasz, że Barack Obama będzie dobrym prezydentem?

Będzie świetny. O tym jestem przekonany. Będzie wielkim prezydentem, ale nie mów nikomu o tym, że go lubię.

Dlaczego?

Żeby nie zapeszyć…

Jesteś nie tylko aktorem, ale także reżyserem i producentem i to nie tylko własnych filmów…

I jeszcze proktologiem (śmiech)…

Współczuję, znam ciekawsze zajęcia…

Być może, ale w życiu trzeba sobie radzić z różnymi dupkami, więc się przydaje.

Dlaczego aktor, który odnosi sukcesy, zbiera nagrody, postanawia któregoś dnia zostać reżyserem?

Bardzo długo wcale nie miałem takiego zamiaru. Ale kiedyś, oglądając jakiś film, którego nazwy już dziś nawet nie pamiętam, pomyślałem, że też chciałbym zrobić coś podobnego. Choć wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałem jak.

Na Akademii tego nie uczyli?

Uczyli, ale ja nie byłem najlepszym studentem i nie bardzo potrafiłem zrozumieć, na czym polega praca reżysera. Ale chciałem się tego dowiedzieć i może dlatego miałem odwagę, żeby spróbować samemu. Zacząłem się przyglądać innym, nakręciłem pierwsze filmy krótkometrażowe na taśmie 16-milimetrowej, potem wyreżyserowałem pierwszy w życiu show telewizyjne i jakoś się nauczyłem. Wreszcie nakręciłem swój debiutancki film: Wyrzuć mamę z pociągu i dalej poszło już samo. Po prostu bardzo to polubiłem.

Twoja matka nie obraziła się na tytuł?

Na premierę w moim rodzinnym Asbury Park przyjechała na wózku. Mówiła potem, że najbardziej bała się, jak zareagują sąsiedzi. Ale była bardzo dumna.

Być może reżyseria jest tak pociągająca, bo jest w niej coś z polityki, a na pewno jest władza?

Polityki raczej w niej nie ma, ale władza na pewno.

Miło jest rządzić na planie Robinem Williamem, Jackiem Nicholsonem, czy Julią Roberts.

O tak, to niesamowita przyjemność, zwłaszcza w przypadku Julii. (śmiech) Dlatego nie robię tego dla pieniędzy, ale dlatego, że przynosi mi to tak ogromne zadowolenie. Kocham grać sam i kocham występować z innymi.

Twój ulubiony film?

Nigdy nie zapomnę emocji podczas pracy nad Lotem nad kukułczym gniazdem Formana, ale tak naprawdę, to każda praca nad każdym kolejnym filmem dostarcza mi wielkiej radości.

Nie lubisz leniuchować?

Bardzo lubię… pod warunkiem, że nie mam nic do roboty. Dobrze jest poleżeć z drinkiem na plaży i mieć święty spokój od marudzących ludzi, ale najszczęśliwszy jestem, kiedy zaczynam nową pracę: siedzę nad scenariuszem, przygotowuję się do roli, czy zbieram pieniądze na nowy film.

Masz, zdaje się, już kilka restauracji… Ktoś, kto ma włoskie korzenie musi prędzej czy później zająć się kuchnią?

Ktoś, kto naprawdę lubi jeść, prędzej czy później musi otworzyć własną restaurację. Może was w Polsce jeszcze to nie dotknęło, ale w Stanach Zjednoczonych coraz większym problemem jest znalezienie nieprzetworzonej żywności. Jeśli chcesz kupić najzwyklejszą sałatę do twojej sałatki, to musisz sprowadzać ją z jakiejś ogromnej odległości i ona kosmicznie dużo kosztuje. Płacisz za kilkadziesiąt kalorii jakieś straszne pieniądze.

Jaka kuchnia obowiązuje w Twoich restauracjach?

Różna, ale z przewagą włoskiej. Zresztą u mnie w domu też dominuje kuchnia włoska. Matka robiła zawsze fantastyczną lazanię i bakłażany w parmezanie. Oczywiście w Stanach doszły do tego jeszcze różne potrawy amerykańskie, w tym rzecz jasna indyk. A przecież są jeszcze przepisy kuchni żydowskiej mojej żony.

Ale kuchnia włoska jest najlepsza?

Nie wiem, czy jest najlepsza na świecie, ale kiedy jestem we Włoszech, mogę jeść przez cały dzień i całą noc i nie przytyć nawet pół kilo, a w Ameryce mogę nie jeść nic, a i tak ciągle przybieram na wadze.

Ale nie jesteś wegetarianinem, jak twierdzą internetowe encyklopedie?

Ostatni raz byłem wegetarianinem na początku lat siedemdziesiątych, ale powód był czysto finansowy. (śmiech) Nie mieliśmy pieniędzy, więc jadło się warzywa z brązowym ryżem. Kiedy miałem pieniądze wolałem kurczaka albo rybę. Nigdy tylko nie byłem fanem czerwonego mięsa. Choć czerwone mięso też jem, zwłaszcza w tych krajach, w których potrafią je przygotowywać naprawdę dobrze.

Ten wegetarianizm to był największy nonsens, który przeczytałeś o sobie?

Piszą o mnie różne głupstwa, ale największe był inne. Robiliśmy w telewizji show, w którym występowałem wiele lat. Kiedyś powiedziałem producentom, że na potrzeby programu chciałbym się nauczyć grać na skrzypcach piosenkę I love You. Zatrudnili mi nauczyciela, uczyłem się, próbowałem, starałem…

I udało się?

Pojawiłem się z tym skrzypcami na scenie, nawet coś tam starałem się zagrać, ale niespecjalnie mi szło. Następnego dnia w jednym z tabloidów przeczytałem: ”Danny DeVito rzuca karierę aktorską i zamierza zostać wirtuozem skrzypiec”. Parę dni później moja matka telefonuje i mówi: „Danny, dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś, że marzyłeś o grze na skrzypcach”. „Mamo, o czym ty mówisz?” – pytam. „No przecież piszą w gazecie, że zawsze chciałeś grać na skrzypcach – mówi mama. – Nie wiedziałam o tym”. „Ale mamo, to jakaś bzdura”. „Jak to bzdura, przecież mówią o tym wszyscy w naszym supermarkecie!” „Mamo, przecież mieszkałem z Tobą tyle lat, czy kiedykolwiek widziałaś mnie ze skrzypcami?”. Ale do dziś nie mam pewności, czy mi uwierzyła.

Porozmawiajmy jeszcze o kobietach. Jesteś od ponad 27 lat żonaty z aktorką Rheą Perlman.

Tak, a przed ślubem byliśmy już ze sobą przez 11 lat.

Po co po tylu latach potrzebne wam było to małżeństwo?

Bo był już na to najwyższy czas i oboje tego chcieliśmy. Poza tym wreszcie zacząłem zarabiać jakieś pieniądze i mogliśmy założyć rodzinę, mieć dzieci…

Co powinno być w kobiecie, żeby wzięty aktor, reżyser i producent w Hollywood nie chciał jej któregoś dnia zamienić na jakąś młodą, wschodzącą gwiazdkę?

Powinna być Rheą Perlman.

I to wystarczy?

Najważniejsze jest chęć bycia razem i poczucie humoru. Reszta to tylko przyprawy dodające smaku.

Rodzina jest ważniejsza od kariery?

Kiedy wreszcie dociera do człowieka, że nie będzie żył wiecznie, zaczyna też rozumieć, że najważniejsza na świecie jest troska o najbliższych i chwile, które możesz im ofiarować.

A co powinien mieć mężczyzna, który, powiedzmy, nie przypomina Brada Pitta, żeby kobieta chciała zwrócić na niego uwagę?

Powinien być Dannym DeVito.

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree

*