Bartosz Kizierowski

PLAYBOY nr 10, 2005 rok

TEKST: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke

fot. Tomek Bergmann


Podrywałeś kiedyś „na ratownika”?

Na basenie nie mam czasu na szpan. Ale to świetny pomysł (śmiech).

„Alkohol, dziewczyny, tańce” – czyje to słowa i gdzie tak było?

Na pewno nie moje.

Niestety, twoje. Uniwersytet w Berkeley, byłeś najwyższy na uczelni i wszystkie laski na ciebie leciały. To też twoje słowa…

Aaaa, życie studenckie. W Berkeley studiuje dużo Azjatów, więc czułem się naprawdę potężnie (śmiech). Ale i tak zabawy było znacznie mniej niż mogło być. Codziennie dwa treningi po dwie godziny, do tego wykłady. Profesorowie nie wiedzieli, że pływam. Na Berkeley jest taki system, że trzeba mieć dobre wyniki w nauce i sporcie. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie było imprez, dziewczyn i alkoholu. Jednak w porównaniu z moimi polskimi kolegami jestem w tych sprawach raczej cienki (śmiech). Nie narzekałem na brak powodzenia, ale w czasie studiów byłem w stałym związku, co oczywiście ograniczało możliwość zawierania nowych znajomości.

A jak podrywa się Amerykanki? Łatwiej?

Ani łatwiej, ani trudniej. Inaczej. To kwestia wzorów kulturowych. Gdy przyjechałem do Polski i zacząłem gadać z dziewczynami o czymś, co wydawało mi się naturalne dla damsko-męskich kontaktów, zauważyłem, że chemia przestawała działać (śmiech). W Stanach by się pojawiała, bo tam nie gada się o polityce i religii. Ale chodzi przecież oto samo. Ładny uśmiech, a potem nadzieja, że wszystko będzie OK. Ale przy Polkach Amerykanki nie mają szans. Polki są ładniejsze i bardziej o siebie dbają. Fajne makijaże, fryzury, modne ciuchy. Amerykanki dbają o niezależność i kasę. Jak się trafi jakiś gościu, to fajnie, jak nie – trudno.

W Ameryce miałeś jakieś problemy językowe?

W szkole na lekcji geografii drapałem się środkowym palcem w czoło. Wykładowca wezwał mnie do siebie i powiedział, że pokazałem mu fucka (śmiech). Musiałem za karę pisać wypracowanie. A ja się drapałem, bo wreszcie zacząłem kapować, co on do mnie mówi…

Najseksowniejsza sportsmenka, która powinna się pokazać na łamach PLAYBOYA, to…

Sylwia Gruchała.

Miałeś okazję dotknąć silikonowych piersi?

Po rozstaniu z Gabrielą (Gabrielle Rose –pływaczka, była narzeczona Bartosza –przyp. aut.), doznałem tej przyjemności i… nie byłem zawiedziony. Zawsze wydawało mi się, że to jest nieprzyjemne w dotyku. Obawy się nie potwierdziły (śmiech).

Masz jakieś blizny, na które podrywasz kobiety?

Nie, ale mam na plecach tatuaż z kółek olimpijskich. To niezły afrodyzjak.

Podobają ci się prześwitujące stroje naszych zawodniczek?

Jestem tak zapracowany i zestresowany na zawodach, że nawet nie zauważyłem, że prześwitują (śmiech). Tak na serio, to było mi ich żal. Szczególnie po komentarzach w internecie.

A w jaki sposób walczysz ze stresem?

Czytam książki, wdaję się w jakiś miły flirt towarzyski, ale tak naprawdę najskuteczniejsze w walce ze stresem są sny erotyczne.

Ale seks przed zawodami odpada. Przez dwa tygodnie, tak?

Bez przesady. Dwie doby, ale nie dwa tygodnie! Słyszałem, że u kobiet seks tuż przed zawodami jest wręcz wskazany.

Czy pływanie sprawia ci przyjemność?

Był taki moment, że przestało. Z obrzydzeniem wracałem po przerwie w treningach dowody. Jednak od 2–3 lat wejście dowody jest dla mnie zabawą, a nie nudnym przepływaniem od ściany do ściany. Dużo kombinuję, pracuję nad techniką. Sprawia mi to frajdę. Zawody pływackie trwają od minuty do piętnastu minut. Żeby odnosić sukcesy, trzeba w organizmie wytrenować trzy systemy energetyczne. Tylko jedna konkurencja, moja, schodzi poniżej minuty. Żeby dobrze pływać na50m, wystarczy poznać jeden taki system. I wszystko jasne (śmiech).

Dlaczego pływanie stylem dowolnym na 50m jest najbardziej obleganą konkurencją?

Bo jakby wpuścić do basenu rekina, kraulista pływający na 50 m byłby zjedzony ostatni (śmiech). To najbardziej prestiżowa konkurencja – jak setka w lekkiej atletyce. Jeżeli chce się znaleźć najszybszego pływaka na świecie, to tylko na tym dystansie. Teoretycznie mogę płynąć żabką, strzałką, pieskiem albo na plecach. I oczywiście wybieram kraul. Ale kraul kraulowi nierówny. Kraul, którym pływam ja i inni zawodnicy Mike’a Bottoma (trenera Bartosza –przyp. aut.), różni się od kraula reszty stawki. Pływamy najlepiej na świecie pod względem technicznym. Co roku jednak wprowadzamy zmiany, które przynoszą efekty.

Czym różni się kraul od kraula?

Nie mogę powiedzieć. Tajemnica zawodowa (śmiech). Chciałbym jeszcze ze 2–3 lata popływać. Powiem wam tylko, że bardzo ważny jest między innymi sposób układania głowy.

Dlaczego, jak na prawdziwy sprint przystało, na zawodach pływackich nie można zobaczyć czarnoskórych sprinterów?

Kilku ich jest, ale rzeczywiście bardzo niewielu i nie odnoszą znaczących sukcesów. Chodzi chyba o motorykę, budowę ciała. Mięśnie pływaka powinny być silne i długie, ale nie duże. A czarnoskórzy sportowcy mają tendencje do szybkiej rozbudowy dużych mięśni. Poza tym w Stanach pływanie jest sportem dla ludzi bogatszych i dlatego niewielu czarnych trafia w dzieciństwie na basen. Raczej grają w kosza, baseball czy futbol. Pluskanie w wodzie im nie w głowie. Żałuję, bo mogłoby się więcej dziać na zawodach.

Czy po Montrealu skończyły się twoje kłopoty finansowe?

Jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że tak. Niestety mieszkam w jednym z najdroższych rejonów Stanów. Za wynajem dwupokojowego mieszkania płacę 1000 dolarów miesięcznie. W Alabamie za takie samo mieszkanie płaciłbym 300. A i tak płacę mniej niż na wolnym rynku. Wynajmuję mieszkanie po znajomości od mojego trenera. W atrakcyjnym i malowniczym miejscu. Coś za coś.

Co musiałoby zmienić się w Polsce, żebyś trenował rodaków, a nie Amerykanów?

Przydałaby się chociażby woda na basenie Polonii.

Jak reagujesz na pływaków z egzotycznych państw, którzy na olimpiadzie kończą zawody pięć minut po wszystkich?

Irytuje mnie to. Żeby zostać olimpijczykiem, trzeba się napracować. Ja wiem, że ich wysiłek jest może piękny i szczery, ale jednak podważa rangę zawodów. Pływak z Gwinei dostaje kontrakt ze Speedo, jest zapraszany do telewizji, sprzedaje okularki za 5 tysięcy dolarów… To stawia pod znakiem zapytania wszystko, co robię. Całą moją ciężką pracę.

Jako sportowiec zapewne odżywiasz się zdrowo. Przyjąłbyś propozycję dobrze płatnej reklamy McDonalda tak jak siostry Williams?

Chyba tak. W końcu chodzi o niemałą kasę (śmiech). Wiecie McDonald’s jako jedyna restauracja ma swoje stanowisko w wiosce olimpijskiej. Na początku jest tam prawie zupełnie pusto, z upływem czasu, po startach, zaludnia się i na końcu olimpiady jest już tłum.

Podobno byłeś kiedyś ostrym punkowcem. Słuchałeś Clashów czy Sex Pistols?

Ramonesów. Zawsze słuchałem Ramonesów. I do tej pory ich słucham. Ale przede wszystkim byłem jednak pływakiem. Punkowcem byłem po godzinach. Takim domowym i raczej grzecznym. Nie nosiłem irokeza i nigdy nie wyznawałem zasady „no future”, bo z natury jestem optymistą (śmiech).

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree

*